Losy wizyty polskich przywódców w Lizbonie ważyły się jeszcze do wczoraj. Poszło o to, czy prezydent powinien jechać razem z premierem nie tylko do Lizbony, ale także dzień później na unijne spotkanie do Brukseli.
Lech Kaczyński chciał lecieć i do Lizbony i do Brukseli. Jednak Donald Tusk na spotkanie w Brukseli wolał lecieć sam. Prezydent miał zagrozić, że w takim wypadku nie pojedzie nigdzie, ale ostatecznie doszło do porozumienia. Prezydent będzie w Lizbonie, a premier - w Lizbonie i Brukseli.
Minister Michał Kamiński z Kancelarii Prezydenta mówi, że to nie porażka Lecha Kaczyńskiego, ale troska o polski wizerunek za granicą. "Postrzegałbym to w kategoriach, że Lech Kaczyński całe życie dbał, by Polska była silna, ważna w świecie" - dodaje minister Kamiński. Z kolei Donald Tusk mówi, że w całej sprawie zwyciężył zdrowy rozsądek. "A on podpowiada, żeby w pracach Rady Europejskiej uczestniczył premier, bo to on może podejmować wiążące ustalenia" - podkreślił Donald Tusk.
Traktat Reformujący zostanie podpisany przez przywódców 27 państw. Z Polski podpiszą go premier i minister spraw zagranicznych w obecności prezydenta. Po uroczystym obiedzie Donald Tusk poleci do Brukseli, a Lech Kaczyński wróci do kraju.
Źródło:IAR































































