REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Kto dyktuje ceny nieruchomości?

2009-05-20 15:00
publikacja
2009-05-20 15:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Kto dyktuje ceny nieruchomości? Teoretycznie odpowiedź powinna brzmieć: klient. Czy jednak pojawiające się w mediach informacje o średnich cenach to nie efekt oczekiwań klientów, a ogłoszeń wystawianych przez pośredników nieruchomości? Czy w takim przypadku wciąż można mówić o jakichkolwiek średnich cenach i wykorzystywać je w analizach?

Ceny mieszkań od kilku miesięcy nieprzerwanie idą w dół. Patrząc na rozwój sytuacji na rynku pracy, a przede wszystkim na coraz większą niechęć banków do udzielania kredytów hipotecznych, można stwierdzić, że spadki będą trwać jeszcze wiele miesięcy. Czy to jednak możliwe, że nie widzimy pełnego obrazu sytuacji, tylko cały czas obserwujemy wirtualną rzeczywistość serwowaną nam przez agencje pośrednictwa nieruchomości? Jak się bowiem okazuje, większość informacji o cenach ofertowych powstaje na podstawie ogłoszeń dodawanych nie przez samych klientów, a przez agentów nieruchomości!

Polski rynek nieruchomości jest bardzo młody. Można powiedzieć, że rozwinął się w pełni dopiero po 2004 roku. Do tego momentu tylko nieliczni zaciągali kredyty hipoteczne, trudno też mówić o historii, na podstawie której można by wskazać rynkowe trendy. O ile na dojrzałych rynkach analizą rynku nieruchomości zajmują się, poza największymi bankami, wyspecjalizowane firmy lub agencje rządowe, tak w Polsce nawet Komisja Nadzoru Finansowego, oceniając polski rynek nieruchomości, musi korzystać z nieaudytowanych danych jednego z doradców finansowych. Okazuje się bowiem, że w naszym kraju nikt nie publikuje zbiorczych danych na temat cen transakcyjnych obejmujących przynajmniej większość rynku. To, co pojawia się w mediach, to średnia cena ofertowa, ustalana w przeważającej większości nie przez klientów, a przez... agencje nieruchomości. To one dyktują ceny, które następnie pojawiają się w mediach.

Bezkrytyczne powielanie cen marzeń

Media podają swoim czytelnikom przede wszystkim ceny ofertowe, które reprezentują cenę marzeń sprzedającego i które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. To nie jedyny zarzut w stosunku do tak prezentowanych danych. Kolejnym mankamentem jest fakt istotnych różnic w cenach podawanych przez poszczególne serwisy. Czy to możliwe, żeby w tym samym mieście średnia cena ofertowa różniła się w tym samym miesiącu o 9 procent? Wydawałoby się, że średnia cena, to cena średnia. A jednak. Nawet takie różnice występują w przypadku cen podawanych przez dwa najaktywniejsze portale ogłoszeniowe. Co ciekawe, współpracują one też z największymi doradcami finansowymi. Pikanterii dodaje fakt, że różnica pomiędzy średnią ceną ofertową a transakcyjną dla klientów jednego z nich w marcu wynosiła blisko 20 procent. Chociaż tak duża różnica to między innymi wynik stosowania średniej arytmetycznej i mediany, ale trudno znaleźć informacje o tym chociażby w publikowanych przez te podmioty analizach. W marcu średnia cena metra kwadratowego mieszkania w Warszawie wynosiła w zależności od firmy publikującej dane: 9191 zł, 8433 zł i 7688 zł. Trzy różne ceny dla tego samego miasta... Również najnowsze dane z kwietnia pokazują, że nie ma szans na stworzenie wiarygodnej średniej. Z podawanych w mediach informacji średnia dla stolicy to odpowiednio 8853 zł, 8300 zł i 7755 zł.

Jeśli spojrzeć na to z punktu widzenia osoby zaciągającej kredyt, to przy mieszkaniu za 500 tysięcy, przy 20 procentach różnicy w cenie, mowa o różnicy 100 tysięcy złotych, W przypadku przeciętnego warszawiaka oznacza to pracę na ekstra zarobek sprzedawcy przez kolejne 3 lata, nie odkładając dla siebie z całej pensji ani złotówki! To nie wszystko. Do tego należy przecież doliczyć dodatkowe przychody dla banku w postaci około 140 tysięcy złotych odsetek przez kolejne 30 lat. Te pieniądze mogłyby w tym czasie być przeznaczone nie na ratę kredytu, na drobne przyjemności czy chociażby odłożone na przyszłą emeryturę. Dlatego czytając o tym, że kupowanie mieszkania właśnie teraz jest najlepszą inwestycją, a za miesiąc będzie już po promocjach, należy zawsze brać pod uwagę takie obliczenia. Warto również pamiętać o ryzyku związanym z „łapaniem spadającego noża”.

Medialny punkt odniesienia tworzy wirtualną rzeczywistość

Wysokie ceny ofertowe nie biorą się same z siebie. Stanowią punkt odniesienia dla wszystkich uczestników rynku – zarówno deweloperów, jak i kupujących i sprzedających na rynku wtórnym. Ci ostatni wystawiając swoje mieszkanie, sprawdzają ile wynosi cena podobnych lokali w okolicy. Kupujący, mając punkt odniesienia w postaci ceny żądanej za podobne mieszkania, mają świadomość, że maksymalne obniżki wynoszą na przykład 10 procent i tyle właśnie mniej więcej obecnie negocjują. Także dla deweloperów jest to obok ceny metra wyznaczonej w programie „Rodzina na swoim” pewien pułap odniesienia przy wycenie swoich inwestycji. Z całą pewnością nie jest to koszt wybudowania metra, który jest kilkadziesiąt procent niższy od cen transakcyjnych. A brak tych ostatnich, zbieranych i ogłaszanych przez niezależne instytucje, nie stojące po żadnej stronie rynku, to pięta achillesowa polskiego rynku. Efekt? Procentowy wzrost cen nieruchomości, który można było obserwować w USA przez ostatnie 15 lat, w Polsce zajął niecałe 4 lata.

Akceptacja wysokich cen to nie tylko polska przypadłość. Globalizacja i łatwy przepływ kapitału sprawiły, że ceny nieruchomości rosły w zawrotnym tempie na całym świecie. Nie brakuje przecież i Polaków, którzy kupowali „apartamenty” w Bułgarii czy Egipcie, licząc na szybki zarobek i przyczyniając się tym samym do pompowania bańki na tamtych rynkach. Jak to się jednak dzieje, że praktycznie wszystkie statystyki pokazują, że ceny ofertowe stoją w miejscu, a nawet czasami lekko idą w górę?

Pośrednicy ustalają cenę

Uważna analiza ogłoszeń w internecie pomoże dostarczyć odpowiedzi. To nie żaden cud czy silne postanowienie właścicieli mieszkań, którzy upierają się, żeby nie rezygnować z wirtualnych milionów. Jak się okazuje, na największych rynkach, nawet ponad 90 procent wszystkich ofert, które znajdziemy w najpopularniejszych serwisach ogłoszeniowych, to... oferty agencji nieruchomości. To one, a nie bezpośrednio sprzedawcy dyktują medialne przeświadczenie o wysokości i stabilności cen na rynku wtórnym. Ciekawa jest zależność, że ceny odbiegające od średniej wyznaczanej przez agencje, to zazwyczaj oferta sprzedaży bezpośredniej. Patrząc jednak na liczbę ogłoszeń agencyjnych, nie dziwi fakt, że ceny stoją w miejscu. Są one sztucznie podtrzymywane na wysokim poziomie.

Stąd właśnie niewiarygodnie wysoka różnica pomiędzy cenami ofertowymi a transakcyjnymi z tego samego miesiąca, z tego samego miasta! W interesie pośredników jest przecież utrzymywanie wysokich cen ofertowych i ewentualna ich obniżka w czasie negocjacji. W taki też sposób firmy te tłumaczą strategię swoim klientom, w których imieniu działają. Jest to o tyle łatwiejsze, że sprzedający mieszkania zarówno w internecie (skąd czerpią w większości wiedzę na temat obowiązujących cen), jak i w mediach (które publikują dane z tego samego źródła) widzą wysokie, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością ceny. To również na ich podstawie ustalają ceny klienci sprzedający mieszkanie bez pośredników. Swoją ofertę odnoszą do ceny „rynkowej”.

Procentowy udział ogłoszeń pochodzących od pośredników nieruchomości w poszczególnych miastach w 3 największych serwisach

* Analiza obejmowała pierwszych 50 ogłoszeń w danym mieście dostępnych na serwisie 14 maja 2009


Chociaż utrzymanie wysokich cen mieszkań jest w interesie agencji nieruchomości, to trudno oczywiście mówić o jakiejś celowej czy skoordynowanej akcji wszystkich firm. Każda z nich działa przecież na własny rachunek. Tak czy inaczej, efekty takiej samej strategii zaciemniają rzeczywisty obraz rynku, a na tej podstawie powstają błędne analizy. Jeszcze kilka miesięcy temu słyszeliśmy, że najlepszym okresem do kupna jest I kwartał tego roku. Jak widać deweloperzy cały czas ogłaszają kolejne obniżki cen, nie przestają budować, na rynku wtórnym przybywa ofert, a ceny idą cały czas w dół. Warto o tym pamiętać, kiedy kolejny raz przeczytamy o świetnej okazji zakupu wciąż drogiego mieszkania, za kredyt z wyjątkowo wysoką marżą. Również w przypadku, kiedy będzie się nam wmawiało, że najlepsze mieszkania bezpowrotnie znikną i zostaną te o najgorszym rozkładzie i na parterze. Dziwnym trafem deweloperzy w pierwszym rzędzie wyprzedają obecnie właśnie takie lokale. Paradoks?

Pamiętajmy, że chociaż nie widzimy pieniędzy z kredytu i są one zazwyczaj tylko cyferkami na potwierdzeniu przelewu, to jest to realny dług, który trzeba będzie odpracować z odsetkami. Skoro jeden mit padł i okazało się, że mieszkania mogą tanieć, warto dwa razy się zastanowić, czy nie poczekać na przykład jeszcze 3 miesiące, zamiast przez kolejne 360 zastanawiać się nad słusznością swojej decyzji. Lepiej nie łapać gołą ręką spadającego noża. Warto zatem krytycznie podchodzić do pojawiających się cen, pamiętając, kto je najczęściej wyznacza. Trzeba pamiętać chociażby o tym, że taka cena zawiera na przykład wliczoną prowizję agencji (ponad 5 procent) i przynajmniej kilka procent rabatu dla kupującego.

Rynek postawiony na głowie


Ceny nieruchomości w Polsce bardzo szybko osiągnęły abstrakcyjny pułap, przynajmniej biorąc pod uwagę zawartość naszych kieszeni. Nikt nie zastanawia się, dlaczego na Zachodzie przez dziesięciolecia podstawowy kredyt w ofercie przyznawano na 20 lat z wymaganym kilkudziesięcioprocentowym wkładem własnym. Nikt już nie wspomina, że przez całe dziesięciolecia wartość nieruchomości rosła wg wskaźnika inflacji plus 2-3 punkty procentowe. Nawet w dobie największego kredytowego szaleństwa, banki wymagały dla najlepszych ofert wkładu własnego i nie udzielały takich kredytów na więcej niż 30 lat. Do tego zazwyczaj oferowano oprocentowanie o stałej stopie procentowej, przynajmniej przez kilka pierwszych lat. Kredyty na dłuższy okres, na 100 i więcej procent wartości nieruchomości o zmiennym oprocentowaniu, były zarezerwowane dla bardziej ryzykownych klientów. W USA na przykład wszystkie kredyty sub-prime miały właśnie takie warunki.

Największym „sukcesem” obecnej bańki jest deprecjacja wartości pieniędzy. Polacy łatwo zaakceptowali to, że swoje mieszkania będą spłacać często ponad 30 lat i płacą za nie kwoty, których fizycznie nawet w małej części nie widzieli i prawdopodobnie nie zobaczą na oczy. Również łatwo przyjęli fakt, że bez żadnych powodów, poza jednym – że będzie drożej, cena mieszkania w ciągu 2 lat może wzrosnąć więcej niż dwukrotnie. Jeśli popatrzymy na praprzyczyny obecnego kryzysu finansowego, to właśnie taka postawa miała wpływ na wszystkie obecne wydarzenia. Wiele państw, firm i gospodarstw domowych z niedowierzaniem patrzy teraz na koszty życia na kredyt. Tak właśnie kończą się wszystkie spekulacyjne bańki. Na pocieszenie można tylko powiedzieć, że to nie pierwsza taka sytuacja w historii. Niestety również nie ostatnia.



Michał Macierzyński / Bankier.pl

Artykuł pochodzi z działu HydePark PRnews.pl

Wakacje na giełdzie
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Chiny szykują się na wielki krach finansowy. "Kawaleria nie nadciąga"
Tematy

Komentarze (27)

dodaj komentarz
~OKO OPATRZNOŚCI
INDEXY GIEŁDOWE
~poszukująca lokum
od jakiegoś czasu poszukuję mieszkania. Dwa pokoje i pierwsze piętro to jest coś co mnie interesuje. I wcale nie potwierdzam tu wielu wpisów mówiacych o tym, że to agencje, pośrednicy. To ludzie sami tak windują ceny, ja wiem, że każdy chce sprzedać jak najdrozej ale czasami roznica pomiedzy mieszkaniem nowym a takim np. w kamienicy od jakiegoś czasu poszukuję mieszkania. Dwa pokoje i pierwsze piętro to jest coś co mnie interesuje. I wcale nie potwierdzam tu wielu wpisów mówiacych o tym, że to agencje, pośrednicy. To ludzie sami tak windują ceny, ja wiem, że każdy chce sprzedać jak najdrozej ale czasami roznica pomiedzy mieszkaniem nowym a takim np. w kamienicy to około 200 zł na metrze!!!!

Zresztą zobaczcie sami: jakie teraz są ceny:http://www.mieszkania-24.pl/

~klient
Faktycznie sam zastanawiam się nad kupnem mieszkania w Łodzi i przyznam, że ceny z portali internetowych to jakaś wielka ściema. Mnożą się oferty za 5-6 tysięcy/metr za używane mieszkanie. Wystarczy przejść się do biura nieruchomości i dowiemy się, że najdroższe, niedawno wykończone mieszkania nie przekraczają ceny 4500 zł za metr Faktycznie sam zastanawiam się nad kupnem mieszkania w Łodzi i przyznam, że ceny z portali internetowych to jakaś wielka ściema. Mnożą się oferty za 5-6 tysięcy/metr za używane mieszkanie. Wystarczy przejść się do biura nieruchomości i dowiemy się, że najdroższe, niedawno wykończone mieszkania nie przekraczają ceny 4500 zł za metr (nawet oferty z pełną zabudową). Najtańsze oferty proponują z pogranicza 3000 za metr. Takie oferty dostałem bez żadnego targowania (a myślę, że był zapas) - pokażcie mi takie ceny w portalach...
~Piotr
Jak szukasz mieszkania w Łodzi na "rynku wtórnym" to warto przykleić kilka ogłoszeń w lokalnych mini-marketach itp. w rejonie który Cię interesuje. Znajdziesz oferty jeszcze lepsze od tych które oferują biura nieruchomosci.
~A.Gołębiowska
Kto dyktuje ceny nieruchomości? Jedyna możliwa odpowiedź brzmi: RYNEK. Relacja popytu i podaży, na którą wpływ ma wiele uwarunkowań makro i mikroekonomicznych. Każdy cykl koniunkturalny charakteryzuje się własnym poziomem cen oferowanych, w które wkalkulowany jest element zysku zbywcy czy dewelopera oraz poziomem cen transakcyjnych,Kto dyktuje ceny nieruchomości? Jedyna możliwa odpowiedź brzmi: RYNEK. Relacja popytu i podaży, na którą wpływ ma wiele uwarunkowań makro i mikroekonomicznych. Każdy cykl koniunkturalny charakteryzuje się własnym poziomem cen oferowanych, w które wkalkulowany jest element zysku zbywcy czy dewelopera oraz poziomem cen transakcyjnych, czyli wartością nieruchomości akceptowaną przez nabywcę. Jednakże zawsze, w okresie prosperity gospodarczej oraz, a może zwłaszcza w czasie kryzysu gospodarczego, wiarygodna informacja o wartości nieruchomości jest kluczowym elementem zaufania w sferze obrotu nieruchomościami, w relacjach pomiędzy wszystkimi uczestnikami rynku. Niestety okres zmiany rynkowych trendów jest nadużywany przez podmioty oferujące i publikujące własne – z reguły nie podparte wiarygodnymi danymi – opinie, raporty i prognozy dotyczące zmian wartości nieruchomości oraz cen transakcyjnych. Stąd rozbieżności w porównaniu średnich cen nieruchomości dla tej samej lokalizacji prezentowanych na różnych portalach czy serwisach internetowych.
Jedną z tez artykułu jest stwierdzenie, że piętą achillesową polskiego rynku jest brak niezależnej instytucji gromadzącej i przetwarzającej dane o cenach transakcyjnych nieruchomości. Otóż jest taka instytucja – Centrum AMRON (Centrum Analiz i Monitorowania Rynku Obrotu Nieruchomościami), która gromadzi i przetwarza dane o wszystkich typach nieruchomości (gruntowych, lokalowych, budynkowych, komercyjnych, komunalnych, przemysłowych, rolniczych i nieruchomości użyteczności publicznej). W Systemie AMRON znajdą Państwo dane o cenach ofertowych, wartościach określonych w operatach szacunkowych, cenach określonych w umowach przedwstępnych, cenach transakcyjnych oraz dane pochodzące z innych źródeł, jak umowa darowizny, przetarg, czy transakcje wymuszone. Funkcjonalności Systemu AMRON umożliwiają gromadzenie i udostępnianie innym Uczestnikom Systemu wybranych danych dotyczących nieruchomości, przeglądanie danych w postaci tabelarycznych raportów, przedstawianie w postaci wykresów informacji na temat kształtowania się jednostkowych cen na rynku nieruchomości, generowanie analiz prezentujących statystyki oraz aktualne trendy zmian wartości nieruchomości, budowanie modeli służących prognozowaniu wartości nieruchomości, a także wiarygodną weryfikację wartości nieruchomości. System AMRON umożliwia również predykcję wartości nieruchomości, czyli określenie aktualnej wartości nieruchomości na podstawie danych historycznych oraz czynników makro i mikroekonomicznych. Predykcja możliwa jest również dla nieruchomości nie zarejestrowanych w bazie AMRON, w oparciu o dane dotyczące nieruchomości podobnych.
Baza danych AMRON była odpowiedzią środowiska bankowego na wymogi nadzoru bankowego sformułowane w Rekomendacji J z dnia 20 lipca 2000r. dotyczącej tworzenia przez banki baz danych odnoszących się do rynku nieruchomości. Wśród najważniejszych celów tworzenia baz danych nadzorca wskazuje możliwość oceny aktualnego stanu rynku nieruchomości oraz wyznaczanie trendów i prognoz na przyszłość, wzrost jakości wycen na potrzeby banków, wypracowanie i upowszechnienie standardów i ujednolicenie gromadzonych informacji, ułatwienie obrotu wierzytelnościami zabezpieczonymi hipotecznie oraz wzrost przejrzystości rynku nieruchomości i łatwiejsze rozpoznanie związanego z nim ryzyka. Cele te realizuje System AMRON, w którym uczestniczy 27 największych polskich banków komercyjnych, 155 banków spółdzielczych oraz NBP. Odpowiadając na zapotrzebowanie rynku na niezależne i wiarygodne źródło informacji o cenach i wartościach nieruchomości, rozpoczęliśmy nowy etap rozwoju – otwarcie Systemu na pozabankowych uczestników rynku. Budujemy specjalistyczny, ogólnopolski ośrodek informacyjno-analityczny oferujący swoje usługi i produkty wszystkim uczestnikom rynku obrotu nieruchomościami oraz instytucjom rządowym i samorządowym w zakresie prowadzenie rejestrów i baz danych, weryfikacji i aktualizacji wartości nieruchomości. Pierwszym uczestnikiem Systemu spoza sektora bankowego jest towarzystwo ubezpieczeniowe EUROPA S.A. Aktywnie współpracujemy z Agencją Nieruchomości Rolnych. Zaprosiliśmy do współpracy firmy leasingowe obsługujące rynek nieruchomości, firmy windykacyjne, towarzystwa ubezpieczeniowe. Ofertę współpracy kierujemy również do rzeczoznawców majątkowych, pośredników w obrocie nieruchomościami, jednostek samorządu terytorialnego, deweloperów, notariuszy. Dostosowujemy System AMRON do potrzeb naszych Klientów, starając się wyjść naprzeciw oczekiwaniom obecnych i przyszłych Uczestników Systemu. Obecnie pracujemy między innymi nad uzupełnieniem funkcjonalności Systemu o moduł map cyfrowych GIS oraz realizacją modułu komunikacji z Elektroniczną Księgą Wieczystą. W niedalekiej przyszłości chcemy udostępnić System AMRON użytkownikom indywidualnym – każdy będzie mógł sprawdzić rzeczywistą wartość swojej nieruchomości bądź nieruchomości, którą jest zainteresowany, czy też porównać poziom wartości rynkowej, wartości ofertowej czy wartości określonej w operacie szacunkowym.
Efektywność systemu zależy wyłącznie od ilości zgromadzonych w nim danych. Stworzenie reprezentatywnej, niezależnej bazy danych gromadzącej zbiorcze dane i publikowanie opartych na tych danych analiz „dotyczących cen transakcyjnych obejmujących przynajmniej większość rynku”, jak postuluje Autor, jest możliwe pod jednym warunkiem – musi być poparte wolą i interesem wszystkich uczestników rynku.

Agnieszka Gołębiowska
Centrum AMRON
agnieszka.golebiowska@amron.pl

~kris
Autor artykułu zdaje się zapominać o zasadniczych elementach gry rynkowej, globalnej sytuacji na rynku nieruchomości, wreszcie 'nadmuchanych' cen mieszkań w minionych 2. latach. To nie dzieło przypadku, że sprzedający nie chcą 'obudzić się' ze snu cenowego, to również nic nadzwyczajnego, że pośrednicy układają ceny Autor artykułu zdaje się zapominać o zasadniczych elementach gry rynkowej, globalnej sytuacji na rynku nieruchomości, wreszcie 'nadmuchanych' cen mieszkań w minionych 2. latach. To nie dzieło przypadku, że sprzedający nie chcą 'obudzić się' ze snu cenowego, to również nic nadzwyczajnego, że pośrednicy układają ceny ofertowe pod oczekiwania ich właścicieli, sen musi po prostu minąć!!! Inną kwestią są zafałszowane dane dotyczące poziomu cen, zwłaszcza na rynku wtórnym / zostawmy tu deweloperów, oni swoje ceny obronią /, z wirtualnymi analizami mamy do czynienia od niemal roku, aż tu nagle agencje finansowe próbują wskazywać głównego sprawcę całego zła - agencje pośrednictwa. Nic bardziej nieprzyzwoitego nie wyczytałem ostatnio na portalach tematycznych. Doradcy finansowi produkujący wciąż nowe analizy, wykresy, mediany, średnie, itp. nagle budzą się i widzą, że całą swoją pracę mogą zawiesić na gwoździu w... Wielce ciekawa sytuacja, jest winny, daleko może do 'zmowy cenowej', ale jest już 'króliczek'...Poważnie rzecz ujmując, jeden fragment artykułu zdaje się zasługiwać na uwagę, powołanie instytucji prowadzącej archiwa cen transakcyjnych na lokalnym rynku w ujęciu czasowym, tak aby statystyczny Kowalski miał świadomość, że wyznaczając swoją cenę ofertową 'nie buja w obłokach' cenowych, a faktycznie zbliża się do ceny transakcyjnej, jeżeli zakłada, że chce rzeczywiście zbyć nieruchomość. Ale to taka idea fix. Czas pokaże, jakie zawirowania cenowe nas jeszcze czekają, kto tu będzie wygranym. Jedno jest pewne, rynek już wygrał, bo wrócił do normalności, ale zasadniczy ruch należy do banków chcących uruchomić ponowną akcję kredytową na akceptowalnych przez tenże rynek warunkach.
~Grego
polonez i mercedes jaka będzie średnia cena? mieszkania nie ma dwóch takich samych
~netnet
Pseudonaukowe wypociny! Kto normalny z 50 ogłoszeń wyświetlonych na portalu (wg. jakiego klucza) określa stosunek ofert biur do prywatnych. To jest najwyżej 2% wszystkich!!! Gratuluję fantazji. Ceny może i trochę i spadną, ale kto teraz zaczyna budowę! w zasadzie nikt. Porównajcie sobie współczynniki liczby mieszkań na 1000 mieszkańców Pseudonaukowe wypociny! Kto normalny z 50 ogłoszeń wyświetlonych na portalu (wg. jakiego klucza) określa stosunek ofert biur do prywatnych. To jest najwyżej 2% wszystkich!!! Gratuluję fantazji. Ceny może i trochę i spadną, ale kto teraz zaczyna budowę! w zasadzie nikt. Porównajcie sobie współczynniki liczby mieszkań na 1000 mieszkańców w Polsce i na Zachodzie, a sami ocenic ie tendencję. To n ie za rok, ale jest kierunek, zupełnie jak z świńską górką, potem będzie dołek i wariacja cenowa. Polecam każdemu jemu własne przemyślenia.
~Janek
Może autor by przeanalizował wzrost cen płac robotników i robocizny w budownictwie. W Polsce wcześniej w budownictwie były najniższe stawki i większość pracowała " na czarno". Autor chciałby za pisanie takich analiz pobierać furę kasy, a robotnika na budowie zatrudnić na czarno i za 1000 zł.
~dfhdfh
Co za głupoty.....
Czyli gdyby pośrednicy wpisali 100000 za metr to by były takie ceny????
Nie, nawet gdyby się dogadali w co wątpię z uwagi na ic liczbę.
Banki by dały kredyty na 100000/m2, a klienci by to kupili???

Prosze myślec co się pisze.... A dlaczego nikt nie daje gloszen prywatnie??? Bo nie potrafią pisać?
Co za głupoty.....
Czyli gdyby pośrednicy wpisali 100000 za metr to by były takie ceny????
Nie, nawet gdyby się dogadali w co wątpię z uwagi na ic liczbę.
Banki by dały kredyty na 100000/m2, a klienci by to kupili???

Prosze myślec co się pisze.... A dlaczego nikt nie daje gloszen prywatnie??? Bo nie potrafią pisać??? czytać??? nie wiedzą co to internet???

Nie chce im się.... i odpuszczają prowizje które potem wrzucaja w kredyt i splacaja przez 5 lat (w racie stałej szczególnie). Kapitaliści na kredyt od siedmiu boleści.

Ja dzwonię i mówię że chcę sprzedać, kupić, wynająć - jak ma kogoś to i tak przyjdzie a jak nie ma to łosia szuka i umowę podtyka (żeby potem od kolegi ofertę wziąść ). Lub mówię że mogę zapłacić ale pół prowizji a nie po 3% z każdej strony. Jak ktoś ma swoje oferty to zarobi a jak szuka przez internet to sorry.

Powiązane: Nieruchomości

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki