Jerzy Kropiwnicki: Moje uszanowanie.
CS: Panie prezydencie, w piątek listy z ponad osiemdziesięcioma ośmioma tysiącami podpisów Łodzian pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta zostały złożone w łódzkiej delegaturze krajowego biura wyborczego przez miejscowych działaczy SLD. Jak pan komentuje ów wniosek?
JK: No tak, że SLD najwyraźniej chce rewanżu za fatalną klęskę kilka lat temu.
CSL: I tylko i wyłącznie w ten sposób?
JK: A w jaki inny?
CS: We wniosku jest napisana swego rodzaju argumentacja, owej potrzeby przeprowadzenia referendum: chaos komunikacyjny, brak strategii mieszkaniowej oraz wszechogarniający bałagan. Te argumenty są podstawne czy pana zdaniem bezpodstawne?
JK: Wtedy kiedy obejmowałem urząd prezydenta miasta było to miasto, w którym bezrobocie wynosiło dwadzieścia jeden procent, które inwestorzy omijali dalekim łukiem, a najwięksi optymiści marzyli o tym, żeby miasto przeobrazić w sypialnię Warszawy. Dla Łodzi nie widzieli samodzielnej przyszłości i to ja nie mówię o jakiś podwórkowych specjalistach. Takie wizje pseudo optymistyczne snuli eksperci z Uniwersytetu Łódzkiego i ze środowisk naprawdę przejętych losem mojego miasta. Dzisiaj to miasto ściąga kapitał z całego świata - Dell, Fujitsu, rozbudowa Bosh'a, to wszystko są fakty ostatnich lat i ostatnich dni nawet. Tych nowych inwestorów jest już kilkudziesięciu. Od czasów jak objąłem urząd, bezrobocie zmniejszyło się o bardziej niż pięćdziesiąt procent. Miastu znalazło się na mapie turystycznej Europy, ma dobrą opinię w świecie. Ma dobrą dynamikę. Najwyraźniej wnioskodawcom chodziło o to, żeby dorwać się i spróbować z tych owoców, które nie oni zasadzili jakoś skorzystać.
CS: Czy pan będzie prowadził jakąś kampanię na rzecz swego urzędu? Bo wnioskodawcy zapowiadają, że będą prowadzić kampanię przeciwko panu, czyli za pana odwołaniem. Czy pan z kolei ruszy właśnie z kontr odpowiedzią na ulicach miasta?.
JK: Na tyle na ile będą tam ewidentne kłamstwa jak te które pan mi zaserwował na początku programu, to oczywiście tak.
CS: Wracając już do meritum, wspomniał pan przed kilkoma chwilami o nowych inwestorach, co miało być kwestią ostatnich kilku dni, ale wybiegnijmy w przyszłość - rok 2010 jeżeli chodzi o Łódź i potencjalni inwestorzy na horyzoncie, są jacyś?
JK: Nieustannie mamy rozmowy z bardzo wieloma inwestorami. One są w różnym stopniu zaawansowania.
CS: A w tej chwili najbardziej zaawansowane?
JK: Jak mówiłem nie ma miesiąca, żebym nie uczestniczył albo w rozszerzeniu działalności jakiegoś inwestora albo w tym, że pojawia się nowy inwestor. W najbliższym czasie Łodzianie będą świadkami spełnienia swoich marzeń o największym w Polsce centrum Ikei, które umieszcza się na przedmieściach Łodzi, co za moich poprzedników w jakiś dziwny sposób było absolutnie niemożliwe.
CS: A jeżeli chodzi o przyszły rok, o jakiś konkretnych firmach można mówić?
JK: Tego rodzaju rzeczy nie podaje się.
CS: Wiem, ale musiałem zapytać.
JK: No nie musiał pan, chciał pan.
CS: Tak chciałem, to prawda. Wracając jeszcze dalej do rozwoju miasta - przed weekendem ministerstwo rozwoju regionalnego opracowało krajową strategię rozwoju regionalnego. W niej wymienia się miasta, które mają wytyczać rozwój kraju w najbliższych dziesięciu latach. Na liście jest między innymi Łódź jako jedna z dziesięciu metropolii. Czy pan zdaniem już w tej chwili Łódź zasługuje na takie miano jak metropolia czy też metropolią się stanie? Jeżeli tak, to w jakiej perspektywie?
JK: Łodź zasługuje na to miano. Ma samodzielną tożsamość, ma samodzielną wizję swojego rozwoju i nie jest dodatkiem do jakiegokolwiek innego miasta. Nie jest też, jak to było jeszcze sześć lat temu dziurą regionie i w kraju, gdzie bezrobocie było większe, to był absolutny ewenement, niż na otaczającym najbliższym terenie, niż w regionie, niż w kraju. Dzisiaj jest to lokomotywa wzrostu dla najbliższej okolicy, dla całego regionu, a nawet dla całego kraju,. Jedna z tych, które ciągną kraj w górę.
CS: Łódź została w tej strategii uznana jako znakomite miejsce do rozwoju logistyki, lokowania dużych inwestycji, ale także nowoczesnych technologii. Pan by coś do tego jeszcze dopisał, do owego opisania państwa roli jako Łodzi?
JK: Jest to przede wszystkim miejsce bardzo przyjazne inwestorom. Miejsce gdzie inwestor przychodzący ma solidne i profesjonalne wsparcie ze strony naszych służb. Jest to miasto, w którym sto dwadzieścia tysięcy mieszkańców, to studenci i uczeni wyższych uczelni, a więc miasto w którym można znaleźć dobrych profesjonalistów, w każdej dziedzinie działalności gospodarczej, czy w ogóle szerzej społecznej. Jest to miasto, które nadal wzbudza pozytywne uczucia sentymentalne, zarówno wśród Niemców jak i wśród Żydów i jest to miasto do którego turystyka narasta w tempie można powiedzieć wręcz eksplozywnym.
CS: To skoro jesteśmy przy podejściu sentymentalnym - panie prezydencie pan wysłał list do prezydenta Lecha Kaczyńskiego z prośbą o podjęcie działań, które zapewniłyby Romanowi Pogańskiemu najlepszą opiekę prawną oraz wsparcie polskich placówek dyplomatycznych i konsularnych. Dostał pan odpowiedź?
JK: Nie, odpowiedzi nie dostałem. Sądzę, że ona przyjdzie. Zresztą myślę, że niezależnie od tego czy dostanę odpowiedź na piśmie czy nie pan prezydent Rzeczypospolitej będzie czuł się zobowiązany tak jak ja się czuję zobowiązany, w stosunku do honorowego obywatela naszego miasta. To był motyw mojego działania. Ja się w tym liście nie wypowiadam na temat winy pana Polańskiego, na temat przestępstwa, które popełnił albo nie popełnił. Ja mówię tylko o jednym - jest to honorowy obywatel miasta Łodzi. Jako prezydent miast muszę dbać o to, żeby miał zapewnią należytą opiekę prawną wtedy kiedy staje przed procesem karnym.
CS: I to pana zabieganie kończy się na jednym liści czy też należy spodziewać się jakiegoś innego, w innych formach?
JK: Tak daleko ręce prezydenta miasta nie sięgają. Mogłem się zwrócić do tych jednostek państwowych, które z tym względzie są kompetentne, a więc do prezydenta Rzeczypospolitej i do przedstawicielstw polskich na terenie tych krajów na terenie których pan Polański będzie przebywał. Służby dyplomatyczne zarówno w Szwajcarii jak i na terenie Stanów Zjednoczonych, służby konsularne są w sposób szczególny zobowiązane do opieki nad obywatelami naszego kraju, a obywatel honorowy jednego z największych miast Polski z całą pewnością zasługuje na to by opieka jaką go się otacza była możliwie najlepsza. Jeszcze raz mówię, nie chodzi tutaj o wpływanie na szwajcarski czy amerykański system sprawiedliwości, na przebieg procesu, chodzi tylko o to, żeby miał możliwie najlepszą opiekę.
CS: Sugeruje pan, że nie ma?
JK: Tego nie wiem. Chcę, żeby miał najlepszą.
CS: Na koniec jeszcze sprawa miejska - to wczoraj „Gazeta Wyborcza” pisała o tak zwanej nagrodzie na aktywno czyli o tym, że będzie pan, a właściwie z budżetu miasta będą wypłacane nagrody, w wysokości tysiąca złotych dla wszystkich, którzy znajdą dowody na tak zwany wandalizm w mieście, czyli malowanie po ścianach, wyrzucanie śmieci i tym podobne występki. Już pan wypłacił komuś taką nagrodę za aktywność?
JK: Na razie jeszcze tego rodzaju zgłoszeń nie było, ale mam nadzieję, że będą dlatego, że dzikie wysypiska i to w centrum miasta, na ładnych skwerach, w parkach, to jest plaga, która rozprzestrzeniła się i która narasta przy takiej bierności ze strony mieszkańców. Tu trudno jest sobie wyobrazić, że istnieje jakakolwiek wyobrażalna liczna strażników, którą można by było postawić w każdym zaułku, na każdym skwerze, w każdym parku i pilnować każdego kto na trotuarze, czy pod cudzym domem podrzuci worek ze śmieciami.
CS: Jaką ma pan pulę środków w budżecie przeznaczoną na owe nagrody za aktywność?
JK: Będziemy dostosowywali ją do potrzeb. Na razie chodzi o to, żeby było wiadomo, że tego rodzaju niebezpieczeństwo spotyka tych, którzy będą chcieli zaśmiecać nasze miasto. To jest niedopuszczalne i z tym muszę walczyć na wszelkie sposoby.
CS: Jerzy Kropiwnicki - prezydent miasta Łodzi. Dziękuję bardzo panie prezydencie.
JK: Do widzenia.



























































