REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Korupcja na szczeblu urzędniczym

2008-09-17 12:26
publikacja
2008-09-17 12:26
Dodaj Bankier.pl w Google
W Polsce nikt nie przejmuje się postępowaniami prokuratorskimi. Nie liczą się też wyroki sądów, a na stanowiskach kierowniczych zdarzają się urzędnicy z wyrokiem karnym – mówi Julia Pitera, Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Pełnomocnik Rządu ds. Opracowania Programu Zapobiegania Nieprawidłowościom w Instytucjach Publicznych

Jaka jest skala korupcji w Polsce na szczeblu urzędniczym?

– W Polsce nikt nie przejmuje się postępowaniami prokuratorskimi. Powiem więcej: nie liczą się też wyroki sądów. Jest nawet jedna izba obrachunkowa, czyli organ kontrolny w stosunku do samorządu terytorialnego, gdzie na kierowniczym stanowisku – nie mówię prezesa, tylko kierowniczym – jest zatrudniony człowiek, który ma wyrok karny. Ciągle ta nasza państwowość jest bardzo słaba.

Ma pani ,,patent” na wzmocnienie tej naszej państwowości?

– Bardzo wiele zależy od organów nadzoru. Przecież nie dlatego przyjęto hierarchiczny układ administracji w każdym demokratycznym państwie, żeby zaznaczyć, że ktoś jest ważniejszy, w związku z czym ma samochód służbowy lub więcej zarabia. Te przywileje, które ma, są powiązane z poziomem odpowiedzialności. Dodatkowe profity, typu wyższa pensja czy inne dodatki, nie są za to, że urzędnik jest, tylko za to, że odpowiada za coś. A w związku z tym tak, jak objął stanowisko, tak za moment może je stracić za złe lub niedostateczne wykonywanie obowiązków właściwych dla swojej hierarchii. I to jest właśnie ten poziom odpowiedzialności.

Może konieczne są zmiany systemowe na szczeblu urzędniczym, żeby państwo zaczęło prawidłowo funkcjonować?

– Jeśli mówimy o zmianach systemowych i o tym, że państwo ma działać prawidłowo, nie możemy zapomnieć, że budowa systemu to jedno, natomiast bieżące poruszanie administracji w obrębie nadzoru to drugie. Nie chodzi o to, żeby dociskać urzędnika na dole, tylko jego przełożonego – żeby odpowiednio nadzorował urząd, który mu podlega. Staram się poruszyć rozmaite instytucje i choć na początku nie było łatwo, konsekwentnie domagam się przeprowadzania rozmaitych, właściwych dla nich czynności.

Te działania przynoszą efekty?

– Niech mi pani wierzy, że sytuacja się zmienia. Wiem, jak wyglądała moja wymiana korespondencji z izbami obrachunkowymi. Te relacje dziś są zupełnie inne. Podejrzewam, że na początku byłam traktowana jak intruz: przyszła pańcia do urzędu i wymyśliła sobie, że wie jak urzędy pracują. Ale ja konsekwentnie parłam do przodu, dopytując, jakie są wyniki kontroli i jej następstwa, a potem pytając prokuratury, co zrobiły ze skierowanymi zawiadomieniami. To taka trochę praca u podstaw, żeby wyzwolić energię i wykazać, że praca urzędników ma sens wtedy, gdy wyniki nie lądują w szufladach.

Niemniej to nadzór na elementarnym poziomie funkcjonowania urzędów.

– Powiem tak: niedawno dostałam korespondencję od trzech różnych prokuratur z różnych części Polski. Wszyscy trzej skłamali.

To znaczy?

– Zadałam im konkretne pytanie, wiedząc, o co pytam i mogąc zweryfikować odpowiedź. I wszystkie trzy odpowiedzi były nieprawdziwe.

A pytanie brzmiało...?

– Pytanie dotyczyło stanu postępowań, które były prowadzone.

Dla kogoś, kto sprawuje funkcję prokuratorską, nie było oczywiste, że może pani zweryfikować prawdziwość odpowiedzi?

– Właśnie o to chodzi! Natychmiast skierowałam sprawę do prokuratora generalnego. Przecież odpowiedzialność za funkcjonowanie tej sfery państwa jest w jego rękach. Generalnie poświadczanie nieprawdy przez różnych funkcjonariuszy będzie tak długo tolerowane, jak długo nie będą wyciągane zeń wnioski.

Rozumiem, że takich spraw jest dużo więcej?

– Naturalnie. Miałam w ręku decyzję administracyjną wydaną przez głównego inspektora nadzoru budowlanego. Decyzja miała taki a nie inny kształt tylko dlatego, że urzędniczka, która ją podpisała w imieniu głównego inspektora, powołała się na ustawę mającą dopiero wejść w życie za dwa tygodnie. Uważam, że urzędnik powinien zostać zwolniony z pracy w takim przypadku. Napisałam do głównego inspektora nadzoru budowlanego, zadając pytanie, jakie ma zamiar wyciągnąć konsekwencje w stosunku do urzędnika, który w jego imieniu wydał decyzję tak brzemienną w skutkach. Dowiedziałam się, że urzędnicy zostali pouczeni. I tak niestety jest w wielu innych przypadkach.

Zna pani wzór państwa, które uporało się efektywnie z urzędniczą korupcją?

– Swego czasu skontaktowałam się z ambasadą brytyjską, ambasadą Stanów Zjednoczonych i Kanady z prośbą o przesłanie regulacji prawnych dotyczących lobbingu. W związku z tym, że nikogo nie znałam w ambasadzie kanadyjskiej, skontaktowała się z nimi moja asystentka. Okazało się, że tam nikt nie odbiera telefonów. Włącza się jedynie automatyczna sekretarka z komunikatem, że należy nagrać wiadomość, a oni oddzwonią. I tak rzeczywiście się stało. Oddzwoniła urzędniczka, wyspecjalizowana w tej dziedzinie, upewniła się z kim rozmawia i zapewniła, że dostaniemy wszystko, czego potrzebujemy. Do tego była bardzo uprzejma.

W międzyczasie napisał do mnie Polak, który pracuje w bardzo ważnej instytucji w Kanadzie. Miał problem podatkowy: nie mógł zrozumieć nadmiernie skomplikowanego dokumentu z Ministerstwa Finansów. I pyta mnie: jak to jest, pani minister, bo u nas w Kanadzie jest tak, że ja w ogóle nie mam kontaktu z urzędnikami?

Pani zdaniem takie rozwiązanie ma sens w polskich warunkach?

– Właśnie wtedy sobie przypomniałam, kiedy mówiłam o tym, że urzędnikom trzeba zabrać telefony. I to nie tylko dlatego, że nie mamy do nich zaufania. Proszę sobie wyobrazić, że urzędnik pracuje nad decyzją o pozwoleniu na budowę i co piętnaście minut dzwoni mu telefon. Kiedyś byłam u urzędniczki w poważnym wydziale w urzędzie miasta, a jej telefon dzwonił co kilka minut. W końcu mówię: jak pani jest w stanie wydawać decyzje bez błędu w takich warunkach?

Powstaje tylko pytanie, czy w polskiej kulturze przyjęłaby się taka procedura na szeroką skalę.

– Musiałaby, ponieważ rozmowy byłyby nagrywane. Nie ma lepszej kontroli nad aktywnością urzędnika. W końcu fakt nagrania można odtworzyć i sprawdzić, co się stało ze sprawą albo na jakim jest etapie. A urzędnicy mają święty spokój i zaczynają wreszcie pracować. Muszę powiedzieć, że ta informacja była dla mnie kompletnie nie z tego świata. Ale rzeczywiście, obywatel nie wie, kogo naciskać, do kogo z tymi ,,kwiatkami” przychodzić i kogo prosić o wyjaśnienie sprawy. W Kanadzie nie ma kontaktu z prowadzącym sprawę urzędnikiem i kończą się problemy.

Rozwiązanie niemalże rewolucyjne.

– Oczywiście. Swoją drogą pamiętam taką rozmowę z pewnym senatorem sześć lat temu, który był bardzo oburzony, że jestem za zakazaniem kontaktowania się z urzędnikami. Zadał mi pytanie: co ma zrobić parlamentarzysta, kiedy podejmuje interwencję w sprawie obywatela? Powiedziałam mu: napisać pismo zgodnie z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora, co zresztą dziś robię konsekwentnie. Niczego nie załatwiam ustnie, bo decyzje pisemne są przy okazji moim ubezpieczeniem. Jeśli ktoś mi zarzuci, że lobbowałam na czyjąś rzecz, wyciągam pismo i pokazuję, jaka była jego treść. Wtedy nie muszę się bronić, czy ja lobbowałam na czyjąś rzecz, czy nie. W każdym razie powstaje pytanie, co należy zrobić, żeby ta administracja, która zaczyna się ruszać, w pewnym momencie znowu nie obumarła.

Wprowadzić system ciągłej kontroli?

– Musimy rozróżnić dwie kwestie. Czym innym jest kontrola, kiedy dostaję informacje o nieprawidłowościach, a czym innym bieżący nadzór. Kontrola w ramach nadzoru jest tak naprawdę wykonywaniem nadzoru szefa nad instytucją. Dobrze wiem, jak niedostatecznie zorganizowany jest w państwie system nadzoru. Stąd moje częste kontakty właśnie z regionalną izbą obrachunkową, ponieważ często dostaję sygnały na przykład o niewłaściwie wydawanych pieniądzach na oświatę.

Skąd docierają te sygnały?

– Bardzo różnie. Po pierwsze, pisma od prywatnych osób, stowarzyszeń lub radnych, po drugie – wyniki kontroli właśnie Regionalnych Izb Obrachunkowych, a w przypadku instytucji państwowych własne kontrole Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. I, oczywiście, artykuły prasowe – tak naprawdę trudno o lepszy wywiad niż dziennikarski. Mowy nie ma, żeby mieć taką ilość uszu na terenie Polski.

Rozmawiała Anna Laszuk
Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki