Dlaczego nie warto trzymać pieniędzy na kiepsko oprocentowanych lokatach? Bo takie depozyty nie chronią oszczędności przed inflacją. Jeśli wpłaciliście rok temu pieniądze na lokatę oprocentowaną niżej niż 2,2 proc., to realnie straciły na wartości.
Terminem inflacja określa się wzrost cen w gospodarce. Główny Urząd Statystyczny podał wczoraj, że inflacja rok do roku wyniosła 1,8 proc. Oznacza to, że w styczniu 2017 roku ceny wybranego do badania koszyka towarów były wyższe o 1,8 proc. niż w styczniu 2016 roku. To z kolei oznacza, że rok temu każda złotówka w naszym profilu miała większą siłę nabywczą niż dziś. Jeśli w styczniu 2016 r. wpłaciliśmy na nieoprocentowany, bezpłatny ROR 1000 zł, to w ciągu 12 miesięcy realnie straciliśmy 18 zł.
Klienci stracili na lokatach
Głównym zadaniem lokat jest ochrona naszych pieniędzy przed inflacją. Oprocentowanie powinno być więc możliwie najwyższe, bo trudno jest przewidzieć, o ile wzrosną ceny w najbliższej przyszłości. Zjawiskiem odwrotnym do inflacji jest deflacja, czyli spadek cen. Występuje znacznie rzadziej, ale mieliśmy z nią do czynienia w ostatnich kilku latach. Ceny spadały, więc kwestia oprocentowania lokat była w zasadzie drugorzędna. Pieniądze nawet na kiepskich depozytach nie traciły swojej wartości.
Inflacja na poziomie 1,8 proc. oznacza, że wszystkie lokaty założone przed rokiem ze stawką niższą niż 2,2 proc. przyniosły stratę. Dlaczego poniżej 2,2 proc. skoro inflacja wyniosła 1,8 proc.? Bo stawki podawane przez banki w cennikach są stawkami brutto. Zanim odsetki z lokaty trafią na nasze konto, bank potrąci jeszcze 19 proc. podatku. Tymczasem z przygotowanego w styczniu ubiegłego roku rankingu lokat Bankier.pl wynika, że depozytów ze stawką powyżej 2,2 proc. było wówczas jak na lekarstwo.
A jeśli inflacja się utrzyma?
Jeśli mamy w planach założenie depozytu, warto zrobić rozeznanie i poszukać najwyżej oprocentowanych lokat. Niestety największe banki mają niewiele do zaoferowania. PKO BP na Rachunku Oszczędnościowym Plus płaci 0,5 proc. do kwoty 50 000 zł. Zakładając lokatę roczną przez aplikację IKO można dostać najwyżej 1,4 proc. Lokata 12-miesięczna na nowe środki pozwoli zarobić 1,1 proc.

W Banku Pekao na Rachunku Oszczędnościowym Dobry Zysk można zarobić 0,2 proc. do kwoty 100 000 zł. Roczna lokata internetowa przyniesie zysk na poziomie 1,75 proc. 12-miesięczna lokata standardowa objęta jest stawką 1,3 proc. poniżej 100 000 zł. Na koncie oszczędnościowym w BZ WBK można dostać 0,76 proc. Roczna lokata terminowa przyniesie zysk na poziomie 0,50 proc. Warta uwagi może być lokata mobilna na 2,5 proc. Jest to jednak depozyt 4-miesięczny, a maksymalna kwota, którą można ulokować wynosi 20 000 zł.
W mBanku na rachunku oszczędnościowym Emax plus do kwoty 100 000 zł można liczyć na stawkę 0,65 proc. Lokata roczna oprocentowana jest stawką 0,7 proc. W ING Banku Śląskim konto oszczędnościowe oprocentowane jest stawką 0,7 proc., a lokata roczna oferuje 1 proc. Wszystkie podane wyżej stawki są stawkami brutto. Oznacza to, że realny zysk jest o 19 proc. niższy.
Lepsze lokaty w małych bankach
Lepiej oprocentowane depozyty znajdziemy w mniejszych bankach. Orange Finanse proponuje na koncie oszczędnościowym 3,5 proc. W BOŚ można liczyć na 3 proc., w Idea Banku na 2,8 proc., w Deutsche Banku na 2,55 proc., a w Millennium na 2,5 proc. Niestety z reguły, by otrzymać taką stawkę trzeba spełnić dodatkowe warunki. Zazwyczaj chodzi o założenie konta osobistego.
Oprocentowanie lokat w bankach jest bezpośrednio powiązane ze stopami procentowymi Narodowego Banku Polskiego. Kiedy stopy procentowe spadają, banki tną oprocentowanie depozytów. Dlaczego więc oprocentowanie lokat cały czas topnieje, skoro ostatnia obniżka stóp procentowych NBP miała miejsce przed dwoma laty? Czasami wpływ na cenę lokat mają też inne czynniki. Tak jest obecnie, kiedy to banki rekompensują sobie niskimi stawkami na depozytach koszty związane z wprowadzeniem podatku bankowego.





























































