Ta informacja zbiegła się w czasie z inną dobrą wiadomością: do końca maja deficyt budżetowy państwa wyniósł blisko 2 mld zł, czyli zaledwie 7,5 proc. rocznego planu (w ustawie budżetowej na ten rok zapisany został deficyt w wysokości 27 mld zł). Mniejszy deficyt wynika stąd, że wydatki państwa wyniosły do tej pory 29,1 proc. planu, a dochody - 32,1 proc.
- Najprawdopodobniej na koniec roku deficyt budżetowy wyniesie między 18 a 24 mld zł - prognozuje Jakub Lutyk, rzecznik resortu finansów. - Widełki są tak duże, bo nie wiemy dokładnie, ile napłynie pieniędzy z UE - dodaje Lutyk.
Dobre wyniki budżetu oraz deklaracja Brukseli oznaczają, że po czterech latach nasz kraj wyjdzie wreszcie z tzw. procedury nadmiernego deficytu, którą władze UE nałożyły na nas w lipcu 2004 r. Wtedy deficyt budżetowy przekraczał w Polsce 4 proc. PKB. Wprawdzie już od 2006 r. deficyt jest niższy od dozwolonych 3 proc., ale dopiero teraz Komisja uznała, że jest to trwała zmiana.
Procedura nadmiernego deficytu oznacza w praktyce, że kraj nią objęty może dostać z Brukseli zalecenia dotyczące sposobu naprawy finansów. W razie nierespektowania tych zaleceń możliwe jest nałożenie sankcji finansowych, ale wyłącznie wobec państw już należących do strefy euro. Wysokość kary nie może jednak przekroczyć 0,5 proc. PKB kraju objętego tą procedurą.
W przypadku państw takich jak Polska, czyli pozostających jeszcze poza strefą euro, UE może zablokować pomoc finansową z Funduszu Spójności. Kryteria konwergencji określają, które kraje mogą przyjąć wspólną walutę. Na jej wprowadzenie nie mogą liczyć m.in. te państwa, których deficyt budżetowy przekracza 3 proc. PKB, a dług publiczny jest większy niż 60 proc.
POLSKA Gazeta Krakowska
Alina Białkowska
































































