2009-01-06 08:06 Źródło: Dziennik.pl
Jerzy Pruski i Jan Krzysztof Bielecki: skąd wziąć pieniądze?
Skończył się okres taniego, łatwo dostępnego pieniądza. Już dziś zarówno niektóre przedsiębiorstwa, jak i gospodarstwa domowe doświadczają utrudnień w zaciąganiu kredytów. Banki, choć ich wypłacalność i kondycja finansowa nie budzą zastrzeżeń, mają kłopoty z pozyskaniem na rynku hurtowym środków na rozwój akcji kredytowej w stopniu zaspokajającym potrzeby gospodarki i aspiracje konsumentów. Wszystkiemu winien kryzys na światowych rynkach finansowych. Co można zrobić, by złagodzić jego skutki? Skąd wziąć pieniądze?
Kryzys finansowy
Światowy kryzys finansowy zmienił w istotny sposób zasady funkcjonowania instytucji finansowych. Przed jego wystąpieniem zmniejszała się rola depozytów w finansowaniu akcji kredytowej. Systematycznie rosła natomiast rola rynku hurtowego, który w wielu krajach finansował nawet 50 proc. wartości kredytów.
Załamanie rynku hurtowego ograniczyło dostępność środków na finansowanie działalności banków, w tym dla rozwoju prowadzonej działalności kredytowej. Istotnym zagrożeniem jest zatem znaczne zmniejszenie przez banki działalności kredytowej, i to pomimo istniejącego zapotrzebowania na kredyty ze strony klientów. Zjawisko takie, opisywane jako credit crunch, wpływa negatywnie na sferę realną gospodarki, skokowo zmniejszając płynność przedsiębiorstw oraz ograniczając popyt ludności i firm. W ten między innymi sposób skutki kryzysu finansowego przenoszą się na kryzys sfery realnej, który pogłębia załamanie systemu finansowego. Świadome tych zagrożeń rządy wielu państw przyjęły wielomiliardowe programy wsparcia dla swoich gospodarek, a banki centralne wszelkimi możliwymi sposobami zwiększają podaż pieniądza.
Dostępność pieniądza w 2008 roku
Skutki światowego kryzysu finansowego docierają coraz wyraźniej do gospodarki polskiej. Powinniśmy być nie tylko w pełni świadomi nadchodzących zagrożeń, ale przede wszystkim być w stanie w odpowiedni sposób i – co bardzo ważne – z odpowiednim wyprzedzeniem im przeciwdziałać.
Ostatnie lata polski sektor bankowy cechowała wysoka dynamika wzrostu kredytów zarówno dla sektora przedsiębiorstw, jak i gospodarstw domowych. Można szacować, że w 2008 r. przyrost portfela kredytowego w sektorze bankowym wyniósł – po wyeliminowaniu wpływu kursu walutowego – około 145 mld zł, tj. 11 proc. PKB. Znaczną część tego przyrostu, bo równowartość blisko 40 mld zł, stanowił wzrost kredytów mieszkaniowych w walutach obcych, głównie we frankach szwajcarskich, które w 2009 r. będą znacznie mniej dostępne.
Przyrost akcji kredytowej był dotychczas bardzo ważnym źródłem popytu wewnętrznego. Umożliwiał realizację przedsięwzięć inwestycyjnych, modernizację infrastruktury produkcyjnej i usługowej, współfinansowanie projektów unijnych oraz pozwalał zaspokajać aspiracje gospodarstw domowych, także te dotyczące mieszkalnictwa.
Tak znaczący przyrost kredytów był możliwy dzięki sprzyjającym warunkom w zakresie finansowania działalności kredytowej banków: szybkiemu wzrostowi depozytów klientów, nadwyżce depozytów nad kredytami w sektorze bankowym oraz środkom napływającym z zagranicy.
Według wstępnych szacunków w 2008 r. banki pozyskały najwyższe w historii wolumeny depozytów, głównie od ludności. Łączny przyrost depozytów klientów w 2008 r. wyniósł ok. 88 mld zł, w tym depozytów ludności – 60 mld zł (wzrost o 25 proc.), a instytucji rządowych i samorządowych – 10 mld zł. Depozyty przedsiębiorstw były stabilne przez większość roku i dopiero w grudniu zwiększyły się o kilka miliardów.
W 2008 r. występowały sprzyjające warunki dla wzrostu depozytów bankowych: wysoka dynamika wynagrodzeń, wzrost liczby pracujących oraz przede wszystkim znaczący przepływ środków wycofywanych z funduszy inwestycyjnych w związku z załamaniem notowań akcji na giełdzie. Przepływ środków z funduszy inwestycyjnych na depozyty bankowe można szacować na blisko 31 mld zł. Na początku 2008 r. sektor bankowy posiadał nadwyżkę depozytów nad kredytami wynoszącą 15 mld zł. Nadwyżka ta stanowiła istotne źródło pieniądza finansującego wzrost akcji kredytowej. W ciągu ostatnich 12 miesięcy relacje pomiędzy depozytami i kredytami odwróciły się. Na koniec 2008 r. sektor posiadał nadwyżkę kredytów nad depozytami wynoszącą 40 mld zł.
W ubiegłym roku możliwości finansowe banków były wzmacniane w znaczący sposób środkami pochodzącymi z rynku międzybankowego, w tym napływającymi z zagranicy. Perspektywy rozwoju polskiej gospodarki i wyższa rentowność kredytów w połączeniu z łatwym pozyskaniem taniego finansowania skłaniała banki zagraniczne do inwestowania środków na dynamicznie rozwijającym się rynku polskim. Finansowanie działalności banków poprzez środki z zagranicy powiększyło się w 2008 r. o 35 mld zł. Równocześnie warto wspomnieć o pewnych zmianach regulacyjnych wprowadzonych w 2008 roku (m.in. uchwała nr 9/2007 KNB w sprawie wiążących banki norm płynności), które wprowadziły wymóg silniejszego niż dotąd powiązania struktury czasowej depozytów z udzielonym kredytami. Innymi słowy, o ile wcześniej banki mogły w większym zakresie finansować długoterminowe kredyty pieniądzem krótkoterminowym, tak teraz wymogi pozyskiwania długoterminowych depozytów są ostrzejsze. Co do kierunku te zmiany nie budzą wątpliwości. Natomiast należy uwypuklić, że ich wprowadzenie zbiegło się w czasie z globalnym kryzysem płynnościowym, co spotęgowało wyścig po depozyty podmiotów niefinansowych, windując stawki depozytowe znacznie powyżej dotychczasowych poziomów rynkowych. Wzrost kosztów pozyskiwania depozytów od gospodarstw domowych oraz przedsiębiorstw w połączeniu ze wzrostem kosztów pozyskiwania środków na rynkach międzynarodowych (drogą emisji obligacji) oznacza istotny (minimum 300 pkt bazowych) wzrost kosztu pieniądza dla systemu bankowego. Jeśli banki muszą więcej płacić za pieniądz, to siłą rzeczy muszą żądać wyższego oprocentowania udzielanych przez siebie kredytów – w ten sposób credit crunch się potęguje.
Zagrożenie brakiem finansowania w 2009 roku
Poziom dostępnych środków pozwalających finansować akcję kredytową będzie w 2009 r. istotnie mniejszy. Sprzyjające warunki dla finansowania wzrostu akcji kredytowej z roku wcześniejszego już się nie powtórzą. Odpływ środków z funduszy inwestycyjnych już się dokonał, w sektorze poziom kredytów przewyższył wartość depozytów, a w obliczu kryzysu światowego systemu finansowego nie ma co liczyć na zasilanie płynnością banków z udziałem kapitału zagranicznego przez ich strategicznych inwestorów, co występowało w 2008 r. Jest zatem wysoce prawdopodobne, że od strony podażowej przyrost akcji kredytowej w 2009 r. zostanie określony przyrostem netto depozytów sektora bankowego, który będzie istotnie niższy. Nie można zatem wykluczyć, że wzrost kredytów w polskim sektorze bankowym może zmniejszyć się z około 145 mld zł do zaledwie 40 mld zł, co byłoby kwotą o 20 proc. mniejszą niż wartość kredytów udzielonych w 2008 r. samym tylko przedsiębiorstwom. Realizacja takiego scenariusza – przy innych czynnikach niezmienionych – oznaczałaby załamanie popytu w gospodarce.
Bez dalszego przepływu środków z funduszy inwestycyjnych przyrost depozytów klientów będzie w roku bieżącym istotnie mniejszy. Nawet przy optymistycznych założeniach co do przyrostu depozytów ludności (16 proc. w ujęciu rocznym) oraz kilkumiliardowym przyroście depozytów korporacyjnych (w obliczu credit crunch może mieć miejsce bezwzględny spadek tych depozytów) oraz względnie stabilnych przyrostach depozytów instytucji rządowych, samorządowych oraz niemonetarnych instytucji finansowych można szacować łączny przyrost depozytów klientów na poziomie 65 mld zł. Przy innych czynnikach niezmienionych byłby to maksymalny poziom przyrostu akcji kredytowej w 2009 r. Niestety faktycznie może on okazać się istotnie niższy. Ewentualna deprecjacja złotego o np. 10 proc. w ujęciu rocznym obniżyłaby możliwości kredytowe o 12 mld zł. Podobny wpływ miałoby zmniejszenie finansowania netto krajowego sektora bankowego przez centrale banków zagranicznych. W takim scenariuszu łączny przyrost akcji kredytowej osiągnąłby poziom właśnie 40 mld zł. Należy przy tym pamiętać, że z uwagi na zobowiązania kredytowe zaciągnięte przez sektor bankowy w 2008 r. przyrost nowo udzielanych kredytów w 2009 r. byłby jeszcze niższy.
Co należy zrobić?
Opisany powyżej scenariusz doprowadziłby do istotnego ograniczenia możliwości rozwoju gospodarki w 2009 r. Należy zrobić wszystko, by nie dopuścić do jego realizacji. Wiele rządów uruchamia dziś programy mające na celu łagodzenie skutków recesji i podtrzymanie wzrostu gospodarczego. W USA doradcy ekonomiczni prezydenta elekta pracują nad projektem powtórzenia New Deal, który oprócz wydatków na roboty publiczne przewiduje m.in. okresowe zmniejszenie podatków dla klasy średniej. Międzynarodowy Fundusz Walutowy, którego ekonomiści opowiadają się przeciw wszelkim formom bezpośredniego subsydiowania biznesu, bo może to doprowadzić do współczesnej wojny handlowej, sugeruje rządom wprowadzenie czegoś na kształt ubezpieczenia od recesji, które zaczynałoby działać w przypadku spadku PKB poniżej określonego poziomu.
Istotny jest dobór środków, które powinny zależeć od konkretnej sytuacji. W przypadku ograniczonych źródeł finansowania, co jest problemem naszego sektora bankowego, nieskuteczne będą metody administracyjne, po jakie sięgnęły np. władze Wielkiej Brytanii czy Chin, nakazując bankom kontrolowanym przez państwo odpowiednie zwiększenie akcji kredytowej i nie biorąc przy tym pod uwagę istniejących ograniczeń i zagrożeń dla jakości portfela i bezpieczeństwa sektora bankowego. Zwłaszcza w Chinach, gdzie wobec spadku popytu na eksport pozostaje stymulowanie wzrostu popytu wewnętrznego przy słabej infrastrukturze bankowej obsługi ludności i ograniczonej zdolności kredytowej gospodarstw domowych.
Problem ograniczonych źródeł finansowania, przed którym stoją polskie banki, oznacza konieczność sięgnięcia po odpowiednie instrumentarium. Działania podjęte dotychczas w naszym kraju sprowadzają się do zasilania sektora bankowego w krótkookresową płynność oraz obniżki stóp procentowych o 1 pkt proc. Szczególnie obecnie krótkookresowe operacje zasilające w płynność rynek międzybankowy nie mogą służyć do finansowania długoterminowej, ze swej natury, akcji kredytowej. Obniżenie stóp procentowych może wprawdzie obniżać koszty obsługi kredytów i w ten sposób zwiększać popyt na kredyt, ale nie jest w stanie zwiększyć, szczególnie w krótkim okresie, podaży kredytów.
Obniżanie krótkookresowej stopy procentowej łączy się z przewidywanym spadkiem przyrostu kredytu oraz podaży pieniądza, a więc ze wzrostem stóp procentowych ustalanych przez sektor bankowy. W ten sposób spadek skuteczności polityki stóp procentowych staje się coraz bardziej widoczny. Spadkowi stopy referencyjnej NBP towarzyszy jeszcze głębszy spadek stopy O/N rynku pieniężnego, ale jednocześnie znaczny wzrost stóp depozytowych sektora bankowego i utrzymujący się w niektórych segmentach wysoki poziom stóp kredytowych. Utrzymywanie się tej sytuacji w dłuższym okresie będzie znacznie pogarszało rentowność sektora bankowego. Dla utrzymania przyrostu kredytów na poziomie z roku 2007, nie mówiąc już o roku 2008, obok operacji krótkookresowych zasilających sektor bankowy w płynność niezbędne są działania, które zwiększą trwale podaż pieniądza i tym samym będą eliminowały ryzyko wystąpienia w Polsce zjawiska credit crunch.
Po pierwsze istnieją przesłanki do rozważenia obniżki stopy rezerwy obowiązkowej z 3,5 proc. np. do 2 proc., tj. do poziomu stosowanego przez EBC. Pozwoliłoby to istotnie zwiększyć płynność sektora bankowego. Każdy 1 pkt proc. obniżki rezerwy obowiązkowej zwiększa możliwości kreacji pieniądza o 6 mld zł.
Po drugie bank centralny mógłby już teraz rozważyć wykup obligacji NBP, które zapadają dopiero w 2012 r., co pozwoliłoby zwiększyć możliwości kredytowania gospodarki o prawie 8 mld zł. Po trzecie powyższe działania mogłyby zostać uzupełnione przez długookresowe (2 – 3-letnie) wsparcie płynnościowe sektora bankowego przez bank centralny pod zabezpieczenie zdrowych aktywów bankowych (np. wierzytelności kredytowe). W obecnych warunkach zasilanie sektora bankowego pod zabezpieczenie w postaci aktywów sektora bankowego nie jest niczym nadzwyczajnym. Taki instrument jest wykorzystywany przez EBC, natomiast Fed również wykupuje aktywa bankowe, zwiększając tym samym podaż pieniądza. Skala tych operacji może być elastycznie kształtowana w zależności od faktycznego przebiegu akcji kredytowej w sektorze bankowym. Przy wykorzystaniu tego instrumentu wymagane byłoby wprowadzenie procedur ograniczających wykorzystanie środków jedynie na dedykowane cele związane z rozwojem kredytowania oraz zapobiegające ich wykorzystaniu dla celów poprawy wyłącznie płynności. Wprowadzenie powyższych działań pozwoliłoby w naszym przekonaniu na wyeliminowanie ryzyka istotnego ograniczenia akcji kredytowej i związanych z tym negatywnych skutków dla gospodarki.
Jerzy Pruski, prezes PKO BP
Jan Krzysztof Bielecki, prezes Pekao
Więcej na ten temat
Kryzys finansowy
Światowy kryzys finansowy zmienił w istotny sposób zasady funkcjonowania instytucji finansowych. Przed jego wystąpieniem zmniejszała się rola depozytów w finansowaniu akcji kredytowej. Systematycznie rosła natomiast rola rynku hurtowego, który w wielu krajach finansował nawet 50 proc. wartości kredytów.
Załamanie rynku hurtowego ograniczyło dostępność środków na finansowanie działalności banków, w tym dla rozwoju prowadzonej działalności kredytowej. Istotnym zagrożeniem jest zatem znaczne zmniejszenie przez banki działalności kredytowej, i to pomimo istniejącego zapotrzebowania na kredyty ze strony klientów. Zjawisko takie, opisywane jako credit crunch, wpływa negatywnie na sferę realną gospodarki, skokowo zmniejszając płynność przedsiębiorstw oraz ograniczając popyt ludności i firm. W ten między innymi sposób skutki kryzysu finansowego przenoszą się na kryzys sfery realnej, który pogłębia załamanie systemu finansowego. Świadome tych zagrożeń rządy wielu państw przyjęły wielomiliardowe programy wsparcia dla swoich gospodarek, a banki centralne wszelkimi możliwymi sposobami zwiększają podaż pieniądza.
Dostępność pieniądza w 2008 roku
Skutki światowego kryzysu finansowego docierają coraz wyraźniej do gospodarki polskiej. Powinniśmy być nie tylko w pełni świadomi nadchodzących zagrożeń, ale przede wszystkim być w stanie w odpowiedni sposób i – co bardzo ważne – z odpowiednim wyprzedzeniem im przeciwdziałać.
Ostatnie lata polski sektor bankowy cechowała wysoka dynamika wzrostu kredytów zarówno dla sektora przedsiębiorstw, jak i gospodarstw domowych. Można szacować, że w 2008 r. przyrost portfela kredytowego w sektorze bankowym wyniósł – po wyeliminowaniu wpływu kursu walutowego – około 145 mld zł, tj. 11 proc. PKB. Znaczną część tego przyrostu, bo równowartość blisko 40 mld zł, stanowił wzrost kredytów mieszkaniowych w walutach obcych, głównie we frankach szwajcarskich, które w 2009 r. będą znacznie mniej dostępne.
Przyrost akcji kredytowej był dotychczas bardzo ważnym źródłem popytu wewnętrznego. Umożliwiał realizację przedsięwzięć inwestycyjnych, modernizację infrastruktury produkcyjnej i usługowej, współfinansowanie projektów unijnych oraz pozwalał zaspokajać aspiracje gospodarstw domowych, także te dotyczące mieszkalnictwa.
Tak znaczący przyrost kredytów był możliwy dzięki sprzyjającym warunkom w zakresie finansowania działalności kredytowej banków: szybkiemu wzrostowi depozytów klientów, nadwyżce depozytów nad kredytami w sektorze bankowym oraz środkom napływającym z zagranicy.
Według wstępnych szacunków w 2008 r. banki pozyskały najwyższe w historii wolumeny depozytów, głównie od ludności. Łączny przyrost depozytów klientów w 2008 r. wyniósł ok. 88 mld zł, w tym depozytów ludności – 60 mld zł (wzrost o 25 proc.), a instytucji rządowych i samorządowych – 10 mld zł. Depozyty przedsiębiorstw były stabilne przez większość roku i dopiero w grudniu zwiększyły się o kilka miliardów.
W 2008 r. występowały sprzyjające warunki dla wzrostu depozytów bankowych: wysoka dynamika wynagrodzeń, wzrost liczby pracujących oraz przede wszystkim znaczący przepływ środków wycofywanych z funduszy inwestycyjnych w związku z załamaniem notowań akcji na giełdzie. Przepływ środków z funduszy inwestycyjnych na depozyty bankowe można szacować na blisko 31 mld zł. Na początku 2008 r. sektor bankowy posiadał nadwyżkę depozytów nad kredytami wynoszącą 15 mld zł. Nadwyżka ta stanowiła istotne źródło pieniądza finansującego wzrost akcji kredytowej. W ciągu ostatnich 12 miesięcy relacje pomiędzy depozytami i kredytami odwróciły się. Na koniec 2008 r. sektor posiadał nadwyżkę kredytów nad depozytami wynoszącą 40 mld zł.
W ubiegłym roku możliwości finansowe banków były wzmacniane w znaczący sposób środkami pochodzącymi z rynku międzybankowego, w tym napływającymi z zagranicy. Perspektywy rozwoju polskiej gospodarki i wyższa rentowność kredytów w połączeniu z łatwym pozyskaniem taniego finansowania skłaniała banki zagraniczne do inwestowania środków na dynamicznie rozwijającym się rynku polskim. Finansowanie działalności banków poprzez środki z zagranicy powiększyło się w 2008 r. o 35 mld zł. Równocześnie warto wspomnieć o pewnych zmianach regulacyjnych wprowadzonych w 2008 roku (m.in. uchwała nr 9/2007 KNB w sprawie wiążących banki norm płynności), które wprowadziły wymóg silniejszego niż dotąd powiązania struktury czasowej depozytów z udzielonym kredytami. Innymi słowy, o ile wcześniej banki mogły w większym zakresie finansować długoterminowe kredyty pieniądzem krótkoterminowym, tak teraz wymogi pozyskiwania długoterminowych depozytów są ostrzejsze. Co do kierunku te zmiany nie budzą wątpliwości. Natomiast należy uwypuklić, że ich wprowadzenie zbiegło się w czasie z globalnym kryzysem płynnościowym, co spotęgowało wyścig po depozyty podmiotów niefinansowych, windując stawki depozytowe znacznie powyżej dotychczasowych poziomów rynkowych. Wzrost kosztów pozyskiwania depozytów od gospodarstw domowych oraz przedsiębiorstw w połączeniu ze wzrostem kosztów pozyskiwania środków na rynkach międzynarodowych (drogą emisji obligacji) oznacza istotny (minimum 300 pkt bazowych) wzrost kosztu pieniądza dla systemu bankowego. Jeśli banki muszą więcej płacić za pieniądz, to siłą rzeczy muszą żądać wyższego oprocentowania udzielanych przez siebie kredytów – w ten sposób credit crunch się potęguje.
Zagrożenie brakiem finansowania w 2009 roku
Poziom dostępnych środków pozwalających finansować akcję kredytową będzie w 2009 r. istotnie mniejszy. Sprzyjające warunki dla finansowania wzrostu akcji kredytowej z roku wcześniejszego już się nie powtórzą. Odpływ środków z funduszy inwestycyjnych już się dokonał, w sektorze poziom kredytów przewyższył wartość depozytów, a w obliczu kryzysu światowego systemu finansowego nie ma co liczyć na zasilanie płynnością banków z udziałem kapitału zagranicznego przez ich strategicznych inwestorów, co występowało w 2008 r. Jest zatem wysoce prawdopodobne, że od strony podażowej przyrost akcji kredytowej w 2009 r. zostanie określony przyrostem netto depozytów sektora bankowego, który będzie istotnie niższy. Nie można zatem wykluczyć, że wzrost kredytów w polskim sektorze bankowym może zmniejszyć się z około 145 mld zł do zaledwie 40 mld zł, co byłoby kwotą o 20 proc. mniejszą niż wartość kredytów udzielonych w 2008 r. samym tylko przedsiębiorstwom. Realizacja takiego scenariusza – przy innych czynnikach niezmienionych – oznaczałaby załamanie popytu w gospodarce.
Bez dalszego przepływu środków z funduszy inwestycyjnych przyrost depozytów klientów będzie w roku bieżącym istotnie mniejszy. Nawet przy optymistycznych założeniach co do przyrostu depozytów ludności (16 proc. w ujęciu rocznym) oraz kilkumiliardowym przyroście depozytów korporacyjnych (w obliczu credit crunch może mieć miejsce bezwzględny spadek tych depozytów) oraz względnie stabilnych przyrostach depozytów instytucji rządowych, samorządowych oraz niemonetarnych instytucji finansowych można szacować łączny przyrost depozytów klientów na poziomie 65 mld zł. Przy innych czynnikach niezmienionych byłby to maksymalny poziom przyrostu akcji kredytowej w 2009 r. Niestety faktycznie może on okazać się istotnie niższy. Ewentualna deprecjacja złotego o np. 10 proc. w ujęciu rocznym obniżyłaby możliwości kredytowe o 12 mld zł. Podobny wpływ miałoby zmniejszenie finansowania netto krajowego sektora bankowego przez centrale banków zagranicznych. W takim scenariuszu łączny przyrost akcji kredytowej osiągnąłby poziom właśnie 40 mld zł. Należy przy tym pamiętać, że z uwagi na zobowiązania kredytowe zaciągnięte przez sektor bankowy w 2008 r. przyrost nowo udzielanych kredytów w 2009 r. byłby jeszcze niższy.
Co należy zrobić?
Opisany powyżej scenariusz doprowadziłby do istotnego ograniczenia możliwości rozwoju gospodarki w 2009 r. Należy zrobić wszystko, by nie dopuścić do jego realizacji. Wiele rządów uruchamia dziś programy mające na celu łagodzenie skutków recesji i podtrzymanie wzrostu gospodarczego. W USA doradcy ekonomiczni prezydenta elekta pracują nad projektem powtórzenia New Deal, który oprócz wydatków na roboty publiczne przewiduje m.in. okresowe zmniejszenie podatków dla klasy średniej. Międzynarodowy Fundusz Walutowy, którego ekonomiści opowiadają się przeciw wszelkim formom bezpośredniego subsydiowania biznesu, bo może to doprowadzić do współczesnej wojny handlowej, sugeruje rządom wprowadzenie czegoś na kształt ubezpieczenia od recesji, które zaczynałoby działać w przypadku spadku PKB poniżej określonego poziomu.
Istotny jest dobór środków, które powinny zależeć od konkretnej sytuacji. W przypadku ograniczonych źródeł finansowania, co jest problemem naszego sektora bankowego, nieskuteczne będą metody administracyjne, po jakie sięgnęły np. władze Wielkiej Brytanii czy Chin, nakazując bankom kontrolowanym przez państwo odpowiednie zwiększenie akcji kredytowej i nie biorąc przy tym pod uwagę istniejących ograniczeń i zagrożeń dla jakości portfela i bezpieczeństwa sektora bankowego. Zwłaszcza w Chinach, gdzie wobec spadku popytu na eksport pozostaje stymulowanie wzrostu popytu wewnętrznego przy słabej infrastrukturze bankowej obsługi ludności i ograniczonej zdolności kredytowej gospodarstw domowych.
Problem ograniczonych źródeł finansowania, przed którym stoją polskie banki, oznacza konieczność sięgnięcia po odpowiednie instrumentarium. Działania podjęte dotychczas w naszym kraju sprowadzają się do zasilania sektora bankowego w krótkookresową płynność oraz obniżki stóp procentowych o 1 pkt proc. Szczególnie obecnie krótkookresowe operacje zasilające w płynność rynek międzybankowy nie mogą służyć do finansowania długoterminowej, ze swej natury, akcji kredytowej. Obniżenie stóp procentowych może wprawdzie obniżać koszty obsługi kredytów i w ten sposób zwiększać popyt na kredyt, ale nie jest w stanie zwiększyć, szczególnie w krótkim okresie, podaży kredytów.
Obniżanie krótkookresowej stopy procentowej łączy się z przewidywanym spadkiem przyrostu kredytu oraz podaży pieniądza, a więc ze wzrostem stóp procentowych ustalanych przez sektor bankowy. W ten sposób spadek skuteczności polityki stóp procentowych staje się coraz bardziej widoczny. Spadkowi stopy referencyjnej NBP towarzyszy jeszcze głębszy spadek stopy O/N rynku pieniężnego, ale jednocześnie znaczny wzrost stóp depozytowych sektora bankowego i utrzymujący się w niektórych segmentach wysoki poziom stóp kredytowych. Utrzymywanie się tej sytuacji w dłuższym okresie będzie znacznie pogarszało rentowność sektora bankowego. Dla utrzymania przyrostu kredytów na poziomie z roku 2007, nie mówiąc już o roku 2008, obok operacji krótkookresowych zasilających sektor bankowy w płynność niezbędne są działania, które zwiększą trwale podaż pieniądza i tym samym będą eliminowały ryzyko wystąpienia w Polsce zjawiska credit crunch.
Po pierwsze istnieją przesłanki do rozważenia obniżki stopy rezerwy obowiązkowej z 3,5 proc. np. do 2 proc., tj. do poziomu stosowanego przez EBC. Pozwoliłoby to istotnie zwiększyć płynność sektora bankowego. Każdy 1 pkt proc. obniżki rezerwy obowiązkowej zwiększa możliwości kreacji pieniądza o 6 mld zł.
Po drugie bank centralny mógłby już teraz rozważyć wykup obligacji NBP, które zapadają dopiero w 2012 r., co pozwoliłoby zwiększyć możliwości kredytowania gospodarki o prawie 8 mld zł. Po trzecie powyższe działania mogłyby zostać uzupełnione przez długookresowe (2 – 3-letnie) wsparcie płynnościowe sektora bankowego przez bank centralny pod zabezpieczenie zdrowych aktywów bankowych (np. wierzytelności kredytowe). W obecnych warunkach zasilanie sektora bankowego pod zabezpieczenie w postaci aktywów sektora bankowego nie jest niczym nadzwyczajnym. Taki instrument jest wykorzystywany przez EBC, natomiast Fed również wykupuje aktywa bankowe, zwiększając tym samym podaż pieniądza. Skala tych operacji może być elastycznie kształtowana w zależności od faktycznego przebiegu akcji kredytowej w sektorze bankowym. Przy wykorzystaniu tego instrumentu wymagane byłoby wprowadzenie procedur ograniczających wykorzystanie środków jedynie na dedykowane cele związane z rozwojem kredytowania oraz zapobiegające ich wykorzystaniu dla celów poprawy wyłącznie płynności. Wprowadzenie powyższych działań pozwoliłoby w naszym przekonaniu na wyeliminowanie ryzyka istotnego ograniczenia akcji kredytowej i związanych z tym negatywnych skutków dla gospodarki.
Jerzy Pruski, prezes PKO BP
Jan Krzysztof Bielecki, prezes Pekao
Więcej na ten temat
- Jerzy Pruski i Jan Krzysztof Bielecki: skąd wziąć pieniądze? Autor: ~Nieżyczliwy 2009-01-06 21:47
- Idźcie po kredyt i pieniądze w gotówce do Providenta. Oni zawsze mają i nigdy nie boją się o brak gotówki. Oni wam pożyczą. Powodzenia.








Dodaj komentarz