REKLAMA
Początek gorący, a to dopiero rozgrzewka! Ruszyły Wakacje na Giełdzie

    Jak powietrze

    2009-02-10 13:07
    publikacja
    2009-02-10 13:07
    Komisarz Unii Europejskiej ds. finansowych Joaquin Almunia przestrzegł, że sytuacja gospodarcza krajów unijnych pogorszy się, jeżeli banki nie będą udzielały kredytów. A tak się właśnie dzieje zarówno w Polsce, jak i w pozostałych państwach Wspólnoty. Zamykane są linie kredytowe nawet dla dobrze prosperujących przedsiębiorstw. Czyżby bankowcy nie zdawali sobie sprawy, że podcinają gałąź, na której siedzą? Jeżeli bowiem gospodarka wejdzie w głębszą fazę kryzysu, nie będą miały na kim zarabiać

    W Polsce kryteria przyznawania kredytów najbardziej zaostrzyły banki, których centrale są poza granicami kraju. Decyzje takie podejmują na podstawie sytuacji na Zachodzie. Nasza gospodarka i system bankowy funkcjonują jednak lepiej. Czy nie należałoby różnicować kryteriów w zależności od sytuacji w poszczególnych krajach?

    Bodźcem dla polskiej gospodarki ma być lepsze wykorzystanie funduszy unijnych. Do wszystkich inwestycji tego typu trzeba jednak wnieść swój udział. Jeżeli banki nie będą kredytowały tych przedsięwzięć, stracimy mnóstwo środków pomocowych i kryzys się pogłębi.

    Niepokoi także brak zaufania między bankami. To sprawia, że nie ma w tym sektorze płynności finansowej. Dlaczego tak się dzieje? Czyżby zapewnienia, że banki są w dobrej kondycji, nie miało potwierdzenia w rzeczywistości? Może bankowcy wiedzą lepiej, jak sytuacja wygląda naprawdę?

    Można odnieść wrażenie, że banki odbijają się od ściany do ściany. Gdy ktoś brał kredyt hipoteczny w roku 2003 czy 2004, musiał się wykazać gwarancjami, że jest w stanie go spłacić. Było to bowiem wkrótce po spowolnieniu gospodarczym, które sprawiło, że ponad 20 proc. kredytów było zagrożonych niespłaceniem. Dwa lata później można było już wziąć kredyt z minimalnymi zabezpieczeniami. Teraz znowu kryteria zaostrzono. A przecież kredytów, zwłaszcza hipotecznych, nie spłaca się przez kilka lat, tylko kilkadziesiąt. Czy banki nie powinny mieć długofalowej strategii w kontaktach z klientami?

    Kredyty są dla gospodarki jak powietrze. Bez nich żyć się nie da, a tym bardziej rozwijać. Jeżeli akcja kredytowa nie zostanie wznowiona, będzie to dla słabnącej gospodarki dotkliwy cios.

    Należało reagować wcześniej

    – Nadzór finansowy nie powinien zalecać dalszego zaostrzania kryteriów przy udzielaniu kredytów, gdyż banki same zaostrzyły je już wcześniej – uważa prof. Witold Orłowski. Jak poinformowała Polska Agencja Prasowa, podczas Forum Bankowości Elektronicznej powiedział, że nadzór finansowy powinien reagować dużo wcześniej, gdy część banków nadmiernie poluzowała warunki przyznawania kredytów. W niektórych bankach na przykład indywidualne osoby mogły uzyskać kredyt w wysokości 100 proc. ceny mieszkania lub domu. Zdarzały się też przypadki, że pożyczano im jeszcze więcej.

    Obecnie banki dążą do tego, żeby zapewnić sobie płynność finansową. Dlatego z jednej strony starają się pozyskać jak najwięcej depozytów, oferując klientom wysokie oprocentowanie. Z drugiej zaś strony ograniczają udzielanie kredytów, chcąc mieć do dyspozycji gotówkę.

    Profesor przyznał, że takie postępowanie w dobie kryzysu może zapewnić bankom płynność. Ale jest to działanie „na krótką metę”. W dłuższej perspektywie może okazać się bardzo niekorzystne zarówno dla gospodarki, jak i dla samych banków. Nadmierne ograniczenie kredytów dla firm spowoduje zmniejszenie inwestycji i przyczyni się do większego spowolnia gospodarczego. A banki, ograniczając akcję kredytową, osiągną w przyszłości znacznie gorsze wyniki.

    Orłowski uważa, że obecna sytuacja jest przede wszystkim efektem braku zaufania na rynku międzybankowym. Dlatego rząd powinien wprowadzić gwarancje dla takich transakcji. Jednocześnie należy zaproponować rozwiązania, które spowodują, że banki będą udzielały kredyty, a nie starały się zatrzymać najwięcej gotówki. Za wprowadzeniem szerokich rządowych gwarancji opowiedział się również prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz. Mówiąc o niekorzystnych efektach braku zaufania na rynku, zachęcał on przedsiębiorców i bankowców, żeby przed zawarciem umów, szczególnie z nieznanymi dotąd kontrahentami, korzystali z Biura Informacji Kredytowej.

    W stanie paniki

    Niepokój w tej sprawie zdradza także prezes firmy doradczej Capital Strategy Stefan Kawalec. – Polsce grozi gwałtowne, nie mające uzasadnienia w realnej sytuacji gospodarczej, zahamowanie akcji kredytowej – powiedział podczas zorganizowanej przez Fundację Batorego konferencji „Kryzys: diagnoza i odpowiedź”. Jego zdaniem, zagrożenie spowodowane jest tym, że dwie trzecie aktywów polskich banków należy do międzynarodowych grup, które mają swoje centrale w krajach, znajdujących się w centrum kryzysu. – Będą one ograniczać działalność za granicą – mówił. Podkreślił też, że jest to bardzo groźne dla naszej gospodarki, ponieważ spadek poziomu kredytowania oznacza mniejsze tempo wzrostu produktu krajowego brutto. – Zagraniczne banki, powiązane kapitałowo z naszymi, znajdują się w stanie paniki. Wstrzymują nawet najbardziej opłacalne inwestycje – dodał. Rządy państw, które wspomogły finansowo zagrożone upadłością banki, w zamian żądają, by nie ograniczały akcji kredytowej w swoich macierzystych krajach. Oznacza to, że dla Polski pieniędzy będzie mniej. W opinii Kawalca, sytuację Polski pogarsza to, co dzieje się w państwach sąsiednich – na Ukrainie, Węgrzech czy Łotwie. Te kraje zwróciły się o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. To dla potencjalnych inwestorów jest sygnałem, że region jest niestabilny. Dlatego z central banków automatycznie idą rekomendacje wstrzymania akcji kredytowych dla Polski.

    – Banki w obawie przed ryzykiem nie chcą pożyczać pieniędzy, trzymając je w skarbcach lub w bezpiecznych rządowych obligacjach – twierdzi „Gazeta Wyborcza”. Pozbawieni kredytów konsumenci ograniczają zakupy, a firmy zmniejszają inwestycje. Nie pomagają ani rekordowe cięcia stóp procentowych, ani setki miliardów euro pompowane do największych banków przez budżety państw. Te same banki – zauważa „Gazeta Wyborcza” – które tak ograniczają przyznawanie kredytów, walczą bez pardonu o nasze oszczędności. Dziś niektóre (BPH, Deutsche Bank, Nordea) płacą za lokaty nawet 10 proc. w skali roku. A otwierający swoje pierwsze placówki w Polsce Allianz Bank, w ramach tak zwanej polisy lokacyjnej, chce zaoferować nawet 10,5 proc.!

    Przy tak wyśrubowanym oprocentowaniu większość banków dopłaca do interesu. Żeby zapłacić posiadaczom lokat wysokie odsetki, bankowcy musieliby pożyczyć komuś te pieniądze jeszcze drożej – na kilkanaście procent. Dlaczego zatem tak bardzo chcą przyciągać nowych klientów i ich pieniądze?

    Zdaniem analityków, część bankowców po prostu wpadła w panikę, bo zauważyła odpływ pieniędzy z własnych skarbców do konkurencji. Ze statystyk Narodowego Banku Polskiego wynika, że w październiku wartość naszych pieniędzy na lokatach wzrosła tylko o 1,8 mld zł, głównie dzięki naliczanym przez banki odsetkom, a nie nowym wpłatom. Wiosną i latem wartość lokat w bankach rosła znacznie szybciej – o 5–6 mld zł miesięcznie.

    Koniec żniw

    Do września 2008 roku banki w Polsce zarobiły 12,7 mld zł, przy czym zysk netto (po opodatkowaniu) wyniósł 12,8 mld zł – poinformował Główny Urząd Statystyczny. Był to wynik wyraźnie niższy, niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Już kwartał temu było więc widać, że żniwa się skończyły. Wyszło na jaw także inne zjawisko – kredyty rosły szybciej niż depozyty. Jesienią ubiegłego roku różnica między nimi wynosiła 68 mld zł. To jest właśnie przyczyną międzybankowej walki o gotówkę.

    Komisja Nadzoru Finansowego mimo wszystko ocenia, że sytuacja sektora bankowego pozostaje relatywnie korzystna i stabilna. Zwraca jednak uwagę na konieczność weryfikacji zarządzania ryzykiem i jego dostosowanie do aktualnych warunków rynkowych, jak również konieczność dalszego wzmocnienia kapitałów. „Jeżeli zjawiska kryzysowe utrzymają się w dłuższym okresie, to należy się liczyć z wyhamowaniem gospodarki i osłabieniem sytuacji polskiego sektora bankowego” – napisano w komunikacie.

    Jeżeli banki wezmą na przetrzymanie i będą nadmiernie ostrożne, powstanie błędne koło i wszyscy na tym stracimy. A kto uruchomi koło zamachowe gospodarki?

    Opr. RYCH

    Źródło:
    Przeczytaj w Pulsie Biznesu
    Szwedzi kupią w Warszawie kolejny wieżowiec od Ghelamco. Transakcja warta ponad 1,1 mld zł
    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (0)

    dodaj komentarz

    Powiązane: Sektor bankowy

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki