To złoty czas dla firm handlujących sztuką, tym bardziej że chętnych do zakupu przybywa. Od prawie roku na każdej aukcji pojawia się około 40 proc. nowych zainteresowanych - przyznaje Konrad Szukalski, wiceprezes Agra-Art. Według niego nie są to tylko spanikowani inwestorzy, którzy nie wiedzą, co zrobić z "uratowanymi" aktywami, ale ci, którzy zarobili i chcą sobie zrobić przyjemność.
Dowodem są coraz większe kwoty przeznaczane na dzieła sztuki. - Niektórzy wydają nawet kilkaset tysięcy złotych i więcej. W tym roku padło już blisko 10 rekordów cenowych, w tym trzy w na polskich aukcyjach. Dla porównania, w 2007 r. w kraju padł tylko jeden rekord: obraz Chełmońskiego "Próba czwórki" został sprzedany za 1,58 mln zł - zaznacza Windorbski. -- Inwestując w sztukę, unikamy szaleństwa, jakie wywołują czarne poniedziałki czy środy na giełdzie -- dodaje Piotr Lengiewicz, prezes Domu Aukcyjnego Rempex.
Eksperci podkreślają jednak, że w sztukę nie należy lokować więcej niż 10 - 15 proc. oszczędności. To inwestycja długoterminowa. -- Branżowe porzekadło mówi: "Sztuka dla wnuka". Nie trzeba tego rozumieć dosłownie, ale okres 10 lat to prawdopodobnie minimalny czas, aby sprzedać dzieło z zadowalającym zyskiem -- twierdzi Lengiewicz. Zdaniem Windorbskiego jednak zyskać można już nawet w ciągu dwóch lat. A nadal najbardziej pewne jest inwestowanie w sztukę dawną. Z raportu przygotowanego przez Desę Unicum wynika, że w 2007 r. na niej właśnie najwięcej zarobiły domy aukcyjne i sprzedający. Łączna wartość 10 najdroższych prac to prawie 5,7 mln zł. Na kolejnych miejscach znalazły się malarstwo współczesne, meble i srebra.
Patrycja Otto
Dziennik Finansowy
Więcej na ten temat



























































