Zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Invest Banku, zmian na rynku pracy można się spodziewać za kilka miesięcy. – Takie procesy nie dzieją się z dnia na dzień. Jednak spadek popytu na pracę przy zwalniającej gospodarce jest nieunikniony. Osoby wracające z zagranicy będą tym czynnikiem, który uspokoi sytuację – mówi. Jego zdaniem w 2009 r. tempo wzrostu wynagrodzeń wyraźnie spadnie i wyniesie niespełna 5 proc., podczas gdy w ostatnich miesiącach pensje zwiększały się w tempie dwucyfrowym. Według Stanisława Gomułki, ekonomisty BCC i byłego wiceministra finansów, jeśli wzrost płac utrzymywałby się na poziomie przekraczającym 6,5 proc., w dłuższej perspektywie doprowadziłby do wzrostu inflacji. Ilu Polaków wróci? Można mówić o setkach tysięcy. Pod koniec 2007 r. liczba osób przebywających czasowo za granicą wynosiła 2,27 mln, czyli o 320 tys. więcej niż pod koniec 2006 r. Od tego czasu opłacalność pracy w Wielkiej Brytanii czy Irlandii radykalnie spadła. Powodem był rosnący kurs naszej waluty. Rok temu liczona w złotych wartość pensji wynoszącej tysiąc funtów sięgała 5,63 tys. zł. Teraz jest to niecałe 4,1 tys. zł. Tysiąc euro, które rok temu było warte 3,8 tys. zł, dziś stopniało do 3,2 tys. zł.
O radykalnej zmianie sytuacji polskich emigrantów mogą świadczyć dane opublikowane wczoraj przez Narodowy Bank Polski. Okazuje się, że nasi rodacy zarabiający za granicą przysłali do kraju w pierwszym kwartale tego roku 1,2 mld euro wobec niemal 1,4 mld w ostatnim kwartale 2007 r. W krajach, które jeszcze niedawno były rajem dla wyjeżdżających, warunki zmieniają się zasadniczo. Zarówno Wielka Brytania, jak i Irlandia przeżywają spowolnienie gospodarcze, a rynek budowlany, na którym zajęcia szukało najwięcej emigrantów z Polski, przeżywa załamanie. Irlandzki urząd pracy oszacował, że z 280 tys. osób zatrudnionych w branży budowlanej do końca 2008 roku pracę straci 65 tys. osób. Według jego wyliczeń w Irlandii pracuje na budowach 100 tys. Polaków.
Duża część z nich wróci teraz do kraju. Szefowie działających w Polsce firm budowlanych zacierają ręce, bo braki na rynku pracy wywindowały płace w tym sektorze do poziomu zbliżonego do Niemiec czy Wielkiej Brytanii. – Na razie wielkich publicznych przetargów związanych z inwestycjami budowlanymi nie ma i dlatego sytuacja na rynku pracy jest stabilna. Jednak wcześniej czy później worek z przetargami się rozwiąże, a wtedy obsłużenie wszystkich inwestycji bez udziału robotników, którzy wyjechali na Zachód, może okazać się niemożliwe – mówi Edward Szwarc z zarządu Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, przewodniczący rady nadzorczej Instalexportu. Przedstawiciele firm przyznają, że powrót z emigracji się rozpoczyna. – Na razie wracają przede wszystkim robotnicy niewykwalifikowani. Tymczasem niedobory dotyczą specjalistów od prac wykończeniowych czy operatorów rusztowań – dodaje Edward Szwarc. Dlatego wiele firm budowlanych woli nie czekać, aż emigranci sami przyjadą. PBM Południe czy Polimex Mostostal posunęły się do tego, że myślących o powrocie do kraju specjalistów rekrutują już za granicą.
Radosław Omachel
Dziennik Finansowy
Więcej na ten temat































































