2005-03-09 06:05 Źródło: Gazeta Ubezpieczeniowa
Ile zarabiają szefowie największych amerykańskich firm
Gdy w Polsce kwestionuje się zapisy ustawy o tzw. kominach płacowych w spółkach Skarbu Państwa, amerykańska firma Mercer Human Resource Consulting opublikowała raport analizujący dochody prezesów stu największych firm w Stanach Zjednoczonych w 2004 r.
Z raportu wynika, że ich premie (bonusy) wzrosły średnio o 46%, do poziomu 1,14 mln dolarów i że był to największy skok w ostatnich pięciu latach. Ponadto sięgały one przeciętnie 141% rocznej pensji. Kontrastuje to zdecydowanie z poziomem premii dla zwykłego personelu spółek, gdzie pracownicy otrzymali je zaledwie w wysokości 5% ubiegłorocznej pensji. „Gwałtowny wzrost premii dla szefów zarządów pogłębia tylko przepaść dzielącą szefostwo firm od zwykłych pracowników. Firma Mercder szacuje bowiem średnią wysokość pensji i premii prezesa na 1,96 mln dolarów - czyli ponad 70 razy więcej niż wyniosło wynagrodzenie przeciętnego robotnika w USA w ub. roku” - pisze na łamach dziennika „Wall Street Journa” Joan Lublin.
- To nie jest dobry trend, gdyż premie od dawna już nie zawsze idą w parze z wynikami spółek - mówi Luccian Bebchuk, profesor prawa z Harvard University i autor głośnej książki „Pay Without Performence” (Zapłata bez osiągnięć). Tymczasem rady nadzorcze bronią wysokich premii dla prezesów, jako oznaki poprawy zyskowności firmy i wsparcia dla handlu akcjami na giełdzie. Sprzeciwiają się temu aktywni inwestorzy oraz zwolennicy uczciwych praktyk (corporate governance) twierdząc, że wygórowane premie są po prostu niesprawiedliwe.
Przy okazji badań firmy Mercer wyszło na jaw, że premie prezesów rosły szybciej niż dochody zatrudnionycn tam osób, które średnio podskoczyły o 25%. Luka pomiędzy premiami prezesów a zyskami spółek pogłębiła się w 61 badanych firmach. Premie wzrosły bowiem aż o 76%, gdy zyski tylko o 46%.
Znamienny jest tu przykład prezesa Walt Disney Co. Michaela Eisnera, przeciwko reelekcji którego na to stanowisko na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy w marcu 2004 r. opowiedziało się aż 45% zebranych. Mimo to rada dyrektorów przyznała mu premię 7,25 mln dolarów za „wzrost przychodów o ponad 60%, rekordową ilość płynnej gotówki na poziomie 4,4 mld dolarów oraz poprawę stopy zwrotu na kapitale już drugi rok z rzędu”, jak uzasadniła, to rzeczniczka firmy. Ponadto dostał pensję 1 mln dolarów, która jej zdaniem „była niższa niż w innych tego rodzaju przedsiębiorstwach na świecie”. Przeciwny Eisera uznali to „za przejaw braku logiki i arogancji”.
Innym przykładem może być wynagradzanie prezesa kompanii Smithfield Food Inc. Josepha Lutera, do której należy m.in.nasz Animex, znany producent i eksporter mięsa oraz jego wyrobów. Luter otrzymał w maju 2004 r. premię 6,6 mln dolarów, czyli blisko 10 razy wyższą niż rok wcześniej. Kieruje firmą z Wirginii od kwietnia 1975 r. i przez ostatnie 5 lat pobierał pensję na poziomie 850 tys. dolarów rocznie. Dyrektorzy tłumaczyli się, że postanowili nagrodzić Lutera tylko w przypadku, gdy zysk przed opodatkowaniem przekroczy 100 mln dolarów. Ponadto uznali, że otrzyma 2% od zysku, gdy ten będzie wahał się pomiędzy 100-300 mln dolarów plus 3%, gdyby przekroczył owe 300 mln dolarów. Zysk netto w roku obrachunkowym zakończonym w końcu kwietnia 2004 r. wyniósł 227,1 mln dolarów.
- Chcieliśmy w ten sposób upewnić naszych udziałowców, że premie prezesa Lutra zależne są od poziomu wypracowanego zysku, a nie przypadkowe - tłumaczy Ray Goldberg emerytowany profesor rolnictwa i biznesu na Uniwersytecie Harvarda, który stoi na czele rady nadzorczej firmy. - W porównaniu z innymi prezesami naszej branży i tak jest on zbyt nisko opłacany - łącznie z premiami - dodaje.
Najdziwniejsze zaś, że niektórzy prezesi otrzymywali premie tuż przed ich odwołaniem ze stanowiska. Tak było np. z szefową koncernu Hewelett-Packard - Carly Fiorina. Otrzymała ona 1 mln dolarów jako premię za pół roku obrachunkowego, który zakończył się 31 października 2004 r. W drugiej połowie już nie dostała, gdyż znany producent drukarek i komputerów nie osiągnął zakładanego poziomu przychodów ani zysków. Wypłacono jej tylko 567 tys. dolarów premii w połowie grudnia, jako jej część z należnych wszystkim pracownikom 90 mln dolarów dodatkowego wynagrodzenia za IV kwartał 2004 r.. Rada nadzorcza odwołał panią Fiorina ze stanowiska prezesa w lutym br.
- Może tylko dziwić, jak szybko dyrektorzy zmieniają zdanie, płacąc najpierw wysokie premie, a potem zwalniając prezesa - mówi Carol Bowie, dyr. ds. uczciwych praktyk w Ośrodku Badań Odpowiedzialności Inwestorów w Waszyngtonie. - Czasami jednak znajdują pieniądze, aby tylko spełnić żądania prezesów firm - dodaje.
Coraz częściej w USA podnoszą się głosy, zwłaszcza wśród inwestorów, aby odbierać owe premie lub obniżać pensje prezesom firm, które osiągają kiepskie wyniki. Zwłaszcza, gdy wiąże się to z naciąganiem danych i nieuczciwą księgowością.
Adam Wolski
Z raportu wynika, że ich premie (bonusy) wzrosły średnio o 46%, do poziomu 1,14 mln dolarów i że był to największy skok w ostatnich pięciu latach. Ponadto sięgały one przeciętnie 141% rocznej pensji. Kontrastuje to zdecydowanie z poziomem premii dla zwykłego personelu spółek, gdzie pracownicy otrzymali je zaledwie w wysokości 5% ubiegłorocznej pensji. „Gwałtowny wzrost premii dla szefów zarządów pogłębia tylko przepaść dzielącą szefostwo firm od zwykłych pracowników. Firma Mercder szacuje bowiem średnią wysokość pensji i premii prezesa na 1,96 mln dolarów - czyli ponad 70 razy więcej niż wyniosło wynagrodzenie przeciętnego robotnika w USA w ub. roku” - pisze na łamach dziennika „Wall Street Journa” Joan Lublin.
- To nie jest dobry trend, gdyż premie od dawna już nie zawsze idą w parze z wynikami spółek - mówi Luccian Bebchuk, profesor prawa z Harvard University i autor głośnej książki „Pay Without Performence” (Zapłata bez osiągnięć). Tymczasem rady nadzorcze bronią wysokich premii dla prezesów, jako oznaki poprawy zyskowności firmy i wsparcia dla handlu akcjami na giełdzie. Sprzeciwiają się temu aktywni inwestorzy oraz zwolennicy uczciwych praktyk (corporate governance) twierdząc, że wygórowane premie są po prostu niesprawiedliwe.
Przy okazji badań firmy Mercer wyszło na jaw, że premie prezesów rosły szybciej niż dochody zatrudnionycn tam osób, które średnio podskoczyły o 25%. Luka pomiędzy premiami prezesów a zyskami spółek pogłębiła się w 61 badanych firmach. Premie wzrosły bowiem aż o 76%, gdy zyski tylko o 46%.
Znamienny jest tu przykład prezesa Walt Disney Co. Michaela Eisnera, przeciwko reelekcji którego na to stanowisko na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy w marcu 2004 r. opowiedziało się aż 45% zebranych. Mimo to rada dyrektorów przyznała mu premię 7,25 mln dolarów za „wzrost przychodów o ponad 60%, rekordową ilość płynnej gotówki na poziomie 4,4 mld dolarów oraz poprawę stopy zwrotu na kapitale już drugi rok z rzędu”, jak uzasadniła, to rzeczniczka firmy. Ponadto dostał pensję 1 mln dolarów, która jej zdaniem „była niższa niż w innych tego rodzaju przedsiębiorstwach na świecie”. Przeciwny Eisera uznali to „za przejaw braku logiki i arogancji”.
Innym przykładem może być wynagradzanie prezesa kompanii Smithfield Food Inc. Josepha Lutera, do której należy m.in.nasz Animex, znany producent i eksporter mięsa oraz jego wyrobów. Luter otrzymał w maju 2004 r. premię 6,6 mln dolarów, czyli blisko 10 razy wyższą niż rok wcześniej. Kieruje firmą z Wirginii od kwietnia 1975 r. i przez ostatnie 5 lat pobierał pensję na poziomie 850 tys. dolarów rocznie. Dyrektorzy tłumaczyli się, że postanowili nagrodzić Lutera tylko w przypadku, gdy zysk przed opodatkowaniem przekroczy 100 mln dolarów. Ponadto uznali, że otrzyma 2% od zysku, gdy ten będzie wahał się pomiędzy 100-300 mln dolarów plus 3%, gdyby przekroczył owe 300 mln dolarów. Zysk netto w roku obrachunkowym zakończonym w końcu kwietnia 2004 r. wyniósł 227,1 mln dolarów.
- Chcieliśmy w ten sposób upewnić naszych udziałowców, że premie prezesa Lutra zależne są od poziomu wypracowanego zysku, a nie przypadkowe - tłumaczy Ray Goldberg emerytowany profesor rolnictwa i biznesu na Uniwersytecie Harvarda, który stoi na czele rady nadzorczej firmy. - W porównaniu z innymi prezesami naszej branży i tak jest on zbyt nisko opłacany - łącznie z premiami - dodaje.
Najdziwniejsze zaś, że niektórzy prezesi otrzymywali premie tuż przed ich odwołaniem ze stanowiska. Tak było np. z szefową koncernu Hewelett-Packard - Carly Fiorina. Otrzymała ona 1 mln dolarów jako premię za pół roku obrachunkowego, który zakończył się 31 października 2004 r. W drugiej połowie już nie dostała, gdyż znany producent drukarek i komputerów nie osiągnął zakładanego poziomu przychodów ani zysków. Wypłacono jej tylko 567 tys. dolarów premii w połowie grudnia, jako jej część z należnych wszystkim pracownikom 90 mln dolarów dodatkowego wynagrodzenia za IV kwartał 2004 r.. Rada nadzorcza odwołał panią Fiorina ze stanowiska prezesa w lutym br.
- Może tylko dziwić, jak szybko dyrektorzy zmieniają zdanie, płacąc najpierw wysokie premie, a potem zwalniając prezesa - mówi Carol Bowie, dyr. ds. uczciwych praktyk w Ośrodku Badań Odpowiedzialności Inwestorów w Waszyngtonie. - Czasami jednak znajdują pieniądze, aby tylko spełnić żądania prezesów firm - dodaje.
Coraz częściej w USA podnoszą się głosy, zwłaszcza wśród inwestorów, aby odbierać owe premie lub obniżać pensje prezesom firm, które osiągają kiepskie wyniki. Zwłaszcza, gdy wiąże się to z naciąganiem danych i nieuczciwą księgowością.
Adam Wolski


Dodaj komentarz