REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Gwiazdowski: szkockie winogrona a wolny handel

2009-04-18 07:00
publikacja
2009-04-18 07:00
Dodaj Bankier.pl w Google
W środę na Europejskim Forum Gospodarczym w Katowicach usłyszałem, że pieniądz to najważniejsza rzecz na świecie - musimy więc ratować banki a zwłaszcza ich płynność. Przy okazji banków rządy ratuje też fabryki samochodów i w ogóle nas wszystkich ratują przed nami samymi. Ale jest kilka banków na Świecie i parę fabryk samochodów, które nie potrzebują żadnego „ratunku” a mogą same „uratować” (czytaj: „przejąć” innych). Nie można im w tym przeszkadzać, bo jak twierdził Adam Smith „w każdym kraju interes wielkiej masy ludzi polega i musi na tym polegać, aby kupować rzeczy potrzebne od tych, którzy je sprzedają najtaniej. Twierdzenie to jest tak oczywiste, że śmieszna wydaje się konieczność jego udowadniania.

Nigdy by go też nie kwestionowano, gdyby dbała o swój interes sofistyka kupców i fabrykantów nie przyćmiła zdrowego rozsądku ludzi. Albowiem pod tym względem interes kupców i fabrykantów przeciwstawia się bezpośrednio interesom wielkich mas ludzkich”. Zarówno w handlu wewnętrznym, jak i zagranicznym „wielka masa ludzi” chce kupować jak najtaniej, a sprzedawać jak najdrożej. Co zatem sprawiło, że to, co jest roztropnością w prywatnym życiu każdej rodziny, mogło zostać uznane za szaleństwo w życiu wielkiego państwa? W jaki sposób „dbająca o swój interes sofistyka” mogła doprowadzić do rozmnożenia restrykcji określających co, od kogo i na jakich warunkach możemy kupować.

„Przyczyną jest cała sieć błędów, od których rodzaj ludzki nadal nie potrafi się uwolnić” - odpowiada Henry Hazlitt. A najważniejszy polega na tym, że uwzględnia się jedynie bezpośrednie skutki, jakie protekcjonizm przynosi określonym grupom, zaniedbując odległe skutki, jakie stają się udziałem całego społeczeństwa.” Zwolennicy protekcjonizmu dostrzegają tylko jednego wytwórcę i jego pracowników. Zwracają uwagę na skutki bezpośrednio widoczne, zaniedbując te, których nie można zobaczyć, gdyż nie pozwala się im zaistnieć. Chcemy chronić krajowego producenta, który utrzymuje, że nie może dostarczyć na rynek takich samych towarów jak konkurencja zagraniczna w takiej samej jak ona cenie. Dlatego, jeżeli nie zostanie mu udzielona pomoc państwowa zbankrutuje, jego pracownicy stracą możliwość zarobkowania i cała gospodarka poniesie stratę. Są to argumenty bardzo poważne, odwołujące się do konkretnych skutków dla konkretnych osób. „Ale - jak pisze Henry Hazlitt - są również inne skutki, wprawdzie o wiele trudniejsze do ustalenia, ale nie mniej bezpośrednie i nie mniej oczywiste”.

Jeżeli wspieramy jednych, to konsumenci muszą więcej zapłacić za ich towary lub usługi. Tym samym nie mogą kupić innych rzeczy. Nie rozwijają się więc inne sektory. W ostatecznym rachunku nie można mówić o wzroście produkcji krajowej czy zatrudnienia. To co jest dobre dla jednej branży jest złe dla wszystkich pozostałych. Z tym, że pozytywne skutki dla wybranej branży są na ogół wyraźniejsze i od razu widoczne. Negatywne skutki dla innych odłożone są w czasie i nie są tak wyraziste. Zmniejszenie zatrudnienia nigdzie nie jest wyraźne widoczne, tak jak wzrost w branży preferowanej.

Więcej na blogu Roberta Gwiazdowskiego. Zapraszamy.
Źródło:
Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~Baca
Jak słucham i czytam tego pana, to odnosżę wrażenie, że przez jego głowę przelatują bardzo nieskoordynowane myśli, w związku z czym po prostu nie wiadomo o co chodzi?

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki