Pinochet, gdy przeprowadzał swój puch wojskowy we wrześniu 1973 roku nie robił tego, do cholery, w imię „neoliberalizmu”. On to zrobił dla władzy! Tak jak Jaruzelski osiem lat później. A jak to już zrobił, to miał do wyboru: przeprowadzić „atestację stanowisk pracy”, „przegląd kadr”, albo skoncentrować się na tym, do czego jest państwo – czyli na polityce i pozwolić działać rynkowi. Za namową niektórych swoich doradców zgodził się na rynek. Nie był w stanie zrobić tego Jaruzelski. Na tym bowiem polega różnica między autorytaryzmem i totalitaryzmem. Autorytaryzm można pogodzić zarówno z etatyzmem gospodarczym (Austria, Węgry, Polska w okresie międzywojennym) jak i z wolnym rynkiem (Portugalia Salazara, Chile Pinocheta). Zupełnie inaczej niż w totalitaryzmie, który nie pozostawia ludziom żadnego obszaru swobody, wyklucza więc z definicji możliwość działania praw rynkowych.
Że w Chile mordowano ludzi – to źle. A nawet bardzo źle. Pinochet jest za to odpowiedzialny, tak samo jak Jaruzelski z Kiszczakiem są odpowiedzialni za śmierć górników z Wujka i Księdza Jerzego. Ale co ma do tego liberalizm?
Więcej na blogu Roberta Gwiazdowskiego
































































