Po solidnych wzrostach na Wall Street oraz zwyżkach na rynkach azjatyckich wielu obserwatorów spodziewało się kontynuacji tej tendencji również w Europie. I rzeczywiście na początku wtorkowej sesji na giełdowych parkietach Starego Kontynentu przeważały byki. Jednak później indeksy osunęły się pod kreskę, a w strefę wzrostów wprowadziły je dopiero niezłe dane o sprzedaży detalicznej w USA. Niestety w końcówce sesji przewagę odzyskali sprzedający, ponieważ otwarcie giełd w nowym Jorku przyniosło niewielkie spadki.
Sygnałem do sprzedaży akcji były dzisiaj przede wszystkim wieści z sektora bankowego: najpierw o planach emisji akcji poinformował francuski Credit Agricole – kurs spółki chcącej pozyskać od inwestorów nawet 5,9 mld euro spadł o 5,4%.
Później angielski bank Alliance & Leicester poinformował o 391 mln funtów dodatkowych odpisów zmniejszających wartość posiadanych aktywów. Notowania spółki zanurkowały o prawie 10%, zaliczając najniższy kurs od czasu giełdowego debiutu 12 lat temu. Brytyjskim bankom zaszkodziły też dane o inflacji, która w kwietniu wyniosła 3% r/r (oczekiwano 2,6%), co drastycznie zmniejsza szanse na cięcia stóp procentowych ze strony Banku Anglii.
Do tego doszła jeszcze wypowiedź szefa Fed-u, który uważa obecną sytuację na rynkach finansowych za „daleką od normalności” i zapowiedział zwiększenie ilości pieniądza pompowanego do systemu bankowego w ramach nadzwyczajnych aukcji. Inwestorzy mogli odczytać te słowa jako ostrzeżenie przed narastaniem kryzysu finansowego.
W rezultacie z porannych wzrostów w Europie nie pozostało zbyt wiele. O godzinie 16:40 francuski indeks CAC40 zyskiwał zaledwie 0,3%, notując wynik 4.990,15 pkt. We Frankfurcie DAX rósł o 0,4%, osiągając wartość 7.061,56 pkt. Jednak już londyński FTSE100 tracił 0,3%, schodząc do poziomu 6.200,3 pkt. Na minusie były też giełdy w Oslo, Madrycie oraz Amsterdamie. Natomiast ponad jednoprocentowe wzrosty notowano w Zurychu i Kopenhadze.
K.K.




























































