– Kierowcy stoją w kolejkach po trzy tygodnie – mówi Jadwiga Kowalska ze składu opałowego w Piotrkowie. – Kompania Węglowa wzięła pieniądze, a węgla nie ma i musimy czekać. Nieraz po 100 razy dzwoni się do kopalni. Jak przyjedzie wagon grubej kostki o godzinie 7 rano, to dwie godziny później nie ma już u nas po nim śladu...
Skąd ten węglowy deficyt? Właściciele składów mówią, że brakuje go na Śląsku, bo z 75 kopalń zostało 25, wydobycie spadło, a zapotrzebowanie wzrosło.
– Olej bardzo zdrożał i 90 procent klientów przeszło na węgiel, a te kopalnie, które pozostały, więcej nie wydobędą. Ludzie rezygnują też z gazu i żeby teraz dostać węgiel, zapisują się telefonicznie – informuje Bożena Lech ze składu opałowego przy ul. Pomorskiej w Łodzi.
Wraz z popytem na „czarne złoto” wzrosły jego ceny. Jeszcze we wrześniu tona grubego węgla kosztowała w Piotrkowie 430 zł, a teraz 460 zł. Orzech jest po 430 zł (cena podskoczyła o 10 zł). W Łodzi jest jeszcze drożej – gruby kosztuje 470 zł, orzech 450 zł. – Sami też podnieśliśmy cenę o 10 zł na tonie, bo musimy zapłacić kierowcom, którzy czekają w kolejkach na Śląsku tydzień i dłużej – tłumaczy Bożena Lech.
Przy wschodniej granicy można szybko w podobnej cenie kupić węgiel rosyjski, ale – jak twierdzą handlarze opałem – jest on gorszej jakości.
Dziennik Łódzki
(oby)





























































