Apelowali o jak najszybsze spotkanie Olejniczaka z przedstawicielami tzw. sztabu kryzysowego, reprezentującego armatorów i rybaków. Teraz nie wiadomo, czy z powodu roszad w resorcie sprawa się nie przeciągnie. Wczoraj nikt w biurze prasowym Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie potrafił nam udzielić odpowiedzi, co dalej z rekompensatami dla rybaków. Nieobecni są zarówno minister Olejniczak (wyjechał do Brukseli), jak i szef departamentu rybołówstwa Józef Pilarczyk. Nikt oprócz nich nie jest w stanie wyjaśnić, na jakim etapie są rozwiązania prawne dotyczące rekompensat. Małgorzata Książyk, dyrektor biura prasowego resortu ministerstwa, oznajmiła jedynie, że odpowiedź na pismo rybaków "jest w trakcie przygotowywania". Tymczasem armatorzy ze zdumieniem odbierają kolejne dokumenty. - Dostałem projekt rozporządzenia... to chyba projekt, bo oficjalnie nikt nas o niczym nie poinformował - mówi Kazimierz Rotta ze Zrzeszenia Rybaków Morskich. - Stawki są w nim takie, jak proponował rząd, a nie rybacy. Wypłata ma obejmować 2 miesiące postoju, a nie 2,5 jak ustalono w trakcie słupskich rokowań z rządem. Pojawił się także projekt wniosku, jaki armatorzy mają wypełniać, aby ubiegać się o pieniądze za to, że nie mogą od 1 maja łowić dorszy. - Te wnioski są niejasne - uważa Rotta. - Nie sądzę, aby rybacy umieli je dobrze wypełnić. Ja przynajmniej nie potrafię. Problem jednak w tym, że nie wiemy, z kim teraz będziemy negocjować.
Dziennik Bałtycki
Krzysztof Miśdzioł





























































