Przed publikacją europejskich wskaźników PMI dla sektora usług, które mają pokazać spowolnienie w tym sektorze, europejska waluta kontynuuje osłabianie się względem dolara.
Jeszcze ważniejsze powinny być dane o sprzedaży detalicznej w Eurolandzie, która w lutym ma wzrosnąć o zaledwie 0,2% m/m. Mniejsze obroty w handlu detalicznym mogą się wpisać w pesymistyczne nastroje dotyczące europejskiej gospodarki. Tym bardziej, że wczoraj Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozę tegorocznego wzrostu PKB o 0,3 pkt. proc., do wartości 1,3%.
Oznacza to, że część państw strefy euro znajdzie się w stagnacji, co zwiększy naciski na Europejski Bank Centralny by ten zaczął obniżać stopy procentowe. Z drugiej strony EBC nie może obniżać ceny pieniądza ze względu na inflację, która w marcu osiągnęła poziom 3,5% i była najwyższa od kilkunastu lat.
Dlatego też handlujący walutami będą się uważnie przysłuchiwać temu, co powie Jean-Claude Trichet, który w Berlinie o godzinie 12:30 rozpocznie swoje przemówienie.
Tymczasem o godzinie 9:50 rynek wyceniał euro na 1,5610 dolara, czyli o 0,5% niżej niż na zamknięciu wczorajszych kwotowań. Względem jena europejska waluta straciła 0,06%, notując wartość 160,37 jenów.
K.K.































































