Zdaniem analityków dzisiejsza silna deprecjacja dolara wynika z niechęci do podejmowania ryzyka - przed publikacją istotnych danych makroekonomicznych z USA inwestorzy wolą na wszelki wypadek pozbyć się dolarów. W tym roku już kilkakrotnie bardzo słabe dane z gospodarki doprowadzały do wyprzedaży amerykańskiej waluty.
We wtorek takim sygnałem do sprzedaży dolarów może być raport na temat nastrojów konsumentów (Consumer Confidence). Według prognoz ekonomistów w marcu wskaźnik ten mógł spaść do najniższego poziomu od pięciu lat potwierdzając w ten sposób obawy, że gospodarka Stanów Zjednoczonych jest już (lub wkrótce będzie) w stanie recesji.
O godzinie 9:40 rynek walutowy wyceniał euro na 1,5528 dolara, czyli o 0,8% wyżej niż na zamknięciu wczorajszych kwotowań. Względem jena „zielony” stracił 0,1%, schodząc do poziomu 100,61 jenów.
Przyczyną słabości amerykańskiej waluty jest powiększająca się różnica w oprocentowaniu papierów dłużnych po obu stronach Atlantyku. Podczas gdy Europejski Bank Centralny utrzymuje stopy procentowe na poziomie 4%, to Fed intensywnie obniża cenę pieniądza - obecnie wynosi ona zaledwie 2,25%. Wśród krajów rozwiniętych tańszy pieniądz ma tylko Japonia.
Według niektórych analityków euro umacnia się też przed jutrzejszym przemówieniem Jean-Claude’a Tricheta, który przed Parlamentem Europejskim będzie mówił na temat polityki monetarnej prowadzonej przez EBC. Jeżeli szef tej instytucji po raz kolejny powtórzy swoje zdecydowane stanowisko w sprawie inflacji i nie wspomni o aprecjacji euro, to europejska waluta zyska kolejny sygnał do wzrostów.
K.K.





























































