REKLAMA
TYLKO U NAS

Dogonić Europę

2008-02-27 06:00
publikacja
2008-02-27 06:00
Wiadomo nie od dziś, że – jak głosi stara maksyma – tylko pracą narody się bogacą. W przypadku Polski sytuacja jest godna pozazdroszczenia, albowiem pracy u nas sporo, toteż prawdziwe bogactwo jest jakby tylko na wyciągnięcie ręki. Dogonić tych bardziej rozwiniętych nie powinno być zbyt ciężko, a wtedy…

Dojrzała, stabilna i pozytywnie dynamiczna gospodarka to jest to! Kraj wtedy wyróżnia się w świecie, jest znany i poważany. Biznes, w tym i ten ubezpieczeniowy, przyciąga partnerów zza granicy. Warto gonić i podtrzymywać taki stan rzeczy. Zauważmy choćby, że od ładnych już kilku lat bezpośrednie inwestycje zagraniczne płyną do branży ubezpieczeniowej w Polsce coraz szerszym strumieniem (w połowie 2007 r. ich poziom w obu działach, jak oblicza KNF, wyraźnie przekroczył 70%), ze wszystkimi swoimi dobrodziejstwami dla nas. Równanie do najlepszych musi się opłacać.

Wpierw zorganizować pracę…

Opublikowany pod koniec 2007 r. czwarty już raport z badań warunków pracy w Europie wskazuje, że obywatele naszego kontynentu są zadowoleni z wykonywanej pracy. Polacy również, choć na tle innych krajów mamy wciąż gorszą strukturę zatrudnienia i niższe kwalifikacje. Samej pracy jednak pozostaje sporo. Nie chodzi tu tylko o warunki związane – mówiąc najkrócej – z BHP, lecz przede wszystkim o charakterystykę zatrudnionych i ich opinie na temat różnych aspektów zatrudnienia.

Warto skomentować kilka informacji z tego raportu, zwłaszcza te, które pokazują stan w Polsce na tle innych krajów. Europa jako całość ma nowoczesną strukturę zatrudnienia. Dokładnie dwie trzecie pracobiorców pracuje w usługach, 29% w przemyśle, a tylko 5% w rolnictwie. Miarą archaiczności struktury zatrudnienia jest zwykle właśnie ten ostatni wskaźnik – rolnictwo jest z natury mało efektywne. Podczas gdy w najwyżej rozwiniętych krajach spadł on poniżej 3%, to w Polsce wynosi około 19% (wyższy jest tylko w Rumunii i Turcji).

Mamy więc jeszcze sporą drogę do pokonania w kierunku takiej struktury gospodarki, która jest efektywna w zakresie wykorzystywania pracy ludzkiej. O nowoczesności kraju, a zwłaszcza o jego szansach w przyszłości dużo mówi wskaźnik wykształcenia pracobiorców. Przeciętnie w Europie aż 37% stanowią wykwalifikowani pracownicy umysłowi, a to oni w największym stopniu tworzą postęp (w niektórych krajach, jak Luksemburg, Holandia czy Finlandia, ta grupa stanowi blisko połowę ogółu pracowników).

W Polsce zaś ten odsetek to niecałe 24%, co stawia nas również w ostatniej – najmniej zaawansowanej – trójce państw kontynentu. W ostatnich kilkunastu latach miała miejsce u nas wprawdzie istna rewolucja w zakresie zwiększenia liczby studentów, ale pamiętajmy, że to przełoży się wyraźniej na nasycenie gospodarki wysokimi kwalifikacjami dopiero za jakiś czas. Dodajmy, że w skali całej UE zdecydowanie przeważają tzw. białe kołnierzyki (pracownicy umysłowi), których jest 62% nad tzw. niebieskimi kołnierzykami (robotnicy), których jest 38%.

Wiele krajów Unii Europejskich przechodziło przez etap emigracji zarobkowej, tak jak teraz Polska – zauważa Mateusz Szczurek, ekonomista ING Banku. Ale sytuacja gospodarcza i na rynku pracy poprawia się i za 10 lat sytuacja płacowa pracowników w Polsce i w krajach Europy Zachodniej wyrówna się – twierdzi Szczurek.


______________________________


Obejrzyj wywiad Bankier.pl


…potem określić warunki i cel…

Przeciętny Polak zarabia obecnie pięć razy mniej niż Niemiec. Nasze płace mogą się zrównać nawet za 30–40 lat, pod warunkiem, że polska gospodarka będzie się rozwijać w tempie 5–6% rocznie.

Lecz, zdaniem ekonomistów, to ambitne zadanie wymaga reform: musimy dogłębnie zreformować finanse publiczne i obniżyć deficyt budżetowy, potrzebny jest też sprawiedliwszy rozdział pieniędzy na opiekę społeczną, musimy przeprowadzić reformy na rynku pracy (by uporać się z niemałymi, choćby z punktu widzenia interesów naszej branży, problemami demograficznymi w przyszłości), niezbędny jest również prosty system podatkowy i ułatwienia dla przedsiębiorców (by mogli swobodnie prowadzić działalność gospodarczą), równocześnie zachowując w pamięci, że rosnące wówczas pensje muszą oznaczać także wzrost produktywności, wydajności.

Firmy w Polsce nie mogą płacić tyle, ile płaci się na Zachodzie, gdy pracownicy u nas wytwarzają dwa razy mniej. Jeszcze nieco ponad 20 lat temu w Irlandii – kraju tak często przywoływanym teraz na wzór dla naszej gospodarki – była podobna sytuacja jak teraz w Polsce. Mówiąc krótko: z kraju wyjeżdżali młodzi ludzie, bo za granicą mieli większe perspektywy pracy, zarobków i rozwoju.

Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero na początku lat 90., gdy Irlandczycy zdecydowali się przeprowadzić reformy. W 1987 r. doszło do porozumienia między najważniejszymi partiami koalicji a opozycją, które zakładało, że korzyści wynikające ze wzrostu gospodarczego i wzrostu produkcyjności będą wykorzystywane przede wszystkim do redukcji bezrobocia. Irlandczycy uzdrowili więc finanse publiczne, zaczęli przyciągać zagraniczne inwestycje, postawili na rozwój wysokich technologii.

Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Okazało się, że jako pierwsi do kraju zaczęli wracać Irlandczycy, którzy wcześniej wyemigrowali. Wrócili w odpowiedzi na potrzeby rynku. Jedyną rzeczą, jaką zrobił rząd, było… uzdrowienie irlandzkiej gospodarki i polityki gospodarczej (wzrost gospodarczy w Irlandii przez ostatnie 17 lat wynosił średnio 7%; obecnie PKB na głowę mieszkańca w Irlandii jest o 40% wyższy niż średnia w Unii Europejskiej).

Inną drogę wybrała Portugalia. Po wejściu do Unii Europejskiej w 1986 r. rozwijała się szybko – przez pięć kolejnych lat średnio w tempie 6% rocznie. W kolejnych latach jej gospodarka zwolniła jednak do około 2%, by znowu przyspieszyć średnio do 4% w latach 1996–2000, ale już po 2000 r. przyszedł prawdziwy kryzys. Portugalczyków przed przyjęciem euro ogarnęła gorączka kredytowa, bo stopy procentowe w kraju znacznie się obniżyły. To spowodowało początkowo boom konsumpcyjny, ale w kolejnych latach wpłynęło na wzrost inflacji, zwiększenie deficytu handlowego wskutek wzmożonego importu.

Zwiększone wydatki państwa w okresie dobrej koniunktury w czasie spowolnienia spowodowały wzrost deficytu budżetowego, który w 2002 r. przekroczył 4% PKB. Nic dziwnego, że przez ostatnie sześć lat portugalska gospodarka średnio rosła w tempie poniżej 1% rocznie, co niestety nie wystarczy, by gonić bardziej rozwinięte kraje europejskie. W 2000 r. portugalski PKB na głowę mieszkańca liczony według parytetu siły nabywczej stanowił 80% średniej unijnej, a w 2006 r. był niewiele wyższy od 70% średniej unijnej!

Załóżmy wiec, że wzrost gospodarczy w 15 krajach starej Unii utrzymuje się w kolejnych latach na poziomie 2–3%, czyli takim, w jakim kraje Piętnastki rozwijały się średnio przez ostatnie dziesięć lat. Kiedy dogonimy Europę? Oto kilka scenariuszy, opartych na przeglądzie analiz z końca ubiegłego roku: Scenariusz realny: Polska w ostatnich dziesięciu latach średnio rozwijała się w tempie 4,2% rocznie; zakładając, że ta tendencja się utrzyma w kolejnych latach, nasz PKB na głowę mieszkańca zrówna się z obecnym poziomem w Niemczech czy Francji za około 30 lat, ale przez ten czas kraje unijne ciągle nam będą uciekać (w 2040 r. PKB na głowę mieszkańca w Polsce co prawda osiągnie ponad 28 tys. euro, ale średnia dla krajów Piętnastki będzie ciągle dwa razy wyższa).

Scenariusz optymistyczny: Polska utrzymuje szybkie tempo wzrostu z lat 2006–2007 w dłuższym okresie, a szybszy rozwój jest napędzany przez napływ unijnych funduszy i organizację Euro 2012; w długim okresie Polska gospodarka rozwija się w tempie 5,5%, zatem w takim tempie obecny poziom PKB na mieszkańca w Portugalii osiągamy za nieco ponad dziesięć lat; poziom Niemiec czy Francji osiągamy już w okolicach 2030, a zakładając, że kraje Piętnastki cały czas rozwijają się w tempie 2,3%, dogonienie Europy zajmuje nam kolejne 20 lat.

Scenariusz pesymistyczny: Polska nie przeprowadziła niezbędnych reform, nie wykorzystała unijnych funduszy, a Euro 2012 okazało się klapą; nasz kraj rozwija się w tempie 3% rocznie, zatem obecny poziom rozwoju Niemiec czy Francji osiągamy dopiero w okolicach 2050 r. (wtedy nasz PKB na głowę mieszkańca przekracza 27 tys. euro; średnią unijną osiągamy jednak dopiero 150 lat później).

…aby nareszcie być w czołówce!

Dobre wyniki pracy całego kraju nie uchodzą uwadze obserwatorów. Mowa tu zwłaszcza o tzw. agencjach ratingowych, które na równi z firmami komercyjnymi badają wiarygodność (wypłacalność, atrakcyjność) finansową poszczególnych rządów państw. Dobre wyniki owocują zwykle niezłymi notowaniami w świecie, a stąd już tylko krok ku sukcesom biznesowym między partnerami.



Ocena ratingowa wyrażana jest odpowiednim symbolem literowym według przyjętej przez daną agencję skali. Czołowe agencje oceniające Polskę to: Moody's, Standard&Poor's oraz Fitch Rating (ich skale pokazane są w tabeli). Co ważne dla biznesu, pomiędzy oceną przyznaną danemu państwu jako dłużnikowi a klasyfikacją podmiotów (firm komercyjnych), które mają siedzibę na jego terytorium istnieje ścisła zależność: wiarygodność finansowa firmy nie może być wyższa niż wiarygodność finansowa kraju, z którego pochodzi. W rezultacie obniżenie oceny wiarygodności kredytowej państwa może utrudnić dostęp do tańszej pożyczki nawet firmie w bardzo dobrej sytuacji finansowej.

Póki co, jak zgodnie donoszą media, Polska nie traci na atrakcyjności. Inwestorzy biorą pod uwagę nasze ogólnokrajowe wysiłki i reformy, a także prace nad ciągłym rozwojem infrastruktury. Prymat państwa nad firmą? Tutaj tak, lecz, jak widać, w ocenach globalnych biznes międzynarodowy tym kieruje się w swoich decyzjach lokacyjno-inwestycyjnych. Hasło Rodacy do pracy! nie wydaje się w tym kontekście aż tak niedorzeczne.

dr Marek Śliperski
Źródło:
Tematy
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj premię
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj premię

Komentarze (16)

dodaj komentarz
~gosc
kogo chce pan gonic redaktorze? Wyscig dawno sie skonczyl.Nie zauwazyl pan?Miejsca juz rozdane,pozostala konkurencja z krajami rownie slabo rozwinietymi ktore sa tansze i zabieraja inwestycje Polsce.
~targel
Z takim prezydentem i poprzednim premierem to szybko stalibyśmy się CZARNĄ REPUBLIKĄ
~Adam222
Jesteśmy Europejczykami. "Przeciętny Polak zarabia obecnie pięć razy mniej niż Niemiec" - cytat. Wystarczy wyjechać do Niemiec i już po kłopocie. A u nas w Polsce nadal będą szukać głupich do pracy niewolniczej za garść ziemniaków.
~targel
A gdzie leży przyczyna takiego stanu rzeczy?...Tylko mi nie pieprzyć o komunie. Pozostałe kraje, w których także komuna była, już nas przegoniły i to poważnie
~xxl
Ostatnio jakiś właściciel mojej firmy "Stilon" podjął decyzję aby wyposażyć mnie w "komórkę".
Mając tą komółrkę w ręku otworzyłem pierwsze strony instrukcji firmy "NOKIA".
Tam pisze - "Produkt ten zawiera w sobie elementy i technologię i oprogramowanie wyeksportowane z USA zgodnie z obowiązującymi
Ostatnio jakiś właściciel mojej firmy "Stilon" podjął decyzję aby wyposażyć mnie w "komórkę".
Mając tą komółrkę w ręku otworzyłem pierwsze strony instrukcji firmy "NOKIA".
Tam pisze - "Produkt ten zawiera w sobie elementy i technologię i oprogramowanie wyeksportowane z USA zgodnie z obowiązującymi w tym kraju (USA) przepisami.
Odstępstwa od tych przepisów są zabronione."
Zupełnie jak za Gierka technologia produkcji Fiata 125 i Fiata 126.
Tyle , że Eskimosi okazali się po stokroć mądrzejsi od "gierkowszczyzny".
targel
Z takim balastem jak kler nigdy nie dogonimy tych średnich, nie mówiąc już o najlepszych.
~ing.
Polska jest krajem ubogim o niskim poziomie zycia.60% mieszkancow zyje ponizej minimum socjalnego.Polski przemysl exportuje glownie prymitywne polprodukty,export zaawansowanych technicznie wyrobow prawie nie istnieje.Dogonic rozwiniete kraje zachodnie mozemy tylko na papierze.Nasz kraj gral zawsze w 2lidze gospodarczej europy i dostarczal Polska jest krajem ubogim o niskim poziomie zycia.60% mieszkancow zyje ponizej minimum socjalnego.Polski przemysl exportuje glownie prymitywne polprodukty,export zaawansowanych technicznie wyrobow prawie nie istnieje.Dogonic rozwiniete kraje zachodnie mozemy tylko na papierze.Nasz kraj gral zawsze w 2lidze gospodarczej europy i dostarczal taniej sily roboczej.Inzynier w niemickiej firmie Simens zarabia z dodatkami ca.5000E netto.Pozdrowienia
~elder
Ale już niedługo...
http://manager.money.pl/news/artykul/siemens;zwolni;3800;pracownikow,174,0,324014.html#
~Nieznany
Kolego, skoncz z mitami. Widziales wyciag z konta tego inzyniera?
1. W Niemczech nie operuje sie sumami netto, bo sa one zalezne od zbyt wielu czynnikow - zonaty, czy nie, dzieciaty czy nie, obowiazkowe ubezpieczenie emerytalne czy nie, urzednik panstwowy czy nie ...
2. Tak sie sklada, ze jestem inzynierem elektronikiem po
Kolego, skoncz z mitami. Widziales wyciag z konta tego inzyniera?
1. W Niemczech nie operuje sie sumami netto, bo sa one zalezne od zbyt wielu czynnikow - zonaty, czy nie, dzieciaty czy nie, obowiazkowe ubezpieczenie emerytalne czy nie, urzednik panstwowy czy nie ...
2. Tak sie sklada, ze jestem inzynierem elektronikiem po doktoracie zrobionym w Niemczech i pracuje w firmie Infineon - swojego czasu czesc Siemensa. Wg. oficjalnych statystyk naleze do 5% najlepiej zarabiajacych pracownikow w Niemczech. Ile zarabiam: 5500 Euro brutto - czy to wiecej niz Top 5% w Polsce? Netto nieco ponad 3000 EUR.
3. Zaplace za mieszkanie (zadne ekskluzywne - 4 pokoje, budowane w latach 50-tych), telefon, prad i cos z rodzina zjem - 2000Euro poszlo sobie w las. Zaplac za paliwo, przedszkole dla dziecka, ubezpieczenie auta, dodatkowe ubezpieczenie emerytalne (bo jak bede stary to z obowiazkowego nie dostane prawie nic, mimo ze zabiera dobrze ponad 10% pensji brutto), dolicz duzo wyzsze koszty podrozy niz normalnie, bo przeciez trzeba odwiedzic rodzicow i im troche pomoc. I juz niewiele zostaje w kieszeni. Pewnie, mozna troche odlozyc, ale nie sa to kokosy, o ktorych sie w Polsce tak pieknie dyskutuje. I to wszystko ktos, kto nalezy do Top 5%!
4. Tak, mozna w Niemczech zarobic, jezeli sie jest tam bez rodziny, spi sie gdzies po katach, pracuje na czarno po 14 godzin na dobe i zyje z bananow i coli.
5. Skonczcie z mitami, zajmijcie sie wlasnym podworkiem, zwlaszcza jezeli macie zawod, ktory w Polsce jest przydatny. Dla mnie - projektanta scalonych ukladow elektronicznych - w Polsce pracy nie ma. Gdyby byla, wrocilbym za polowe, moze nawet mniej, mojej aktualnej pensji i zyl dostaniej niz w Niemczech.



~Nieznany
Kolego, to zapraszam za granice, popracuj, zobacz jak to w rzeczywistosci jest z "srednio 10000 na reke", jakie koszty zycia bedziesz mial i ile Ci na koniec miesiaca z tych pieniazkow zostanie. Skonczcie wszyscy opowiadac bajki, jak to na "zachodzie" jest rozowo. Pewnie, jest lepiej, ale realnie, dla pracownika,Kolego, to zapraszam za granice, popracuj, zobacz jak to w rzeczywistosci jest z "srednio 10000 na reke", jakie koszty zycia bedziesz mial i ile Ci na koniec miesiaca z tych pieniazkow zostanie. Skonczcie wszyscy opowiadac bajki, jak to na "zachodzie" jest rozowo. Pewnie, jest lepiej, ale realnie, dla pracownika, biorac pod uwage ile sie naprawde zarabia (oops, a jednak nie 10000 na reke tylko brutto) i wliczajac duuuuuzo wyzsze koszty zycia (czynsz 500 EUR a nie 100 - tak gaz i prad nie naleza do czynszu), uslug, zywnosci nagle sie okazuje, ze jednak Niemiec nie zarabia 5x (wg. oficjalnych danych 3.6x) wiecej tylko mniej niz 2x wiecej od Polaka. A biorac pod uwage ile w Polsce mozna zalatwic na lewo, za znizke, przez kolege, pojezdzic na opale, napalic w piecu guma itp., nagle cala impreza z praca za granica staje pod znakiem zapytania. Skoncze z mitami o Zachodzie, w Polsce nie zyje sie zle. Wszedzie sa tacy co dobrze zarabiaja i tacy co ledwo wiaza koniec z koncem.

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki