W czwartek po południu okazało się, że w drugim kwartale gospodarka Stanów Zjednoczonych rozwijała się w tempie 3,3% r/r. Wynik ten, będący zasługą dynamicznego wzrostu eksportu, zaskoczył ekonomistów oraz także urzędników Departamentu Handlu, którzy wcześniej szacowali wzrost gospodarczy na zaledwie 1,9%.
Dane te dały impuls do kupowania akcji również na Starym Kontynencie – giełdowe indeksy błyskawicznie wyskoczyły nad kreskę i znalazły się na jednoprocentowych plusach. O godzinie 16:20 londyński FTSE100 zyskiwał 1,2%, osiągając wartość 5.597 pkt. Paryski CAC40 rósł o 1,4%, dochodząc do poziomu 4.463 pkt. We Frankfurcie DAX zwyżkował o 1,1%, notując wynik 6.390 pkt. Jeszcze mocniej zareagowała giełda w Dublinie, gdzie skala wzrostów przekroczyła 2%.
Ogólna poprawa nastrojów w najmniejszym stopniu dotyczyła sektora motoryzacyjnego. Przyczyną był komunikat z Toyoty, która zredukowała przyszłoroczną prognozę sprzedaży, narzekając na słaby popyt w krajach rozwiniętych, a zwłaszcza w USA.
Powody do zadowolenia mają natomiast akcjonariusze największych banków: kurs brytyjskiego Barclays poszedł w górę o ponad 5%, akcje HBOS drożeją o 4,4%, a wycena Commerzbanku wzrosła o 1,3%. Przyczyną był komunikat z francuskiego Credit Agricole, który przedstawił bardzo słabe wyniki kwartalne, lecz równocześnie pochwalił się stabilnym współczynnikiem wypłacalności (na poziomie 8,9%). Kurs Credit Agricole rośnie o prawie 10% - inwestorzy najwyraźniej uznali, że skoro najbardziej poszkodowany przez kryzys francuski bank nie potrzebuje nowego kapitału, to z całą branżą nie jest aż tak źle.
K.K.





























































