2002-03-15 06:16 Źródło: Gazeta Rachunkowa
Czy ograniczenie możliwości pracy emerytom jest pigułką na bezrobocie?
Bezrobocie jest obecnie najbardziej palącym problemem, z jakim boryka się polska gospodarka. Aktualnie w Polsce bez pracy pozostaje ok. 3,2 mln osób i wszystko wskazuje na to, że ta liczba jeszcze się powiększy. Jednocześnie na rynku pracy aktywna jest spora, bo przekraczająca milion, rzesza emerytów i rencistów, którzy uzyskują dodatkowe przychody z pracy. To właśnie tej grupy osób bezpośrednio dotyczy omawiany dokument. Sugerowane są w nim trzy warianty rozwiązania:
- wariant radykalny to całkowity i powszechny zakaz osiągania jakichkolwiek dochodów przez emeryta oraz osobę pobierającą świadczenie lub zasiłek emerytalny. Tego rozwiązania nie można zastosować do rencistów pobierających renty z tytułu niezdolności do pracy, bowiem w założeniu takiej renty jest wykonywanie pracy zarobkowej w ograniczonym zakresie lub na specjalnych stanowiskach,
- wariant zaostrzający polegałby na ograniczeniu wysokości dochodu możliwego do uzyskania z pracy przez emeryta i rencistę, np. przez wprowadzenie ograniczenia, że dochody z pracy nie mogą przekroczyć 70 proc. n a j n i ż s z e g o (a nie przeciętnego) wynagrodzenia,
- rozwiązanie pośrednie o charakterze ekonomicznym polegałoby na tym, że od zarobków każdego pracującego emeryta czy rencisty pobierającego świadczenie pracodawca odprowadzałby odczuwalnie wyższą składką na Fundusz Pracy. Dzięki temu decyzja o zatrudnieniu bezrobotnego czy absolwenta mogłaby być pochodną kalkulacji ekonomicznej i swobodnego wyboru, a nie podporządkowywania się arbitralnym decyzjom władz.
Pomysł przedstawiony przez Ministerstwo Pracy można określić jako ryzykowny społecznie i trudny do realizacji. Pomijając takie aspekty jak antagonizmy społeczne czy wzrost szarej strefy, może on po prostu postawić wiele gospodarstw domowych na krawędzi katastrofy finansowej, a do tego żaden rząd nie powinien dopuścić. Ponadto wszystko wskazuje na to, że sama jego realizacja okaże się niezwykle trudna, zarówno w aspekcie politycznym, jak i legislacyjnym. Dzisiejsza, ożywiona dyskusja zwiastuje bowiem burzę, jaka niewątpliwie rozgorzeje w trakcie sejmowych debat. Wynika to choćby ze zwykłej arytmetyki wyborczej („do kupienia” jest ok. miliona potencjalnych wyborców). Ponadto zaprezentowane propozycje wymagałyby zmian w i tak już dość skomplikowanym systemie emerytalnym. Dodatkowo, i być może jest to najistotniejsze, na straży uprawnień emerytów i rencistów stoi konstytucyjna zasada praw nabytych.
Z drugiej jednak strony za tego typu rozwiązaniem przemawiają inne, bardzo mocne argumenty. Po pierwsze, należy zadać sobie pytanie czy w czasie galopującego bezrobocia sytuacja, w której pracę szybciej znajduje pobierająca emeryturę osoba niż pełen perspektyw młody człowiek, często już bez prawa do zasiłku, jest sytuacją normalną? Drugi argument wypływa z samej istoty systemu emerytalnego. Jest on stworzony po to, by ułatwić wymianę pokoleniową na stanowiskach pracy. Zasada jest prosta – pobierasz emeryturę, zwalniasz miejsce pracy. Po trzecie fakt, iż bezrobotny uprawniony do pobierania zasiłku nie może podejmować żadnej pracy zarobkowej pod groźbą jego utraty stawia tę grupę społeczną w bardzo niekorzystnej sytuacji. “Taki stan prawny zachęca do przechodzenie na emeryturę, gdyż w pewnych sytuacjach poprawia status dochodowy zainteresowanego” – czytamy w uzasadnieniu do projektu.
Oczywiście w toku dyskusji pojawiają się też argumenty, że osoby starsze mają dłuższy staż pracy i dzięki temu są one bardziej doświadczone, a wdrożenie nowego pracownika jest kosztowne. Zgadza się, ale ta argumentacja przypomina błędne koło, bo jeśli dziś młodzież nie dostanie szansy na zdobycie doświadczenia, to za kilka lat ich konkurencyjność na rynku pracy będzie znikoma, a wkrótce może okazać się, że w Polsce brakuje wykwalifikowanej kadry. Natomiast w kwestii wdrażania decydującą rolę odgrywają wiedza i entuzjazm, które są najistotniejszymi czynnikami wpływającymi na dynamikę rozwoju i wydajność pracownika. Entuzjazmu zaś młodzieży odmówić nie można, a co się tyczy wiedzy, to już teraz na rynku znajduje się wiele osób o bardzo dobrym przygotowaniu do pracy. I choć w przypadku absolwentów jest to wiedza w znacznej mierze teoretyczna, to jednak stanowi ona niezbędną podstawę do budowy doświadczeń zawodowych. Hasło, że młodzież to przyszłość, nie jest pustym frazesem. Za kilkanaście lat to właśnie dzisiejsi dwudziestolatkowie będą decydować o kształcie i sile polskiego społeczeństwa oraz gospodarki. Jest zatem o co się spierać.
Piętą achillesową całej koncepcji jest próba określenia skutków przedstawionego przez Ministerstwo Pracy pomysłu. Samo odebranie możliwości zarobkowania emerytom niczego jeszcze nie rozwiązuje. Prognoza, że stanowisko zwolnionego emeryta otrzyma bezrobotny, może okazać się iluzoryczna, gdyż zatrudnienie emeryta, od którego nie trzeba płacić składek jest po prostu bardziej opłacalne. Przy kiepskiej kondycji finansowej polskich przedsiębiorców (w szczególności małych firm, które chętniej korzystają z tańszej „siły roboczej”) wielce prawdopodobny jest scenariusz, w którym zamiast kreować nowe miejsca pracy, właściciele zaczną likwidować spółki, bo załamią się pod wysokimi kosztami pracy. Aby temu zapobiec, wskazane byłoby wprowadzenie w życie programów, które czyniłyby zatrudnianie młodych, dobrze wykwalifikowanych osób bardziej opłacalnym, a w dalszej perspektywie obniżenie kosztów pracy. Rządowe projekty „Pierwsza praca” i „Przede wszystkim przedsiębiorczość” być może byłyby właściwym uzupełnieniem omawianej propozycji.
Rozwiązanie problemu, nieśmiało zaproponowane przez Ministerstwo Pracy, jest bardzo ryzykowne i kontrowersyjne. Za każdą ze stron stoją mocne argumenty. Eliminacja opisywanego problemu, choć bolesna, wydaje się jednak nieunikniona, gdyż podyktowana jest czymś, co nazwać by można realizmem politycznym. Wymuszają ją wysokie bezrobocie i potęgujący je wyż demograficzny, którego szczyty właśnie pukają do drzwi potencjalnych pracodawców. Jednocześnie wyjście z zaistniałego stanu rzeczy nie może być pochopne i musi zostać poparte bardzo konkretną analizą. Absurdalna jest przecież sytuacja, gdy pobierający emeryturę zarabiają na boku kosztem bezrobotnych, a z drugiej strony zwykła wrażliwość społeczna nie pozwala wyrzucić na bruk tych, którzy są najbardziej potrzebujący. Czy przy 18-procentowym bezrobociu znajdzie się jednak miejsce na wrażliwość?
Robert Knopik
- wariant radykalny to całkowity i powszechny zakaz osiągania jakichkolwiek dochodów przez emeryta oraz osobę pobierającą świadczenie lub zasiłek emerytalny. Tego rozwiązania nie można zastosować do rencistów pobierających renty z tytułu niezdolności do pracy, bowiem w założeniu takiej renty jest wykonywanie pracy zarobkowej w ograniczonym zakresie lub na specjalnych stanowiskach,
- wariant zaostrzający polegałby na ograniczeniu wysokości dochodu możliwego do uzyskania z pracy przez emeryta i rencistę, np. przez wprowadzenie ograniczenia, że dochody z pracy nie mogą przekroczyć 70 proc. n a j n i ż s z e g o (a nie przeciętnego) wynagrodzenia,
- rozwiązanie pośrednie o charakterze ekonomicznym polegałoby na tym, że od zarobków każdego pracującego emeryta czy rencisty pobierającego świadczenie pracodawca odprowadzałby odczuwalnie wyższą składką na Fundusz Pracy. Dzięki temu decyzja o zatrudnieniu bezrobotnego czy absolwenta mogłaby być pochodną kalkulacji ekonomicznej i swobodnego wyboru, a nie podporządkowywania się arbitralnym decyzjom władz.
Pomysł przedstawiony przez Ministerstwo Pracy można określić jako ryzykowny społecznie i trudny do realizacji. Pomijając takie aspekty jak antagonizmy społeczne czy wzrost szarej strefy, może on po prostu postawić wiele gospodarstw domowych na krawędzi katastrofy finansowej, a do tego żaden rząd nie powinien dopuścić. Ponadto wszystko wskazuje na to, że sama jego realizacja okaże się niezwykle trudna, zarówno w aspekcie politycznym, jak i legislacyjnym. Dzisiejsza, ożywiona dyskusja zwiastuje bowiem burzę, jaka niewątpliwie rozgorzeje w trakcie sejmowych debat. Wynika to choćby ze zwykłej arytmetyki wyborczej („do kupienia” jest ok. miliona potencjalnych wyborców). Ponadto zaprezentowane propozycje wymagałyby zmian w i tak już dość skomplikowanym systemie emerytalnym. Dodatkowo, i być może jest to najistotniejsze, na straży uprawnień emerytów i rencistów stoi konstytucyjna zasada praw nabytych.
Z drugiej jednak strony za tego typu rozwiązaniem przemawiają inne, bardzo mocne argumenty. Po pierwsze, należy zadać sobie pytanie czy w czasie galopującego bezrobocia sytuacja, w której pracę szybciej znajduje pobierająca emeryturę osoba niż pełen perspektyw młody człowiek, często już bez prawa do zasiłku, jest sytuacją normalną? Drugi argument wypływa z samej istoty systemu emerytalnego. Jest on stworzony po to, by ułatwić wymianę pokoleniową na stanowiskach pracy. Zasada jest prosta – pobierasz emeryturę, zwalniasz miejsce pracy. Po trzecie fakt, iż bezrobotny uprawniony do pobierania zasiłku nie może podejmować żadnej pracy zarobkowej pod groźbą jego utraty stawia tę grupę społeczną w bardzo niekorzystnej sytuacji. “Taki stan prawny zachęca do przechodzenie na emeryturę, gdyż w pewnych sytuacjach poprawia status dochodowy zainteresowanego” – czytamy w uzasadnieniu do projektu.
Oczywiście w toku dyskusji pojawiają się też argumenty, że osoby starsze mają dłuższy staż pracy i dzięki temu są one bardziej doświadczone, a wdrożenie nowego pracownika jest kosztowne. Zgadza się, ale ta argumentacja przypomina błędne koło, bo jeśli dziś młodzież nie dostanie szansy na zdobycie doświadczenia, to za kilka lat ich konkurencyjność na rynku pracy będzie znikoma, a wkrótce może okazać się, że w Polsce brakuje wykwalifikowanej kadry. Natomiast w kwestii wdrażania decydującą rolę odgrywają wiedza i entuzjazm, które są najistotniejszymi czynnikami wpływającymi na dynamikę rozwoju i wydajność pracownika. Entuzjazmu zaś młodzieży odmówić nie można, a co się tyczy wiedzy, to już teraz na rynku znajduje się wiele osób o bardzo dobrym przygotowaniu do pracy. I choć w przypadku absolwentów jest to wiedza w znacznej mierze teoretyczna, to jednak stanowi ona niezbędną podstawę do budowy doświadczeń zawodowych. Hasło, że młodzież to przyszłość, nie jest pustym frazesem. Za kilkanaście lat to właśnie dzisiejsi dwudziestolatkowie będą decydować o kształcie i sile polskiego społeczeństwa oraz gospodarki. Jest zatem o co się spierać.
Piętą achillesową całej koncepcji jest próba określenia skutków przedstawionego przez Ministerstwo Pracy pomysłu. Samo odebranie możliwości zarobkowania emerytom niczego jeszcze nie rozwiązuje. Prognoza, że stanowisko zwolnionego emeryta otrzyma bezrobotny, może okazać się iluzoryczna, gdyż zatrudnienie emeryta, od którego nie trzeba płacić składek jest po prostu bardziej opłacalne. Przy kiepskiej kondycji finansowej polskich przedsiębiorców (w szczególności małych firm, które chętniej korzystają z tańszej „siły roboczej”) wielce prawdopodobny jest scenariusz, w którym zamiast kreować nowe miejsca pracy, właściciele zaczną likwidować spółki, bo załamią się pod wysokimi kosztami pracy. Aby temu zapobiec, wskazane byłoby wprowadzenie w życie programów, które czyniłyby zatrudnianie młodych, dobrze wykwalifikowanych osób bardziej opłacalnym, a w dalszej perspektywie obniżenie kosztów pracy. Rządowe projekty „Pierwsza praca” i „Przede wszystkim przedsiębiorczość” być może byłyby właściwym uzupełnieniem omawianej propozycji.
Rozwiązanie problemu, nieśmiało zaproponowane przez Ministerstwo Pracy, jest bardzo ryzykowne i kontrowersyjne. Za każdą ze stron stoją mocne argumenty. Eliminacja opisywanego problemu, choć bolesna, wydaje się jednak nieunikniona, gdyż podyktowana jest czymś, co nazwać by można realizmem politycznym. Wymuszają ją wysokie bezrobocie i potęgujący je wyż demograficzny, którego szczyty właśnie pukają do drzwi potencjalnych pracodawców. Jednocześnie wyjście z zaistniałego stanu rzeczy nie może być pochopne i musi zostać poparte bardzo konkretną analizą. Absurdalna jest przecież sytuacja, gdy pobierający emeryturę zarabiają na boku kosztem bezrobotnych, a z drugiej strony zwykła wrażliwość społeczna nie pozwala wyrzucić na bruk tych, którzy są najbardziej potrzebujący. Czy przy 18-procentowym bezrobociu znajdzie się jednak miejsce na wrażliwość?
Robert Knopik








Dodaj komentarz