2005-03-15 07:30 Źródło: POLSKA Gazeta Wrocławska
Czy bezrobotnemu łatwo otrzymać dotacje na rozpoczęcie działalności gospodarczej?
Błędna interpretacja przepisów przez urzędników uniemożliwiła bezrobotnemu wrocławianinowi otrzymanie pieniędzy na rozkręcenie własnego biznesu.
Trzydziestoparoletni Igor pracował kiedyś jako ochroniarz, jeździł w konwojach, ma licencję pracownika ochrony. Pracę jednak stracił i od kwietnia 2003 roku jest zarejestrowany w Powiatowym Urzędzie Pracy we Wrocławiu jako bezrobotny. – Od tamtej pory nie otrzymałem z urzędu ani jednej propozycji podjęcia pracy – twierdzi Igor.
Szansa na horyzoncie
Kiedy dowiedział się, że od października 2004 roku urząd dysponuje pieniędzmi dla bezrobotnych na działalność gospodarczą, postanowił skorzystać z tej szansy.
– Chciałem zakładać alarmy w mieszkaniach i małych firmach. Znam się na tym bardzo dobrze, bo przecież pracowałem w tej branży – opowiada. Do wniosku dołączył listy intencyjne od osób, które chciały z nim współpracować. Jednak urząd odmówił przyznania dotacji. Jako powód podał niewielkie szanse, że firma będzie rentowna przy istniejącej konkurencji, a także brak koncesji.
– To jakiś absurd. Każda firma ma jakąś konkurencję. A do montowania alarmów w domach żadnej licencji nie potrzebuję – oburza się wrocławianin.
Zgadza się z nim Jan Kalin, szef jednej z firm montujących alarmy. – Posiadanie licencji czy koncesji nie jest obowiązkowe. Można się o nie starać, żeby uwiarygodnić się przed klientami czy podnieść swoje kwalifikacje. A koncesja jest wymagana w przypadku usług dla banków czy urzędów.
Kłopoty z poręczycielami
Kolejny argument urzędu: poręczyciel może utracić płynność finansową. Urząd wymaga bowiem poręczenia kredytu, bo pieniądze trzeba zwrócić, gdyby interes nie wypalił.
– Tylko jeden z trzech moich poręczycieli ma kredyt – wyjaśnia Igor. Sprawa poręczenia nie jest w dodatku całkiem jasna.
– Na początku namawialiśmy urzędy, żeby nie żądały poręczeń – przyznaje Tadeusz Olejarz z resortu gospodarki. – Później zgodziliśmy się, że mogą ich wymagać, ale nie może to być zbyt uciążliwe dla bezrobotnego. Co na to wrocławski urząd? Agata Semenowicz, kierowniczka Działu Instrumentów Rynku Pracy, nie chciała rozmawiać o konkretnej sprawie.
Badają wnikliwie
– Zawsze bardzo dokładnie analizujemy każdy wniosek – stwierdziła Semenowicz. Potem była jednak mniej kategoryczna: – Jeżeli ta osoba nas poprosi, to możemy ponownie rozpatrzyć sprawę – wyjaśniła. Igor wysłał odwołanie i czeka na odpowiedź.
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
Łukasz Pałka
Trzydziestoparoletni Igor pracował kiedyś jako ochroniarz, jeździł w konwojach, ma licencję pracownika ochrony. Pracę jednak stracił i od kwietnia 2003 roku jest zarejestrowany w Powiatowym Urzędzie Pracy we Wrocławiu jako bezrobotny. – Od tamtej pory nie otrzymałem z urzędu ani jednej propozycji podjęcia pracy – twierdzi Igor.
Szansa na horyzoncie
Kiedy dowiedział się, że od października 2004 roku urząd dysponuje pieniędzmi dla bezrobotnych na działalność gospodarczą, postanowił skorzystać z tej szansy.
– Chciałem zakładać alarmy w mieszkaniach i małych firmach. Znam się na tym bardzo dobrze, bo przecież pracowałem w tej branży – opowiada. Do wniosku dołączył listy intencyjne od osób, które chciały z nim współpracować. Jednak urząd odmówił przyznania dotacji. Jako powód podał niewielkie szanse, że firma będzie rentowna przy istniejącej konkurencji, a także brak koncesji.
– To jakiś absurd. Każda firma ma jakąś konkurencję. A do montowania alarmów w domach żadnej licencji nie potrzebuję – oburza się wrocławianin.
Zgadza się z nim Jan Kalin, szef jednej z firm montujących alarmy. – Posiadanie licencji czy koncesji nie jest obowiązkowe. Można się o nie starać, żeby uwiarygodnić się przed klientami czy podnieść swoje kwalifikacje. A koncesja jest wymagana w przypadku usług dla banków czy urzędów.
Kłopoty z poręczycielami
Kolejny argument urzędu: poręczyciel może utracić płynność finansową. Urząd wymaga bowiem poręczenia kredytu, bo pieniądze trzeba zwrócić, gdyby interes nie wypalił.
– Tylko jeden z trzech moich poręczycieli ma kredyt – wyjaśnia Igor. Sprawa poręczenia nie jest w dodatku całkiem jasna.
– Na początku namawialiśmy urzędy, żeby nie żądały poręczeń – przyznaje Tadeusz Olejarz z resortu gospodarki. – Później zgodziliśmy się, że mogą ich wymagać, ale nie może to być zbyt uciążliwe dla bezrobotnego. Co na to wrocławski urząd? Agata Semenowicz, kierowniczka Działu Instrumentów Rynku Pracy, nie chciała rozmawiać o konkretnej sprawie.
Badają wnikliwie
– Zawsze bardzo dokładnie analizujemy każdy wniosek – stwierdziła Semenowicz. Potem była jednak mniej kategoryczna: – Jeżeli ta osoba nas poprosi, to możemy ponownie rozpatrzyć sprawę – wyjaśniła. Igor wysłał odwołanie i czeka na odpowiedź.
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
Łukasz Pałka









Dodaj komentarz