W pierwszym kwartale JP Morgan zarobił dla swoich akcjonariuszy 2,14 mld $, czyli o 10% mniej niż rok temu, co daje 0,40$ na każdą akcję. Wynik ten jest wyższy od mediany prognoz analityków, która wynosiła 0,32$. Zakres prognoz wahał się od 0,11$ do 0,45$. Całkowite obroty zamknęły się w kwocie 25 mld $ i były o 45% wyższe niż przed rokiem. Po przejęciu w marcu ubiegłego roku upadającej firmy inwestycyjnej Bear Stearns przychody z tytułu bankowości inwestycyjnej osiągnęły najwyższy poziom w historii banku. Złą wiadomością jest za to dwukrotny wzrost rezerw utworzonych z tytułu straconych kredytów – straty wzrosły do 1,2 mld $.
Rynek terminowy przywitał te wyniki silną zwyżką kontraktów na indeks S&P500. Ale notowania tego instrumentu równie szybko wróciły do poziomu sprzed publikacji raportu JP Morgan. Być może po marcowych wypowiedziach prezesa Dimona inwestorzy liczyli na jeszcze lepsze rezultaty. Jeśli jednak rynek zdyskontował już dobre wyniki banków, to zaczyna brakować mu pretekstów do dalszej zwyżki. O godzinie 13:20 kontrakty terminowe na indeks S&P500 zniżkowały o 0,6%, zaś futures na Nasdaq100 traciły 0,1%.
Spory wpływ na początek dzisiejszej sesji mogą mieć dane z Departamentu Handlu. Uczestnicy rynku oczekują, że sytuacja w budownictwie mieszkaniowym zacznie się stabilizować, bez czego zdaniem większości ekonomistów Stany Zjednoczone nie wrócą na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Również o godzinie 14:30 pojawią się cotygodniowe dane z urzędów pracy. Analitycy szacują, że po zasiłek zgłosiło się 658 tys. nowych bezrobotnych.
Sentyment na Wall Street zepsuła firma General Growth Properties, która złożyła wniosek o upadłość. General Growth jest drugim największym w USA właścicielem wielkopowierzchniowych centrów handlowych. Wartość swoich aktywów General Growth oszacował na 29,5 mld $. Jest to więc największe bankructwo w historii amerykańskiej branży nieruchomości.
K.K.



























































