2009-03-09 06:00 Źródło: Gazeta Ubezpieczeniowa
Co z ubezpieczeniami ekologicznymi?
Uczestnicy tegorocznego spotkania Światowego Forum Gospodarczego (WEF) w Davos pochylili się także m.in. nad raportem „Globalne ryzyka 2009”. Dokument ten zawierał ostrzeżenia przede wszystkim przed skutkami trwającego kryzysu gospodarczego, lecz traktował też o niekorzystnych zmianach klimatycznych.
O ile zagrożenia gospodarcze są raczej uchwytne i mierzalne, o tyle klimat opanować jest trudniej. Każdemu, finansistów nie wyłączając, ale czy jednak tak do końca jest to trudne?
Wspomniany raport powstał we współpracy m.in. z ekspertami branży finansowo-ubezpieczeniowej. Zmiany klimatyczne, na drodze wzmagania niekorzystnych zjawisk w przyrodzie i otoczeniu człowieka i biznesu, mają swoje odbicie w cenach stosownych polis w zakresie tzw. ubezpieczeń ekologicznych. Polska jeszcze nie doczekała się uzgodnienia i prawnego ustalenia natury i kształtu tego rodzaju ubezpieczeń.
Poza tym, jak powiedział Geoff Riddell, jeden z dyrektorów generalnych w Zurich Financial Services, a zarazem jeden z uczestników spotkania w Davos, instytucje finansowe muszą obecnie „traktować ryzyko całościowo, ponieważ te geopolityczne, biznesowe, handlowe, ekonomiczne czy fizyczne zlewają się w jedną dyskusję o ryzyku”. Te słowa to silne uzasadnienie dla traktowania wspomnianych zmian gospodarczych i klimatycznych razem, jako jedno, poważne i złożone wyzwanie, również dla branży finansowo-ubezpieczeniowej.

Działania biurowe
Łatwiej, jak się wydaje, wskazać na działania (przykłady w tabeli), jakich świat finansów może podjąć się od zaraz, w swojej codziennej pracy, tej biurowej, jak też tej w terenie, wykonywanej przez indywidualnych pośredników, finansistów.
Chodzi tutaj przede wszystkim o redukcję emisji dwutlenku węgla do atmosfery, która, jak dowodzi tylu obserwatorów, walnie przyczynia się do zabójczego wzrostu globalnej temperatury (o rosnących także wskutek tego rachunkach za energię nie wspominając). Jak daje się zauważyć, działania w tym kierunku dobrze wpisują się w tzw. społeczne postrzeganie jakiejkolwiek firmy na rynku, przy okazji promując i współgrając z efektywnością pracy samych finansistów.
Dla przykładu, w polskich mediach można już odszukać informacje o tym, że tzw. zieloną strategię, koncentrującą się na ograniczeniu zużycia energii, przygotowuje TU Allianz Polska, zaś Bank Ochrony Środowiska już podliczył emisje dwutlenku węgla w swoich biurach i zamierza je sukcesywnie zmniejszać.
Eksperci szacują, że tylko dzięki samej edukacji pracowników i racjonalizacji zużycia energii biura mogą zmniejszyć swoje emisje gazów cieplarnianych o 10%. Wyliczają jednocześnie, że gdyby połowa urządzeń w polskich domach była wyłączana z sieci (np. sprzęt AGD, ładowarki, czajniki), a nie pozostawiana w stanie czuwania, w skali kraju można byłoby zaoszczędzić blisko 300 mln zł i wyemitować 1 mln ton dwutlenku węgla mniej!
Inny pomysł: zmniejszając temperaturę w pomieszczeniu o 1°C, biuro wyemituje o 300 kg dwutlenku węgla mniej i zaoszczędzi przy okazji na rachunkach. Wymiana sprzętu na nowocześniejszy (choć i stosowanie wentylatora zamiast klimatyzacji też nie jest złe) i rezygnacja z tradycyjnych żarówek przynosi oszczędności dopiero w dłuższym czasie. – Jeśli byśmy rozdali wszystkim gospodarstwom domowym po dwie świetlówki o mocy 21 W, to można by zrezygnować z elektrowni o mocy 2 tys. MW’ – przekonuje dr Andrzej Kassemberg, szef Instytutu na rzecz Ekorozwoju.
Firmy, którym zależy na dbałości o środowisko, mogą wybierać też bardziej ekologiczne środki transportu. Ekolodzy polecają przede wszystkim korzystanie z rowerów, ale jeśli ktoś nie może zrezygnować z auta, to radzą wybrać te o najmniejszej emisji dwutlenku węgla. Do mody powraca tzw. car-sharing (program wspólnego użytkowania samochodów, znany od czasów kryzysu naftowego). – To są proste mechanizmy, które prowadzą do oszczędności, a jednocześnie można się nimi pochwalić – przekonuje z kolei Anna Piekut z WWF Polska.
Finansista a otoczenie
W codziennej pracy sprzedawcy finansowego, poza biurem, pożądanych tutaj zachowań szukać można w atrybutach efektywnego wykonywania swoich zawodowych obowiązków. Taki fachowiec jest – w największym skrócie – osobą wydajną i wykształconą, świadomą swojego miejsca i roli w biznesie.
Niejako w naturalny sposób, jak można przypuszczać, owa wydajność ułatwia mu jak najlepsze zorganizowanie czasu pracy (np. rozpoznane segmenty klientów to efektywne dojazdy i spotkania z nimi), natomiast dobra wiedza i wykształcenie podpowiadają np. potencjalne oszczędności w ponoszonych kosztach oraz nowe ścieżki dochodowego rozwoju. To tylko przykładowe, możliwe działania pojedynczych, indywidualnych osób.
Skąd jednak mieć pewność, że takie „biurowe” i indywidualne działania proekologiczne naprawdę się opłacą, przyniosą wymierne korzyści? Inni, jak widzimy, wprawdzie mówią, ale mało czynią, kiedy rozbudowują swoje rezydencje (co bogatsi celebryci) czy nadal tłumnie obstawiają wygody tradycyjnego, aczkolwiek wysoce nieprzyjaznego środowisku transportu samochodowego czy lotniczego. Klimat jest tzw. sprawą wspólną, dlaczego zatem proekologicznie mamy działać tylko my?
Gwarancji skuteczności takich działań nie ma, a kłopot narasta, ponieważ, jak ostrzegają psycholodzy, jeśli jakiś problem wydaje nam się zbyt skomplikowany, gdy ewidentnie nas przerasta, zaczynamy wtedy udawać, że nie istnieje, że go nie ma. Kłopotliwe pytanie brzmi tak: cóż począć, by z jednej strony nie przekarmić obywateli proekologicznymi hasłami, a z drugiej rzetelnie informować ich o kryzysie. Może to władze, ci na górze, powinny wreszcie zacząć świecić przykładem? Rozbudować sieci miejskich tramwajów i autobusów?
Wprowadzić zachęty podatkowe np. dla rozwiązań energooszczędnych? Ustalić opłaty za wjazd na obszary szczególnie narażone na degradację? Opodatkować papier? Warto także przekonywać ludzi, że ich proekologiczne działania, wysiłki nie idą na marne oraz że… Europa faktycznie i mimo wszystko emituje coraz mniej dwutlenku węgla. Środowiska biznesowe też mają swój udział w tym niełatwym zadaniu. Jak się wydaje, nie ma co powtarzać, że jesteśmy z góry skazani na porażkę. To zadanie to po prostu kolejne wyzwanie na miarę XXI wieku.
dr Marek Śliperski
O ile zagrożenia gospodarcze są raczej uchwytne i mierzalne, o tyle klimat opanować jest trudniej. Każdemu, finansistów nie wyłączając, ale czy jednak tak do końca jest to trudne?
Wspomniany raport powstał we współpracy m.in. z ekspertami branży finansowo-ubezpieczeniowej. Zmiany klimatyczne, na drodze wzmagania niekorzystnych zjawisk w przyrodzie i otoczeniu człowieka i biznesu, mają swoje odbicie w cenach stosownych polis w zakresie tzw. ubezpieczeń ekologicznych. Polska jeszcze nie doczekała się uzgodnienia i prawnego ustalenia natury i kształtu tego rodzaju ubezpieczeń.
Poza tym, jak powiedział Geoff Riddell, jeden z dyrektorów generalnych w Zurich Financial Services, a zarazem jeden z uczestników spotkania w Davos, instytucje finansowe muszą obecnie „traktować ryzyko całościowo, ponieważ te geopolityczne, biznesowe, handlowe, ekonomiczne czy fizyczne zlewają się w jedną dyskusję o ryzyku”. Te słowa to silne uzasadnienie dla traktowania wspomnianych zmian gospodarczych i klimatycznych razem, jako jedno, poważne i złożone wyzwanie, również dla branży finansowo-ubezpieczeniowej.

Działania biurowe
Łatwiej, jak się wydaje, wskazać na działania (przykłady w tabeli), jakich świat finansów może podjąć się od zaraz, w swojej codziennej pracy, tej biurowej, jak też tej w terenie, wykonywanej przez indywidualnych pośredników, finansistów.
Chodzi tutaj przede wszystkim o redukcję emisji dwutlenku węgla do atmosfery, która, jak dowodzi tylu obserwatorów, walnie przyczynia się do zabójczego wzrostu globalnej temperatury (o rosnących także wskutek tego rachunkach za energię nie wspominając). Jak daje się zauważyć, działania w tym kierunku dobrze wpisują się w tzw. społeczne postrzeganie jakiejkolwiek firmy na rynku, przy okazji promując i współgrając z efektywnością pracy samych finansistów.
Dla przykładu, w polskich mediach można już odszukać informacje o tym, że tzw. zieloną strategię, koncentrującą się na ograniczeniu zużycia energii, przygotowuje TU Allianz Polska, zaś Bank Ochrony Środowiska już podliczył emisje dwutlenku węgla w swoich biurach i zamierza je sukcesywnie zmniejszać.
Eksperci szacują, że tylko dzięki samej edukacji pracowników i racjonalizacji zużycia energii biura mogą zmniejszyć swoje emisje gazów cieplarnianych o 10%. Wyliczają jednocześnie, że gdyby połowa urządzeń w polskich domach była wyłączana z sieci (np. sprzęt AGD, ładowarki, czajniki), a nie pozostawiana w stanie czuwania, w skali kraju można byłoby zaoszczędzić blisko 300 mln zł i wyemitować 1 mln ton dwutlenku węgla mniej!
Inny pomysł: zmniejszając temperaturę w pomieszczeniu o 1°C, biuro wyemituje o 300 kg dwutlenku węgla mniej i zaoszczędzi przy okazji na rachunkach. Wymiana sprzętu na nowocześniejszy (choć i stosowanie wentylatora zamiast klimatyzacji też nie jest złe) i rezygnacja z tradycyjnych żarówek przynosi oszczędności dopiero w dłuższym czasie. – Jeśli byśmy rozdali wszystkim gospodarstwom domowym po dwie świetlówki o mocy 21 W, to można by zrezygnować z elektrowni o mocy 2 tys. MW’ – przekonuje dr Andrzej Kassemberg, szef Instytutu na rzecz Ekorozwoju.
Firmy, którym zależy na dbałości o środowisko, mogą wybierać też bardziej ekologiczne środki transportu. Ekolodzy polecają przede wszystkim korzystanie z rowerów, ale jeśli ktoś nie może zrezygnować z auta, to radzą wybrać te o najmniejszej emisji dwutlenku węgla. Do mody powraca tzw. car-sharing (program wspólnego użytkowania samochodów, znany od czasów kryzysu naftowego). – To są proste mechanizmy, które prowadzą do oszczędności, a jednocześnie można się nimi pochwalić – przekonuje z kolei Anna Piekut z WWF Polska.
Finansista a otoczenie
W codziennej pracy sprzedawcy finansowego, poza biurem, pożądanych tutaj zachowań szukać można w atrybutach efektywnego wykonywania swoich zawodowych obowiązków. Taki fachowiec jest – w największym skrócie – osobą wydajną i wykształconą, świadomą swojego miejsca i roli w biznesie.
Niejako w naturalny sposób, jak można przypuszczać, owa wydajność ułatwia mu jak najlepsze zorganizowanie czasu pracy (np. rozpoznane segmenty klientów to efektywne dojazdy i spotkania z nimi), natomiast dobra wiedza i wykształcenie podpowiadają np. potencjalne oszczędności w ponoszonych kosztach oraz nowe ścieżki dochodowego rozwoju. To tylko przykładowe, możliwe działania pojedynczych, indywidualnych osób.
Skąd jednak mieć pewność, że takie „biurowe” i indywidualne działania proekologiczne naprawdę się opłacą, przyniosą wymierne korzyści? Inni, jak widzimy, wprawdzie mówią, ale mało czynią, kiedy rozbudowują swoje rezydencje (co bogatsi celebryci) czy nadal tłumnie obstawiają wygody tradycyjnego, aczkolwiek wysoce nieprzyjaznego środowisku transportu samochodowego czy lotniczego. Klimat jest tzw. sprawą wspólną, dlaczego zatem proekologicznie mamy działać tylko my?
Gwarancji skuteczności takich działań nie ma, a kłopot narasta, ponieważ, jak ostrzegają psycholodzy, jeśli jakiś problem wydaje nam się zbyt skomplikowany, gdy ewidentnie nas przerasta, zaczynamy wtedy udawać, że nie istnieje, że go nie ma. Kłopotliwe pytanie brzmi tak: cóż począć, by z jednej strony nie przekarmić obywateli proekologicznymi hasłami, a z drugiej rzetelnie informować ich o kryzysie. Może to władze, ci na górze, powinny wreszcie zacząć świecić przykładem? Rozbudować sieci miejskich tramwajów i autobusów?
Wprowadzić zachęty podatkowe np. dla rozwiązań energooszczędnych? Ustalić opłaty za wjazd na obszary szczególnie narażone na degradację? Opodatkować papier? Warto także przekonywać ludzi, że ich proekologiczne działania, wysiłki nie idą na marne oraz że… Europa faktycznie i mimo wszystko emituje coraz mniej dwutlenku węgla. Środowiska biznesowe też mają swój udział w tym niełatwym zadaniu. Jak się wydaje, nie ma co powtarzać, że jesteśmy z góry skazani na porażkę. To zadanie to po prostu kolejne wyzwanie na miarę XXI wieku.
dr Marek Śliperski








Dodaj komentarz