Warszawscy akademicy piętnują "nasilające się w życiu społecznym i politycznym przejawy instrumentalnego traktowania prawa", "zawłaszczanie instytucji publicznych przez rządzące partie polityczne", "ograniczanie niezależności mediów".
Niepokój władz UW budzą: "obniżający się poziom legislacji", "podważanie autorytetu sądów", "ataki na niezależność Trybunału Konstytucyjnego", "likwidacja służby cywilnej", "nadużywanie instytucji tymczasowego aresztowania". Ostrzegają też przed niebezpieczeństwem posługiwania się "regulacjami represyjnymi w celu sterowania życiem społecznym" - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
Pierwsza głos "w sprawie zagrożeń demokratycznego państwa" zabrała w poniedziałek Rada Wydziału Prawa na UW. Chcą ją poprzeć wydziały prawa z Wrocławia i Szczecina. Senat UW przyjął wczoraj uchwałę prawników bez zmian - pisze dziennik.
Dziekan prawa profesor Tadeusz Tomaszewski powiedział "Gazecie Wyborczej", że naukowcy nie występują przeciwko konkretnym osobom czy przeciwko rządowi, tylko przeciw antydemokratycznej polityce.
"Czy dowodem naruszenia demokracji jest wprowadzenie szybkich sądów, czy przejawem totalitarnego państwa jest zaostrzenie odpowiedzialności karnej dla sprawców najgroźniejszych przestępstw, a może ustawa o komornikach?" - tak głos naukowców komentował Zbigniew Ziobro.
Wicemarszałek Senatu Krzysztof Putra z PiS powiedział zaś, że jest zdumiony uchwałą Senatu Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem, tak mocna krytyka jest bezzasadna. Powiedział też, że umacnia go to w przekonaniu, że oczyszczenie państwa z patologii i lustracja są konieczne.
GW/kal
Źródło:IAR






























































