Brytyjski rząd na początkowym etapie poważnie zlekceważył zagrożenie związane z epidemią koronawirusa, a spóźniona o ponad pięć tygodni reakcja i zaniedbania z poprzednich lat przyczyniły się do śmierci tysięcy ludzi - napisał w niedzielę "The Sunday Times".
"The Sunday Times" pisze, że brytyjscy naukowcy już od połowy stycznia ostrzegali, że choroba może być znacznie bardziej niebezpieczna, niż przyznają to władze Chin, które wówczas uparcie twierdziły, iż nie ma dowodów na jej przenoszenie się z człowieka na człowieka. Jednakże ostrzeżenia te były bagatelizowane przez brytyjski rząd, zajęty w tym czasie przygotowaniami do brexitu oraz powodziami, a w przypadku Johnsona - także sprawami osobistymi. Ostrzegali również, że przedostanie się koronawirusa do Wielkiej Brytanii jest nieuniknione.
Gazeta pisze również, że Wielkiej Brytanii od lat istniały plany awaryjne na wypadek epidemii, ale od czasu oszczędności budżetowych wywołanych przez kryzys finansowy, jaki nastąpił dziesięć lat temu, kwestia ta w praktyce zeszła z pola widzenia jako zagrożenie. Ostatni przegląd stanu przygotowania na wypadek epidemii miał miejsce w 2016 r. i wykazał, że system opieki zdrowotnej może tego nie wytrzymać. Wskazywano m.in. na niewystarczającą ilość środków ochrony osobistej i respiratorów. Jednak ze względów na oszczędności budżetowe zaleconych rekomendacji nigdy nie wcielono w życie.
"The Sunday Times" twierdzi też, że na początku lutego Wielka Brytania była w czołówce światowej, jeśli chodzi o testy na obecność koronawirusa, ale nie wykorzystano tej sytuacji do zwiększenia krajowej produkcji zestawów testowych, gdyż początkowa strategia zakładała osiągnięcie w kraju tzw. odporności stadnej, co nie wymaga przeprowadzania badań. Według cytowanych przez gazetę źródeł, zwolennikami tej strategii byli zwłaszcza naczelny lekarz Anglii Chris Whitty i główny doradca premiera Dominic Cummings.
Kolejnym zaniedbaniem było według "The Sunday Times" było zignorowanie konieczności uzupełnienia, gdy był jeszcze na to czas, zapasów środków ochrony osobistej, takich jak: ochronne kombinezony medyczne, rękawiczki czy maski. Ich deficyt jest w tej chwili w Wielkiej Brytanii ogromnym problemem. Tymczasem jeszcze w lutym brytyjski rząd wysłał spory transport tych środków i sprzętu do Chin, w odpowiedzi na prośbę władz w Pekinie.

Nie uprzedzono także biznesu o możliwym wprowadzeniu restrykcji, co pozwoliłoby brytyjskim firmom lepiej się przygotować na taką okoliczność.
Jak pisze "The Sunday Times", dopiero 2 marca Johnson przejął faktyczne dowodzenie w walce z epidemią, co w pewnych obszarach poprawiło sytuację - np. budowa tymczasowych szpitali znacząco zwiększyła liczbę łóżek na oddziałach intensywnej terapii. Niestety, nieco później w marcu nastąpiła kolejna dziewięciodniowa zwłoka z wprowadzeniem restrykcji wywołana tym, że rząd nie mógł uzgodnić strategii.
Minister broni działań rządu
Michael Gove, minister bez teki w gabinecie Borisa Johnsona, bronił w niedzielę działań brytyjskiego rządu na epidemię koronawirusa, która zdaniem "The Sunday Times" była spóźniona i pełna błędów.
"Pomysł, że premier pominął spotkania, które były istotne dla naszej reakcji na koronawirusa, jest groteskowy" - powiedział Gove w stacji Sky News. Wyjaśniał, że posiedzeniom sztabu kryzysowego mogą przewodniczyć inny ministrowie, ale to i tak premier podejmuje ostateczne decyzje.
Podkreślił też, że Johnson przez cały czas był "energiczny, zdeterminowany, skupiony i silny" w dowodzeniu walką przeciwko koronawirusowi.
Gove odniósł się też do kwestii złagodzenia restrykcji nałożonych w celu zatrzymania epidemii. "Nie chcemy podejmować przedwczesnych kroków" - oświadczył i wyjaśnił, że można będzie to rozważyć gdy spełnionych zostanie pięć warunków, które wymienił w czwartek zastępujący Johnsona minister spraw zagranicznych Dominic Raab.
Są to: pewność, że publiczna służba zdrowia poradzi sobie z liczbą przypadków, dowody na stały spadek dziennej liczby zgonów, potwierdzenie, że stopa zakażeń spada do poziomu dającego się opanować ten proces, wystarczająca liczba testów i środków ochrony osobistej oraz pewność, że poluzowanie ograniczeń nie wywoła drugiej, szczytowej fali zakażeń.
Tymczasem minister edukacji Gavin Williamson oświadczył niedzielę, że nie została jeszcze podjęta decyzja, kiedy zostaną ponownie otwarte placówki oświatowe. "Mogę zapewnić szkoły i rodziców, że zostaną one ponownie otwarte tylko wtedy, gdy opinia naukowców wskażą, iż jest na to odpowiednia pora" - napisał na Twitterze.
Według podanego w sobotę bilansu, liczba zgonów z powodu koronawirusa przekroczyła w Wielkiej Brytanii 15 tysięcy.
Z Londynu Bartłomiej Niedziński






























































