Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi | Konkurs

2012-02-08 23:41 Źródło: Przegląd Finansowy

Bielecki: Grecja jest jak klient z kredytem we frankach


Klient poszedł do banku i pożyczył we franku szwajcarskim, bo zakładał, że złoty się umocni, że za chwilę wejdziemy do euro i to wszystko nie będzie miało znaczenia. No i dzisiaj ten klient ma sytuację, że jego dług jest 60 procent większy. To najlepsza alegoria dzisiejszej sytuacji Grecji. – wyjaśnia dla Bankier.pl Jak Krzysztof Bielecki, Przewodniczący Rady Gospodarczej przy Premierze.

Jest Pan Przewodniczącym Rady Gospodarczej przy Premierze. Dużo osób zastanawia się jak to działa, na ile decydującym, a na ile doradczym organem jest Rada. Przed wyczekiwanym przez rynki expose Premier przychodził do Pana na konsultacje?
Jeśli już ktoś do kogoś przychodzi to raczej ja do Premiera, a nie Premier do mnie. Ale oczywiście wcześniej rozmawialiśmy. Widziałem po twarzach liderów partii politycznych, że expose było kompletnym zaskoczeniem, nie wiedzieli w co z tym fantem począć. Cała debata wokół expose była kuriozalna, bo właściwie nikt się nie odnosił do expose tylko wszyscy byli gdzieś obok. Chyba najlepiej ujął to prezes Kaczyński, bo powiedział, że to było bardzo zręczne expose, i w związku z tym przemawiał, jak powiedziałem na zupełnie inne tematy.


Wśród zapowiedz Donalda Tuska pojawia się podatek od kopalin, istotny dla posiadaczy akcji KGHM, filaru polskiego indeksu WIG20. Padało kilka ostrych słów polityków m.in. posła Palikota. Czy gdybyśmy teraz mogli powtórzyć to expose, cofnąć się w czasie... Zakomunikowanie podatku od kopalin wyglądałoby inaczej? Inwestorzy tracą zaufanie do polityków, w szczególności po kilku skrajnych propozycjach wersji podatku podawanych przez Ministerstwo Finansów.
Premier w expose chciał wskazać na jedną niewątpliwą sprawę. Mianowicie to, że mamy już 20 lat tej wolnej Polski, mamy swoje kopaliny, mamy swoje skarby narodowe, jak chociażby srebro, miedź, a za chwilę gaz łupkowy i państwo nie pobiera z tego tytułu daniny. To co jest powszechnie stosowane w wielu krajach, u nas nie było wliczane do takiego rachunku. To tak jak ja bym dał Panu kopalnię złota w dzierżawę, Pan by osiągał krociowe zyski i płacił od tego tylko podatek dochodowy.

Koncepcję znamy, podatek od kopalin jest prawie na całym świecie.
Jeśli cena srebra czy miedzi rośnie, to rosną moje wyniki finansowe i wtedy wszyscy pracownicy mówią, że powiedźmy 6 tys. mi nie wystarczy a chcę zarabiać 8 czy 10 tys., bo przecież cena surowca na giełdzie rośnie, więc to nie jest najlepszy mechanizm. Spółka z innych powodów powinna być rozliczana - z efektywności działania a nie spekulacji. Nawet jeżeli jest już spekulacyjny wzrost, to Państwo jako właściciel tych surowców musi pobierać swoją daninę. Dopiero w tej chwili ją egzekwujemy.

Mieliśmy właściwie zero podatku od kopalin, więc najlepsze warunki na świecie jeśli chodzi o rozwój takiej spółki jak KGHM, ale z drugiej strony idziemy ze skrajności w skrajność. W jednym z pierwszych scenariuszy Ministerstwa Finansów z zera podatku koszt wydobycia byłby najdroższy na świecie i może pochłonąć nawet 30 procent zysku KGHM. Jedną decyzją polityczną można zniszczyć zaufanie inwestorów i imponująco obniżyć zyski flagowej spółce.
Jestem zdania, że jak najszybciej powinna być podana propozycja ostateczna, bo ta dyskusja wzięła się między innymi stąd, że cały duży biznes, który ustawia się do polskiego gazu łupkowego, też chciałby wiedzieć jakie są warunki handlowe działania. Każdy inwestor chce wiedzieć jaki jest system regulacyjny i podatkowy w danym kraju, czy warto wyłożyć  pieniądze na wydobycie. Patrząc z punktu widzenia interesu Państwa: dobrze, że wreszcie ta kwestia będzie uregulowana i oczywiście najlepiej jest zawsze w takim przypadku stosować starą prostą zasadę - jak się ma kurę, która znosi złote jajka to trzeba ją skubać, natomiast nie można jej zarżnąć. 

O budżecie na 2012 rok mówi się „kryzysowy”. Co będzie kluczowe w reformach mających na celu zmniejszenie deficytu? Reforma emerytalna? Jak przekonać społeczeństwo? Cała Europa podnosi wiek emerytalny a w Polsce znowu wielka burza.
Myślę, że tutaj dotknął Pan istoty problemu.  Jeżeli popatrzymy na Włochy, według mnie w tej chwili papierek lakmusowy dla całego świata, to Włochy jeśli chodzi o oszczędności i kilka makroekonomicznych parametrów to jest zupełnie niezły kraj. Natomiast, dlaczego inwestorzy tak negatywnie patrzą na Włochy? Z prostej przyczyny. Oni uważają, że ten kraj przez ostatnie 10 lat właściwie drepcze w miejscu, i że też nie ma tzw. perspektywy rozwojowej. Dzisiaj rynek w moim przekonaniu wycenia nie tylko na stan obecny, ale też perspektywę rozwojową i to właśnie ta perspektywa rozwojowa jest ważniejsza.
Popatrzmy np. na Hiszpanię, która jeśli chodzi o dług była w dobrej kondycji i nagle to się wszystko zawaliło, bo stwierdzono, że perspektywa na najbliższe lata nie jest najlepsza. Premierowi chodziło o to, żeby pokazać światu, że nie tylko krótkoterminowo Polska się dyscyplinuje. Schodzimy z deficytem finansów publicznych bardzo radykalnie, z blisko 8 procent na 3 procent w ciągu dwóch lat. To jest tempo naprawdę znaczące. Równocześnie w tej dłuższej perspektywie do 2020 roku, czyli grubo już poza premierem Tuskiem, Polska też będzie miała dobre perspektywy. Twarde fakty, dotyczące systemu emerytalnego mówiącego m.in. o tym, że skoro tak znacząco wydłużył się czas życia, no to musi być dostosowanie po stronie czasu pracy przed emeryturą. Te twarde decyzje z horyzontem 2020 i dalej są dzisiaj podejmowane po to, żeby wszyscy widzieli, że Polska to jest solidny kraj, i że jak przyjdzie następny rząd to ta kwestia będzie uregulowana.

Co z kursem złotego? Z jednej strony rynki finansowe widzą, że radzimy sobie dobrze, ale z drugiej strony ostatni w 2011 roku fixing NBP przypomina czekanie na skok Adama Małysza: czy uda się osiągnąć bezpieczny poziom kursu euro czy też nie. Nie boi się Pan, że będziemy mieć powtórkę z rozrywki jeśli strefa euro będzie miała problem, a my oberwiemy będąc na jej peryferiach?
Kiedy szaleje epidemia to każdy coś musi złapać. Ale ten czarny scenariusz odłóżmy, bo ja w niego nie wierzę. Natomiast jeśli będzie „jako tako”, nawet jeśli Europa Zachodnia będzie szła w tempie bliskim zera to ja wierzę, że my będziemy szli przynajmniej w tym naszym prognozowanym tempie, a również złotówka będzie wracała do swojego poziomu. Na pewno złotówka dzisiaj jest niedowartościowana, chociażby ze względu na te ryzyka zewnętrzne, o których Pan redaktor wspominał.
 
Pomysł na ratowanie Europy wydaje się być podobny do rozwiązań USA: prawie 500 miliardów pożyczonych bankom, subtelna akcja Europejskiego Banku Centralnego, no ale widać już efekty, spore uspokojenie. To wystarczy żeby kryzys fundamentów odłożyć o kilka kolejnych miesięcy?
Użył Pan przepięknego określenia „subtelna akcja Europejskiego Banku Centralnego”. To oczywiście inna forma dodrukowania pieniędzy, no więc ci wszyscy puryści, którzy potępiali Amerykanów i Brytyjczyków muszą dzisiaj powiedzieć, że Europejski Bank Centralny w piękny sposób zwiększa swoja sumę bilansową i jeszcze prawdopodobnie to nie jest koniec, bo druga tego typu akcja jest przewidziana na koniec lutego i sądzę, że chętni się znajdą. Widać jednak równocześnie, że banki są bardzo bezwzględne w tej kwestii, bo wzięły te bardzo tanie pieniądze, ale Bank Centralny spodziewał się, że za tę gotówkę kupią obligację swoich rządów. Oni tymczasem  nie kupują, tylko z powrotem zanieśli te pieniądze do ECB. Dla banków jest to dobre rozwiązanie, bo zarabiają na tym. Dla sektora finansów publicznych problem dalej pozostaje nierozwiązany, ale widać, że tak chce postępować Europejski Bank Centralny.

Przeczytaj całość! Pobierz Przegląd Finansowy.

Rozmawiał Tomasz Jaroszek,
Bankier.pl
 





Komentarze do artykułu

Wiadomość przez email

Dziennik Bankier.pl
Tygodnik Firma
Twój e-mail: