REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Bez kredytu nie ma życia?

Krzysztof Kolany2009-06-25 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2009-06-25 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Do takiego wniosku można dojść, słuchając wypowiedzi większości ekonomistów, ministrów, bankowców i przedsiębiorców. Wszyscy wmawiają nam, że bez „ożywienia” akcji kredytowej czeka nas gospodarcza katastrofa lub w najlepszym wypadku wieloletnia stagnacja. Czy jednak ludzie ci mają rację?

Podstawowym objawem kryzysu finansowego jest mocno ograniczona dostępność kredytu. Banki niechętnie pożyczają pieniądze obawiając się, że recesja pogorszy kondycję finansową kredytobiorców, i że w związku z tym nie będą oni w stanie spłacić swoich zobowiązań. Zresztą same banki mają masę własnych problemów. Straty na już udzielonych kredytach drenują fundusze własne. Nawet sami prezesi nie wiedzą, jaka jest jakość aktywów zapisanych w księgach bilansowych. Ta niepewność sprawia, że zamarł rynek międzybankowy – banki dysponujące nadwyżkami finansowymi nie chcą pożyczać gotówki właśnie z powodu obaw o stan bilansów zarówno własnych jak i swoich konkurentów. Efektem są problemy finansowe niektórych przedsiębiorstw, które muszą płacić wyższe marże lub w ogóle nie mają dostępu do finansowania. Potencjalni nabywcy nieruchomości są odprawiani z kwitkiem, a posiadaczom kart kredytowych cięte są limity zadłużenia. W takiej atmosferze przy pikujących wskaźnikach makroekonomicznych (chociaż w Polsce jeszcze nie jest tak źle, jak w krajach rozwiniętych czy republikach bałtyckich) słyszymy lamenty nad opłakaną kondycją „rynku kredytowego”. Bankowcy i przedsiębiorcy domagają się rządowych gwarancji na udzielone kredyty, rząd chce spłacać kredyty hipoteczne bezrobotnym, a deweloperzy alarmują, że grozi nam zapaść w budownictwie mieszkaniowym. Wszystkie te grupy nacisku domagają się od rządów i banków centralnych pieniędzy. Najlepiej tanich i bez ryzyka (dla nich).

Ekonomiści i prezesi banków wmawiają nam, że więcej udzielonych kredytów oznacza większy popyt konsumpcyjny, wyższe inwestycje i co za tym idzie podobno większą produkcję i dochody pracowników. W związku z tym pomoc dla banków staje się wręcz wyznacznikiem interesu narodowego. Żądania te najsilniejsze okazały się w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, gdzie Fed, EBC, Bank Anglii do spółki z rządami USA, Niemiec, Belgii, Francji, Holandii ratowały przed upadkiem renomowane instytucje finansowe. Oczywiście na koszt podatników i przyszłych pokoleń. W Polsce siła nacisku bankowców jest nieco mniejsza (bo i kondycja banków jest ciut lepsza), lecz lobby bankowe nadało kształt publicznej debacie na temat polityki gospodarczej.

Wyobraźmy sobie teraz, że polscy decydenci posłuchają rad bankowców i przedsiębiorców. RPP tnie stopy procentowe do zera. NBP zaczyna skupować obligacje skarbowe. Rząd hojnie udziela gwarancji przedsiębiorcom. Akcja kredytowa banków znów rośnie w dwucyfrowym tempie – pieniądz płynie do gospodarki szerokim strumieniem – o to przecież chodzi, prawda? Jakie są tego efekty: otóż tani i łatwo dostępny kredyt sprawia, że konsumenci znów masowo szturmują sklepy, biura deweloperów, salony samochodowe, a styliści i psychoterapeuci mają zapełnione kalendarze. A co się dzieje, gdy po ograniczoną ilość dóbr ustawiają się kolejki chętnych z pełnymi portfelami? Otóż zgodnie z działaniem mechanizmu rynkowego zaczynają rosnąć ceny – jeśli klienci dopisują i mają dużo wolnej gotówki, to chyba nie zrezygnują z zakupu tylko dlatego, że podniosę im cenę o skromne10%? Tyle że w skali całej gospodarki nagle zaczyna tak samo myśleć miliony ludzi. Ceny wszystkich dóbr rosną, firmom nie opłaca się inwestować (bo jest drogo), więc podaż towarów nie rośnie, a klienci wciąż przychodzą ze świeżą gotówką. Co robimy? Dalej podnosimy ceny.

Po kilku miesiącach Główny Urząd Statystyczny zaczyna dostrzegać rosnące ceny. Po kolejnych kilku miesiącach członkowie RPP zaczynają nieśmiało przebąkiwać o podwyżce stóp procentowych. Upływają kolejne tygodnie i stopy procentowe zaczynają rosnąć. Ale w tym czasie ceny w gospodarce rosną już w tempie 10-15%, a stawki referencyjne dochodzą do 5-7%. Ludzie wychodzą na ulicę, paląc opony protestują przeciwko „drożyźnie”. Rząd upada, nowe wybory wynoszą do władzy opozycję, która oferuje „Pakt Antykryzysowy II”. W końcu po kilku latach do władzy wraca Balcerowicz, podnosi stopy do 30%, a inflacja spada wraz z aktywnością gospodarczą.

Właśnie na taką ścieżkę jesienią ubiegłego roku weszły rządy Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i w nieco mniejszym stopniu państwa z Europy kontynentalnej. Droga ta jak dotąd zawsze w historii kończyła się ogromnym garbem zadłużenia, wysoką inflacją, stagnacją gospodarczą i podwyższoną (czasem przez wiele lat) stopą bezrobocia. Często taka sytuacja prowadziła do narastanie konfliktów społecznych, a nawet wojen (najlepszym przykładem jest II Wojna Światowa).

Jednak wróćmy do sytuacji w kraju i zastanówmy się, kto skorzysta na takim fiskalno-monetarnym pobudzaniu gospodarki. W pierwszej kolejności zarobią banki, które jako pierwsze będą miały do dyspozycji tani pieniądz. W pierwszych miesiącach (a może nawet latach) boomu kredytowego instytucje finansowe i pośrednicy będą świetnie zarabiać na prowizjach, menedżerowie wypłacą sobie sowite premie, a akcjonariusze pokaźne dywidendy. Zarobią też właściciele sklepów, którzy będą mogli jako pierwsi podwyższać ceny, więc (przynajmniej na początku) przychody będą rosły szybciej od kosztów. Fabryki będą miały pełne arkusze zamówień, ale coraz szybciej drożejące surowce (bo każdy będzie chciał produkować więcej coraz droższych towarów) sprawią, że produkcja przestanie być opłacalna. I w końcu największym beneficjentem będzie rząd, który odnotuje szybko rosnące nominalne wpływu z podatków. Pozyskaną gotówkę będzie można rozdać emerytom, rolnikom, górnikom, pielęgniarkom, policjantom, urzędnikom, kolejarzom i innym silnym grupom nacisku. Minie trochę czasu (może nawet cały cykl wyborczy) nim ludzie ci zorientują się, że za „podarowane” pieniądze mogą kupić coraz mniej towarów czy usług.

W ten sposób kolejna „stymulacja” gospodarki przez państwo (rząd lub bank centralny) zakończy się recesją i kryzysem jeszcze głębszym niż poprzedni i znów pojawiają się żądania dalszego „wsparcia dla gospodarki”. Tyle że w pewnym momencie świat nie wytrzyma kolejnego załamania – po prostu bańka kredytowa przerośnie możliwości finansowe wszystkich państw na Ziemi. Wówczas kredyty nie zostaną spłacone, a dług przestanie istnieć. Pytanie tylko, do jakiego etapu w historii cofnie się wówczas globalna gospodarka.

Krzysztof Kolany
Bankier.pl
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Najcenniejszy koncern farmaceutyczny świata w Polsce testuje leki. „Od onkologii po otyłość”
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy

Komentarze (27)

dodaj komentarz
~antydoradca
Po komentarzach widzę, żę się Państwu podoba, ale trudno trzeba iści pod prąd.

Przyznam: większego steku bzdur nie czytałem dawno. Choć dzieło ambitne, należy przyznać. Niby parę akapicików, ale to nie żadna tam analiza. Pan Analityk mierzy wyżej - to przecież i traktat moralny (zły kredyt rujnuje jednostki i społeczeństwa),
Po komentarzach widzę, żę się Państwu podoba, ale trudno trzeba iści pod prąd.

Przyznam: większego steku bzdur nie czytałem dawno. Choć dzieło ambitne, należy przyznać. Niby parę akapicików, ale to nie żadna tam analiza. Pan Analityk mierzy wyżej - to przecież i traktat moralny (zły kredyt rujnuje jednostki i społeczeństwa), rozprawa historyczna (kłopoty z kredytem rozpętały II-gą Wojnę Światową), a przede wszystkim wstrząsająca futurologiczna wizja (gdyby bańka z kredytem pęknie tak naprawdę na dobre, to "do jakiego etapu w historii cofnie się wówczas globalna gospodarka?").

WIęcej: http://antydoradca.blox.pl/2009/06/Kredyt-zly-jest-i-doprowadzi-nas-do-upadku.html
~Caesar
Bardzo "mondry" wywód. Tylko że w świecie realnym jest dużo innych sprzężeń , dodatnich, ujemnych, statycznych i dynamicznych. A tu pan Analityk opisał tylko jedną cieniutką linię powiązań. Doradcy ekonomiczni pani Merkel, pana Sarkozy, pana Blaira, pana Obamy mają zdefiniowany przez zleceniodawców troszkę inny cel niż Bardzo "mondry" wywód. Tylko że w świecie realnym jest dużo innych sprzężeń , dodatnich, ujemnych, statycznych i dynamicznych. A tu pan Analityk opisał tylko jedną cieniutką linię powiązań. Doradcy ekonomiczni pani Merkel, pana Sarkozy, pana Blaira, pana Obamy mają zdefiniowany przez zleceniodawców troszkę inny cel niż miał pan Balcerowicz - oni mają ocalić realną gospodarkę to znaczy zakłady produkcyjne, ośrodki rozwojowe, gospodarstwa rolne. Bo zamkniętej huty nie da się otworzyć zdejmując kłódkę, utracone rynki zbytu zajmą inni i żegnaj bajko o dobrobycie. Pan Balcerowicz widział niestety tylko inflację - i tę zdusił. Co z tego, skoro wraz z gospodarką. Zbankrutowało tysiące firm i miliony ludzi straciły pracę, setki tysięcy straciło dorobek życia. Tysiące odebrało sobie życie. Ale złotówka została obroniona:). Plan Balcerowicza miał mieć trzy etapy : 1- zdławienie inflacji(udany), 2-zaoranie gospodarki (udany), 3 -wielkie zagraniczne inwestycje i budowa II Japonii (nie nastąpił)....
Nota bene odsetki od kredytów w planie Balcerowicza wynosiły 130% a nie 30%. Na 80% oprocentowano depozyty. Niezły "spread" swoją drogą.
~Romad42@wp.pl
Już w którymś komentarzu wykazałem, że powodem kryzysu jest brak na rynku pieniądza, który nazwałem pieniądzem konsumpcyjnym. Nie wolno dofinansowywać banków, bo one "wyprodukują" nowe kredyty długoterninowe. Zaproponowałem, aby ogłosić dwuletnie moratorium na spłatę kredytów długoterminowych. Pieniądz ten, pozostawiony Już w którymś komentarzu wykazałem, że powodem kryzysu jest brak na rynku pieniądza, który nazwałem pieniądzem konsumpcyjnym. Nie wolno dofinansowywać banków, bo one "wyprodukują" nowe kredyty długoterninowe. Zaproponowałem, aby ogłosić dwuletnie moratorium na spłatę kredytów długoterminowych. Pieniądz ten, pozostawiony u konsumentów, zostanie skierowany na rynek jako pieniądz konsumpcyjny.
To spowoduję wzrost popytu i pobudzenie gospodarki. To prawda, że upadnie kilka banków, ale ostatnio tyle się ich namnożyło, że nie wytrzymały wzajemnej konkurencji.
~lobotomek
Podobną politykę prowadziły rządy SLD- PSL w latach 1993-1995. W ciągu dwóch lat umarzano kredyty, zobowiązania ZUSowskie, w sektorze publicznym dawano podwyżki na lewo i prawo. Gospodarka po pierszych reformach rynkowych niejakiego Balcerowicza uzyskiwała szybkie,naturalne tempo rozwoju. Dolano oliwy do ognia ogromną masą nadwyżkowego Podobną politykę prowadziły rządy SLD- PSL w latach 1993-1995. W ciągu dwóch lat umarzano kredyty, zobowiązania ZUSowskie, w sektorze publicznym dawano podwyżki na lewo i prawo. Gospodarka po pierszych reformach rynkowych niejakiego Balcerowicza uzyskiwała szybkie,naturalne tempo rozwoju. Dolano oliwy do ognia ogromną masą nadwyżkowego pieniądza. Bilans handlowy tak się pogorszył przez te dwa lata (nadwyżka importu nad eksportem), że aby go zrównoważyć należałoby w ciągu kolejnych 20 lat uzyskać dynamikę eksportu 20% a importu 0%. Ale oczywiście Leszek Miller chwalił się, jak to oni świetnie rządzili.
~mk.kredyt
Ja bym dal połowie populacji Polski w wieku produkcyjnym kredyty i niech sobie kupują samochody i rtv (niech wożą i zapraszaja tych co nie mają), a po pięciu latach drugiej połowie (PLAN 10-LETNI, jakie to proste) :-).

Niestety nie można się skupiać nad jednym tematem "kredytowania" w ocaleniu gospodarki, bo czynników
Ja bym dal połowie populacji Polski w wieku produkcyjnym kredyty i niech sobie kupują samochody i rtv (niech wożą i zapraszaja tych co nie mają), a po pięciu latach drugiej połowie (PLAN 10-LETNI, jakie to proste) :-).

Niestety nie można się skupiać nad jednym tematem "kredytowania" w ocaleniu gospodarki, bo czynników wpływających na gospodarkę jest dużo więcej. I chwała Komuś, co to wszystko poukłada w odpowiednich proporcjach i czasach.
~centurion z Galicji
Banki należy traktować jak... SRACZ... chodzi bo... musisz... tylko... nie siedź dłużej niz to konieczne... i myśl kredytobiorco... myśl, bo sie nieraz okazuje, że za telewizor wart 2.400
w ratalnej sprzedaży dajesz 3.000... Bo... sąsiad ma taki sam. lub ten który kupujesz jest lepszy od sąsiadowego...

Recepta na rozwój
Banki należy traktować jak... SRACZ... chodzi bo... musisz... tylko... nie siedź dłużej niz to konieczne... i myśl kredytobiorco... myśl, bo sie nieraz okazuje, że za telewizor wart 2.400
w ratalnej sprzedaży dajesz 3.000... Bo... sąsiad ma taki sam. lub ten który kupujesz jest lepszy od sąsiadowego...

Recepta na rozwój !? Prosta jak konstrukcja cepa. Obniżyć ceny kredytów ... i ceny dóbr...
pogonić spekułę... zwłaszcza zagraniczną... No, ale jak się kupuje F-16 co nie lata i pozwala
"sojusznikowi" wypchnąć z rynku broni..... I nagle kryzys !!! Ludziska nie biora kredytów !!!
Szok !!! Wot ... jajcarze z Wiejskiej i z banków !!!
~Egon
Kryzys jak większość zła , się bierze z chciwości i z przyśpieszania ,jak to wyżej opisał marek.
Utarło się błędne przeświadczenie ,że kredyt jest niezbędym instrumentem do życia wszystkich.
Kredyt jest i ma być ogromnym ryzykiem , poprzez kredyt statystycznie prawie cały majątek przechodzi na rzecz udzielajacego posiadacza.
Kryzys jak większość zła , się bierze z chciwości i z przyśpieszania ,jak to wyżej opisał marek.
Utarło się błędne przeświadczenie ,że kredyt jest niezbędym instrumentem do życia wszystkich.
Kredyt jest i ma być ogromnym ryzykiem , poprzez kredyt statystycznie prawie cały majątek przechodzi na rzecz udzielajacego posiadacza.
Tylko że do władzy wszędzie dostają się aktywni i przebojowi ludzie kredytomani , burzą porzadek,i nie chcą godziwie oddawać czy też brać .

Artykuł chyba jest napisany w dobrej wierze a nie w celu ogłupiania.
Zawiera słuszne treści jak powinno być ,lecz to wiedza nieco już akademicka , nieużyteczna bo na świecie tak obecnie niestety już nie jest.
Świat się sporo zepsuł czy też rozwiną jak kto woli i trzeba się dostosować by przynajmiaj nie obrywać .
Zasada emisji pieniędzy jest prosta ,lecz musi tym kierować artysta.
Zasady wyznacza USA ,Np. Szwajcarzy starają się dotrzymywać kroku .Lecz oni są posiadaczami , więc mają prosciej wręcz bajkowo.
Sytuacja Polski wydaje się że szkoda gadać(blisko 1000 mld długu +nieudolny system) ,a z drugiej strony przy tak specyficznie wdziecznym jak my narodzie i w całym tym kryzysowym zamieszaniu na świecie, wytrawni emitenci i gracze złotówką potrafili by zdziałać te prawie cuda :)

Tylko dla kogo artysta miał by zagrać ? ,dla zgrai podatkożerców,kredytożerców,zdrajców okrągłostołowych ?
Mamy obecnie tylko szamotaninę słabych władz w pasożytniczym systemie.
Czy warto i da się walczyć o naprawę ? Czy raczej egzystować do rozbiórki i nastapi nowe rozdanie.


~henieck
ten cały system finansowy opiera się na kredycie. Pieniądz jest dosłownie z niczego powoływany do życia w momencie gdy ktoś bierze kredyt. System bankowy częściowej rezerwy tak właśnie działa. Wystarczy, że bank ma 10% wartości - a pozostałe 90% pożyczki zostaje stworzone z niczego. Kredyt jest obciążony odsetkami. Jeśli nagle wszyscy ten cały system finansowy opiera się na kredycie. Pieniądz jest dosłownie z niczego powoływany do życia w momencie gdy ktoś bierze kredyt. System bankowy częściowej rezerwy tak właśnie działa. Wystarczy, że bank ma 10% wartości - a pozostałe 90% pożyczki zostaje stworzone z niczego. Kredyt jest obciążony odsetkami. Jeśli nagle wszyscy chcieliby oddać swój kredyt- to w danym momencie istnieje tylko tyle pieniędzy - ile wcześniej udzielonych kredytów - i nie ma pieniędzy na odsetki. Żeby pojawiły się pieniądze na odsetki ktoś inny musi wziąć następny kredyt. Utrzymywanie tego systemu w kształcie piramidy jest możliwe tylko wtedy, gdy świat się rozwija, gdy jest coraz więcej ludzi i istnieje postęp technologiczny. Niestety świat po wielu dekadach szalonego wzrostu wkracza w inną fazę, kiedy utrzymywanie ciągłego wzrostu nie będzie możliwe - a wszyscy wiemy co się dzieje z piramidą finansową kiedy nowi naiwniacy zaczynają coraz wolniej się pojawiać - albo gdy pierwsi nagle chcą wyciągnąć swoje pieniądze... Światowy system finansowy powoli wchodzi w tę fazę. Dzieje się tak dlatego, że piramida osiągnęła pewną masę krytyczną i jej ponowne napompowanie jest mało realne. Sprawę pogarsza fakt, że po II wojnie na świecie urodziło się rekordowo dużo ludzi. Dzięki taniej ropie był możliwy ogromny postęp w każdej dziedzinie. W takich warunkach ten zbójecki system bankowy mógł kwitnąć. Niestety właśnie zaczyna się globalna faza przechodzenia wyżu demograficznego na emeryturę - a w następnym pokoleniu jest już znacznie mniej młodych - i katastrofalnie odwraca się sytuacja demograficzna. Proces będzie trwał wiele lat i przyniesie bardzo niekorzystne zmiany demograficzne jakich jeszcze ta planeta nie widziała. Dramatycznie zmienia się też sytuacja w dziedzinie paliw i surowców, bez których nie ma postępu- bez względu na ilość pieniędzy. świat zbliża się do momentu, kiedy z roku na rok będzie spadać wydobycie ropy. Ropa będzie jeszcze wiele dziesięcioleci - ale w coraz mniejszych ilościach. Początkowe spadki rzędu ułamka procent będą niezauważalne - ale kilku latach będą coraz wyraźniejsze i skumulowane. Być może za 10 lat będzie na świecie o 3%-5% mniej ropy - przy dotychczasowym corocznym dynamicznym wzroście ilości ropy będzie to oznaczało tragiczne w skutkach ograniczenie uniemożliwiające utrzymanie dotychczasowego tempa, a co dopiero wzrost. Częściowo uda się to skompensować oszczędnościami - ale im dalej w las tym będzie coraz gorzej. Oba procesy globalnego starzenia się społeczeństw i ograniczeń w surowcach i surowcach energetycznych będą motorem bardzo poważnych, wieloletnich zmian na Ziemi i w tych warunkach system finansowy nie ma szans na funkcjonowanie w obecnej formie. Co gorsza przez te wszystkie lata nazbierało się długów – i to trzeba jakoś rozwiązać – bo wielu podmiotów nie będzie stać nawet na obsługę kosztów – a co dopiero na spłatę zasadniczej kwoty. Dotyczy to poszczególnych jednostek, firm, miast, i całych państw. Podsumowując – dług, ropa i demografia rozniosą system jaki znamy w obecnej formie. Każdy z tych czynników z osobna jest w stanie spowodować poważną, wieloletnią stagnację i rozpad systemu bankowego. Pozostaje się zastanowić nad głębszymi mechanizmami systemu – czy stymulowany kredytem rozwój jest naprawdę rozwojem? Jeśli Kowalski kupi telewizor na kredyt – to jego sytuacja netto za bardzo się nie zmienia – na plus zapisujemy wartość telewizora – a na minus wartość kredytu. Prawdziwe bogactwo bierze się wytworzenia jakiejś wartości a nie z operacji księgowej. Byłoby inaczej gdyby Kowalski wytworzył jakąś wartość – np. mebel i go zamienił na wartość wytworzona przez kogoś innego – na telewizor. Wówczas byłby bogatszy netto. Gdyby wszystkiej wartości nie zużył- to jej nadmiar stałby się kapitałem do zainwestowania – stąd kapitalizm. Niestety obecnie kapitałem nie jest nie skonsumowana, a wyprodukowana wartość – obecnie za kapitał przyjęło się uważać dodrukowane z niczego pieniądze powoływane do życie z momencie zaciągnięcie dowolnego długu w systemie bankowym. Gdyby pieniądze miały pokrycie w złocie albo w innej obiektywnej wartości – nie można by tak łatwo zwiększyć ich liczby. Tymczasem nas współczesny, zbójecki system bankowy korzysta na zniesieniu jakiegokolwiek powiązania pieniądza z prawdziwą wartością (np. dawniej złoty i był ze złota, jak każdy inny środek wymiany). System może dodrukować pieniędzy ile chce – i obciążyć to odsetkami. Kilka procent odsetek to może się wydawać mało jeśli zwykły człowiek trzyma pieniądze w banku – ale jeśli system obciąża nas tymi samymi odsetkami za dodrukowane pieniądze, które system NIC nie kosztują – to już poważna sprawa. Dodrukowane pieniądze nabierają wartości tylko kosztem pieniędzy, które już są w obiegu i które reprezentują wytworzoną wartość. Stąd ciągła inflacja i pośrednie okradanie tych, którzy posiadają jakąś wartość. Nie wiem jak w Polsce, co się dalej dzieje z pieniędzmi NBP – ale w USA od 1913 roku bank centralny (FED) znajduje się w rękach prywatnego kartelu! Wszystko co robi FED jest owiane najgłębszą tajemnicą, do której nie mają dostępu nawet kongresmani (a ci mogą sprawdzić co robi CIA). Ludzie do tej instytucji są powoływani w tajemniczym mechanizmie, tym wszystkim rządzi potężny kartel, nad którym demokracja nie ma żadnej kontroli ani wpływu- ani nawet pełnej świadomości co się dzieje. Najpotężniejsza, najbardziej tajemnicza i najbardziej zbójecka instytucja świata została dawno temu przejęta przez rodziny światowych bankierów – kilku oligarchów pochodzenie żydowskiego, których korzenie sięgają już pożyczania kasy Napoleonowi. To oni znieśli wymienialność dolara na złoto, rozregulowali system, wydrenowali wartość z Amerykanów i wszystkich mieszkańców innych krajów- dzięki temu, że dolar był środkiem światowej wymiany handlowej. Po kilku dekadach wszyscy są totalnie zadłużeni, gdyby całość teraz rozliczyć – to okazałoby się, że każdy człowiek na ziemi jest ich niewolnikiem. Nawet ci, którzy mają własny dom są zadłużeni bo ich kraje są zadłużone i spora część przypada na jednostkę. Ta mafia rządzi prawie całym światem. Innymi ramionami ich wpływu oprócz światowych korporacji i polityków, których kontrolują jest Międzynarodowy Fundusz walutowy i Bank Światowy. Te instytucje na zbójeckich warunkach instalują przymusowe pożyczki w biednych krajach i to skutkuje całkowitym pogrążeniem i stratą niepodległości finansowej i każdej innej. Pożyczki te instytucje NIC nie kosztują – nie pożyczają złota tylko dopisane zero w komputerze – a w zamian egzekwują prawdziwą wartość i zyskują dominującą pozycję. Działalność sił, które stoją za systemem bankowym ma decydujący wpływ na wszystkie ważne historyczne wydarzenia – ale oficjalne książki historyczne niewiele wspominają o finansowych aspektach dziejów i wojen. Może światowi bankierzy żydowscy, którzy zawładnęli ówczesnym Imperium Brytyjskim widzieli zagrożenie w Niemcach, którzy przed IWW były najpotężniejszym krajem na świecie? Czy Hitler walczył z żydami bo miał akurat taki kaprys – czy cała wojna światowa miała fundamentalnie inne podłoże, o którym niewiele się mówi?

Polecam znaleźć i obejrzeć filmy w Internecie pt:
„Money as debt”
„Money Masters”
~HeS
Tytuł przewrotny, ale dobrze przedstawia dylemat (brac czy nie).

Kredyt jest w zasadzie potrzebny tylko przedsiębiorcom na nowe inwestycje lub krótkoterminowy na bieżąca działalność.
Zwykłym ludziom kredyt nie jest do niczego potrzebny, a zwykle zamienia ich w nowoczesnych niewolników.
~henieck
gdyby możnabyło wytworzyć wartość i ją zgromadzić i przechować (co powinien zapewniać środek wymiany - czyli pieniądz)- to zwykłym ludziom kredyt w wielu wypadkasch nie byłby potrzebny - ale przy ciągłej inflacij i dodrukowywaniu nowej kasy do systemu, kiedy wciąż wszystko drożeje (prawdziwe wzrozty cen są istotnie wieksze niż oficjalna gdyby możnabyło wytworzyć wartość i ją zgromadzić i przechować (co powinien zapewniać środek wymiany - czyli pieniądz)- to zwykłym ludziom kredyt w wielu wypadkasch nie byłby potrzebny - ale przy ciągłej inflacij i dodrukowywaniu nowej kasy do systemu, kiedy wciąż wszystko drożeje (prawdziwe wzrozty cen są istotnie wieksze niż oficjalna inflacja) to patrząc pod tym kątem nie kalkuluje się oszczędzanie latami, bo uciekających cen wyniających z pompowania pieniądza można nigdy nie dogonić...

Powiązane: Bank dla firmy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki