
Tendencja do osłabiania się złotego trwa już blisko pół roku lecz w ciągu ostatnich dwóch miesięcy nabrała szczególnej siły. Obniżka stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, spadek zaufania do gospodarek naszego regionu oraz coraz gorsze dane napływające z polskiej gospodarki, powodują że inwestorzy zagraniczni wycofują swe kapitały. Słabnący złoty powoduje wzrost cen importu co sprzyja nasilaniu oczekiwań krajowych producentów co do kształtowania się cen towarów oferowanych na rynek krajowy. Przy utrzymującym się wysokim popycie krajowym oczekiwania te mają szanse na realizację. Ten zaś na razie nie wykazuje oznak wyraźnego ograniczenia. Tempo wzrostu płac, choć pod koniec ubiegłego roku uległo zmniejszeniu, to jednak ciągle jest wysokie, zadłużenie gospodarstw domowych z tytuł kredytów wzrasta, zaś redukcje zatrudnienia nie mają na razie charakteru masowego. Wszystko to na razie podtrzymuje popyt wewnętrzny.
Oficjalne dane na temat cen importu nie wykazują do tej pory tendencji do wzrostu. Od kilku miesięcy zachowują się raczej stabilnie, co najprawdopodobniej związane jest ze spadkiem cen surowców. Jednak w najbliższym czasie wiele przemawia za ich wzrostem o czym świadczy zarówno wzrost cen ropy jak i osłabienie naszej waluty. Od lipca ubiegłego roku wzrastają ceny usług transportu i magazynowania. Droższy import ropy naftowej oraz wzrost cen energii będą w najbliższych miesiącach sprzyjały podnoszeniu cen tej kategorii usług, co podwyższy koszty produkcji. W konsekwencji oznacza to dla konsumentów wzrost cen detalicznych, a dla producentów utratę zaplanowanych zysków.
Słabnący złoty niekorzystnie wpływa na wysokość zadłużenia skarbu państwa. Wzrastają koszty obsługi długu i rośnie jego złotowa wartość zaciągnięta w walutach obcych. Co więcej, pomimo determinacji rządu w kwestii nie powiększania długu w warunkach spowolnienie gospodarki, cel ten wydaje się trudny do osiągnięcia. Niewielu rządom w powojennej historii kryzysów udało się ustabilizować wysokość zadłużenia. W przeciągu trzech lat od momentu pojawienia się symptomów kryzysu zadłużenie to wzrastało średnio o 86%.
Nieznacznie nasiliły się oczekiwania menedżerów firm co do podwyższania cen na produkowane przez nich wyroby. Od wiosny ubiegłego roku dominowały wśród nich opinie wskazujące na tendencję do obniżania cen. Ostatni miesiąc przyniósł nieznaczną zmianę, która oznacza że przybyło firm, które skłonne są podnosić ceny, zaś ubyło tych, które zamierzają ceny obniżać. Zmiana ta jest co prawda niewielka i być może słabnący popyt wymusi w najbliższym czasie powrót do poprzedniej tendencji. Jednak w warunkach rosnących kosztów funkcjonowania przedsiębiorcy „testują” wyższe poziomy cen sprzedawanych wyrobów.
O rosnących kosztach wytwarzania świadczy nie tylko drożejący import i wyższe ceny usług, lecz również coraz wyższe koszty pracy. Rosną one systematycznie od wiosny ubiegłego roku, czemu sprzyja wysokie tempo wzrostu płac przy pogarszającym się tempie wzrostu produkcji. W efekcie jednostkowe koszty wytwarzania w przeliczeniu na jednego zatrudnionego są coraz wyższe.
Jedynym komponentem, który obecnie działa w kierunku zmniejszania presji inflacyjnej jest spadek wykorzystania mocy produkcyjnych w sektorze przedsiębiorstw. Przedsiębiorstwa produkcyjne mają obecnie wykorzystane moce przetwórcze w ok. 68 procentach. Podczas gdy w szczytowym okresie swej aktywności gospodarczej, na początku 2007 roku wykorzystanie ich przekraczało 80 proc. Tak znaczna redukcja świadczy o rozprzestrzeniającym się spowolnieniem w gospodarce.
09.02.2009
Maria Drozdowicz
www.biec.org




























































