Prezydent Armenii oświadczył, że wojsko może zostać wykorzystane, jeśli uczestnicy manifestacji użyją broni wobec milicji, a - jak dodał Koczarian - były informacje o takich przypadkach.
W Erewanie ponadto wprowadzona została godzina policyjna, zakazano też organizowania demonstracji. Wcześniej doszło tam do starć opozycji z siłami porządkowymi. Kilkadziesiąt osób zostało rannych. Słychać było wystrzały.
Blisko dwutysięczny tłum zaczął się rozchodzić po wezwaniu ze strony lidera opozycji, Lewona Ter-Petrosjana. Także Ormiański Kościół Apostolski zaapelował do mieszkańców Erewana o zachowanie spokoju i stabilności, "aby na drodze dialogu znaleźć wyjście z powstałej sytuacji politycznej".
Zwolennicy opozycyjnego kandydata na prezydenta Lewona Ter-Petrosjana protestują, gdyż nie wierzą w jego przegraną na wyborach prezydenckich. Wybory, które odbyły się 19 lutego, wygrał urzędujący premier Serż Sarkisjan zdobywając prawie 53 procent głosów. Pierwszy prezydent Armenii Lewon Ter-Petrosjan, który uzyskał 21,5 procent głosów uważa jednak, że głosowanie nie było sprawiedliwe i należy je unieważnić.
Do soboty milicja nie interweniowała. Obserwatorzy OBWE stwierdzili, że wybory prezydenckie w Armenii zasadniczo spełniły wymogi demokracji. Zwycięzcy wyborów już pogratulował prezydent Rosji Władimir Putin.
Źródło:IAR




























































