Do godziny 15:30 wszystko szło po myśli posiadaczy długich pozycji. Indeksy w Londynie czy Paryżu rosły po przeszło 1%. Tak inwestorzy reagowali na poprawę nastrojów w Eurolandzie zasygnalizowaną przez wzrost wskaźników zaufania do gospodarki. Pozytywną informacją był też kolejny spadek bezrobocia w Niemczech zmniejszyło się z 7,7% do 7,6%.
Później nadeszły jedyne dziś dane ze Stanów Zjednoczonych. Liczba noworejestrowanych bezrobotnych nieznacznie spadła z 464 tys. do 457 tys. wobec oczekiwanych 460 tys. To wprawdzie słaby wynik potwierdzający stagnację na amerykańskim rynku pracy, ale przecież lepszy od rynkowego konsensusu. Dlatego też raport ten przeszedł bez większej reakcji rynków.
Sensacyjnie zrobiło się dopiero, gdy do gry weszli Amerykanie, którzy wykorzystali dodatnie otwarcie do zarzucenia rynku zleceniami sprzedaży. Indeksy za Atlantykiem zanurkowały, szybko tracąc przeszło 1% względem środowego zamknięcia. Taka reakcja zaskoczyła Europejczyków, którzy po dobrych wynikach Motoroli oraz koncernu Exxon Mobile oczekiwali wzrostów.
Jednakże gracze z Wall Street woleli skupić się na negatywnych informacjach płynących z drugorzędnych korporacji. Jako pretekst do wyprzedaży podawano m.in. słabsze przychody Colgate-Palmolive oraz spadek marży w technologicznym Akamai Technologies. W efekcie wszystkie główne giełdy w Europie zakończyły dzień pod kreską. Spadki sięgnęły od –0,1% w Londynie do -0,7% we Frankfurcie i -0,9% w Atenach. Przed obniżką uchroniły się giełdy, które zakończyły handel wcześniej niż parkiety w Niemczech i Francji.
K.K.





























































