Adam Szejnfeld
9.07.2008.
Cezary Szymanek: Dziś w studiu Adam Szejnfeld, wiceminister gospodarki. Witam panie ministrze.
Adam Szejnfeld: Dzień dobry, witam serdecznie.
CS: Wczoraj rząd przyjął ustawę dotyczącą upadłości konsumenckiej. Od stycznia przyszłego roku każdy, kto nie z własnej winy wpadł w długi, będzie mógł ogłosić bankructwo. Myśli pan, że dużo osób skorzysta z tej możliwości?
AS: Trudno powiedzieć. Na początku pewnie niewiele. W każdym bądź razie ustawa, która powstała w pakiecie na rzecz przedsiębiorczości, opracowanym przez Ministerstwo Gospodarki, ma być ustawą, która na wzór rozwiązań obowiązujących w wielu krajach Europy, Ameryki Północnej, w wielu krajach świata ma zabezpieczać z jednej strony interes wierzycieli, którzy nie mogą rozliczyć się ze swoimi dłużnikami. Z drugiej strony, co najważniejsze, ma zabezpieczyć interes konsumentów, ludzi, którzy z różnych powodów popadli w nadmierne zadłużenie i nie mogą sobie z nim poradzić. Chodzi o to, by po pierwsze rozwiązać problemy ekonomiczne pomiędzy dłużnikiem a wierzycielem, ale z drugiej strony, aby rozwiązać problem społeczny. Aby osoba, która nie z własnej winy popadła w długi, mogła być przywrócona społeczeństwo. Mówiąc językiem bardziej zrozumiałym, żeby ona i jej rodzina mogła normalnie żyć.
CS: Myśli pan, że będzie łatwe do ustalenia stwierdzenie: „nie z własnej winy”.
AS: Myślę, że tak, bo wbrew pozorom jest to dość jasne określenie, ale by nie było z tym problemów, postanowiliśmy, że takie ustalenie będzie następować w postępowaniu sądowym, a więc przed niezależnym, niezawisłym organem. Nie przed urzędnikiem, urzędem, ale przed sądem. To sędzia po zbadaniu akt sprawy będzie decydował, czy mamy do czynienia z obiektywną sytuacją czy nie.
CS: Ta ustawa, to takie przygotowanie na być może nadchodzące ciężkie czasy? Ekonomiści nie od dziś mówią o tym, że coraz więcej osób może mieć problemy ze spłatą długu...
AS: Zawsze mówię, że reformy, zmiany powinny być podejmowane wtedy, kiedy jest dobra koniunktura, kiedy wszystkim się dobrze wiedzie a nie wtedy, kiedy jest kryzys. Wielu potrzebnych dla polskiej gospodarki, dla polskiego społeczeństwa rozwiązań nie wdrożono, póki mamy dobrą koniunkturę, staramy się nadrabiać stracony czas poprzedników.
CS: Rząd przyjął taką ustawę. Projekt podobnej ustawy złożył wczoraj w Sejmie PiS. Czytał pan ten projekt?
AS: Jeszcze nie, tylko doniesienia prasowe ukazały mi tę inicjatywę, muszę się z tym zapoznać. Gdyby...
CS: Pierwsza różnica, pan mówił o sądzie, według projektu PiS-u dłużnik, którego zarobki nie pozwalają na spłatę zadłużenia i pokrycie podstawowych kosztów jego i jego rodziny będzie mógł ogłosić upadłość...a nie, że sąd...
AS: (śmiech) Przepraszam za ten śmiech, ale... Nie, nie chciałbym komentować czegoś, czego nie znam. W każdym razie znam poprzedni projekt PiS-u przygotowany wspólnie z Samoobroną. Jestem przekonany, że gdyby był wprowadzony, w Polsce nastąpiłby chaos i masowe wyciąganie pieniędzy na swoje cele z pominięciem interesów kogokolwiek.
CS: A takie rozwiązanie jak postępowanie zapobiegające niewypłacalności, czyli coś przed ogłoszeniem owej upadłości?
AS: Tak jak powiedziałam, musiałbym przeczytać, ale trudno mi sobie wyobrazić, żeby można było w precyzyjny sposób wychwytywać u człowieka moment, w którym on nie jest jeszcze w nadmiernym zadłużeniu, ale już w takiej sytuacji, gdzie mu to grozi. I żeby wobec danej osoby można było podejmować jakieś działania. Pamiętajmy, że gdyby spojrzeć tylko na zimne liczby, to w Polsce mamy dzisiaj ok. 6,5 miliona ludzi, którzy mają zadłużenie. To nic złego, na świecie, nawet w krajach świetnie prosperujących ten odsetek jest nawet jeszcze wyższy, ale szacuje się, że już około miliona ma lekkie problemy ze spłatą. Lekkie w takim sensie, że nie mogą spłacić długu w ciągu 660 dni. Jak wysublimować np. z tego miliona tych, którym miałoby się w jakiś sposób pomagać przed sytuacją skrajnego zadłużenia? Nie wiem, musiałbym przeczytać i zapoznać się z projektem.
CS: To zmieńmy temat. Wczoraj Trybunał Konstytucyjny orzekł, że nie będzie obowiązywała już ustawa o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych. A to oznacza, że nie będzie ograniczeń w budowie dużych sklepów. Ja pamiętam - i myślę, że większość słuchaczy również pamięta - że Platforma zarówno w czasie poprzedniej kadencji, jak i w czasie kampanii Platforma mocno obiecywała, że sama zniesie tę ustawę i te ograniczenia. Po co było czekać na Trybunał Konstytucyjny?
AS: W krótkim czasie po wyborach Platforma Obywatelska złożyła wniosek legislacyjny, projekt ustawy do Sejmu uchylający w całości ustawę o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych
CS: I co? I nic, minęło siedem miesięcy i do akcji musiał wejść Trybunał....
AS: Nie, ta ustawie jest - że tak powiem - ciężko procedurowana w Sejmie.
CS: Gdzie jest opór?
AS: Ustawa jest skierowana przez marszałka Sejmu do Komisji Gospodarki. W Komisji Gospodarki nie trwają prace. Chcę powiedzieć, że Komisją Gospodarki nie kieruje Platforma Obywatelska. Być może to jest jakiś...
CS: Chce pan powiedzieć, że PiS torpeduje prace nad nową ustawą o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych?
AS: PiS jako zakładnik Samoobrony był autorem obecnie obowiązującej ustawy, którą Trybunał Konstytucyjny uznał jako niezgodną z Konstytucją, no jakiś związek pewnie tu jest.
CS: Czyli mówiąc wprost: PiS torpeduje...
AS: Najważniejsze, że Trybunał uznał niekonstytucyjność tej złej ustawy, korupcjogennej, kryminogennej, więc mam nadzieję, że teraz prace potoczą się z większą dynamiką.
CS: Kiedy mogą wejść w życie nowe przepisy?
AS: Powinny wejść w życie jesienią, bo jeśli nawet dynamika teraz byłaby większa, to za trzy tygodnie będę wakacje sejmowe, więc wydaje mi się, że uchwalenie takiej ustawy mogłoby nastąpić najwcześniej we wrześniu.
CS: A potrzebne są w ogóle jakiekolwiek ograniczenia dotyczące właśnie takich dużych obiektów handlowych?
AS: To jest dyskusja, która toczy się od kilku, nawet kilkunastu lat. Pamiętajmy, że mamy ustawę: prawo zagospodarowania przestrzennego. Powiem tak, gdyby gminy korzystając z tej ustawy realizowały swoje obowiązki i miały aktualne plany zagospodarowania przestrzennego i racjonalnie decydowały gdzie chcą a gdzie na pewno nie chcą mieć takich obiektów, to nie mielibyśmy problemów z tym, żeby zamiast gminy aż Sejm decydował o takich sprawach.
CS: To w takim razie proste pytanie: czy w ogóle jest potrzebna taka ustawa?
AS: Według mnie nie.
CS: To może wycofać ten projekt w takim razie...
AS: Ale który?
CS: Ten, który jest w Komisji Gospodarki, która podobno nie pracuje...
AS: Nie, nie, projekt jest o uchyleniu...
CS: Ale tam też były nowe rozwiązania dotyczące ograniczeń
AS: A to PiS złożył, a nie Platforma. Platforma złożyła wniosek o uchylenie obecnie obowiązującej ustawy, mówiąc, że jest niezgodna z Konstytucją. Trybunał Konstytucyjny potwierdził, że nasze stanowisko, nasze obawy były słuszne.
CS: To, jeżeli nowa propozycja dotycząca ograniczeń dla dużych obiektów handlowych trafi do Sejmu, Platforma podniesie ręce przeciw, tak?
AS: To zależy, jakie miały by być te ograniczenia. Pamiętajmy, gdy mówimy: wielkopowierzchniowe obiekty handlowe wszyscy myślą o supermarkecie, ale to są domy towarowe, stacje paliw, salony samochodowe itd. Nie można pod wspólny mianownik wkładać tego wszystkiego, bo po prostu robi się coś irracjonalnego. Natomiast trzeba zastanawiać się nad tym, by uczciwa konkurencja na polskim rynku handlu wewnętrznego odbywała się zgodnie z prawem. Od tego jest UOKiK, jeśli naruszenia prawa lub uczciwej konkurencji byłyby podnoszone, to powinny być głównie z tego Urzędu kierowane. I wtedy należałoby się zastanowić, czy potrzebne jest dodatkowe prawo.
CS: Euro poniżej 3,30. Pobita psychologiczna granica. Za każdym, kiedy pobijamy taką granicę, widzę eksporterów łapiących się za głowę. Nawet swojego czasu pisali apel do rządu i ministra gospodarki, by coś zrobił z tym strasznie umacniającym się złotym. Rząd pana zdaniem powinien coś zrobić?
AS: Mamy niebywale ciekawą sytuację, złoty wobec euro i innych walut bije co chwilę rekordy. A polski eksport, który ta sytuacja powinna ograniczać, bije rekordy rozwoju.
CS: Czyli na razie rząd będzie tylko patrzył?
AS: Na razie nie jest tak źle, aczkolwiek ta sytuacja zagraża przede wszystkim małym i średnim firmom, dlatego rząd nie jest bierny, nie tylko patrzy, ale działa.
CS: Coś zrobi?
AS: Już zrobiliśmy. W ramach pakietu na rzecz przedsiębiorczości przygotowaliśmy w Ministerstwie Gospodarki ustawę, która ma pomóc małym i średnim firmom w tym zakresie, ustawę, która da prawo - pierwszy raz w historii kilkudziesięciu lat po wojnie w Polsce - rozliczania się w dowolnej walucie, także w euro. To powinno zmniejszyć ryzyko kursowe. Ustawa jest już przyjęta przez Radę Ministrów, jest po pierwszym czytaniu w Sejmie i po Komisji. Czekamy na jej pilne uchwalenie.
CS: Może się zdarzyć, że euro będzie kosztowało 3 złote, zanim Sejm uchwali tę ustawę.
AS: Nie ma korelacji między uchwalaniem ustaw a działaniem rynku.
CS: Nie są potrzebne jeszcze inne działania?
AS: Są, głównym i moim zdaniem takim strategicznym - poza tą ustawą, o której wspomniałem - zadaniem jest dążenie do wejścia do strefy wspólnej waluty. Polska to czyni. Jednym z działań jest obniżanie deficytu budżetowego po to, żebyśmy mogli jak najszybciej wejść do strefy euro. Jesteśmy na bardzo dobrej drodze.
CS: A pana zdaniem, kiedy powinnyśmy wejść?
AS: Moje zdanie jest w tej materii jasne. Jak najszybciej, czyli tylko wtedy, kiedy spełnimy kryteria z Maastricht, a jesteśmy blisko, trochę teraz „psuje nam robotę” wzrastająca ogólnoświatowa i ogólnoeuropejska inflacja, a nie tylko w Polsce. Moim zdaniem w ciągu trzech lat, jeżeli nic nie będzie w gospodarce kryzyzsowego, nie będzie zawirowań, to moglibyśmy do strefy euro wejść.
CS: „Dziennik” dziś pisze, że nie tyko posłowie PiS, ale też posłowie Platformy dostają rano ściągawki co mają mówić o swoich konkurentach. Co pan dziś rano dostał?
AS: Nie wiem, nie czytałem
CS: A dostał pan dzisiaj jakieś instrukcje, co ma pan mówić?
AS: To nie są instrukcje, to jest duża przesada. To są informacje. Gdybym miał wymienić wszystkie gazety, które codziennie kładzie się na moim biurku, to musielibyśmy rozmawiać następne 10 minut. Nie ma czasu...
CS: Czyli w rozmowie ze mną mówi pan swoimi słowami...
AS: Absolutnie tak, zobaczymy później czy moje słowa się zgadzają z doniesieniami.
CS: Swoimi słowami mówił Adam Szejnfeld - wiceminister gospodarki. Dziękuję
AS: Dziękuję, życzę miłego dnia































































