Andrzej Rusko
13.10.2009 r.
Cezary Szymanek: Gościem radia PiN jest Andrzej Rusko - prezes Ekstraklasa S.A. Dzień dobry panie prezesie.
Andrzej Rusko: Dzień dobry państwu. Dzień dobry panu.
CS: Adam Giersz - prawdopodobnie nowym ministrem sportu. Co to dla pana oznacza? Czy przygotowania do Mistrzostw Europy w 2012 roku są nie zagrożone?
AR: Myślę, że to dobra wiadomość. Adam Giersz, to świetny fachowiec, człowiek który w tej chwili, w ministerstwie odpowiada za sprawy EURO. Także mam nadzieję, że dotychczasowa polityka pana ministra Drzewieckiego będzie kontynuowana.
CS: I o EURO 2012 nie ma się w tym momencie co bać, o przygotowania?
AR: Myślę, że nie. Jestem spokojny o to, że przygotowania do EURO będą nadal toczyć się
w dobrym kierunku.
CS: A skoro jesteśmy przy EURO 2012, to na chwilę, w kontekście eliminacji do Mistrzostw Świata w RPA - jak wrażenia po ostatnim meczu z Czechami?
AR: No na pewno smutne. Po porażkach polskich drużyn klubowych w eliminacjach do rozgrywek europejskich, właściwie żegnamy się z eliminacjami do Mistrzostw Świata, w takim bardzo kiepskim stylu. Ja liczę na to, że w środę jeszcze piłkarze może wykrzeszą z siebie ambicje i dadzą trochę radości kibicom.
CS: Myśli pan, że w środę będzie zwycięstwo ze Słowacją?
AR: Ciężko być optymistą, ale w coś trzeba wierzyć. Ja z natury myślę pozytywnie, więc staram się też patrzeć na środę pozytywnie. Zresztą wybieram się do Chorzowa. Jak bym wierzył w to czy myślał, że przegrają, nie miałbym po co jechać.
CS: Mariusz Lewandowski stwierdził : „Czekamy na motywacje ze strony Słoweńców. Jeśli chcą żebyśmy zagrali z jeszcze większym charakterem niż zamierzamy, niech dzwonią do naszej federacji i złożą jakąś ofertę. Może to będzie dodatkowy bodziec dla młodych piłkarzy”. Czy tak powinien mówić kapitan polskiej drużyny?
AR: Ja myślę, że to jest wypowiedź bardzo nieszczęśliwa. Chyba jeszcze tak naprawdę sprzed 2005 roku wtedy, kiedy Lewandowski grał w Polsce. Odszedł z kraju z jakimś takim nastawieniem i nie zauważył zmian, które w Polsce zaszły, nie zauważył pracy prokuratury wrocławskiej i tego wszystkiego co się w naszej ligowej piłce zmieniło.
CS: Myśli pan, że środę powinien również nosić opaskę kapitana?
AR: No to już nie jest moja decyzja, także trudno mi na ten temat zabierać głos.
CS: A jak pan ocenia ten pierwszy mecz trenera Majewskiego? Bo Andrzej Piechniczek na przykład mówi, że wreszcie jest to normalna polska reprezentacja, a nie zagraniczna.
AR: Myślę, że trener Piechniczek cóż, oczekiwał pewnych zmian w reprezentacji. Zresztą trudno się dziwić dlatego, że kiedy czytamy o wyczynach grupy bankietowej z reprezentacji Leo Beenhakkera i kiedy przypominamy sobie mecz ze Słowenią, no to ciężko naprawdę dziwić się, że musiały nastąpić zmiany. Ale z drugiej strony też nie łudźmy się, piłkarze, którzy w tej chwili grają w reprezentacji, których powołał trener Majewski na pewno nie są lepsi od tych, których mieli zastąpić, z pustego i Salomon nie naleje.
CS: No właśnie z pustego i Salomon nie naleje. Co zrobić byśmy nie mieli owego pustego, takim razie ? Bo musimy wybiec w przyszłość, czyli do EURO 2012.
AR: Ja myślę, że potrzeba pewnych i to głębokich zmian. Musimy jednak zdecydować się na zmianę modelu szkolenia w Polskim Związku Piłki Nożnej obowiązujących.
CS: Czy to z tymi ludźmi obecnymi w Polskim Związku Piłki Nożnej jest możliwe?
AR: Co i ludzie decydują, są wybrani w demokratycznych wyborach i myślę, że i prezes Lato
i wiceprezesi są ludźmi, którzy są otwarci na słuchanie. Trzeba ich tylko przekonać.
CS: Czyli zmiana sposobu szkolenia, co jeszcze w takim razie należałoby pana zdaniem zrobić byśmy nie musieli właśnie z owego pustego nalewać, z czym nawet Salomon sobie nie radzi?
AR: Moim zdaniem jednak musimy dopuszczać więcej zawodników krajowych na boiska. Musimy coś zrobić, żeby jednak ta przeciętność zagraniczna, europejska nie zabijała naszej ligi. Zbyt dużo zawodników zagranicznych, ale jest to na pewno kwestia ekonomiczna i tutaj rozumiem prezesów klubów piłkarskich, którzy podejmują takie decyzje, ale z drugiej strony interes reprezentacji i długofalowa polityka, jeżeli chodzi po naszą piłkę, wymaga tego, żeby młodzi zawodnicy jednak przebijali się do podstawowych jednostek i grali a nie grzali ławę.
CS: Czyli co, polska liga tylko dla Polaków?
AR: Nie, też tak nie. Uważam, że nie można się zamykać, ale stworzenia jakiś rozsądnych relacji, pięciu, sześciu zawodników krajowych, którzy powinni występować na boisku. Wiem, że za to natychmiast paru prezesów klubów będzie mnie chciało zabić za takie mówienie, dlatego, że udowodnią mi z kartką papieru ile w tym momencie muszą dopłacić do prowadzenia drużyny, ale ja patrzę na piłkę bardzo długofalowo i zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli nie będziemy mocniej stawiać na polskich młodych piłkarzy, to nie będzie sukcesów w reprezentacji, no i tym samym pogoda dla piłki, która dzięki między innymi i EURO, tak w ostatnich latach się poprawiła, się zepsuje.
CS: Idąc dalej tym tropem czy w takim razie nie powinniśmy być już, jak to już wcześniej bywało i mamy tego namacalne przykłady w postaci Rogera Guerreiro i Ludovica Obraniaka, nie powinniśmy już być takimi fanami naturalizacji polskich piłkarzy z zagranicy?
AR: Tak robi wiele reprezentacji narodowych, ale to musi być ta wisienka na torcie. Zawodnik, którego ściągamy to ma służyć do tego, żeby w którymś momencie natknąć całą jedenastkę do walki, albo po to żebyśmy zdobywali tytuł mistrza Europy. Natomiast to na pewno nie jest recepta na sukces, tylko taka praca od podstaw, przemyślana, spokojna, długofalowa.
CS: A trenerem powinien być Polak czy może obcokrajowiec?
AR: Ja tutaj nie jestem autorytetem w tych sprawach więc nie chcę się wypowiadać.
CS: Ale pytam o zdanie.
AR: Naprawdę nie chcę się wypowiadać dlatego, że kiedyś byłem wielkim zwolennikiem Beenhakkera i powoływałem się na przykłady w innych ligach czy w innych dyscyplinach w polskiej lidze, a okazuje się, że nie wszystko złoto co się świeci. Co też nie znaczy, że powinniśmy od razu powiedzieć, że ten pomysł był zły i spalony.
CS: A pan teraz jakiegoś swojego faworyta, nie wiem: Stefan Majewski, Franciszek Smuda, Henryk Kasperczak?
AR: Jeżeli pozwoli pan nie będę się wypowiadał. To jest decyzja pana prezesa Laty i zostawiam jemu te decyzję.
CS: To w takim razie porozmawiajmy i pieniądzach - spodziewać się nowego sponsora tytularnego Ekstraklasy?
AR: Tak, myślę, że tak. W tej chwili prowadzimy dość zaawansowane rozmowy…
CS: Z kim?
AR: Jeżeli pozwoli pan pominę to pytanie milczeniem.
CS: A czy to jest ten sam rynek co poprzedni sponsor, telekomunikacyjny?
AR: To jest bardzo zawężone pytanie. Jest pan bardzo dociekliwy. Ja z uwagi na rozmowy biznesowe, przepraszam bardzo tutaj wszystkich państwa, ale nie mogę uchylić rąbka tajemnicy.
CS: Ale do tych rozmów jest bliżej końca, czy dalej?
AR: Ja myślę, że jest bardzo blisko. Mino tego kryzysu, który troszeczkę nas zaskoczył i który utrudnił i spowodował, że cały rok i teraz część kolejnego jesteśmy bez sponsora tytularnego. Ale ja osobiście i tak jak rozmawiamy z klubami nie rozpaczamy z tego powodu. Dzięki bardzo dobrym kontraktom medialnym, które zawarliśmy udało nam się zasypać dziurę, która powstała, w związku z brakiem sponsora tytularnego i w tej chwili spokojnie możemy się przygotować, możemy lepiej ułożyć ten przetarg, inaczej rozłożyć trochę te akcenty jeżeli chodzi o prawa, które przyznajemy i myślę, że to długofalowo na pewno się opłaci.
CS: A ten nowy sponsor, w takim razie tytularny może się pojawić od kiedy, od nowego roku, czy na przykład od rundy wiosennej ?
AR: Od rundy wiosennej.
CS: I wtedy kontrakt na ile, też na trzy lata, jak to było w przypadku wcześniejszego?
AR: Nie wiem może na 3,5 a może tylko na 2,5 roku. Tutaj decyzje jeszcze nie zapadły.
CS: A jakie kwoty wchodzą w grę, czy tutaj też nie możemy powiedzieć?
AR: Ja myślę, że kwoty może nie do końca zgodne z naszymi oczekiwaniami, które mieliśmy przy dyskusji na ostatnim przetargu, ale znacznie większe niż dostawaliśmy poprzednio.
CS: Ja pamiętam w lecie ubiegłego roku - Orange proponował około czterdziestu - czterdziestu pięciu milionów złotych za trzyletni kontrakt, prawda?
AR: Nie było takiej propozycji, to było trzydzieści siedem milionów plus bonusy. Bonusy, których tak naprawdę nigdy nie mogliśmy dostać dlatego, że trudno oczekiwać, że zwiększy się widownia o jakiś tam procent jeżeli stadiony są remontowane i budowane, prawda?
CS: A czy teraz w takim razie spodziewać się podobnej kwoty, czy ta kwota może być mniejsza? Bo tam mówiło się o kwocie połowę mniejszej.
AR: Nie, nie ma takich zagrożeń, żeby to była kwota o połowę mniejsza.
CS: Czyli rozumiem, że mówimy o kontrakcie w okolicach około trzydziestu - czterdziestu milionów złotych?
AR: Tak, tak spokojnie.
CS: Na 3 - 3,5 roku?
AR: To zależy na jaki okres, bo tutaj to się będzie rozkładać, ale powiedzmy, że na pewno będzie to kwota wyższa niż mieliśmy w poprzednim przetargu.
CS: Sprawa bukmacherów - wszyscy dookoła, szczególnie politycy drążą aferę hazardową, państwo z kolei na tapecie porozumienia z bukmacherami. W pięciu największych firmach nie można obstawiać wyników meczów, bo właśnie, Ekstraklasa chce więcej pieniędzy, których z kolei te firmy nie mają zamiaru, a przynajmniej na chwilę obecną płacić. Czy tutaj te rozmowy też posunęły się gdzieś dalej?
AR: Musimy wyjaśnić tutaj słuchaczom od początku - myśmy w maju zwrócili się z prośbą do bukmacherów, żebyśmy usiedli do stołu, żebyśmy podzielili się wiedzą i ustalili nowe warunki finansowe, jeżeli chodzi o naszą współpracę. Większość z bukmacherów powiedziała, że właściwie ten biznes nie przynosi im żadnych dochodów albo generują straty i nie chciała podzielić się informacją. W związku z powyższym kierując się wiedzą która posiadaliśmy, a także chcąc zmusić partnera, jakim są bukmacherzy do rozmowy zaproponowaliśmy może stawki troszkę zaporowe.
CS: To z kolei ja teraz przypomnę - te stawki na początku były pięćset złotych za jeden punkt bukmacherski….
AR: Mówimy o poprzednich sezonach.
CS:…Państwo zaproponowali cztery tysiące. Tak?
AR: Tak, ale w negocjować z tymi, z którymi zaczęliśmy negocjować osiągnęliśmy jakieś porozumienia. Jeżeli okazuje się, że niektóre firmy mogą płacić po trzy tysiące złotych za punkt, to jest najlepszy dowód na to, że kwoty pięćset złotych miały się nijak do rzeczywistości. Tym bardziej, że wiemy jakie kwoty otrzymują inne ligi zawodowe, w innych krajach. Nie chcę się tu porównywać do Anglii na przykład, czy do Włoch, czy do któregokolwiek z tych najbogatszych, ale uważam też, że kwoty muszą być w miarę przyzwoite.
CS: Czyli co, te trzy tysiące złotych, o których pan wspomniał, to jest taki wyznacznik tego ile powinna wynosić opłata za jeden punkt bukmacherski?
AR: Ja nie chcę się tutaj upierać i wskazywać i dyskutować na antenie czy to ma być trzy czy to ma być dwa i pół tysiąca. Na pewno kwota, która jest zbliżona do tej, niż ta która była kiedyś, czyli pięćset złotych.
CS: To ilu firm jeszcze brakuje do układanki, żebyście się dogadali? Mówił pan, że z częścią żeście już dogadali.
AR: Z częścią żeśmy się już ułożyli, z niektórymi rozmawiamy. Pamiętajmy o tym, że to nie jest duży rynek, jeżeli chodzi o firmy z którymi rozmawiamy. Nam zależy na tym, żeby dogadać się ze wszystkimi. To jest około tysiąca sześciuset punktów. Myślę, że nawet jeżeli byśmy się umówili na kwotę dwa i pół, czy dwa tysiące, to jest trzy - cztery miliony, które dostaniemy, zamiast miliona, które otrzymywaliśmy poprzednio.
CS: Panie prezesie, to na koniec jeszcze, to obstawmy wynik na środę. Ile będzie?
AR: Ja jestem optymistą, więc liczę na jakiś wynik, który da jakąś nadzieję kibicom, bo myślę, że to jest najważniejsze. Musimy pamiętać o tym, że kibice dość długo już otrzymują lekcję pokory i dobrze było, żeby wlać w ich serca szczyptę optymizmu.
CS: Andrzej Rusko - prezes Ekstraklasa S.A. Dziękuję bardzo.
AR: Dziękuję.





























































