Analitycy przewidywali, że w styczniu zwiększy się liczba bezrobotnych. Podobna sytuacja miała miejsce rok temu, kiedy to stopa bezrobocia wyniosła 13,1% - wówczas wzrosła o 0,7 pp. Jednak MPiPS podkreśla, że po określeniu przez GUS liczby pracujących w końcu stycznia 2012 roku, ostateczny poziom wskaźnika bezrobocia może być niższy niż wstępnie określony na podstawie liczby pracujących z końca grudnia 2011 roku. Warto przy tym dodać, że na koniec III kwartału 2011 roku w Polsce mieliśmy rekordową liczbę zatrudnionych – 16,284 mln ludzi miało pracę.
Obecnie w Polsce mamy 2121,4 tys. zarejestrowanych bezrobotnych. Oznacza to, że od w ciągu jednego miesiąca liczba ta zwiększyła się 138 tysięcy osób. Niestety jest to ponad dwukrotny wzrost w stosunku do grudnia, kiedy to liczba zarejestrowanych bezrobotnych zwiększyła się o 68 tys. ludzi. Najwięcej osób straciło pracę w województwie śląskim – aż 15 tysięcy. Z kolei najwyższy procentowy wzrost bezrobocia odnotowano w woj. lubuskim, gdzie zwiększyło się ono o 9,4% - co przekłada się na ok. 5,5 tys. osób. Bezrobocie w tym regionie przekroczyło 15%. Wówczas eksperci MPiPS podawali, że bezrobocie wzrosło m.in. z powodu zakończenia subsydiowania miejsc pracy w ramach aktywnej walki z bezrobociem finansowanej z budżetu państwa. Do tego należy dodać zgłaszane wcześniej przez pracodawców zwolnienia grupowe, a także to, że grudzień to tradycyjnie miesiąc, kiedy wygasa wiele umów okresowych. Duże znaczenie miało też zakończenie prac sezonowych w ogrodnictwie i leśnictwie.
Winne są wahania sezonowe
Uzasadnienie wzrostu bezrobocia w styczniu jest podobne do tego z grudnia. Winne są wahania sezonowe. Do tego należy doliczyć osoby, których umowy na czas określony wygasły w grudniu 2011 roku, a co za tym idzie, w styczniu powróciły do ewidencji bezrobotnych.
Obecnie bezrobocie w Polsce jest stosunkowo wysokie. Statystyka jest o wiele gorsza w przypadku osób młodych – aż 30% absolwentów szkół wyższych ma problem ze znalezieniem pracy. Niestety wydłuża się średni okres poszukiwania pracy, który obecnie w Polsce wynosi 10 miesięcy i 21 dni. Analitycy wskazują, że winne są przede wszystkim duże koszty pracy i skomplikowany system podatkowy.
Dodają do tego niedostateczne przygotowanie zawodowe osób poszukujących pracy. O tym wszystkim mówi się już wiele lat, jednak na razie rząd nie ma pomysłu na to, aby temu zaradzić inaczej niż podnosząc podatki, np. od lutego wzrosła składka rentowa o 2pp. Duża część pracodawców składki płacone do ZUS uznaje za podatek od zatrudnienia, tylko omyłkowo nazywany składkami. Zdaniem większości ekonomistów nie pomoże to w załataniu dziury w ZUS, a jedynie może się przyczynić do dalszego wzrostu bezrobocia.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl





























































