2009-09-22 05:56 Źródło: Gazeta Ubezpieczeniowa
Ubezpieczenia (psów i kotów) odporne na kryzys
Przypatrując się sytuacji panującej w sektorze ubezpieczeniowym, trudno jest sobie wyobrazić w obecnych warunkach produkt uodporniony na negatywny wpływ recesji. Można dywagować na temat spadków cen, metod marketingowych mających przyciągać klienta lub pozwolić go zatrzymać na dłużej czy też o problemach, z jakimi borykają się fundusze emerytalne. Rzadko kiedy jednak przychodzi nam pomyśleć o rozwiązaniu, któremu nie grozi spadek zainteresowania, co więcej, zainteresowanie to co roku wzrasta.
Mowa tutaj o ubezpieczeniu psów i kotów. I nawet pomimo tego, iż temat może wzbudzać uśmiech na niejednej twarzy, to wyniki finansowe osiągane przez tę kategorię produktów szybko usuwają wątpliwości co do powagi sprawy.
Ubezpieczenia czworonogów są w Wielkiej Brytanii jednym z popularniejszych produktów ubezpieczeniowych. Pomimo tego, że nie są obecnie obowiązkowe, to konsumenci bardzo chętnie decydują się na wykup polisy, która obejmie ich ulubieńców. A tutaj istnieje pełna gama i cały wachlarz usług. Umowy ubezpieczeniowe gwarantują zależnie od opcji bardzo szeroką ochronę – począwszy od ochrony z tytułu odpowiedzialności cywilnej właściciela, ubezpieczenia psa czy kota na życie, a skończywszy na opiece weterynaryjnej domowej maskotki. Wszyscy znamy zasadę, że nie oszczędzamy na tym, co kochamy. Regułą jest więc to, że zdecydowana większość posiadaczy czworonogów decyduje się na najszerszą polisę, obejmującą jak najwięcej opcji. Jak tłumaczy Ewan McNeil, przewodniczący Society of Practicing Veterinary Surgeons (związek weterynarzy): – Ludzie często cenią zdrowie czworonogów bardziej niż swoje własne.
Rozwój tego sektora składa się z kilku spójnych etapów. Początkową przyczyną zainteresowania było ryzyko związane z posiadaniem psów z tzw. ras niebezpiecznych i ewentualną koniecznością wypłaty odszkodowań z tytułu pogryzienia lub innych szkód wyrządzonych przez zwierzę. A były to sumy nawet jak na brytyjskie warunki astronomiczne.
Kolejnym bodźcem była ilość zwierząt, które albo uciekały albo ulegały śmiertelnym wypadkom. Konsumenci uważali, że należy koniecznie wprowadzić ubezpieczenie z tytułu utraty „jednego z członków rodziny”. Ale decydującą rolę należy przypisać ostatnim podwyżkom usług w branży weterynaryjnej, które to osiągając zaporowy przedział cen, skutecznie zmotywowały rynek.
Takim sposobem branża, praktycznie nieistniejąca, przerodziła się w strefę o olbrzymim potencjale zysku. Ze śladowej ilości umów zawieranych jeszcze na początku 2001 roku, została przekształcona do tego stopnia, że obecnie co czwarty (26%) posiadacz czworonoga w Wielkiej Brytanii jest szczęśliwym kontrahentem polisy ubezpieczeniowej. Świadczą o tym liczby i procent udziału w kontekście ogólnoświatowym. Rynek brytyjski jest jednym z największych potentatów w tym sektorze. Na drugim miejscu uplasowała się Szwecja. Prognozy rozwojowe są także wysoce optymistyczne. Rynek stale się powiększa. W 2006 roku jego wielkość wynosiła aż 380 milionów funtów, natomiast prognozy na 2011 rok wskazują, że osiągnie on poziom 600 milionów funtów.
To bardzo duże liczby, zważywszy na koszt nabycia każdej polisy, który oscyluje z reguły na poziomie kilku funtów na miesiąc. Tak niskie koszty, a tak wysokie zyski uzyskiwane są z niskiego stopnia ryzyka oraz szczególnej dbałości o ubezpieczony podmiot. Konsumenci zdecydowanie większą troską obdarzają swoje żywe maskotki aniżeli samochody lub inne dobra ruchome. Nie ma także możliwości do dokonywania oszustw ubezpieczeniowych, które to same w sobie rodzą patologie ubezpieczeniowe.
Według badań prowadzonych przez Datamonitor, rynek ten nie jest do końca wypełniony i można się spodziewać coraz to nowszych ofert ze strony ubezpieczycieli. Muszą oni przecież odrabiać straty ponoszone chociażby na ubezpieczeniach pojazdów i wysokich kosztach obsługi klienta, marketingu i badaniach rynkowych. Z racji tego, że ubezpieczenia dla czworonogów w 98% są zawierane poprzez kanał dystrybucji direct, a przeciętna suma gwarancyjna polisy nie przekracza trzech tysięcy funtów, jest to jeden z produktów obarczonych najmniejszym kosztem i ryzykiem ubezpieczeniowym.
Na ofensywę w branży ruszyło wielu ubezpieczycieli. Lider na rynku – Tesco Pet Insurance – rozpoczął właśnie ofensywę rabatową w celu skuszenia jeszcze większej ilości konsumentów, a także wyrównania wiosennych strat. Konkurencja jest bowiem coraz większa i nie zamierza ustępować w walce o zyski. Do stawki dołączył się nawet Virgin. W 2006 roku 76% rynku należało do trzech głównych ubezpieczycieli. Obecnie jest to niewiele ponad 54% (Datamonitor Pet Metrics: UK Pet Insurance 2008).
Grzegorz Grzeszczyk
Mowa tutaj o ubezpieczeniu psów i kotów. I nawet pomimo tego, iż temat może wzbudzać uśmiech na niejednej twarzy, to wyniki finansowe osiągane przez tę kategorię produktów szybko usuwają wątpliwości co do powagi sprawy.
Ubezpieczenia czworonogów są w Wielkiej Brytanii jednym z popularniejszych produktów ubezpieczeniowych. Pomimo tego, że nie są obecnie obowiązkowe, to konsumenci bardzo chętnie decydują się na wykup polisy, która obejmie ich ulubieńców. A tutaj istnieje pełna gama i cały wachlarz usług. Umowy ubezpieczeniowe gwarantują zależnie od opcji bardzo szeroką ochronę – począwszy od ochrony z tytułu odpowiedzialności cywilnej właściciela, ubezpieczenia psa czy kota na życie, a skończywszy na opiece weterynaryjnej domowej maskotki. Wszyscy znamy zasadę, że nie oszczędzamy na tym, co kochamy. Regułą jest więc to, że zdecydowana większość posiadaczy czworonogów decyduje się na najszerszą polisę, obejmującą jak najwięcej opcji. Jak tłumaczy Ewan McNeil, przewodniczący Society of Practicing Veterinary Surgeons (związek weterynarzy): – Ludzie często cenią zdrowie czworonogów bardziej niż swoje własne.
Rozwój tego sektora składa się z kilku spójnych etapów. Początkową przyczyną zainteresowania było ryzyko związane z posiadaniem psów z tzw. ras niebezpiecznych i ewentualną koniecznością wypłaty odszkodowań z tytułu pogryzienia lub innych szkód wyrządzonych przez zwierzę. A były to sumy nawet jak na brytyjskie warunki astronomiczne.
Kolejnym bodźcem była ilość zwierząt, które albo uciekały albo ulegały śmiertelnym wypadkom. Konsumenci uważali, że należy koniecznie wprowadzić ubezpieczenie z tytułu utraty „jednego z członków rodziny”. Ale decydującą rolę należy przypisać ostatnim podwyżkom usług w branży weterynaryjnej, które to osiągając zaporowy przedział cen, skutecznie zmotywowały rynek.
Takim sposobem branża, praktycznie nieistniejąca, przerodziła się w strefę o olbrzymim potencjale zysku. Ze śladowej ilości umów zawieranych jeszcze na początku 2001 roku, została przekształcona do tego stopnia, że obecnie co czwarty (26%) posiadacz czworonoga w Wielkiej Brytanii jest szczęśliwym kontrahentem polisy ubezpieczeniowej. Świadczą o tym liczby i procent udziału w kontekście ogólnoświatowym. Rynek brytyjski jest jednym z największych potentatów w tym sektorze. Na drugim miejscu uplasowała się Szwecja. Prognozy rozwojowe są także wysoce optymistyczne. Rynek stale się powiększa. W 2006 roku jego wielkość wynosiła aż 380 milionów funtów, natomiast prognozy na 2011 rok wskazują, że osiągnie on poziom 600 milionów funtów.
To bardzo duże liczby, zważywszy na koszt nabycia każdej polisy, który oscyluje z reguły na poziomie kilku funtów na miesiąc. Tak niskie koszty, a tak wysokie zyski uzyskiwane są z niskiego stopnia ryzyka oraz szczególnej dbałości o ubezpieczony podmiot. Konsumenci zdecydowanie większą troską obdarzają swoje żywe maskotki aniżeli samochody lub inne dobra ruchome. Nie ma także możliwości do dokonywania oszustw ubezpieczeniowych, które to same w sobie rodzą patologie ubezpieczeniowe.
Według badań prowadzonych przez Datamonitor, rynek ten nie jest do końca wypełniony i można się spodziewać coraz to nowszych ofert ze strony ubezpieczycieli. Muszą oni przecież odrabiać straty ponoszone chociażby na ubezpieczeniach pojazdów i wysokich kosztach obsługi klienta, marketingu i badaniach rynkowych. Z racji tego, że ubezpieczenia dla czworonogów w 98% są zawierane poprzez kanał dystrybucji direct, a przeciętna suma gwarancyjna polisy nie przekracza trzech tysięcy funtów, jest to jeden z produktów obarczonych najmniejszym kosztem i ryzykiem ubezpieczeniowym.
Na ofensywę w branży ruszyło wielu ubezpieczycieli. Lider na rynku – Tesco Pet Insurance – rozpoczął właśnie ofensywę rabatową w celu skuszenia jeszcze większej ilości konsumentów, a także wyrównania wiosennych strat. Konkurencja jest bowiem coraz większa i nie zamierza ustępować w walce o zyski. Do stawki dołączył się nawet Virgin. W 2006 roku 76% rynku należało do trzech głównych ubezpieczycieli. Obecnie jest to niewiele ponad 54% (Datamonitor Pet Metrics: UK Pet Insurance 2008).
Grzegorz Grzeszczyk
| ||||||||||||||||||||||||||
Gorące tematy
Centrum Finansowe
Zamów online produkty finansowe:
Narzędzia powiązane
Najnowsze
- 2012-05-30
-
- 02:08
- Analitycy DM BZ WBK rekomendują "trzymaj" dla akcji TPSA [Rekomendacje analityków]
- 2012-05-29
-
- 22:07
- Inwestorzy odcinają się od problemów Hiszpanii [Depesza Bankier.pl: Rynki finansowe]
- 19:54
- Dworak widzi perspektywy dla mediów publicznych [IAR]
- 19:45
- Milicja przyznaje, że kibice bywają rasistami [IAR]
- 19:40
- Sonel wypłaci 0,4 zł dywidendy na akcję z zysku za 2011 rok [PAP]


Dodaj komentarz