2007-03-14 07:07 Źródło: Informacyjna Agencja Radiowa
"Trybuna": Lustracja - sposób na czystki w szkołach
"Trybuna" pisze, że lustracja w wykonaniu rządzących to sposób na czystki w szkołach.
"Wmawiali nam, że w lustracji chodzi o 'oczyszczenie', 'poprawę atmosfery', 'sprawiedliwość dziejową'. Nic z tego. Chodzi o wojnę, czystki, zdobycie kolejnych tysięcy stanowisk dla swoich" - czytamy w gazecie. Dziennik wyjaśnia, że potwierdził to wczoraj wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski (LPR). Zapowiedział, że MEN będzie wyrzucać dyrektorów szkół - nie tylko tych, którzy odmówią złożenia oświadczeń lustracyjnych, ale także tych, którzy przyznają się do jakiejkolwiek współpracy ze służbami specjalnymi Polski Ludowej.
"Trybuna" dodaje, że katalog służb specjalnych PRL, do kontaktów z którymi trzeba się przyznać, jest bardzo szeroki - to nie tylko Służba Bezpieczeństwa, ale też np. Urząd ds. Wyznań, albo nawet cenzura. Przede wszystkim jednak MEN nie ma prawa karać nikogo za to, że zgodnie z ustawą przyznał się do współpracy - podkreśla dziennik.
Zgodnie z nowymi przepisami, oświadczenia lustracyjne muszą składać dyrektorzy wszystkich publicznych i niepublicznych placówek edukacyjnych. Czyli, bagatela, prawie 40 tysięcy osób. Orzechowski przekonywał wczoraj, że ’to nie będzie skomplikowana procedura". Mechanizm ma być prosty: kto nie złoży na czas oświadczenia, żegna się ze stanowiskiem. Kiedy próbował to uściślić, wymknęło mu się: "Kto nie złoży oświadczenia o niewspółpracowaniu, będzie musiał odejść".
Dopytywany, co będzie z tymi, którzy w swoich oświadczeniach przyznają się do współpracy ze służbami specjalnymi PRL, wypalił: "W szkole nie ma miejsca dla dyrektorów, którzy współpracowali z organami represji komunistycznego państwa" - relacjonuje "Trybuna". Dziennik dodaje, że to nowość, bo "lustracyjni maniacy z prawicy do tej pory przekonywali nas, że chodzi im tylko o to, żebyśmy mogli wszyscy się dowiedzieć, co kto robił w Polsce Ludowej". Ustawa nie przewiduje możliwości zwalniania ludzi, którzy w swoich oświadczeniach przyznaliby się do jakiejś współpracy - podkreśla dziennik.
Trybuna/jędras
"Wmawiali nam, że w lustracji chodzi o 'oczyszczenie', 'poprawę atmosfery', 'sprawiedliwość dziejową'. Nic z tego. Chodzi o wojnę, czystki, zdobycie kolejnych tysięcy stanowisk dla swoich" - czytamy w gazecie. Dziennik wyjaśnia, że potwierdził to wczoraj wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski (LPR). Zapowiedział, że MEN będzie wyrzucać dyrektorów szkół - nie tylko tych, którzy odmówią złożenia oświadczeń lustracyjnych, ale także tych, którzy przyznają się do jakiejkolwiek współpracy ze służbami specjalnymi Polski Ludowej.
"Trybuna" dodaje, że katalog służb specjalnych PRL, do kontaktów z którymi trzeba się przyznać, jest bardzo szeroki - to nie tylko Służba Bezpieczeństwa, ale też np. Urząd ds. Wyznań, albo nawet cenzura. Przede wszystkim jednak MEN nie ma prawa karać nikogo za to, że zgodnie z ustawą przyznał się do współpracy - podkreśla dziennik.
Zgodnie z nowymi przepisami, oświadczenia lustracyjne muszą składać dyrektorzy wszystkich publicznych i niepublicznych placówek edukacyjnych. Czyli, bagatela, prawie 40 tysięcy osób. Orzechowski przekonywał wczoraj, że ’to nie będzie skomplikowana procedura". Mechanizm ma być prosty: kto nie złoży na czas oświadczenia, żegna się ze stanowiskiem. Kiedy próbował to uściślić, wymknęło mu się: "Kto nie złoży oświadczenia o niewspółpracowaniu, będzie musiał odejść".
Dopytywany, co będzie z tymi, którzy w swoich oświadczeniach przyznają się do współpracy ze służbami specjalnymi PRL, wypalił: "W szkole nie ma miejsca dla dyrektorów, którzy współpracowali z organami represji komunistycznego państwa" - relacjonuje "Trybuna". Dziennik dodaje, że to nowość, bo "lustracyjni maniacy z prawicy do tej pory przekonywali nas, że chodzi im tylko o to, żebyśmy mogli wszyscy się dowiedzieć, co kto robił w Polsce Ludowej". Ustawa nie przewiduje możliwości zwalniania ludzi, którzy w swoich oświadczeniach przyznaliby się do jakiejś współpracy - podkreśla dziennik.
Trybuna/jędras









Dodaj komentarz