REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

To, co zrobił premier w Brukseli, jest bez sensu

2009-03-10 14:00
publikacja
2009-03-10 14:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Spotkanie szefów rządów w Brukseli zostało przyjęte przez media w Polsce z dużym entuzjazmem. Jednak zanim jeszcze Polacy przeczytali optymistyczne komentarze i artykuły z pierwszych stron gazet, zachowania i oceny giełdowe pokazały odmienną ocenę tego wydarzenia. Te różnice w ocenie szczytu europejskiego są niepokojące, bowiem w Polsce ciągle dominuje przeświadczenie, że błędnie zalicza się nas wraz z innymi krajami regionu do państw zagrożonych kryzysem.

Trudno mieć prawidłową receptę, jeśli się nie zdiagnozuje rodzaju choroby, a choroba ma łagodniejszy przebieg, jeśli jest wcześniej leczona. W Polsce mamy wyjątkowo duże trudności z diagnozą problemów, jak i z zastosowaniem ekonomicznych i finansowych lekarstw. Charakterystycznym tego przykładem jest reakcja na niedzielny szczyt szefów państw i rządów Unii w Brukseli.

Pełen optymizm

Spotkanie zostało przyjęte przez media w Polsce z dużym entuzjazmem. I tak w najbardziej opiniotwórczych dziennikach przeczytaliśmy, np. w „Gazecie Wyborczej”, że kryzys nie podzielił Unii, cytowano również bardzo zadowolonego premiera Donalda Tuska, który uznał, że zadania zostały wykonane w 100 proc. i komentowano, że szczyt był dobry dla Unii i dobry dla Polski.

Również „Dziennik” entuzjastycznie przedstawia wynik niedzielnego szczytu i wytłuszcza, że „Bogata Europa ustępuje Tuskowi”. Patrząc na te optymistyczne komentarze, ci którzy śledzili w nocy z niedzieli na poniedziałek zachowanie giełd dalekowschodnich, musieli z przykrością stwierdzić, że w Polsce mamy duży chaos poznawczy, bowiem sposób w jaki świat finansów, w tym giełda, odebrały ten szczyt, musiał budzić niepokój.

Niepokojące dane

Zanim jeszcze Polacy przeczytali entuzjastyczne komentarze i artykuły z pierwszych stron gazet, zachowania i oceny giełdowe pokazały odmienną ocenę tego wydarzenia. Obok przygnębiających informacji o zapaści gospodarki japońskiej, spowodowanej spadkiem eksportu w tym kraju w styczniu o 45,7 proc. r./r., w tym do USA o 52,9 proc., a do Chin o 45,1 proc., dominującą informacją był spadek euro do najgorszego w ciągu ostatniego tygodnia poziomu. Spadek powiązano z faktem, że Unia Europejska nie pomogła wystarczająco krajom Europy Wschodniej, potęgując obawy, że kryzys finansowy pogłębi recesję w tym regionie. I właśnie w związku z tym wartość dolara w tzw. dolarowym indeksie wzrosła do najwyższego poziomu od kwietnia 2006 r.

Świat się rozczarował

Tsotumo Soma z Okasan Securities Co. z Tokio w cytowanej w Bloombergu wypowiedzi wyjaśniał: „Panuje rozczarowanie, że nic naprawdę konkretnego z tego UE weekendowego spotkania nie wynikło i fiaskiem zakończyła się próba rozwiązania wschodnioeuropejskich problemów”. Według niego to powoduje tendencję do dalszej wyprzedaży euro. Również profesor Harvardu Niall Ferguson, w ostatnim swoim wywiadzie z końca lutego zatytułowanym „Tam poleje się krew”, mówi, co może wielu zdziwić, że USA wyjdzie z kryzysu obronną ręką, a ofiarami będą te państwa, które najbardziej otworzyły się na procesy globalizacji.

Cytowany w „Financial Timesie” Ivan Krastev popiera w znacznym stopniu tę opinię, twierdząc z rozgoryczeniem: „Postępowaliśmy zgodnie z najlepszymi praktykami, a obecnie mówi się nam, że były one najgorsze. I nie ma innych dostępnych modeli. Może to oznaczać utratę wiary w Zachód…”

Korea i Polska zagrożone

Profesor Ferguson jest najbardziej zaniepokojony sytuacją krajów, które były terenem konfliktów w XX w. Według niego oprócz Półwyspu Koreańskiego, to właśnie kraje Centralnej i Wschodniej Europy poniosą największe koszty kryzysu i to właśnie tam sytuacja jest najbardziej nieprzewidywalna. Takie podejście może nas dziwić, dlaczego razem z krajami Europy wymienia się Półwysep Koreański? Z analiz Banku HSBC wynika, że wśród 17 dużych krajów należących do rynków wschodzących, to właśnie Korea ex equo z Polską jest jednym z czterech dużych najbardziej zagrożonych kryzysem krajów.

Indeks ten uwzględnia z jednej strony przewidywania 8-procentowego deficytu bilansu płatniczego w Polsce w 2009 r., a więc na poziomie deficytu w Tajlandii przed kryzysem w 1997 r., z drugiej uwzględnia też wielkość krótkoterminowego długu w relacji do przewidywanego poziomu rezerw dewizowych oraz relację poziomu pożyczek do depozytów. Podczas gdy w Polsce ciągle dominuje przeświadczenie, że błędnie zalicza się nas wraz z innymi krajami regionu do państw zagrożonych kryzysem.

Nic nie rozumiemy?

Jonathan Anderson, ekonomista UBS z biura w Hong Kongu skalkulował syntetyczny wskaźnik, który pokazuje zagrożenie kryzysem wśród 45 badanych państw. W celu skalkulowania obiektywnego ryzyka kryzysu zsumował on deficyt bilansu płatniczego i krótkoterminowe zadłużenie, by oszacować zagraniczne potrzeby państw w ciągu najbliższych 12 miesięcy w porównaniu z poziomem rezerw dewizowych. Na 45 analizowanych krajów w 16 poziom rezerw nie pokrywa rocznego zapotrzebowania kredytowego.

Przy czym wśród tych 16 aż 14 to kraje Centralnej i Wschodniej Europy. Na tym tle niepokojące są różnice w ocenie szczytu europejskiego. Ostrzeżenie, jakie wypływa z raportu, to obawa, że w przypadku krajów o wysokim poziomie deficytu płatniczego poziom rezerw może niebezpiecznie topnieć („dwindle”) wraz z przedłużaniem się kryzysu kredytowego.

Sektor w potrzasku

Jeśli przeprowadzimy analizę zapotrzebowania kredytowego i przyczyn kryzysu, w którym się znaleźliśmy, a także np. opinie wygłaszane przez prof. Fergusona to wywnioskujemy, że Polska, jak i inne kraje regionu, jest uzależniona od finansowania zagranicznego. Środki z zagranicy przyszły do nas zarówno z emisji obligacji, jak i inwestycji bezpośrednich, z procesów prywatyzacyjnych i ze sprzedaży pakietów akcji.

Ale spora ich część trafiła do nas poprzez kredyty bankowe. Tymczasem dziś inwestycje bezpośrednie są zagrożone, a nawet najnowocześniejsze fabryki mogą zostać zamknięte, m.in. z powodu zamykania nowych fabryk. Ci, którzy opierali się na emisji obligacji i sprzedawaniu ich inwestorom zagranicznym są dziś najbardziej zagrożeni. Nie najlepiej mają się też ci, którzy pozyskiwali swój kapitał za granicą poprzez oddziały banków zagranicznych i ich podmioty zależne. W Polsce również zdecydowano się na sprzedaż całego segmentu instytucji finansowych zagranicznym inwestorom.

Podzielona Europa?

Bank for International Settlements (Bank Rozrachunków Międzynarodowych) na koniec września szacował kredyty banków zagranicznych zarówno dewizowe, jak i w walutach lokalnych, dla tej części Europy na 1 bln 656 mld USD, a więc trzy razy więcej niż w 2005 r. W większości były to kredyty zaciągane w bankach europejskich. Według Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, sektor bankowy potrzebuje 200 mld USD na refinansowanie tegorocznych pożyczek i ok. 100 – 150 mld USD na dokapitalizowanie, aby poradzić sobie ze złymi kredytami.

W efekcie zaistniałej sytuacji szef działu zagranicznego „Financial Timesa” Gedeon Rachman uważa, że „w okresie roku UE grozi dezintegracja”, a szef Banku Światowego Robert Zoellick stwierdził: „uznałbym za straszną tragedię, jeśli Europa rozpadłaby się na dwie części ponownie”. Powiedział również, że rządy zachodnie powinny „przestać zachęcać swoje banki do wycofywania środków z oddziałów jak i z banków zależnych w naszym regionie”.

Behawioralna ucieczka

Zgodnie z Bloombergiem dowody ukazujące protekcjonizm finansowy objawiły się w działaniach Royal Bank of Scottland (RBS), największego banku kontrolowanego obecnie przez rząd Wielkiej Brytanii. Jego prezes Stephen Hester poinformował (26 lutego), że bank planuje wycofanie się z 36 na 54 kraje, gdzie jest obecny, w celu skoncentrowaniu się na „heartlandzie” kosztem peryferii.

John Taylor zarządzający 11,4 mld USD funduszem FX Concepts Inc. wprost stwierdził: „Kiedy tylko sektor bankowy uświadomi sobie, że jest w poważnych kłopotach, wtedy stwierdza >>muszę zaopiekować się moimi sąsiadami i przedsiębiorstwami z okolic<<. Wtedy waluta tego kraju, którego banki mają duży udział w międzynarodowych pożyczkach jak jest w przypadku USA, ulega wzmocnieniu”.

W czyim interesie?

Według szacunków, w efekcie tego zjawiska, z krajów postkomunistycznych zostanie spłacone lub zrolowane aż 400 mld krótkoterminowych pożyczek. Jaką odpowiedź zaproponowano na taką sytuację? Jak wygląda debata w naszym kraju? Polska zamiast dbać o uplasowanie swoich obligacji i dążyć do tego, by nastąpiło odbiurokratyzowanie procedur unijnych dla pozyskania środków z funduszy strukturalnych, które wzmacniałyby naszą walutę, angażuje się w batalię przeciw euroobligacjom, dotyczącą interesów niemieckiego podatnika. To właśnie Niemcy ustami kanclerz Merkel artykułują obawę, że trzykrotne zwiększenie emisji obligacji państwowych w 2009 r. w porównaniu do roku poprzedniego do poziomu 3 bln USD będzie oznaczało trudność z ich uplasowaniem.

Niemieckie „nie”

Wiele krajów na zachód od Niemiec, które są w strefie euro, przeżywa poważne trudności. W Irlandii koszty obsługi długu bardzo wzrosły. O ile jeszcze niedawno były sprzedawane na tym samym poziomie co obligacje niemieckie, o tyle obecnie mają prawie 2,5 pkt. proc. premii. Emisja euroobligacji oznaczałaby w praktyce, że państwo niemieckie gwarantowałoby wypłacalność i spłatę długów innych krajów, tych potężnie zadłużonych jak Włochy, jak i tych – jak Irlandia i Grecja – na skraju bankructwa. Według Sebastiana Dulliena z Uniwersytetu Nauk Stosowanych (FHTW) w Berlinie, „jeśli chciałoby się wzniecić antyeuropejskie sentymenty, to euroobligacje są dobrym na to sposobem”.

Także Otmar Issing, główny ekonomista Europejskiego Banku Centralnego, mówiąc, że przejęcie przez eurogrupę długów innych państw „zredukowałoby stabilność unii walutowej”, oddawał panującą u naszych zachodnich sąsiadów opinię. Również ostatnia propozycja kanclerz Merkel dotycząca koordynacji emisji euroobligacji jest powszechnie traktowana, jako próba pokazania, że Berlin stara się cokolwiek zrobić dla borykających się z emisjami eurosąsiadów. Jak trafnie zauważono w „Financial Timesie”: „Kalendarz aukcji papierów skarbowych Niemiec, Francji, Włoch i Wielkiej Brytanii jest znany przez nas wszystkich. Rozmawiamy wszyscy regularnie i po prostu nie ma sensu emisja w tym samym dniu”.

Czego chce Polska?

O ile nie dziwi reakcja niemiecka na ten pomysł, o tyle energiczne zaangażowanie się strony polskiej w utrącenie projektu, którego realizacja oznaczałaby, że Polska po znalezieniu się w strefie euro miałaby koszt długu na poziomie Niemiec, a jednocześnie nie miałaby trudności z uplasowaniem swoich obligacji budzi zdziwienie. Od tych, którzy dążą do jak najszybszego przyjęcia euro, mimo poważnych zastrzeżeń merytorycznych, należałoby raczej oczekiwać wsparcia tego pomysłu. Tymczasem zaprezentowano otwartą niechęć do projektu, co było jednostronnym wsparciem najsilniejszych finansowo krajów euro.

Zwłaszcza, że w praktyce oznaczałoby to, że duże emisje ujednoliconych obligacji niewątpliwie powodowałyby problemy z ich uplasowaniem. Inwestorzy mogliby dojść do wniosku, że Niemcy, jako główne mocarstwo gospodarcze w UE, nie będą w stanie udźwignąć całości długów Wspólnoty, co by sprawiło, że emisja byłaby jeszcze droższa i jeszcze trudniejsza do uplasowania. Pamiętajmy, że już dwukrotnie na trzy przypadki w historii nie udało się uplasowanie emisji niemieckich w nowym roku.

Cudaczne działania

W wywiadzie prof. Ferguson uważa, że amerykańskie społeczeństwo przetrwa, a Ameryki nie czekają perturbacje społeczne, bo z jednej strony nastąpi sprawiedliwsze opodatkowanie z korzyścią dla mniej zarabiających, a z drugiej strony klasy posiadające uznają, że obecny spadek wartości ich majątku jest w rzeczywistości urealnieniem tego, co posiadają. W planie podatkowym założono bowiem duże odpisy w wysokości 1 000 USD na rodzinę i 500 USD na pojedynczego podatnika.

Jest to działanie egalitaryzujące. Również prezydent Sarkozy w ramach walki z kryzysem proponuje zmniejszenie obciążeń podatkowych rodzin, zmniejszenie podatku dla osób o najniższych dochodach i zwiększenie ubezpieczeń od poziomu bezrobocia. Na tym tle działania podejmowane w Polsce nie doceniają jeszcze niebezpieczeństwa, które opisują analitycy zagraniczni. Mam tu na myśli spokój społeczny. Gdyby dostrzeżono to zagrożenie, nie zdecydowano by się obniżyć podatku dla 1 proc. najbogatszych osób w Polsce na sumę 8 mld zł, co niewątpliwie będzie oznaczało kłopoty z późniejszym obciążeniem wszystkich obywateli kosztami walki z kryzysem.

Ratowanie wolnego ryku

Były wieloletni członek brytyjskiego Komitetu Polityki Pieniężnej (MPC) Willem Buster uważa, że poziom problemów, jakie dotykają kraje postkomunistyczne, powoduje, że jest tylko „kwestią czasu”, kiedy zostanie wprowadzona kontrola przepływów kapitału w celu ustabilizowania gospodarki, bez zbytniego obawiania się o kurs walutowy. Dlatego dążąc do tego, by w Polsce nadal rozwijała się przedsiębiorczość i wolny rynek, aby nasz kraj korzystał z wymiany międzynarodowej i inwestycji zagranicznych, abyśmy mogli więcej eksportować, spłacać nasze zadłużenie, finansować import, nie powinniśmy ulegać namowom, by pozwolić na wycofanie się kapitału zagranicznego poprzez zapożyczanie się za granicą w najróżniejszych instytucjach i skierowywanie tych środków na interwencje walutowe. Przykład Rosji powinien być ostrzeżeniem.

W ostateczności rozwiązaniem zdecydowanie korzystniejszym jest zmiana prawa i wykorzystanie faktu posiadania atutu własnej waluty i skopiowanie działań Fed-u oraz Banku Anglii. Fed, który ostrzegł w reakcji na wzrost rentowności obligacji, że podejmie decyzję o skupowaniu obligacji rządowych, jeżeli okaże się to skutecznym środkiem do obniżenia ich rentowności, również Naill Ferguson uznaje konieczność interwencji Fed w przypadku spadku zapotrzebowania zagranicznego na amerykańskie obligacje.

Jak podaje „The Daily Telegraph” na wniosek Banku Anglii, brytyjski minister finansów Allistair Darling wydał zgodę na skupowanie papierów dłużnych nie tylko rządu, ale i firm. Ratując brytyjskie banki, Bank Anglii może w najbliższych miesiącach przeznaczyć do 150 mld funtów na opisane działania.

Sposób na ozdrowienie

Polska nie powinna na siłę poszukiwać środków dewizowych na refinansowanie zagranicznych zobowiązań podmiotów prywatnych póki posiada własną walutę, bo tego typu działania mogą jedynie ułatwić wycofanie się inwestorów zagranicznych, na koszt polskich podatników w sytuacji gdy tegoroczny poziom płatności publicznych jest komfortowo niski. Jeśli chodzi o rządowe płatności dewizowe to wynoszą one zaledwie 5,2 mld euro. Ponadto warto uwzględnić uwagi Jima Rogersa zawarte w aktualnym numerze „BusinessWeeka”.

Opierając się na swoich doświadczeniach, a jest to osoba, która razem z Georgem Sorosem założyła legendarny Quantum Fund – fundusz, który doprowadził do wielu zawirowań na rynkach światowych, uważa on, że warto pozwolić upaść bankom, w celu ratowania podstawowych zasad gospodarki rynkowej, zamiast zadłużać niewinnego podatnika. Rogers motywuje swoje podejście do problemu upadłości instytucji finansowych faktem, że inaczej trudno będzie doprowadzić do ozdrowienia sytuacji w całej gospodarce.

Zawalczyć o siebie

Polska powinna poprzez instytucje, które kontroluje przejmować rynek kredytowy i wspierać polską gospodarkę poprzez dokapitalizowane PKO BP. Powinna się strzec przed wydawaniem środków na rzecz instytucji zagranicznych, potęgując przez to wycofywanie kapitału zagranicznego, którego tak bardzo potrzebuje. W ostateczności należy uznać za syndyka masy upadłościowej Bank Gospodarstwa Krajowego, nadal jednak występując o zwrot należności do zagranicznych central bankowych. Uwaga Jima Rogersa dotycząca sposobu nominowania decydentów w USA, jest również aktualna dla innych krajów. Otóż, jak twierdzi Rogers, powinniśmy się strzec przed „osobami, które myślą, że jedynym rozwiązaniem jest uratowanie ich przyjaciół z Wall Street, a nie 300 mln Amerykanów”.

Dr Cezary Mech
Autor jest byłym prezesem UNFE i podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie odzwierciedla stanowiska instytucji, z którą jest związany zawodowo.
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
W portfelu ma 200 mln zł. „Najwięcej pieniędzy można zarobić tam, gdzie rynek się myli"
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki