Tam mieszkam: Maroko

zastępca redaktora naczelnego Bankier.pl

Marrakesz czy Casablanca to dla Europejczyka prawdziwa i nie do końca zrozumiała egzotyka. – Mam kilka stałych odpowiedzi na pytania Polaków: że mąż mnie nie bije, że nie muszę nosić chusty i mogę wychodzić z domu – śmieje się mieszkająca w Afryce Polka.

Rozmawiam z Moniką Markowicz - El Baroudi.

Malwina Wrotniak, Bankier.pl: Pani droga do Maroka nie była prosta. W Stanach poznała Pani męża, z którym później mieszkała w Holandii, Francji, Irlandii, by wreszcie przenieść się do Afryki. Maroko było miejscem, o którym kiedykolwiek wcześniej pomyślała Pani jako o miejscu do życia?

Monika Markowicz - El Baroudi

Monika Markowicz - El Baroudi*: Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Po prostu życie mnie tak pokierowało. Ja nadal nie wiem, gdzie się skończy to moje „przyszłe życie”. Jak na razie, jest to Maroko i jak do tej pory jest to kraj, w którym mieszkam najdłużej. Tutaj czuję się dobrze i już śmiało mogę powiedzieć, że jak u siebie.

O swoich początkach w tym kraju mówi Pani „zauroczyło i zaskoczyło mnie tu wszystko”. Co najbardziej?

Najbardziej szokował mnie wszędobylski kontrast pomiędzy biedą a bogactwem i ogólne akceptowanie tego. Wynikało to niewątpliwie z analfabetyzmu, który w tak wielkim stopniu dotyka ludzi, zwłaszcza tych z wiosek. Na szczęście wprowadzono obowiązek nauczania, ale jeszcze lata miną, aż rodzice tych młodych ludzi zrozumieją, jak ważna jest nauka i zdolność do samodzielnego myślenia.

Do czego nie przyzwyczaiła się Pani po tych siedmiu latach?

Nadal nie mogę się przyzwyczaić do marokańskiego braku punktualności. Spóźnianie się jest dla wielu normą albo wręcz „dobrym obyczajem”, powszechnie aprobowanym.

Z Maroko do Polski ledwie 4,5 godziny drogi samolotem, ale przepaść świadomościowa - ogromna. Które mity o tym afrykańskim kraju obala Pani w gronie rodaków najczęściej?

Mity, przepaść? Te słowa już na sam początek tworzą jakąś barierę, której ja nigdy nie odczuwałam. Jest kilka takich stałych odpowiedzi na pytania Polaków: że mąż mnie nie bije, że nie muszę nosić chusty i mogę wychodzić z domu. To są takie typowe stereotypy Polaków. Smutno mi, że bez znajomości kraju, w taki właśnie sposób się go postrzega.

Souk w Medinie, Marrakesz, fot. Monika Markowicz

Mitem, z którym walczę jest wyobrażenie o biednym kraju bez dróg i podstawowych środków do życia. Wiele osób myśli, że mieszkając w Maroku, mieszka się w namiocie. Nieliczni wiedzą, że w Maroku (nie mówię tutaj o najbiedniejszych) życie stoi na dużo wyższym poziomie, niż w krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Słowo-klucz to zatem wspomniane przez Panią kontrasty. W jaki sposób ten kraj jest zróżnicowany?

Maroko jest faktycznie podzielone. Wielkie miasta nie mają już nic wspólnego z wioskami. Rabat, Casablanca to już instytucje o bardzo współczesnych rozwiązaniach. Wsie marokańskie to jakby powrót do średniowiecza, ale

Dom jednorodzinny, Targa, Marrakesz, fot. Monika Markowicz

postęp dociera i tutaj. Turyści mogą już wszędzie dotrzeć i to chyba im się najbardziej podoba. Jedni spędzają wakacje w nowoczesnej części miasta - w klubach dla celebrytów, w hotelach, pałacach z basenami, kipiących bogactwem, inni z plecakiem przez Mediny i wioski poznają ten piękny kraj. System dróg i autostrad jest rozwinięty i pozwala na wygodne poruszanie się po całym kraju.

W Maroko zajmuje się Pani turystyką. Dokąd zabiera się najbardziej wybrednych turystów?

Nie powinnam zdradzać takich tajemnic (śmiech). Zabytki architektoniczne, różnorodność krajobrazowa wynikająca z bliskości wysokich gór pokrytych śniegiem, pustyni i oceanu oraz kuchnia marokańska zadowolą niejednego turystę. Żeby zaspokoić najbardziej wyrafinowane oczekiwania turystów, najlepiej skontaktować się bezpośrednio z marokańskim biurem, które potrafi zaopiekować się tak specjalnym klientem. Adresów moich ulubionych miejsc zdradzać nie będę. To jest zarezerwowane dla tych, którzy przyjadą do Maroka.

Pomówmy o tym, czy to bezpieczne. W kwietniu w zamachu w centrum Marrakeszu zginęło kilkanaście osób. Oczywiście, to mogło się zdarzyć wszędzie. Ale pewnie nie zaprzeczy Pani, że ryzyko w Maroku jest podwyższone?

Osobiście uważam, że ryzyko jest wszędzie takie samo. Mimo tego zamachu, nie boję się wychodzić do Mediny i chodzić spokojnie ulicami Marrakeszu. To był wypadek, a na te nie mamy wpływu. W Nowym Jorku też byłam w czasie zamachu na WTC, do Madrytu i Londynu też jeżdżę, mimo że tam właśnie podłożono bomby.

życie w maroko

Marokański salon, fot. Monika Markowicz

To media powodują ten strach, a kiedy chodzi o kraje arabskie, to siła przekazu jest fałszywie zwielokrotniona. Będąc w Maroku, czuję się bardziej bezpieczna, niż w wielu innych krajach.

Jakich elementarnych zasad wypada przestrzegać, żeby nie narażać się na zbędne niebezpieczeństwo?

Podejmę ten temat inaczej: co trzeba robić, żeby w Maroku nic złego się nie stało? Po prostu przyjechać do Maroka bez stereotypów i patrzeć na wszystko bez porównań. Być uśmiechniętym i nie bać się troszeczkę inaczej wyglądających ludzi. Podziwiać, kosztować i korzystać z wszelkich dobroci, jakie ten kraj oferuje. A jedyna przestroga, jaką mogę dać, to uważać na drogach i nie szaleć nowo wynajętym samochodem!

"Współczesne budownictwo oparte o stare, tradycyjne technologie z wykorzystaniem lokalnych surowców - bardzo drogie", fot. Monika Markowicz

Jak w Maroko wychowuje się dzieci? Czego zaznają tam, a nie miałyby pewnie możliwości posmakować w Polsce?

Dzieci wszędzie są szczęśliwe, jeśli rodzice tworzą harmonijny związek. Tak uważam i nieważne, gdzie mieszkam, tego będę się trzymać. W Maroku dzieci najczęściej są dwujęzyczne i jest to coś cudownego. Moje dzieci od samego początku są trzyjęzyczne i to chyba najbardziej odróżnia je od polskich dzieci. Dzieci są wielokulturowe, nie znają słowa rasizm, są akceptowane takimi, jakimi są - bez względu na to, kto co wyznaje. Czy może być coś piękniejszego?

Samo prowadzenie domu w Maroku też, co zrozumiałe, odbiega od polskich standardów. Normą jest chociażby posiadanie gospodyni. To kwestia wygody, prestiżu czy zupełnie naturalne rozwiązanie?

A jakie są te polskie standardy? Jest wiele polskich domów, gdzie kilka razy w tygodniu przychodzi pomoc do sprzątania. W Maroku, faktycznie, są pewne udogodnienia w postaci gosposi, która codziennie zajmie się domem.

Gdzie takiej szukać i ile taka pomoc kosztuje?

Poszukiwanie gosposi to po prostu pytanie na prawo i lewo i najlepiej taką panią mieć z polecenia. Powstają już firmy i portale internetowe, które pomagają w szukaniu odpowiednich kandydatek. Z taką panią w domu jest bardzo wygodnie i w zależności od możliwości finansowych, można sobie pozwolić na takie udogodnienie. Ile taki serwis kosztuje? To zależy od dzielnicy, wielkości domu, ilości godzin, wyznaczonych obowiązków. W Marrakeszu ceny zaczynają się od 300 DH (dirham marokański) za tydzień. Wiele domów uznaje, że tydzień pracy to 5 dni, ale dla Marokańczyków to 5,5 dnia lub pełne 6 dni.

Dobrze też podobno mieć szofera?

Ach, też chciałabym mieć kiedyś szofera. To już droższa usługa, która wymaga dodatkowego auta, ale bardzo przydatna zwłaszcza, jeśli ma się dzieci w różnych szkołach i na lunch trzeba je przywozić do domu.

Domu, którego architektura, hołdująca kulturze, wydaje się być ważniejsza, niż wygoda. Czy tak jest w istocie?

Architektura Maroka wiąże się z klimatem bardziej, niż z kultura. W zależności od dzielnicy, domy mają specyficzny styl. W medinie, czyli w starej części miasta dominują riady. Są to domy z patio na środku. Mury takich domów mają minimum 50 cm szerokości, co wiąże się z ciepłym klimatem – są najlepszym izolatorem ciepła i zimna. Są wielorodzinne i bardzo funkcjonalne. W nowszych dzielnicach dominują kamienice: w starym stylu lub apartamentowce. Niejeden taki apartamentowiec pochodzi z najwyższej półki. Są dzielnice willowe - jedne dla klasy średniej, inne dla wyższej i bardziej majętnej. Jest w czym wybierać. Ostatnio jest wiele projektów socjalnych, architektonicznie ciekawych.

Dzielnica mieszkalna, teren wewnętrzny, fot. Monika Markowicz

Domy na wsi, w górach to już inna jakość życia, inny styl i inne podejście do życia. Są domy, w których nie ma łazienek, ale są też takie, w których baseny na dachach i prywatne hammamy [sauny tureckie – red.] są normą. To właśnie jest Maroko - kontrast w każdym miejscu.

Jak przebiega procedura ubiegania się o mieszkanie dla obcokrajowca?

Każdy może kupić nieruchomość, tj. apartament, willę, riad [tradycyjny dom marokański z ogrodem pośrodku – red.], teren pod zabudowę mieszkaniową w Maroku; jedynie tereny rolne są chronione i przeznaczone tylko dla Marokańczyków.

Proces zakupu nieruchomości powinien zacząć się od wyboru notariusza i agencji nieruchomości. Po znalezieniu i zaakceptowaniu oferty, spisuje się rodzaj umowy przedwstępnej w obecności notariusza i dokonuje się wpłaty od 10 do 40% wartości nieruchomości (w zależności od charakteru nieruchomości). Następnie notariusz sprawdza stan prawny nieruchomości. Jeżeli transakcja dotyczy obiektów starszych, procedura może potrwać nawet do roku.

Boulevard Zerktouni w Marrakeszu, fot. Monika Markowicz

Przy zakupie projektów deweloperskich procedura sprawdzenia stanu prawnego jest krótka. Właściwą umowę można spisać w Maroku przed notariuszem bądź w swoim kraju, przed wcześniej zaakceptowanym przez stronę marokańską notariuszem. Koszty zakupu nieruchomości (opłaty i podatki) są zbliżone do kosztów w Polsce i stanowią od 7-8% wartości nieruchomości.

Czy nieruchomości generują największe koszty w domowym budżecie?

Obciążają około 30-40% domowego budżetu.

Droższe są: ubrania, samochody, papierosy, alkohol, mięso - zwłaszcza wołowe, opieka zdrowotna, podatki (podobnie, jak we Francji). Tańsze są: paliwo, warzywa, woda, gaz. Rząd stosuje subwencje do takich dóbr, jak olej, cukier, zboża czy gaz, by wspomóc najbiedniejszych. Maroko jest dla Marokańczyków coraz droższe, stąd pod jednym dachem mieszka wiele rodzin.

Czy konieczne do ponoszenia są jakieś wydatki nieznane w Polsce?

Nie.

Zostawmy więc pieniądze na boku, żeby pomówić co jest prawdziwym zmartwieniem przeciętnego mieszkańca tego kraju?

Jedzenie i schronienie! Maroko jest pełne kontrastów pod względem zarówno krajobrazowym, jak i na poziomie życia jego mieszkańców. Klasa średnia dopiero się rodzi.

Kończąc - podobno w Maroku nie wiedzą, co to samotność?

Potwierdzam. Marokańczycy to bardzo życzliwi ludzie ,zawsze uśmiechnięci i skorzy do rozmów na każdy temat i w każdym miejscu.

Dziękuję za rozmowę.

* Monika Markowicz – El Baroudi prowadzi bloga marakeszpopolsku.blogspot.com, jest też autorką strony www.marakesz.com.

Malwina Wrotniak-Chałada

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
3 5 ~Karol

Kim jest ten jej mąż, o którym w ogóle nie mówi ani słowa? Szejkiem? Bo na pewno nie jakimś ubogim Arabem. Skoro studiował w USA to musi pochodzić z bogatej arabskiej rodziny. Znałem w Polsce Araba studiującego medycynę. Jego arabski tata (z Ammanu) co miesiąc musiał zapłacić polskiej uczelni medycznej 5000 dolarów amerykańskich i dodatkowo utrzymać synka. Ten wynajmował w Poznaniu 3-pokojowe mieszkanie i zawsze miał przy sobie sporą kasę na rozmaite wydatki i kaprysy.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 5 ~Maciej

No popatrz. Ja też "tą Panią" znam osobiście i, w oparciu o moje spostrzeżenia, to co jest napisane w wywiadzie to akurat prawda.

! Odpowiedz
4 5 ~Kasia Z.

No tak się składa że znam tą panią osobiście i choć pięknie się tu lansuje to niewiele w tym prawdy :P

!

Księgarnia Bankier.pl

Zasady wywierania wpływu na ludzi. Szkoła Cialdiniego Zasady wywierania wpływu na ludzi. Szkoła Cialdiniego ilustracje: Andrzej Mleczko, Robert B. Cialdini Cena: 34,90 zł  Zamów książkę
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl