Gdańszczanie chcą tworzyć dużą, milionową metropolię z pozostałymi miastami. Na Gdynię działa to jak płachta na byka. O życiu w Trójmieście rozmawiamy z Michałem Tuskiem.


Bankier.pl: Zdaniem Pana Trójmiasto mogłoby bardziej trzymać się razem? Dla większości Polaków to jeden obszar pozbawiony wyraźnych granic, od wewnątrz ta spójność też jest tak oczywista?
|
Michał Tusk: Z punktu widzenia codziennego życia - tak. Ludzie mieszkają na przykład w Gdyni i pracują w Gdańsku lub odwrotnie, a wieczorem i tak wszyscy lądują w sopockich klubach. Ostatnio zmienia się jednak świadomość ludzi. Gdańszczanie chcą tworzyć dużą, milionową metropolię z pozostałymi miastami. Gdyni się to nie podoba i chce zachować niezależność.
No właśnie - na Górnym Śląsku też trochę się burzą, gdy traktować ich jako monolit. Gdańsk, Gdynia i Sopot na co dzień walczą o autonomię w umysłach rodaków?
Monolit można różnie nazwać. Nazwa „Trójmiasto” nie boli nikogo, choć nie obejmuje mniejszych miast aglomeracji, np. Pruszcza czy Wejherowa. „Metropolia Gdańska” jest bardziej pojemna, ale działa na Gdynię jak płachta na byka. Gdynia wydaje najwięcej w kraju na promocję, ale lokuje ją głównie w samym Trójmieście, okazując w ten sposób swoją niezależność sąsiadom. Gdańsk z Sopotem raczej wspólnie promują się w kraju i zagranicą. Efekt jest taki, że brudy pierzemy głównie tu, na miejscu. Osobiście uważam, że wspólna promocja całej aglomeracji zdziałałaby znacznie więcej.
Przekleństwem turystycznych kurortów jest konieczność nieustannego trzymania ręki na pulsie – bo niby piękne miasto zawsze się obroni, ale każdy wie, że konkurencja nie śpi. Jako mieszkańca, miasto potrafi Pana jeszcze zaskoczyć pomysłami na ściągnięcie turystów?
Trudno powiedzieć. Zresztą nie zauważyłem, by Gdańsk, Sopot czy Gdynia mocno promowały się turystycznie, jeśli już, to zagranicą. Ostatnio nowością jest promocja Gdańska w Kaliningradzie, związana ze zbliżającym się wprowadzeniem rozszerzonego ruchu przygranicznego.
Miasto morza, miasto wolności, solidarności, sportu... – z czym ma się nam teraz kojarzyć miasto Neptuna?
To bardzo dobre pytanie. Polityka promocyjna Gdańska, którą oceniam jednoznacznie negatywnie opiera się właśnie na tych wymienionych stereotypach. Dla mnie Gdańsk to obecnie przede wszystkim miasto dynamicznie rozwijające się gospodarczo, które w infrastrukturę inwestuje najwięcej po Warszawie, które w ekspresowo krótkim czasie, za sprawą nowego terminala kontenerowego przejęło od Gdyni miano kontenerowej stolicy Polski, które ma najszybciej rozwijające się lotnisko w kraju. To jednak mało turystyczne skojarzenia.
Źródło: http://www.youtube.com/user/gdanskpl
Podobały się Panu virale z latającym kierowcą autobusu albo nagim rolnikiem? Wydaje się, że kontrowersyjna kampania i fale GDN narobiły więcej szumu w mieście, niż poza nim.
Zgadzam się. Typowy marketingowy przerost formy nad treścią. Gdańsk ma się naprawdę czym pochwalić - szczególnie przy promocji miasta jako miejsca do życia, a nie tylko do odwiedzenia. Niskie bezrobocie, wspomniane inwestycje, czy najwyższe - obok Katowic i Warszawy - zarobki w kraju. Nie wiem, dlaczego nie wykorzystuje się tych kart.
Spodziewam się, że jak każdy mieszkaniec, w swoim mieście mógłby Pan wskazać miejsca o porównywalnym potencjale co tzw. klasyki, za to mniejszym publicznym zainteresowaniu. Czym w swoim gronie rekomenduje Pan Gdańsk?
Dla mnie prawdziwym skarbem są te części Gdańska, w których czuć dawnego ducha miasta - paradoksalnie te najbardziej obecnie zdewastowane. Zabytkowe Główne Miasto jest de facto modernistyczną dzielnicą mieszkaniową wybudowaną w latach 50-tych w historyzującej skorupie. Prawdziwy Gdańsk to pierzejowa zabudowa Dolnego Miasta, Biskupiej Górki, Oruni czy Nowego Portu.
Czym za to, tak z ręką na sercu, Gdańsk ustępuje innym miastom?
Moim zdaniem przede wszystkim brakuje prawdziwej, wielkomiejskiej przestrzeni. Jej namiastkę można poczuć we Wrzeszczu, przy głównej arterii Gdańska czyli al. Grunwaldzkiej. To jednak zdecydowanie za mało - a obecnie nie widać żadnych działań lokalnych władz, by ten stan rzeczy zmienić. Mentalnie gdańscy planiści siedzą po uszy w modernizmie, widząc miasto jako luźno porozrzucane budynki w morzu trawy.
Jeśli gdańszczanie narzekają, to na co?
Obecnie chyba głównie na korki i transport w ogóle - inwestycje w infrastrukturę oznaczają utrudnienia - w samym Gdańsku korki, a np. na linii kolejowej z Gdańska do Warszawy wydłużający się czas jazdy.
Czytaj również: Tam mieszkam: Gdańsk cz. 1
Rozmawiała Malwina Wrotniak, Bankier.pl













!["Bardzo ciężka praca, ale i bardzo dobre życie". Bankowiec z Polski o realiach Nowego Jorku [Tam mieszkam]](https://galeria.bankier.pl/p/1/f/4fd22ab3ebbae7-480-288-0-0-1488-893.jpg)
















































