

Kilkuset taksówkarzy protestowało w czwartek w Warszawie przeciw nieuczciwej konkurencji ze strony firm i kierowców bez licencji. Taksówkarze spowodowali znaczne utrudnienia w ruchu w centrum, m.in. w rejonie pl. Konstytucji. Policja wystawiła im 12 mandatów.
Protest zakończył się wczesnym popołudniem, nie ma już większych utrudnień w ruchu. Policjanci nałożyli 12 mandatów karnych i osiem wniosków o ukaranie - poinformowała w czwartek PAP Komenda Stołeczna Policji.
Największe utrudnienia w ruchu występowały przed południem w centrum miasta m.in. w okolicach pl. Konstytucji, Al. Jerozolimskich, al. Jana Pawła II i ronda Dmowskiego. Kierowcy taksówek zjeżdżali się do centrum miasta z pięciu miejsc.
Taksówkarze, jak podała policja, jeździli zgodnie z prawem, a mandaty zostały nałożone na tych, którzy uporczywie tamowali ruch i łamali przepisy ruchu drogowego.
Paweł Biedrzycki z inicjatywy Porozumienia Taksówkarzy Polskich wyjaśnia, że nie ma innego sposobu na walkę o uczciwą konkurencję. "Chcemy zwrócić uwagę na nasz problem. Państwo niestety nie chroni w ogóle małych przedsiębiorców i tu ze strony państwa nie mamy żadnej ochrony, żadnej promocji, a wprost przeciwnie" - zaznacza. Dodaje, że firmy, które oferują "usługi ochroniarskie" i wożą ludzi, nie muszą posiadać kas fiskalnych, wnosić opłat licencyjnych i abonamentów za korzystanie z symboli korporacji. Oferują niższe ceny, co powoduje, że uczciwi taksówkarze pracują na granicy bankructwa.
Paweł Biedrzycki zwraca też uwagę, że osoby, które korzystają z usług takich przewoźników muzą się liczyć z przesłuchaniami. Coraz częściej policja i Inspekcja Transportu Drogowego zatrzymują nielicencjonowanych przewoźników. W takich przypadkach pasażer też musi złożyć wyjaśnienia.
Tymczasem firma Uber poinformowała, że z uwagi na utrudnienia w ruchu wynikłe ze strajku taksówkarzy proponuje dziś zarówno swoim stałym, jak i nowym, klientom, 50 procent zniżki na przejazdy.
Grupa protestujących zebrała się także pod Sejmem
Taksówkarze protestowali - jak podkreślali - przeciw nieuczciwej konkurencji. "Powstało sporo aplikacji pozwalających wykonywać pseudotaksówkarską robotę, chodzi nie tylko o Ubera, ale i o aplikacje polskich firm" - powiedział PAP dyrektor korporacji Glob Taxi Leszek Pajka. Dodał, że kierowcy umawiający się na kursy przez te aplikacje nie mają licencji, badań lekarskich potwierdzających zdolność do wykonywania zawodu kierowcy, nie muszą mieć kasy fiskalnej. "Nie wiadomo, czy płacą podatki, a jeśli Uber płaci, to na pewno nie w Polsce" - powiedział Pajka.
Zapewnił, że w akcji chodziło także o bezpieczeństwo pasażerów. W tym kontekście tak ocenił nielicencjonowane przewozy: "Nie wiadomo, kto przyjmuje zlecenie, skąd zabiera pasażera i dokąd go wiezie; tylko pasażer ma kontakt z kierowcą".
Akcję zorganizowały duże korporacje taksówkarskie, zrzeszające po 700-800 kierowców. Do protestu przyłączyli się także inni przewoźnicy, jednak nie wszyscy. Zdystansował się od niej m.in. związek zawodowy Warszawski Taksówkarz. Na stronie internetowej związek zaznaczył, że choć zgadza się z celem akcji, nie został zaproszony do rozmów o jej przygotowaniu. "Nie mogliśmy poprzeć tego protestu, bo w niektórych z organizujących go korporacji jeżdżą kierowcy bez uprawnień" - powiedział w czwartek PAP przewodniczący związku Jarosław Iglikowski.
(PAP)kos/ mja/ brw/ gma/ (infowire.pl) (IAR)



























































