Jego zdaniem za zagrożenie przerwami w dostawach prądu winę ponosi nie tylko błyskawicznie rosnące zapotrzebowanie na energię wywołane coraz powszechniejszymi urządzeniami klimatyzacyjnymi. – Przede wszystkim jest to efekt braku mocy w polskich elektrowniach i ich usytuowanie głównie w centralnej i południowej Polsce, co przy braku sieci przesyłowych stawia w trudnej sytuacji energetycznej Warszawę i północ kraju – wyjaśnia.
Eksperci przyznają, że ostrzeżenia Swory są uzasadnione. Krzysztof Żmijewski, były szef Polskich Sieci Elektroenergetycznych, zwraca uwagę, że groźne jest nie tylko rosnące zapotrzebowanie klimatyzatorów na prąd, ale także możliwość zatrzymania pracy elektrowni z powodu kłopotów z chłodzeniem bloków. – Najbardziej może ona zaszkodzić elektrowniom w Kozienicach oraz Pątnowie i w Połańcu – mówi Żmijewski. Do tego elektrownie zabierają się w lecie do remontowania bloków, co jeszcze bardziej pogarsza ich możliwości produkcyjne. Energetycy przypominają, że z powodu wysokich temeratur prąd wyłączano już w Polsce w 2006 r. Doszło do tego, że rezerwa mocy w krajowym systemie sięgała zaledwie 100 MW, czyli mocy jednego małego bloku energetycznego.
Tymczasem bezpieczna nadwyżka mocy nad potrzebami powinna sięgać ponad 5 tys. MW, a więc 18 proc. zdolności produkcyjnych zakładów. W Polsce wynosi ona teraz zaledwie 10 proc., a latem maleje do paru procent. W krytycznych sytuacjach jedyny ratunek to import, ale jest on ograniczony. W tej chwili prąd możemy błyskawicznie sprowadzić jedynie ze Szwecji i Ukrainy. To zdecydowanie za mało. Dariusz Styczek
Dziennik Finansowy
Więcej na ten temat





























































