2009-07-03 08:14 Źródło: Polska
Świetny prokurator, co dał się uwieść panu Ziobrze
Miała być wielka konfrontacja, było jak zwykle. Przesłuchanie byłego zastępcy prokuratora generalnego Jerzego Engelkinga i byłego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka przypominało kabaret. Przez pierwszych 20 minut posłowie komisji ds. nacisków kłócili się między sobą, potem padały pytania do ekspertów. A po kilku wnioskach formalnych obrady komisji przerwano.
Zamieszanie w komisji wywołało konsternację nawet u głównych bohaterów dzisiejszego spektaklu: po twarzy Engelkinga błąkał się niepewny uśmiech, Janusz Kaczmarek patrzył w sufit. Nie spojrzeli sobie w oczy, chociaż jeszcze do niedawna obaj należeli do tej samej brygady, do „zaciągu ministra Ziobry”, jak mówią do dzisiaj w Ministerstwie Sprawiedliwości o prokuratorach, których przywiózł ze sobą do Warszawy Zbigniew Ziobro. Było ich przynajmniej kilkunastu: młodych, zdolnych, ambitnych. Wśród nich Jerzy Engelking, prokurator z Sosnowca. Ceniony prawnik, skromny człowiek, który z dnia na dzień stał się rozpoznawalnym „przybocznym Ziobry”.
Dlaczego poświęcił twarz bezstronnego profesjonalisty i zdecydował się walczyć na pierwszej linii politycznego frontu? – Poznaliśmy się w ministerstwie, ale to był wtedy inny człowiek niż ten, którego oglądamy w telewizji – mówi o nim Janusz Kaczmarek. Zawsze na drugim planie, posłusznie wykonujący polecenia moje albo ministra Ziobry. Nie wiem, co mu się stało, może ktoś kazał mu być teraz takim agresywnym, atakującym.
Engelking z cienia swoich szefów wyszedł 31 sierpnia 2007_r., kiedy zwołał słynną multimedialną konferencję. Przedstawił na niej dowody mające obciążyć Janusza Kaczmarka, b. szefa policji Konrada Kornatowskiego i b. szefa PZU Jaromira Netzla. Dziennikarze pamiętają, jak stał przy wielkiej podświetlanej planszy i pokazywał na niej wskaźnikiem korytarze hotelu Marriott, po których Janusz Kaczmarek biegł do biznesmena Ryszarda Krauzego, by poinformować go o szczegółach afery gruntowej i ostrzec przed zatrzymaniami ludzi z Samoobrony.
– Zupełnie to do niego nie pasowało – mówią koledzy Engelkinga z prokuratury w Katowicach, w której pracował przez cztery lata. Nie chcą podawać nazwisk, bo na każdą wypowiedź dla prasy muszą mieć zgodę przełożonych. Opowiadają: – Engelking, dla znajomych Bartek, mieszka w Sosnowcu. Przez kilka lat kierował tamtejszą prokuraturą rejonową, potem za rządów Jerzego Buzka został wiceszefem prokuratury w Krakowie. – Dobrze o nim mówiono –opowiada Zbigniew Wassermann, który pełnił w tym czasie obowiązki prokuratora krajowego. – Był tzw. prokuratorem z górnej półki: doświadczonym i chwalonym – podkreśla.
Zanim z całym „zaciągiem Ziobry” trafił do Warszawy, pracował w Katowicach w wydziale do walki z przestępczością zorganizowaną. Prowadził ważne śledztwa, m.in. w sprawach zabójstwa dwóch policjantów z Czechowic-Dziedzic i powiązanego z politykami SLD biznes_mena Krzysztofa P., który miał współpracować z jednym ze znanych katowickich sędziów. – Aplikanci mogliby się od_niego uczyć, jak prowadzić sprawy – opowiada jeden z katowickich prokuratorów. _– Dokładny, sumienny, uczciwy, fachowiec – zachwala.
Miłośnik jazzu. Koledzy wspominają, że jeśli z jego pokoju słuchać było muzykę, Engel_king szykował się do jakiegoś ważnego przesłuchania. Prywatnie uchodził za człowieka skromnego, unikającego konfliktów, takiego, co to nie pcha się na pierwsze strony gazet, ale chce spokojnie pracować, a po pracy wrócić do domu. – Ma bzika na punkcie sportu i zdrowego trybu życia – opowiada inny kolega prokuratora Engelkinga. – Jeden z najszybszych prawników w Polsce. Na spartakiadach prawniczych od wielu lat jest nie do pokonania zarówno na krótkich, jak i długich dystansach – ciągnie.
Co się stało, że ten domator, miłośnik zdrowej żywności ruszył na podbój Warszawy ? – Zawsze był ambitny, ale idąc do stolicy, nie chodziło mu o karierę. On miał poczucie misji _– opowiada znajomy Engelkinga. W Prokuraturze Krajowej, do której trafił, na początku odpowiadał za systemy informatyczne. _13 stycznia 2006 roku został zastępcą prokuratora generalnego. – Marzyło mu się, że zreformuje prokuraturę, że usprawni jej pracę. On naprawdę wierzył, że Ziobro zmieni ministerstwo na lepsze – opowiada jeden z warszawskich prokuratorów. – A ta pokazówka z konferencją? Mądre to nie było. Jeden ze znajomych Engel-kinga tłumaczy, że ten pracował pod wielką presją. Ministerstwo Sprawiedliwości było atakowane przez media za sposób zatrzymania ludzi z Samoobrony, spisek, padały porównania do czasów gomułkowskich i policji politycznej. – Nie spali kilka nocy, musieli coś zrobić– opowiada nasz rozmówca. – Inna rzecz, że Ziobro ich wszystkich omamił, wmówił, że walczą w słusznej sprawie .
A Engelking nigdy nie był człowiekiem, który by się postawił, sprzeciwił szefowi. W katowickiej prokuraturze nosił ksywę Giętki. – To nie jest typ wojownika _– śmieje się jeden z prokuratorów. Ze stanowiskiem zastępcy prokuratora generalnego pożegnał się ze spokojem.
– Zapytałem, co chciałby robić, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że muszę go zdymisjonować _ – opowiada prof. Zbigniew Ćwiąkalski, który zastąpił Ziobrę na stanowisku szefa resortu. _ – Chciał pracować w dzia-le informatyzacji prokuratury, i tam został – mówi Ćwiąkalski. I dodaje, że osobiście uważa, iż Engelking popełnił błąd, organizując słynną pokazową konferencję. – Czasami trzeba się postawić, nawet ryzykując stanowisko – wzrusza ramionami. Nie każdy to potrafi. Dorota Kowalska
Zamieszanie w komisji wywołało konsternację nawet u głównych bohaterów dzisiejszego spektaklu: po twarzy Engelkinga błąkał się niepewny uśmiech, Janusz Kaczmarek patrzył w sufit. Nie spojrzeli sobie w oczy, chociaż jeszcze do niedawna obaj należeli do tej samej brygady, do „zaciągu ministra Ziobry”, jak mówią do dzisiaj w Ministerstwie Sprawiedliwości o prokuratorach, których przywiózł ze sobą do Warszawy Zbigniew Ziobro. Było ich przynajmniej kilkunastu: młodych, zdolnych, ambitnych. Wśród nich Jerzy Engelking, prokurator z Sosnowca. Ceniony prawnik, skromny człowiek, który z dnia na dzień stał się rozpoznawalnym „przybocznym Ziobry”.
Dlaczego poświęcił twarz bezstronnego profesjonalisty i zdecydował się walczyć na pierwszej linii politycznego frontu? – Poznaliśmy się w ministerstwie, ale to był wtedy inny człowiek niż ten, którego oglądamy w telewizji – mówi o nim Janusz Kaczmarek. Zawsze na drugim planie, posłusznie wykonujący polecenia moje albo ministra Ziobry. Nie wiem, co mu się stało, może ktoś kazał mu być teraz takim agresywnym, atakującym.
Engelking z cienia swoich szefów wyszedł 31 sierpnia 2007_r., kiedy zwołał słynną multimedialną konferencję. Przedstawił na niej dowody mające obciążyć Janusza Kaczmarka, b. szefa policji Konrada Kornatowskiego i b. szefa PZU Jaromira Netzla. Dziennikarze pamiętają, jak stał przy wielkiej podświetlanej planszy i pokazywał na niej wskaźnikiem korytarze hotelu Marriott, po których Janusz Kaczmarek biegł do biznesmena Ryszarda Krauzego, by poinformować go o szczegółach afery gruntowej i ostrzec przed zatrzymaniami ludzi z Samoobrony.
– Zupełnie to do niego nie pasowało – mówią koledzy Engelkinga z prokuratury w Katowicach, w której pracował przez cztery lata. Nie chcą podawać nazwisk, bo na każdą wypowiedź dla prasy muszą mieć zgodę przełożonych. Opowiadają: – Engelking, dla znajomych Bartek, mieszka w Sosnowcu. Przez kilka lat kierował tamtejszą prokuraturą rejonową, potem za rządów Jerzego Buzka został wiceszefem prokuratury w Krakowie. – Dobrze o nim mówiono –opowiada Zbigniew Wassermann, który pełnił w tym czasie obowiązki prokuratora krajowego. – Był tzw. prokuratorem z górnej półki: doświadczonym i chwalonym – podkreśla.
Zanim z całym „zaciągiem Ziobry” trafił do Warszawy, pracował w Katowicach w wydziale do walki z przestępczością zorganizowaną. Prowadził ważne śledztwa, m.in. w sprawach zabójstwa dwóch policjantów z Czechowic-Dziedzic i powiązanego z politykami SLD biznes_mena Krzysztofa P., który miał współpracować z jednym ze znanych katowickich sędziów. – Aplikanci mogliby się od_niego uczyć, jak prowadzić sprawy – opowiada jeden z katowickich prokuratorów. _– Dokładny, sumienny, uczciwy, fachowiec – zachwala.
Miłośnik jazzu. Koledzy wspominają, że jeśli z jego pokoju słuchać było muzykę, Engel_king szykował się do jakiegoś ważnego przesłuchania. Prywatnie uchodził za człowieka skromnego, unikającego konfliktów, takiego, co to nie pcha się na pierwsze strony gazet, ale chce spokojnie pracować, a po pracy wrócić do domu. – Ma bzika na punkcie sportu i zdrowego trybu życia – opowiada inny kolega prokuratora Engelkinga. – Jeden z najszybszych prawników w Polsce. Na spartakiadach prawniczych od wielu lat jest nie do pokonania zarówno na krótkich, jak i długich dystansach – ciągnie.
Co się stało, że ten domator, miłośnik zdrowej żywności ruszył na podbój Warszawy ? – Zawsze był ambitny, ale idąc do stolicy, nie chodziło mu o karierę. On miał poczucie misji _– opowiada znajomy Engelkinga. W Prokuraturze Krajowej, do której trafił, na początku odpowiadał za systemy informatyczne. _13 stycznia 2006 roku został zastępcą prokuratora generalnego. – Marzyło mu się, że zreformuje prokuraturę, że usprawni jej pracę. On naprawdę wierzył, że Ziobro zmieni ministerstwo na lepsze – opowiada jeden z warszawskich prokuratorów. – A ta pokazówka z konferencją? Mądre to nie było. Jeden ze znajomych Engel-kinga tłumaczy, że ten pracował pod wielką presją. Ministerstwo Sprawiedliwości było atakowane przez media za sposób zatrzymania ludzi z Samoobrony, spisek, padały porównania do czasów gomułkowskich i policji politycznej. – Nie spali kilka nocy, musieli coś zrobić– opowiada nasz rozmówca. – Inna rzecz, że Ziobro ich wszystkich omamił, wmówił, że walczą w słusznej sprawie .
A Engelking nigdy nie był człowiekiem, który by się postawił, sprzeciwił szefowi. W katowickiej prokuraturze nosił ksywę Giętki. – To nie jest typ wojownika _– śmieje się jeden z prokuratorów. Ze stanowiskiem zastępcy prokuratora generalnego pożegnał się ze spokojem.
– Zapytałem, co chciałby robić, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że muszę go zdymisjonować _ – opowiada prof. Zbigniew Ćwiąkalski, który zastąpił Ziobrę na stanowisku szefa resortu. _ – Chciał pracować w dzia-le informatyzacji prokuratury, i tam został – mówi Ćwiąkalski. I dodaje, że osobiście uważa, iż Engelking popełnił błąd, organizując słynną pokazową konferencję. – Czasami trzeba się postawić, nawet ryzykując stanowisko – wzrusza ramionami. Nie każdy to potrafi. Dorota Kowalska

Dodaj komentarz