Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi | Konkurs

Słownik - Private Banking


Wpisz szukane słowo

Passion Banking:


Jest to odnoga private bankingu, dająca klientowi możliwość inwestowania w swoje ...

zobacz pozostałe hasła...

2011-10-13 14:38 Źródło: Noble Bank

Socjalizm przegrywa po raz drugi


Złoto wciąż drożeje, katastroficzne wizje przyszłości panoszą się we wszystkich gazetach i programach informacyjnych (wszak katastrofy zawsze sprzedają się w mediach najlepiej), w chwili gdy piszę te słowa prawdopodobieństwo bankructwa Grecji szacowane jest na 98 proc., a minister finansów Jacek Rostowski przypomniał na forum Parlamentu Europejskiego, że podobne kryzysy mają niechlubną tradycję kończenia się… wojną.



Ponieważ właśnie minęła trzecia rocznica upadku Lehman Brothers, jeden z portali poprosił mnie o artykuł o przyczynach kryzysu i wskazanie winnych. Bush, Greenspan, niezliczeni prezesi amerykańskich banków inwestycyjnych – spośród nich można wybrać władcę demonów. Jasne. Ale myślę, że prawdziwa przyczyna kryzysu leży jednak w niepostrzeżenie mnożących się przywilejach socjalnych. W kosztownej, ale nigdzie na świecie nie działającej dobrze „darmowej” służbie zdrowia, która może nic nie kosztuje pacjenta, za to podatnika fortunę. W przywilejach emerytalnych przyznawanych różnym grupom społecznym, w tych wszystkich „trzynastkach” i „piętnastkach”, becikowych, odliczeniach VAT dla SUV-ów, zasiłkach pozwalających bezrobotnym żyć wygodniej, niż żyją rzesze ciężko pracujących ludzi na świecie. Że prawdziwą przyczyną zapaści finansowej Europy, były źle rozumiane idee solidarności, za mało pracy i innowacji, a za dużo dyskusji o sprawach nieważnych.


Zbyt często pada też pytanie o winnych kryzysu. Zamiast ich szukać na zewnątrz, poszukajmy ich w sobie. Czy to przypadkiem nie nasza krótkowzroczność każe nam głosować na tych polityków, którzy obiecują najwięcej? Nie najwięcej pracy na rzecz przyszłości, ale najwięcej przywilejów, najwięcej pakietów pomocowych skierowanych – a jakże – do najbardziej potrzebujących. Czy to nie my sami wpędziliśmy się w kłopoty kupując rzeczy, na które nas nie stać? Przerzucanie winy na innych, to także zdejmowanie z siebie odpowiedzialności za swój własny los. Bardzo wygodne, ale niestety fałszywe rozwiązanie, bo nie można pozbyć się odpowiedzialności za siebie, nie można obarczyć nią polityków, bankowców czy kogokolwiek innego.


Jeśli Europa i USA zamierzają się podnieść, muszą przyjąć reguły świata rozwijającego się – ograniczyć przywileje socjalne, przestać marnować pieniądze w projektach publicznych, a pozwolić działać oczyszczającym siłom rynku. Słabsi polegną, silniejsi przetrwają – jak zawsze. Ale dalsza „solidarność” w wydaniu europejskim oznacza przecież nic innego niż przepływ środków od ludzi zaradnych i ciężko pracujących, na rzecz ludzi lekkomyślnych i – co tu kryć – leniwych. W ostatecznym rozrachunku to system demoralizujący obydwie grupy i mocno je antagonizujący.


Bez względu na to, jak bardzo uda się odłożyć w czasie wydarzenia, które muszą nadejść, bo matematyki nie da się oszukać, pora przyjąć do wiadomości, że gospodarczy model Europy właśnie się kończy. Że socjalizm upadł po raz drugi, tym razem w wydaniu demokratycznym. Jeśli jednak uda nam się ten upadek przeżyć, wyjdziemy z niego wzmocnieni. Z nowym rozumieniem ideałów solidarności społecznej, z ograniczoną władzą polityków, których niedoskonałość potwierdza się cyklicznie przez wieki, ponieważ są tylko ludźmi, i mam nadzieję, że z innym, nie tak konsumpcyjnym, podejściem do życia. Upadek jednego systemu zawsze oznacza przecież narodziny nowego. Oby lepszego.
 





Komentarze do artykułu