2008-11-04 06:00 Źródło: Jarosław Ryba - Bankier.pl
Social lending, czyli poczuć się jak bankier
Social lending - hasło, które w ostatnich miesiącach elektryzuje polski Internet. Wzajemne pożyczanie pieniędzy bez pośrednictwa profesjonalnych instytucji finansowych jest opłacalne dla pożyczkobiorców i daje szansę na zarobek dla osób udzielających pożyczek. Na tego typu inwestycjach można uzyskać rocznie nawet kilkudziesięcioprocentowy zwrot z zainwestowanego kapitału. Oszczędzają pożyczkobiorcy, zyskują pożyczkodawcy i platformy pośredniczące. Zysk będzie tym większy, czym większe ryzyko przy udzielaniu pożyczek będą skłonni wziąć na siebie inwestorzy.
Aby serwisy utrzymujące się z tworzenia platform, na których spotykają się ludzie potrzebujący kapitału i jego oferenci, mogły funkcjonować, potrzebują odpowiedniej ilości użytkowników. Obecnie w polskich serwisach tego typu znacząco przeważają pożyczkobiorcy. To naturalne, jednak bez odpowiedniej "masy krytycznej" osób gotowych zainwestować kapitał trudno będzie tej nowej gałęzi internetowych usług finansowych rozwinąć skrzydła.
Polski rynek social lendingu na tle zagranicznych serwisów ma przed sobą jeszcze bardzo daleką drogę. Pomijając kwestie organizacyjne, pozycjonowanie swojego miejsca na rynku wśród trzech największych polskich serwisów SL, a także gwarancje bezpieczeństwa transakcji, wydaje się, że najpoważniejszym wyzwaniem dla social lendingu jest obecnie pozyskanie odpowiedniej ilości użytkowników skłonnych inwestować swój kapitał.
Odpowiednia liczba osób chcących pożyczać swoje pieniądze w zamian za odsetki jest niezbędna, aby uzyskać płynność wystarczającą do zagwarantowania każdemu pożyczkobiorcy szansy na szybką i tanią pożyczkę. Często wspomina się, że dla inwestorów social lending może być alternatywą dla lokat, ponieważ daje wyższe oprocentowanie niż bankowy depozyt. Jednak inwestowanie w internetowe pożyczki nigdy nie będzie tak bezpieczne jak sprawdzone lokaty. Istnieje ryzyko, że nasza inwestycja może okazać się nieefektywna, a nawet stratna. Stanie się tak, gdy trafimy na nieuczciwego pożyczkobiorcę.
Tego problemu nie udało się wyeliminować nawet zagranicznym potentatom o już ugruntowanej pozycji. Z najnowszych statystyk wynika, że w jednym z największych serwisów tego typu na świecie - amerykańskim Prosper.com, prawie co piąty dolar nie jest oddawany w terminie. Od czasu powstania serwisu do czerwca tego roku dokładnie aż 18,5 proc. wszystkich pożyczonych środków nie zostało spłacanych zgodnie z warunkami umowy. Wraz z rozpowszechnianiem się tej formy zarobkowania i kredytowania nasiliły się również patologie, takie jak kradzieże tożsamości, czy pospolite wyłudzenia. Tym bardziej przed rodzimymi odpowiednikami zagranicznych serwisów social lending stoi nie lada wyzwanie, aby przekonać potencjalnych inwestorów do bezpieczeństwa zawieranych tam transakcji.
Obok kwestii zabezpieczeń innymi ważnymi ograniczeniami, o których powinien wiedzieć każdy początkujący social lender, są ramy prawne, w których działają trzy największe polskie serwisy tego typu: Finansowo, Monetto i Kokos. Chodzi o tzw. ustawę antylichwiarską, która zakłada, że maksymalna stopa oprocentowania cywilnoprawnej umowy kredytowej nie może w stosunku rocznym przekraczać czterokrotności stopy kredytu lombardowego NBP. W tej chwili limit ten wynosi 30 proc.
Nie oznacza to, że z każdej zainwestowanej złotówki można w ciągu roku zarobić tylko 30 gr., ponieważ po pierwsze pożyczone pieniądze oddawane są nam w ratach najczęściej już w miesiąc po udzieleniu pożyczki i mogą być pożyczane ponownie. O tym, ile pożyczkodawca zarobi, decyduje więc ostatecznie to, jak skutecznie zmusi swoje pieniądze do pracy. Po drugie od faktycznie zarobionych odsetek należy zapłacić 19 proc. podatku, który jest rozliczany w corocznym zeznaniu podatkowym.
Dla zwiększenia bezpieczeństwa pożyczkodawców ogranicza się obecnie możliwość jednorazowego pożyczania dużych kwot jednemu użytkownikowi. Każdy wniosek o pożyczkę, przedstawiony w formie aukcji, zrealizowany może być przez wielu pożyczkodawców. Znacznie dywersyfikuje to ryzyko poniesienia dużych strat w przypadku opóźnień lub odmowy spłaty, jednak z drugiej strony zwiększa ryzyko trafienia na przynajmniej jednego nieuczciwego dłużnika, a przez to może zniwelować zyski z całej inwestycji. Dzieląc swój kapitał na 10 części przy maksymalnym oprocentowaniu 30 proc. w skali rocznej, przy uwzględnieniu podatku, okazuje się, że wystarczy utracić 2 raty, aby całe przedsięwzięcie okazało się nieopłacalne.
Stąd tak ważne jest rozsądne decydowanie o tym komu, ile i na jaki procent jesteśmy skłonni pożyczyć pieniądze. Inwestując w social lending, możemy poczuć się jak prawdziwy bankier, który przebiera we wnioskach o pożyczkę, wybiera najbardziej wiarygodne osoby, ocenia ich zdolności kredytowe, decyduje o wysokości przyznawanej pożyczki i stara się zaoferować jak najatrakcyjniejsze oprocentowanie w stosunku do konkurencyjnych "bankierów".
Na internetowych pożyczkach można zarobić realne pieniądze, jednak nie da się uciec od ryzyka. Dlatego też eksperci radzą, aby inwestować w ten sposób tylko nadwyżki finansowe i nie popadać w przesadny optymizm z łatwo zarobionych pieniędzy, ponieważ jedna nietrafiona decyzja może zniweczyć całoroczny zarobek.
Jarosław Ryba / Bankier.pl
|
| Finansowo, Monetto i Kokos - trzy największe polskie serwisy social lending |
Aby serwisy utrzymujące się z tworzenia platform, na których spotykają się ludzie potrzebujący kapitału i jego oferenci, mogły funkcjonować, potrzebują odpowiedniej ilości użytkowników. Obecnie w polskich serwisach tego typu znacząco przeważają pożyczkobiorcy. To naturalne, jednak bez odpowiedniej "masy krytycznej" osób gotowych zainwestować kapitał trudno będzie tej nowej gałęzi internetowych usług finansowych rozwinąć skrzydła.
Polski rynek social lendingu na tle zagranicznych serwisów ma przed sobą jeszcze bardzo daleką drogę. Pomijając kwestie organizacyjne, pozycjonowanie swojego miejsca na rynku wśród trzech największych polskich serwisów SL, a także gwarancje bezpieczeństwa transakcji, wydaje się, że najpoważniejszym wyzwaniem dla social lendingu jest obecnie pozyskanie odpowiedniej ilości użytkowników skłonnych inwestować swój kapitał.
Odpowiednia liczba osób chcących pożyczać swoje pieniądze w zamian za odsetki jest niezbędna, aby uzyskać płynność wystarczającą do zagwarantowania każdemu pożyczkobiorcy szansy na szybką i tanią pożyczkę. Często wspomina się, że dla inwestorów social lending może być alternatywą dla lokat, ponieważ daje wyższe oprocentowanie niż bankowy depozyt. Jednak inwestowanie w internetowe pożyczki nigdy nie będzie tak bezpieczne jak sprawdzone lokaty. Istnieje ryzyko, że nasza inwestycja może okazać się nieefektywna, a nawet stratna. Stanie się tak, gdy trafimy na nieuczciwego pożyczkobiorcę.
|
Po pierwszych zachwytach nad ideą social lendingu w ostatnim czasie o pożyczkach społecznościowych zrobiło się ciszej - mówi Michał Macierzyński analityk Bankier.pl. Wydaje się, że do sukcesu tego typu serwisów potrzeba przede wszystkim edukacji i czasu - dodaje ekspert. |
Tego problemu nie udało się wyeliminować nawet zagranicznym potentatom o już ugruntowanej pozycji. Z najnowszych statystyk wynika, że w jednym z największych serwisów tego typu na świecie - amerykańskim Prosper.com, prawie co piąty dolar nie jest oddawany w terminie. Od czasu powstania serwisu do czerwca tego roku dokładnie aż 18,5 proc. wszystkich pożyczonych środków nie zostało spłacanych zgodnie z warunkami umowy. Wraz z rozpowszechnianiem się tej formy zarobkowania i kredytowania nasiliły się również patologie, takie jak kradzieże tożsamości, czy pospolite wyłudzenia. Tym bardziej przed rodzimymi odpowiednikami zagranicznych serwisów social lending stoi nie lada wyzwanie, aby przekonać potencjalnych inwestorów do bezpieczeństwa zawieranych tam transakcji.
Obok kwestii zabezpieczeń innymi ważnymi ograniczeniami, o których powinien wiedzieć każdy początkujący social lender, są ramy prawne, w których działają trzy największe polskie serwisy tego typu: Finansowo, Monetto i Kokos. Chodzi o tzw. ustawę antylichwiarską, która zakłada, że maksymalna stopa oprocentowania cywilnoprawnej umowy kredytowej nie może w stosunku rocznym przekraczać czterokrotności stopy kredytu lombardowego NBP. W tej chwili limit ten wynosi 30 proc.
Nie oznacza to, że z każdej zainwestowanej złotówki można w ciągu roku zarobić tylko 30 gr., ponieważ po pierwsze pożyczone pieniądze oddawane są nam w ratach najczęściej już w miesiąc po udzieleniu pożyczki i mogą być pożyczane ponownie. O tym, ile pożyczkodawca zarobi, decyduje więc ostatecznie to, jak skutecznie zmusi swoje pieniądze do pracy. Po drugie od faktycznie zarobionych odsetek należy zapłacić 19 proc. podatku, który jest rozliczany w corocznym zeznaniu podatkowym.
Dla zwiększenia bezpieczeństwa pożyczkodawców ogranicza się obecnie możliwość jednorazowego pożyczania dużych kwot jednemu użytkownikowi. Każdy wniosek o pożyczkę, przedstawiony w formie aukcji, zrealizowany może być przez wielu pożyczkodawców. Znacznie dywersyfikuje to ryzyko poniesienia dużych strat w przypadku opóźnień lub odmowy spłaty, jednak z drugiej strony zwiększa ryzyko trafienia na przynajmniej jednego nieuczciwego dłużnika, a przez to może zniwelować zyski z całej inwestycji. Dzieląc swój kapitał na 10 części przy maksymalnym oprocentowaniu 30 proc. w skali rocznej, przy uwzględnieniu podatku, okazuje się, że wystarczy utracić 2 raty, aby całe przedsięwzięcie okazało się nieopłacalne.
Stąd tak ważne jest rozsądne decydowanie o tym komu, ile i na jaki procent jesteśmy skłonni pożyczyć pieniądze. Inwestując w social lending, możemy poczuć się jak prawdziwy bankier, który przebiera we wnioskach o pożyczkę, wybiera najbardziej wiarygodne osoby, ocenia ich zdolności kredytowe, decyduje o wysokości przyznawanej pożyczki i stara się zaoferować jak najatrakcyjniejsze oprocentowanie w stosunku do konkurencyjnych "bankierów".
Na internetowych pożyczkach można zarobić realne pieniądze, jednak nie da się uciec od ryzyka. Dlatego też eksperci radzą, aby inwestować w ten sposób tylko nadwyżki finansowe i nie popadać w przesadny optymizm z łatwo zarobionych pieniędzy, ponieważ jedna nietrafiona decyzja może zniweczyć całoroczny zarobek.
Jarosław Ryba / Bankier.pl
- Social lending, czyli poczuć się jak bankier Autor: ~Alonso 2008-11-17 12:23
- Wszystko zależy od skali, ale przy większych kwotach to może być całkiem poważny dochód. Giełda nie daje teraz możliwosci dobrego zarobku, a nie każdy ma nerwy do gry na kontraktach czy foreksie. Ogr (..)







Dodaj komentarz