– Rodzimy rynek ubezpieczeń okazał się w znacznym stopniu odporny na zawirowania na rynkach finansowych. Popyt na większość produktów w 2009 roku rósł, ale pewna grupa ubezpieczeń, np. na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, komunikacyjne nie rozwijała się tak dynamicznie jak prognozowano. Czy są to jedyne skutki spowolnienia gospodarczego dla branży ubezpieczeniowej?
Można powiedzieć, że spowolnienie gospodarcze odegrało pozytywną rolę, jeśli chodzi o wizerunek ubezpieczeń. Po pierwsze pokazało, że w trudnym czasie rośnie popyt na ochronę. Po drugie przypomniało nam wszystkim, jakie jest najważniejsze zadanie ubezpieczeń. Tym zadaniem jest przede wszystkim ochrona ubezpieczonych.
– Polska odnotowała po III kwartale ub.r. wzrost PKB. Czy według pana przełoży się to na większy popyt na ubezpieczenia?
– Nie mamy jeszcze pełnych danych po III kwartale 2009 roku, ale już po I półroczu ub.r. można było zauważyć, że podstawowe dane finansowe z rynku ubezpieczeń były generalnie zgodne z oczekiwaniami. Trudno przewidywać, jak rynek ubezpieczeń będzie się zachowywał w tym roku, ponieważ jest on uzależniony od koniunktury gospodarczej. Ufam jednak, że polska gospodarka ma już za sobą najtrudniejszy okres.
– Jakie ubezpieczenia mają szansę na rozwój w 2010 roku?
– Od dłuższego czasu obserwujemy wzrost popytu na ubezpieczenia turystyczne i nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić. Popularność tych ubezpieczeń wynika nie tylko z tego, że coraz częściej wyjeżdżamy za granicę, ale także z faktu, że rośnie świadomość zagrożeń podróżujących Polaków. Wiadomo, że np. nagła choroba podczas urlopu jest zdarzeniem kłopotliwym, szczególnie jeżeli jest to urlop poza granicami kraju. Kłopoty z tym związane, np. znalezienie najbliższego szpitala, umówienie się na wizytę lekarską, rozwiązuje posiadanie ubezpieczenia turystycznego.
Co do ubezpieczeń zdrowotnych, to ich rozwój zależy niestety nie tylko od ubezpieczycieli. Z szacunków Polskiej Izby Ubezpieczeń wynika, że składka zebrana z ubezpieczeń zdrowotnych nie przekracza obecnie w Polsce 150 mln zł. Aby tego typu produkty stały się powszechne, potrzebna jest kompleksowa reforma systemu służby zdrowia w naszym kraju. PIU już kilkanaście miesięcy temu stworzyła projekt kompleksowej reformy systemu służby zdrowia. Jest on do dziś oceniany przez ekspertów jako najlepsza z przedstawionych koncepcji zmian w systemie finansowania opieki zdrowotnej.
–Na czym polega propozycja Polskiej Izby Ubezpieczeń?
–Propozycja Izby przewiduje stworzenie systemu, który z jednej strony odwoływałby się do zasady solidarności społecznej, a z drugiej wykorzystywałby zasadę wolnej konkurencji. Zamiast jednego płatnika – NFZ – występowałoby w systemie kilku równorzędnych płatników. Szpitale miałyby możliwość współpracy z kilkoma płatnikami równocześnie. Konkurencja pomiędzy nimi ograniczyłaby problem limitów na świadczenia. Wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych znacząco poprawiłoby kondycję finansową szpitali i standard świadczonych usług medycznych. Aby doszło do jakiejkolwiek kompleksowej reformy służby zdrowia potrzebne jest dokładne określenie ról poszczególnych podmiotów w systemie oraz dokładne zdefiniowanie, czym jest ubezpieczenie zdrowotne. Pozostawienie obecnego status quo, czyli m.in. tolerowanie działalności firm abonamentowych sprzedających produkty quasi-ubezpieczeniowe, nie wróży dobrze reformie służby zdrowia. Na poprawie dostępności i jakości usług zdrowotnych, co pokazują badania, zależy większości Polaków. Propozycja PIU wpisuje się w te oczekiwania i jest gotowa do przekazania jej do konsultacji partnerom społecznym.
– W 2009 roku został zniesiony tzw. podatek Religi, a po 10 grudnia ub.r. wprowadzone zostały wyższe sumy gwarancyjne w ubezpieczeniu OC posiadaczy pojazdów mechanicznych. W jakim stopniu te zmiany wpłyną na cenę obowiązkowych ubezpieczeń komunikacyjnych, konkurencję pomiędzy towarzystwami?
– Należałoby przede wszystkim obalić pewien mit, jaki funkcjonuje w związku z dostosowaniem krajowych przepisów do norm unijnych. Samo podniesienie minimalnych sum gwarancyjnych nie powinno mieć wpływu na ceny obowiązkowych ubezpieczeń OC komunikacyjnych. Nie jest prawdą, że nagle – po 10 grudnia 2009 roku – mamy do czynienia z drastyczną podwyżką cen ubezpieczeń we wszystkich towarzystwach oferujących tego typu produkty. To, że rośnie minimalny limit odpowiedzialności ubezpieczycieli nie oznacza, że nagle zwiększy się liczba spraw, w których wypłacane odszkodowania sięgać będą 2,5 mln euro – a taka jest wielkość nowych limitów za szkody osobowe. Zdarzenia, w których występują szkody o tak dużej wartości zdarzają się niezmiernie rzadko. Limity podnoszone są dlatego, aby w każdym wypadku – nawet szkodzie wartej 2,5 mln euro – poszkodowani mieli zapewnioną pełną rekompensatę finansową.
–W Polsce istnieje pewna presja na wzrost cen obowiązkowych ubezpieczeń OC posiadaczy pojazdów mechanicznych. Z czego ona wynika?
– Nie ma ona żadnego związku z wyższymi limitami sum gwarancyjnych. Presję tę powoduje przede wszystkim coraz większa wartość wypłacanych odszkodowań. Jest to wynik m.in. wprowadzenia instytucji zadośćuczynienia za ból i cierpienie spowodowane śmiercią osoby bliskiej. W pierwszym półroczu 2009 roku z tytułu OC komunikacyjnego ubezpieczyciele wypłacili ponad 2,4 mld zł odszkodowań. Jeszcze pięć lat temu było to dwukrotnie mniej. Oczywiście mieliśmy wtedy także mniej samochodów, ale śledząc dane rynkowe z ostatnich lat nie sposób nie zauważyć, że wartość średniego odszkodowania z OC dynamicznie rośnie. Nie należy oczywiście wyciągać z tego wniosku, że Polacy jeżdżą coraz mniej bezpiecznie. Po prostu samochody, których używają, są coraz droższe, bardziej nowoczesne i lepiej wyposażone. W związku z tym ich naprawa kosztuje coraz więcej. Do tego dochodzi większy udział szkód osobowych w ogólnej wartości wypłacanych odszkodowań. Mimo że istnieją na polskim rynku zjawiska, które wywołują presję na wzrost cen OC komunikacyjnego, to z drugiej strony pomiędzy ubezpieczycielami panuje konkurencja – przede wszystkim cenowa. I ona to skutecznie hamuje wzrost cen tych ubezpieczeń. Dlatego kierowcy, którzy jeżdżą bezpiecznie, mogą być spokojni. Ich na pewno nie będą dotyczyć żadne drastyczne podwyżki składek.
–Od listopada 2009 roku banki i ubezpieczyciele wprowadzili „Kodeks dobrych praktyk bancassurance”. Czy wpłynie to na większe zainteresowanie ubezpieczeniami oferowanymi przez banki?
– Klient każdej instytucji finansowej jest obecnie coraz bardziej wymagający. Dlatego oferta ubezpieczycieli musi odpowiadać jego potrzebom. Towarzystwo, które nie jest w stanie zaoferować produktów wychodzących naprzeciw oczekiwaniom określonej grupy klientów przegrywa. Jeżeli Polacy oczekują, aby pewne ubezpieczenia były dostępne za pośrednictwem banków, to na pewno prędzej czy później znajdą się one w ofercie. „Kodeks dobrych praktyk”, który powstał dzięki współpracy Związku Banków Polskich i Polskiej Izby Ubezpieczeń był odpowiedzią na potrzeby klientów sektora finansowego. Według naszych szacunków jest to kilkumilionowy rynek konsumencki.
–Polska Izba Ubezpieczeń była w 2009 roku konsultantem wielu zmian legislacyjnych, inicjatorem i organizatorem konferencji, które dotyczyły edukacji, zmian w prawie. Które z inicjatyw Izby uważa pan za najważniejsze dla sektora ubezpieczeń, a przede wszystkim dla ubezpieczonych?
–Miniony rok był jednym z najbardziej pracowitych okresów w całej historii Polskiej Izby Ubezpieczeń – to rok budowania najlepszej jakości standardów dla rynku i edukacji ubezpieczeniowej. W 2009 roku przyjęto między innymi Zasady Dobrych Praktyk Ubezpieczeniowych – jeden z najważniejszych dokumentów tzw. best practicies dla rynku. Dzięki bliskiej współpracy zrzeszonych w PIU zakładów ubezpieczeń powstało jedno z najważniejszych dla klientów porozumień w ciągu ostatnich lat. Jest to podpisane przez 13 ubezpieczycieli porozumienie regresowe, dzięki któremu klient niebędący sprawcą wypadku, likwidując dobrowolnie szkodę w ramach ubezpieczenia autocasco, będzie miał pewność, że proces likwidacji szkody zostanie znacznie skrócony. Jest to najważniejsza decyzja mająca na celu wprowadzenie w Polsce systemu bezpośredniej likwidacji szkód. Natomiast jeśli chodzi o edukację, to największym naszym tegorocznym projektem jest nowa strona internetowa PIU. Rozpoczęliśmy także pracę z uczelniami oraz studenckimi kołami naukowymi. Owocem tej współpracy jest m.in. Program dzielenia się wiedzą ubezpieczeniową realizowany wspólnie z Wydziałem Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.
–A co przyniesie PIU 2010 rok?
–To szczególny rok dla Polskiej Izby Ubezpieczeń. Samorząd ubezpieczeniowy będzie obchodzić w 2010 roku dwudziestolecie działalności. Z tej okazji chcielibyśmy szczególnie podkreślić rolę, jaką PIU ma do odegrania w dziedzinie integracji środowiska ubezpieczeniowego oraz edukacji ubezpieczeniowej.
–Do organizacji samorządu ubezpieczeniowego przeszedł pan z sektora turystycznego. Jakie doświadczenia z poprzedniej pracy udało się panu wprowadzić w ubezpieczeniach? Wszak w obu przypadkach mamy do czynienia z oferentem usług i klientem.
– Moja działalność biznesowa w Polsce rozpoczęła się tak naprawdę od rynku ubezpieczeniowego. We wczesnych latach dziewięćdziesiątych zostałem licencjonowanym brokerem ubezpieczeniowym. Później rzeczywiście moje życie zawodowe związane było z branżą turystyczną. Przez wiele lat byłem wiceprezesem Polskiej Izby Turystyki, która podobnie jak PIU jest organizacją samorządu branżowego. Mimo że są to zupełnie inne organizacje, to mają one takie samo zadanie – dbać o jak najlepszy rozwój rynku i reprezentować interesy swoich członków. Niezwykle ważnym elementem obecnej działalności Izby jest edukacja ubezpieczeniowa. Klient musi mieć nie tylko zapewnioną najskuteczniejszą ochronę ubezpieczeniową, ale także pełną świadomość tego, jak działa ubezpieczenie i jakie potrzeby mogą zaspokoić konkretne produkty.
Rozmawiała Małgorzata Dygas





























































