2007-03-19 05:33 Źródło: Informacyjna Agencja Radiowa
Sabotaż polskiego czołgu dla Malezji?
Firma Bumar zwróciła się w zeszłym roku do ABW o nadzór nad testami technicznymi czołgu, przeznaczonego na eksport do Malezji. Powodem było stwierdzenie sabotażu - ujawnia "Życie Warszawy".
Według dziennika tylko nadzwyczajne środki bezpieczeństwa uratowały reputację największej polskiej grupy zbrojeniowej i kontrakt wart około 380 milionów dolarów. Chodzi o eksport 48 czołgów, sześciu wozów zabezpieczenia technicznego, pięciu mostów samobieżnych i trzech wozów inżynieryjnych, które polska grupa zbrojeniowa Bumar ma dostarczyć Malezji.
Problemy z realizacją kontraktu zaczęły się podczas prób prototypu czołgu jesienią 2005 roku - pisze "Życie Warszawy". W maszynie, która bez zarzutu spisywała się w Polsce, w Malezji zawiodło niemal wszystko: silnik, łączność, a nawet klimatyzacja. Rząd malezyjski dał Bumarowi rok na usunięcie stwierdzonych awarii.
W zeszłym roku ponownie pojawiły się poważne problemy. Po sprawdzeniu okazało się, że zostało zmienione ustawienie pompy paliwowej. Ponieważ technicy wykluczyli przypadek, ówczesny prezes Bumaru Roman Baczyński nabrał podejrzeń i zlecił analizę wcześniejszych problemów z czołgiem. Okazało się, że prawdopodobnie także one były spowodowane przez osoby trzecie. Prezes Baczyński informację o swoich podejrzeniach przekazał Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ze swej strony Bumar wynajął kilku byłych funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu, którzy nie spuszczali czołgu z oka przez całą dobę, a w hali, w której stał, zainstalowano kamery i czujniki ruchu - czytamy w "Życiu Warszawy".
"Życie Warszawy"/dabr
Według dziennika tylko nadzwyczajne środki bezpieczeństwa uratowały reputację największej polskiej grupy zbrojeniowej i kontrakt wart około 380 milionów dolarów. Chodzi o eksport 48 czołgów, sześciu wozów zabezpieczenia technicznego, pięciu mostów samobieżnych i trzech wozów inżynieryjnych, które polska grupa zbrojeniowa Bumar ma dostarczyć Malezji.
Problemy z realizacją kontraktu zaczęły się podczas prób prototypu czołgu jesienią 2005 roku - pisze "Życie Warszawy". W maszynie, która bez zarzutu spisywała się w Polsce, w Malezji zawiodło niemal wszystko: silnik, łączność, a nawet klimatyzacja. Rząd malezyjski dał Bumarowi rok na usunięcie stwierdzonych awarii.
W zeszłym roku ponownie pojawiły się poważne problemy. Po sprawdzeniu okazało się, że zostało zmienione ustawienie pompy paliwowej. Ponieważ technicy wykluczyli przypadek, ówczesny prezes Bumaru Roman Baczyński nabrał podejrzeń i zlecił analizę wcześniejszych problemów z czołgiem. Okazało się, że prawdopodobnie także one były spowodowane przez osoby trzecie. Prezes Baczyński informację o swoich podejrzeniach przekazał Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ze swej strony Bumar wynajął kilku byłych funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu, którzy nie spuszczali czołgu z oka przez całą dobę, a w hali, w której stał, zainstalowano kamery i czujniki ruchu - czytamy w "Życiu Warszawy".
"Życie Warszawy"/dabr
Gorące tematy
Najnowsze
- 2012-05-29
-
- 22:07
- Inwestorzy odcinają się od problemów Hiszpanii [Depesza Bankier.pl: Rynki finansowe]
- 19:54
- Dworak widzi perspektywy dla mediów publicznych [IAR]
- 19:45
- Milicja przyznaje, że kibice bywają rasistami [IAR]
- 19:40
- Sonel wypłaci 0,4 zł dywidendy na akcję z zysku za 2011 rok [PAP]
- 19:14
- Kraje UE nie chcą zbyt kosztownych celów oszczędzania energii [PAP]








Dodaj komentarz