2007-03-20 07:31 Źródło: POLSKA Dziennik Zachodni
Rozmowa z Rajmundem Żelewskim, wiceprezesem Polsko-Chińskiej Izby Gospodarczej
DZ: Czy łatwo jest wypromować nasze produkty na chińskim rynku?
Rajmund Żelewski: To jest bardzo trudne, aczkolwiek próbujemy. Co charakterystyczne, Chińczycy są zainteresowani drogimi, markowymi towarami. Inaczej nie możemy konkurować, jak tylko przez pokazanie czegoś dobrego. W Hongkongu, w jednym z wieżowców ktoś sprzedaje lampy solne z Wieliczki. To są bardzo drogie lampy, a mimo to zainteresowanie jest duże. Mamy także dużo zapytań o bursztyn czy biżuterię. Chińczycy są bardzo otwarci. Polskę traktują jako takie wrota do Europy, bo oni zawsze jadą od nas jeszcze gdzieś dalej.
DZ: W Polsce możemy kupić mnóstwo towarów wyprodukowanych w Chinach. Czy nasi przedsiębiorcy proszą was o pomoc w sprawie importu chińskich produktów?
RŻ: Nie ma takiej potrzeby. Ostatnio mamy jednak wiele próśb o pomoc od polskich przedsiębiorców, którzy trafili w Chinach na nieuczciwych partnerów. Pomagamy polskim firmom odzyskać kapitał, który tam zainwestowali albo uzdrowić kontakt między kontrahentami.
DZ: Czy można w tej sytuacji powiedzieć, że współpraca polsko-chińska stale się rozwija?
RŻ: Tak i to w bardzo szybkim tempie. Ostatnio naszym przedsiębiorcom trochę paniki napędziła informacja, że Chińczycy mają u nas budować drogi i włączać się w budowę infrastruktury. Myślę jednak, że nie tędy droga. To powinno wyzwolić taką zdrową rywalizację. Nie powinniśmy się tak bardzo skupiać na obronie własnego interesu. Przedsiębiorcy powinni przede wszystkim patrzeć na obniżenie kosztów. Kiedyś ładnie to powiedział ambasador chiński w Polsce. Stwierdził, że polscy przedsiębiorcy chcieliby mieć pięćdziesiąt procent zysku z każdego projektu. Z tych pięćdziesięciu procent, ewentualnie dziesięć zainwestują w swoją firmę. U nas - powiedział ambasador - Chińczycy chcą mieć sześć procent zysku, z których cztery przeznaczą na rozwój działalności, a dwa na konsumpcję. Taka jest różnica.
Dziennik Zachodni
Rozmawiał: Grzegorz Żądło
Rajmund Żelewski: To jest bardzo trudne, aczkolwiek próbujemy. Co charakterystyczne, Chińczycy są zainteresowani drogimi, markowymi towarami. Inaczej nie możemy konkurować, jak tylko przez pokazanie czegoś dobrego. W Hongkongu, w jednym z wieżowców ktoś sprzedaje lampy solne z Wieliczki. To są bardzo drogie lampy, a mimo to zainteresowanie jest duże. Mamy także dużo zapytań o bursztyn czy biżuterię. Chińczycy są bardzo otwarci. Polskę traktują jako takie wrota do Europy, bo oni zawsze jadą od nas jeszcze gdzieś dalej.
DZ: W Polsce możemy kupić mnóstwo towarów wyprodukowanych w Chinach. Czy nasi przedsiębiorcy proszą was o pomoc w sprawie importu chińskich produktów?
RŻ: Nie ma takiej potrzeby. Ostatnio mamy jednak wiele próśb o pomoc od polskich przedsiębiorców, którzy trafili w Chinach na nieuczciwych partnerów. Pomagamy polskim firmom odzyskać kapitał, który tam zainwestowali albo uzdrowić kontakt między kontrahentami.
DZ: Czy można w tej sytuacji powiedzieć, że współpraca polsko-chińska stale się rozwija?
RŻ: Tak i to w bardzo szybkim tempie. Ostatnio naszym przedsiębiorcom trochę paniki napędziła informacja, że Chińczycy mają u nas budować drogi i włączać się w budowę infrastruktury. Myślę jednak, że nie tędy droga. To powinno wyzwolić taką zdrową rywalizację. Nie powinniśmy się tak bardzo skupiać na obronie własnego interesu. Przedsiębiorcy powinni przede wszystkim patrzeć na obniżenie kosztów. Kiedyś ładnie to powiedział ambasador chiński w Polsce. Stwierdził, że polscy przedsiębiorcy chcieliby mieć pięćdziesiąt procent zysku z każdego projektu. Z tych pięćdziesięciu procent, ewentualnie dziesięć zainwestują w swoją firmę. U nas - powiedział ambasador - Chińczycy chcą mieć sześć procent zysku, z których cztery przeznaczą na rozwój działalności, a dwa na konsumpcję. Taka jest różnica.
Dziennik Zachodni
Rozmawiał: Grzegorz Żądło






Dodaj komentarz