Szczegółowy plan ma powstać w ciągu kilku najbliższych dni. Minister pracy powiedział, że nie ma już możliwości rozmów o przywróceniu do życia fabryki kabli. Konieczne stało się inne rozwiązanie tej kwestii. Zaproponowano wykorzystanie uzbrojonego terenu o powierzchni około 34 ha, na którym znajdowała się fabryka. Jeśli pojawiliby się inwestorzy, mogłyby powstać tam nowe miejsca pracy. Na tym opiera się program ratunkowy. Zakłada on, że tereny po fabryce kabli przejęte zostaną przez Agencję Rozwoju Przemysłu jako przedstawiciela Tele-Foniki. Myślenicka firma ma zostać spłacona przez ARP po sprzedaniu gruntów inwestorom. Istotne jest to, by przedsiębiorcy pojawili się jak najszybciej i podjęli działalność wytwórczą. Aby to osiągnąć, zakłada się uwolnienie terenu od podatku od nieruchomości. Gmina stawia jednak dwa warunki potencjalnym inwestorom. Mają oni zatrudniać w pierwszej kolejności byłych pracowników fabryki kabli oraz nie mogą odłączyć mediów zasilających znajdujące się obok byłej wytwórni osiedle mieszkaniowe, przedszkole i szkołę. W pozyskaniu inwestorów pomóc gminie ma ARP. Spytany o metody ich przyciągania minister Hausner powiedział, że atrakcyjne w tej propozycji są 34 ha uzbrojonego terenu położonego w pobliżu wielkiej aglomeracji oraz społeczność o tradycjach przemysłowych. Wsparcia ARP udzieli samorząd lokalny oraz ministerstwa pracy i gospodarki. Na obecnym etapie najważniejsze jest uzyskanie porozumienia z właścicielem Tele-Foniki w sprawie przejęcia gruntów przez ARP. Jak stwierdził minister Hausner przy dobrej woli władz Tele-Foniki w ciągu dwóch tygodni można dojść do porozumienia w tej sprawie. Minister skarbu Wiesław Kaczmarek ma jak najszybciej nawiązać kontakt z władzami Tele-Foniki w celu rozwiązania tej kwestii. Jeśli władze gminy nawiążą współpracę z samorządem powiatu i województwa, to możliwe będzie stworzenie lokalnego programu ożywienia działalności gospodarczej, szczególnie celowego w obliczu grupowych zwolnień w błońskiej Merze. Minister pracy zapowiedział, że w razie przejęcia terenu Kabli przez ARP przekaże dodatkowe środki z Funduszu Pracy na aktywizację zawodową. Ministerstwo Gospodarki uruchomi środki, które ma do swojej dyspozycji. Mogą być one przeznaczone na fundusz gwarancji kredytowych, który pozwoli ożywić małą i średnią przedsiębiorczość na terenie Ożarowa i powiatu Błonie.
Wygląda na to, że rząd faktycznie próbuje rozwiązać problemy Ożarowa. Program ten stwarza pewne nadzieje, i po dopracowaniu szczegółów może umożliwić powstanie nowych miejsc pracy. Wątpliwości budzi jednak optymizm, z jakim mówi się o przyciągnięciu inwestorów. Przedsiębiorcy raczej nie byliby zachwyceni koniecznością zatrudnienia w pierwszej kolejności byłych pracowników Kabli, ponieważ musieliby ich przeszkolić. A możliwości wejścia do Ożarowa inwestora zainteresowanego produkcją kabli są niewielkie. Wydaje się jednak, że program ten ma pewne szanse na sukces. W każdym razie władze gminy i rząd próbują coś robić w kwestii tworzenia nowych miejsc pracy.
PAWEŁ KORULCZYK
Rozmowa PG z Mieczysławem Wójcikiem, byłym burmistrzem Ożarowa Mazowieckiego
- Dlaczego Pańskim zdaniem w Ożarowie doszło to takiej a nie innej sytuacji?
- Moim zdaniem bezpośrednim powodem obecnego konfliktu jest kontrowersyjna decyzja prezesa UOKiK o sprzedaży Kabli Tele-Fonice. Jest to na pewno decyzja niezgodna z ustawą o ochronie konkurencji i konsumenta. Zresztą przebieg wydarzeń wydaje mi się też co najmniej dziwny. Jeżeli przedstawiciele Tele-Foniki mówią teraz, iż zakład w Ożarowie jest wysoce nierentowny i produkcja w nim po prostu się nie opłaca to dlaczego zdecydowali się na jego kupno? Sam zakład był przecież dwukrotnie restrukturyzowany, najpierw przez państwo, przed prywatyzacją, potem przez nowego właściciela czyli Elektrim, który inwestował tam zarówno w hale produkcyjne, maszyny jak sam proces produkcyjny. Uważam zatem, że władze Tele-Foniki kupując Kable nie myślały o samym zakładzie, a raczej o kupieniu rynku, zakładając od razu likwidację zakładu. Mówienie o jego nierentowności jest raczej tylko pretekstem i to do tego nienajlepszym.
- Czy musiało dojść do aż takiego konfliktu?
- Sądzę, że nie. Kable zatrudniały kiedyś ponad 2000 pracowników, potem 1600, wreszcie w końcowym okresie 900 osób. I podczas zmniejszania zatrudnienia nie dochodziło do aż takich konfliktów. Gmina Ożarów i jej okolice rozwijała się i rozwija bardzo szybko, i gdyby produkcja w zakładzie była powoli zmniejszana to rynek wchłonąłby kolejnych odchodzących z fabryki pracowników. Prawdziwym problemem jest tempo w jakim Tele-Fonika postanowiła zlikwidować zakład. Istotną rzeczą jest także fakt, iż między pracownikami Kabli a Tele-Foniką nie prowadzone były żadne rozmowy dotyczące przyszłości fabryki. Jeżeli mówimy zaś o bezrobotnych to nie możemy zapomnieć, że oprócz samych pracowników pracę straci wiele innych osób, współpracujących z Kablami, takich jak dostawcy materiałów, firmy transportowe. To poważny problem niestety do tej pory rzadko wspominany w mediach. To wszystko oraz ogólna recesja doprowadziły do tego co widzimy w tej chwili pod bramą zakładu.
- Czy mieszkańcy Ożarowa i pracownicy Kabli mają nadzieję na funkcjonowanie fabryki w dotychczasowej formie?
- Sądzę, że mają. Inaczej nie staliby pod bramą zakładu, blokując wywóz przez Tele-Fonikę maszyn i surowców.
Rozmawiał JAKUB GRADOWSKI





























































