2009-01-09 07:31 Źródło: POLSKA Dziennik Bałtycki
Pomorze dostaje gaz, ale brakuje magazynów
Pomorskie zakłady na razie nie muszą liczyć się ze zmniejszeniem dostaw
gazu ziemnego. - Obecnie dostawy do wszystkich odbiorców realizowane są na
bieżąco, bez zakłóceń, zgodnie z zamówioną mocą i ilościami - zapewnia
Izabela Dyguła, pełnomocnik ds. Ochrony Zasobów PGNiG SA, Pomorski Oddział
Obrotu Gazem.
Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo zdecydowało na razie, że zmniejszy dostawy dla największych odbiorców w kraju, czyli zakładów petrochemicznych - Zakładów Azotowych Puławy i PKN Orlen. Kryzys gazowy nie dotknie pomorskiej spółki - Grupy Lotos. Rafineria nie wykorzystuje bowiem w ogóle gazu ziemnego.
- W procesach produkcyjnych używamy gazu LPG z własnych źródeł - powiedział Marcin Zachowicz, rzecznik GL.
Konflikt gazowy po raz kolejny już pokazał, że problem uzależnienia gospodarki od rosyjskiego gazu nie został rozwiązany. Według ekspertów trzeba dywersyfikować dostawy i zbierać zapasy. Pomorze odgrywa tu ważną rolę.
- Obecnie mamy sytuację podobną do tej z 2006 roku. Jednak nikt nie wyciągnął żadnych wniosków z kryzysu sprzed trzech lat. Jestem pewien, że nikt też nie wyciągnie wniosków z obecnej sytuacji - uważa Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku gazu i paliw.
Według niego należy zwiększyć liczbę magazynów gazu ziemnego. Pomorze jednak wciąż ich nie posiada, choć o potrzebie ich budowy mówi się od lat. Najbliższe zlokalizowane są w Mogilnie na południu woj. kujawsko-pomorskiego. Magazyny na Pomorzu powstaną dopiero za kilka lat na terenie gminy Kosakowo, kilka kilometrów na północ od Gdyni. Być może pierwsze prace ruszą jeszcze w tym miesiącu.
- Już rozpoczynamy inwestycję w takim zakresie, na jaki mamy pozwolenia na budowę - mówi Teresa Laskowska, prezes Investgas SA, spółki PGNiG realizującej inwestycje. - W styczniu na teren budowy wprowadzony zostanie wykonawca w celu dokonania odwiertów.
Inwestycja została podzielona na etapy. W pierwszym, którego zakończenie przewidziane jest na 2012-2013 rok powstanie klaster pięciu kawern.
- Docelowo w 10 kawernach magazynowane ma być 250 mln metrów sześc. gazu ziemnego - dodała Laskowska. - Zbiorniki zaopatrywane będą gazociągiem łączącym PMG Kosakowo z Wiśliną. Będzie miał on długość 22 km i łączyć się będzie z istniejącą siecią gazociągów.
Zgromadzone w Kosakowie zapasy gazu mają służyć zabezpieczeniu dostaw dla województwa pomorskiego i Trójmiasta. Roczne zużycie gazu ziemnego w regionie szacowane jest na 500 mln m sześc. Rezerwy gazu starczyłyby zatem na kilka miesięcy.
Magazyny gazu nie zapewnią jednak dywersyfikacji dostaw surowca. Tak jak obecnie, będzie on pochodził ze źródeł krajowych lub z Rosji. Kolejne rządy pracowały nad koncepcjami budowy gazociągu z Norwegii, połączenia z gazociągami niemieckimi. Dwa lata temu postawiono też na budowę gazoportu. Przeładowywany ma być w nim skroplony gaz ziemny dostarczany statkami. W rywalizacji o tę inwestycję Świnoujście wygrało z Gdańskiem. Czy słusznie? Okazuje się, że za 5 lat wcale nie powstanie tam wielki gazoport.
- Nie wiem, dlaczego naszą inwestycję w Świnoujściu nazywa się gazoportem - zaznacza Andrzej Borowiec, dyrektor Urzędu Morskiego w Szczecinie. - Budujemy uniwersalny port zewnętrzny. Będą cztery stanowiska do przeładunków statków, w tym jedno dla gazowców LNG.
- Gazoport miał powstać najpierw w 2005, następnie 2010, później w 2014. Teraz słyszałem, że inwestycja została przesunięta na 2015. Ani PiS, ani PO nie radzą sobie z tym pomysłem - uważa Szczęśniak.
Czy w tej sytuacji warto powrócić do koncepcji budowy gazoportu w Gdańsku?
- Koncepcja była dość zaawansowana - powiedział Janusz Kasprowicz, rzecznik Zarządu Morskiego Portu Gdańsk SA. - Decyzje podejmowane są jednak w Warszawie. Port nie jest decydentem, nie będzie też inwestorem.
Gaz, czyli polityka i duże pieniądze
Artur Kiełbasiński, szef serwisu naszemiasto.pl
- Po raz kolejny obserwujemy "gazową wojnę" Rosji i Ukrainy. Po raz kolejny media straszą wizją zimnych mieszkań i niepodgrzanych obiadów. Obie te wizje to czarnowidztwo, które się nie spełni. W ciągu najbliższych dni Rosjanie i Ukraińcy dogadają się w sprawach cen i tranzytu, ogłaszając - każdy swój - sukces. Wszystko wróci do normy, przynajmniej na tak długo, na jak długo zawarta będzie rosyjsko-ukraińska umowa. Skąd ta pewność, że nie grozi nam "gazowa zapaść"? Zbyt często poddajemy się obawom pt. "a co będzie, jak Rosja zakręci kurek z gazem". A odpowiedź jest bardzo prosta - jak Rosja zakręci kurek z gazem, to rosyjski budżet straci miliardy dolarów. A na to władcy Kremla nie mogą sobie pozwolić. Bo bieda w Rosji to niezadowoleni Rosjanie, to groźba utraty reputacji przez rosyjskie władze. A do tego ani rosyjski prezydent, ani premier dopuścić nie mogą. Wielu analityków podkreśla, że powodem obecnej "wojny gazowej" jest dążenie Rosjan do zrekompensowania strat, jakie ponoszą z powodu spadających cen ropy na świecie. A na takie rozwiązanie Ukraina nie chciała się zgodzić. Jednak przy tej okazji Rosja próbuje zyskać jeszcze jedno. I wcale nie chodzi tu o wpływ na sprawy wewnętrzne Ukrainy. Raczej Rosjanie próbują udowodnić, jak niezbędny jest Gazociąg Północny, prowadzony po dnie Bałtyku. Jeszcze dwa lata temu inwestycja wydawała się pewna. Jednak w ostatnim czasie coraz więcej państw bałtyckich oprotestowywało planowaną rosyjsko-niemiecką inwestycję. Co więcej - światowy kryzys finansowy sprowokował kolejne pytania o koszty budowy rury na dnie Bałtyku. Nad planowanym gazociągiem zaczęły zbierać się ciemne chmury. Teraz Rosja może powiedzieć - "wszyscy potrzebujemy tej rury po to, aby jacyś Ukraińcy nie mogli zakłócać harmonijnego handlu z Europą...". I mam wrażenie, że to właśnie jest główny powód obecnej "wojny gazowej" - próba wywarcia presji na Europę, w zakresie wsparcia kontrowersyjnej inwestycji. Bo tak naprawdę Europa i Rosja są na siebie skazane. Rosja nigdzie indziej nie sprzeda tak dużo gazu, za tak wielkie pieniądze jak właśnie w Europie. Opowieści o gazowcach zaopatrujących całą Europę czy choćby Polskę w gaz transportowany np. z Afryki Północnej to fikcja. Rosja będzie nam sprzedawała gaz, a my będziemy go od niej kupować. Bo tak jest taniej i logiczniej. Nie oznacza to jednak, że "wojnę gazową" możemy lekceważyć. Wręcz przeciwnie. Tymczasem mam wrażenie, że od lat nie są wyciągane żadne wnioski. Gazoport nie jest budowany, mimo że sprawę lokalizacji rozstrzygnięto 2 lata temu (to czy dobrze - to zupełnie inny problem). Od tego czasu w Świnoujściu w sprawie terminalu gazowego nie dzieje się prawie nic. Sprawą bardziej interesują się ekolodzy niż rząd, który dopiero w sytuacji kryzysowej udaje, że coś robi (i dotyczy to każdego kolejnego rządu). Od lat mówi się o połączeniu pod Szczecinem polskiego systemu gazociągów z systemem europejskim. Mówi się i nic z tego nie wynika. Efektów "mówienia" nie widać. Budowa gigantycznych zbiorników na gaz (np. w okolicach Gdyni) ciągnie się od lat. Z mizernymi skutkami. Kolejne kryzysy gazowe poza medialnym zamieszaniem nie przynoszą zmiany sytuacji. Bo w gruncie rzeczy każdy decydent wie, że Rosja nie pozwoli sobie na trwałe odcięcie dopływu gazu. Problem jednak w tym, że od lat wiadomo, że Rosjanie szanują tylko... silnych. Polska "uzbrojona" w gazoport, większe możliwości składowania gazu, gazociąg do europejskiego systemu wymiany gazu jest w lepszej sytuacji w rozmowach z Gazpromem niż Polska skazana na gaz z jednej - rosyjskiej - rury. Sytuacja negocjacyjna naszego kraju jest wówczas nieporównanie silniejsza. I wiadomo o tym od lat. Tymczasem nasz "gazowy oręż" cały czas jest w fazie planów, uzgodnień, koncepcji. Nie ma konkretów, brakuje merytorycznych decyzji i wiążących terminów. Gdybanie i dyskusja trwają w najlepsze, gdy naprawdę potrzebne jest działanie. Obawiam się jednak, że za kilka dni o "gazowej wojnie" zapomnimy i nic się nie zmieni. Do kolejnego stycznia? Na to się zanosi...
POLSKA Dziennik Bałtycki
Jacek Klein, Jacek Sieński
Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo zdecydowało na razie, że zmniejszy dostawy dla największych odbiorców w kraju, czyli zakładów petrochemicznych - Zakładów Azotowych Puławy i PKN Orlen. Kryzys gazowy nie dotknie pomorskiej spółki - Grupy Lotos. Rafineria nie wykorzystuje bowiem w ogóle gazu ziemnego.
- W procesach produkcyjnych używamy gazu LPG z własnych źródeł - powiedział Marcin Zachowicz, rzecznik GL.
Konflikt gazowy po raz kolejny już pokazał, że problem uzależnienia gospodarki od rosyjskiego gazu nie został rozwiązany. Według ekspertów trzeba dywersyfikować dostawy i zbierać zapasy. Pomorze odgrywa tu ważną rolę.
- Obecnie mamy sytuację podobną do tej z 2006 roku. Jednak nikt nie wyciągnął żadnych wniosków z kryzysu sprzed trzech lat. Jestem pewien, że nikt też nie wyciągnie wniosków z obecnej sytuacji - uważa Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku gazu i paliw.
Według niego należy zwiększyć liczbę magazynów gazu ziemnego. Pomorze jednak wciąż ich nie posiada, choć o potrzebie ich budowy mówi się od lat. Najbliższe zlokalizowane są w Mogilnie na południu woj. kujawsko-pomorskiego. Magazyny na Pomorzu powstaną dopiero za kilka lat na terenie gminy Kosakowo, kilka kilometrów na północ od Gdyni. Być może pierwsze prace ruszą jeszcze w tym miesiącu.
- Już rozpoczynamy inwestycję w takim zakresie, na jaki mamy pozwolenia na budowę - mówi Teresa Laskowska, prezes Investgas SA, spółki PGNiG realizującej inwestycje. - W styczniu na teren budowy wprowadzony zostanie wykonawca w celu dokonania odwiertów.
Inwestycja została podzielona na etapy. W pierwszym, którego zakończenie przewidziane jest na 2012-2013 rok powstanie klaster pięciu kawern.
- Docelowo w 10 kawernach magazynowane ma być 250 mln metrów sześc. gazu ziemnego - dodała Laskowska. - Zbiorniki zaopatrywane będą gazociągiem łączącym PMG Kosakowo z Wiśliną. Będzie miał on długość 22 km i łączyć się będzie z istniejącą siecią gazociągów.
Zgromadzone w Kosakowie zapasy gazu mają służyć zabezpieczeniu dostaw dla województwa pomorskiego i Trójmiasta. Roczne zużycie gazu ziemnego w regionie szacowane jest na 500 mln m sześc. Rezerwy gazu starczyłyby zatem na kilka miesięcy.
Magazyny gazu nie zapewnią jednak dywersyfikacji dostaw surowca. Tak jak obecnie, będzie on pochodził ze źródeł krajowych lub z Rosji. Kolejne rządy pracowały nad koncepcjami budowy gazociągu z Norwegii, połączenia z gazociągami niemieckimi. Dwa lata temu postawiono też na budowę gazoportu. Przeładowywany ma być w nim skroplony gaz ziemny dostarczany statkami. W rywalizacji o tę inwestycję Świnoujście wygrało z Gdańskiem. Czy słusznie? Okazuje się, że za 5 lat wcale nie powstanie tam wielki gazoport.
- Nie wiem, dlaczego naszą inwestycję w Świnoujściu nazywa się gazoportem - zaznacza Andrzej Borowiec, dyrektor Urzędu Morskiego w Szczecinie. - Budujemy uniwersalny port zewnętrzny. Będą cztery stanowiska do przeładunków statków, w tym jedno dla gazowców LNG.
- Gazoport miał powstać najpierw w 2005, następnie 2010, później w 2014. Teraz słyszałem, że inwestycja została przesunięta na 2015. Ani PiS, ani PO nie radzą sobie z tym pomysłem - uważa Szczęśniak.
Czy w tej sytuacji warto powrócić do koncepcji budowy gazoportu w Gdańsku?
- Koncepcja była dość zaawansowana - powiedział Janusz Kasprowicz, rzecznik Zarządu Morskiego Portu Gdańsk SA. - Decyzje podejmowane są jednak w Warszawie. Port nie jest decydentem, nie będzie też inwestorem.
Gaz, czyli polityka i duże pieniądze
Artur Kiełbasiński, szef serwisu naszemiasto.pl
- Po raz kolejny obserwujemy "gazową wojnę" Rosji i Ukrainy. Po raz kolejny media straszą wizją zimnych mieszkań i niepodgrzanych obiadów. Obie te wizje to czarnowidztwo, które się nie spełni. W ciągu najbliższych dni Rosjanie i Ukraińcy dogadają się w sprawach cen i tranzytu, ogłaszając - każdy swój - sukces. Wszystko wróci do normy, przynajmniej na tak długo, na jak długo zawarta będzie rosyjsko-ukraińska umowa. Skąd ta pewność, że nie grozi nam "gazowa zapaść"? Zbyt często poddajemy się obawom pt. "a co będzie, jak Rosja zakręci kurek z gazem". A odpowiedź jest bardzo prosta - jak Rosja zakręci kurek z gazem, to rosyjski budżet straci miliardy dolarów. A na to władcy Kremla nie mogą sobie pozwolić. Bo bieda w Rosji to niezadowoleni Rosjanie, to groźba utraty reputacji przez rosyjskie władze. A do tego ani rosyjski prezydent, ani premier dopuścić nie mogą. Wielu analityków podkreśla, że powodem obecnej "wojny gazowej" jest dążenie Rosjan do zrekompensowania strat, jakie ponoszą z powodu spadających cen ropy na świecie. A na takie rozwiązanie Ukraina nie chciała się zgodzić. Jednak przy tej okazji Rosja próbuje zyskać jeszcze jedno. I wcale nie chodzi tu o wpływ na sprawy wewnętrzne Ukrainy. Raczej Rosjanie próbują udowodnić, jak niezbędny jest Gazociąg Północny, prowadzony po dnie Bałtyku. Jeszcze dwa lata temu inwestycja wydawała się pewna. Jednak w ostatnim czasie coraz więcej państw bałtyckich oprotestowywało planowaną rosyjsko-niemiecką inwestycję. Co więcej - światowy kryzys finansowy sprowokował kolejne pytania o koszty budowy rury na dnie Bałtyku. Nad planowanym gazociągiem zaczęły zbierać się ciemne chmury. Teraz Rosja może powiedzieć - "wszyscy potrzebujemy tej rury po to, aby jacyś Ukraińcy nie mogli zakłócać harmonijnego handlu z Europą...". I mam wrażenie, że to właśnie jest główny powód obecnej "wojny gazowej" - próba wywarcia presji na Europę, w zakresie wsparcia kontrowersyjnej inwestycji. Bo tak naprawdę Europa i Rosja są na siebie skazane. Rosja nigdzie indziej nie sprzeda tak dużo gazu, za tak wielkie pieniądze jak właśnie w Europie. Opowieści o gazowcach zaopatrujących całą Europę czy choćby Polskę w gaz transportowany np. z Afryki Północnej to fikcja. Rosja będzie nam sprzedawała gaz, a my będziemy go od niej kupować. Bo tak jest taniej i logiczniej. Nie oznacza to jednak, że "wojnę gazową" możemy lekceważyć. Wręcz przeciwnie. Tymczasem mam wrażenie, że od lat nie są wyciągane żadne wnioski. Gazoport nie jest budowany, mimo że sprawę lokalizacji rozstrzygnięto 2 lata temu (to czy dobrze - to zupełnie inny problem). Od tego czasu w Świnoujściu w sprawie terminalu gazowego nie dzieje się prawie nic. Sprawą bardziej interesują się ekolodzy niż rząd, który dopiero w sytuacji kryzysowej udaje, że coś robi (i dotyczy to każdego kolejnego rządu). Od lat mówi się o połączeniu pod Szczecinem polskiego systemu gazociągów z systemem europejskim. Mówi się i nic z tego nie wynika. Efektów "mówienia" nie widać. Budowa gigantycznych zbiorników na gaz (np. w okolicach Gdyni) ciągnie się od lat. Z mizernymi skutkami. Kolejne kryzysy gazowe poza medialnym zamieszaniem nie przynoszą zmiany sytuacji. Bo w gruncie rzeczy każdy decydent wie, że Rosja nie pozwoli sobie na trwałe odcięcie dopływu gazu. Problem jednak w tym, że od lat wiadomo, że Rosjanie szanują tylko... silnych. Polska "uzbrojona" w gazoport, większe możliwości składowania gazu, gazociąg do europejskiego systemu wymiany gazu jest w lepszej sytuacji w rozmowach z Gazpromem niż Polska skazana na gaz z jednej - rosyjskiej - rury. Sytuacja negocjacyjna naszego kraju jest wówczas nieporównanie silniejsza. I wiadomo o tym od lat. Tymczasem nasz "gazowy oręż" cały czas jest w fazie planów, uzgodnień, koncepcji. Nie ma konkretów, brakuje merytorycznych decyzji i wiążących terminów. Gdybanie i dyskusja trwają w najlepsze, gdy naprawdę potrzebne jest działanie. Obawiam się jednak, że za kilka dni o "gazowej wojnie" zapomnimy i nic się nie zmieni. Do kolejnego stycznia? Na to się zanosi...
POLSKA Dziennik Bałtycki
Jacek Klein, Jacek Sieński









Dodaj komentarz