2008-03-07 06:00 Źródło: manager magazin
Polskie gwiazdy sprawdzają się w biznesie
Artyści-inwestorzy. There’s no business like show business? Nie u nas. Polskie gwiazdy – z wyjątkiem pojedynczych przypadków – nie zarabiają kroci. Dlatego też coraz częściej zakładają firmy albo zabezpieczają się na przyszłość, inwestując w akcje, obligacje czy nieruchomości.
Kiedy w 1987 r. Dariusz Gęsior zaczynał w Ruchu Chorzów karierę napastnika, miał 18 lat. Ale już rok później leżał na stole operacyjnym po urazie kolan. – Lekarze orzekli, że mogę zapomnieć o bieganiu po boisku – wspomina. Na szczęście ten czarny scenariusz się nie sprawdził. Gęsior karierę sportową zakończył dopiero pod koniec ubiegłego roku, a w międzyczasie zdążył zdobyć srebrny medal na igrzyskach w Barcelonie czy 22 razy wystąpić w reprezentacji Polski. Jednak to właśnie wówczas, kiedy leżał w szpitalu, zdał sobie sprawę, że warto pomyśleć jak najszybciej o odkładaniu zarobionych pieniędzy.
– Teraz nie muszę się martwić o emeryturę – przyznaje piłkarz. Większość gwiazd polskiego sportu i show-biznesu tylko z pozoru epatuje bogactwem. Bo na sztuce samej w sobie zwykle nie da się zarobić. Dlatego, żeby zapewnić sobie spokojną starość, szukają dodatkowych źródeł dochodów. Coraz więcej artystów – zwłaszcza tych, którym ciężko się odnaleźć w świecie reklam i mało ambitnych seriali – decyduje się na zdobycie drugiego fachu lub założenie biznesu. Inwestycje w nieruchomości, bankowe lokaty czy fundusze to także ich sposób na lepszą emeryturę. Dariusz Gęsior od niedawna rozwija firmę, która doradza w kwestiach dotyczących transferów polskich piłkarzy. Jednak w swoim środowisku zasłynął jako król giełdy. – Na przełomie lat 80. i 90. nie było zbyt wiele możliwości oszczędzania, ale od początku starałem się, by pieniądze zarabiały – opowiada Gęsior i pół żartem, pół serio dorzuca, że cyferki interesowały go już w podstawówce – niemal tak jak wuef lubił matematykę.
Kupił mieszkanie, a pieniądze gromadził początkowo w banku. W pierwszej połowie lat 90., wraz z wejściem na parkiet Banku Śląskiego, spróbował swoich sił na rynku kapitałowym. I nie ukrywa, że giełda to do dzisiaj poważne źródło jego przychodów. – Interesują mnie kontrakty terminowe, akcje, fundusze inwestycyjne, od najbardziej ryzykownych – akcyjnych – po obligacje – wymienia Gęsior. – Od lat inwestuję także w mieszkania i ziemię. Był taki moment, że niemal co roku kupowałem jakąś nieruchomość. Co ciekawe, jest inwestorem samoukiem i ufa tylko własnej intuicji. Wieść o zaradnym koledze szybko rozniosła się wśród piłkarzy. Gęsior czasem podpowiadał im, w co warto inwestować. Radosława Matusiaka i Jarosława Bieniuka wyszkolił na wytrawnych inwestorów giełdowych.
Od dwóch lat doradza również oficjalnie, dlatego że jest dyrektorem ds. sprzedaży w firmie doradztwa finansowego Dexus Partners, założonej i kierowanej przez Marka Zubera, byłego doradcę ekonomicznego rządu Kazimierza Marcinkiewicza. Do pomnażania zarobków poprzez tę instytucję zachęcił kilkudziesięciu kolegów, głównie początkujących piłkarzy. – Sportowcy i artyści często osiągają sukces finansowy niespodziewanie i w bardzo młodym wieku – zauważa Marek Zuber. – Nie zawsze zdają sobie sprawę, że ich kariera może równie niespodziewanie się zakończyć. Bywa, że zostają bez pracy i do tego jeszcze z pustym kontem.
Do Dexus Partners piłkarze co miesiąc wpłacają po 1 tys. – 3 tys. złotych. Firma inwestuje powierzone pieniądze w skomponowane przez siebie portfele inwestycyjne, składające się między innymi z akcji spółek, które pomaga wprowadzać na GPW i NewConnect, obligacji, funduszy walutowych czy nieruchomościowych. – Przy sprzyjających wiatrach, do emerytury można w ten sposób uzbierać nawet kilka milionów – przeko- nuje Marek Zuber.
Piłkarze są jedną z najlepiej zarabiających grup zawodowych. Co prawda gracz II ligi inkasuje co miesiąc od 1,2 tys. zł do 15 tys. zł, ale już ekstraklasa może liczyć na dużo więcej. Łukasz Garguła z GKS Bełchatów otrzymuje rocznie, jak donosi „Piłka Nożna”, 1 mln zł brutto, Tomasz Dawidowski
z Wisły Kraków – 100 tys. mniej. Każdy z piłkarzy reprezentacji za awans do Euro 2008 dostał, według „Przeglądu Sportowego”, od kilku tysięcy do ponad 218 tys. zł (Maciej Żurawski).
Gros sportowców, którzy na kontach, głównie dzięki grze w zagranicznych klubach, uzbierali już przynajmniej siedmiocyfrowe kwoty, kupuje – prócz produktów finansowych – nieruchomości.
Andrzej Niedzielan nabył niedawno mieszkanie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, wcześniej – ziemię w Chorwacji i mieszkanie w Bułgarii. Tomasz Kuszczak ma dwupiętrowy dom w Manchesterze, a Jacek Bąk mieszkanie we Francji, pałacyk we Lwówku Śląskim i rezerwację apartamentu w jednym z warszawskich wieżowców, który ma być wybudowany w najbliższych latach.
W nieruchomości inwestuje również Mateusz Kusznierewicz. – Wolę bezpieczne lokaty; oprócz gruntów kupuję także obligacje – mówi wielokrotny mistrz świata i Polski w żeglarstwie olimpijskim. Taką taktykę wypracował wspólnie z firmą, która doradza mu w kwestiach finansowych. – Ale od początku dużą część zarobków przeznaczam na rozwijanie swoich umiejętności i zakup światowej klasy sprzętu – podkreśla Kusznierewicz. – Już nieraz przekonałem się, że inwestowanie w siebie procentuje.
Nie omieszkał zasmakować również w biznesie – to wciąga niemal każdego posiadacza większej gotówki. Stworzył Akademię Sportowej Przygody, zajmującą się organizacją między innymi obozów sportowych dla dzieci i młodzieży, ale po siedmiu latach zawiesił tę działalność ze względu na przygotowania do igrzysk olimpijskich. – Firmowałem ją swoim nazwiskiem, więc nie chciałem powierzać jej prowadzenia komuś innemu – wyjaśnia. – Jednak wkrótce chciałbym do tego przedsięwzięcia wrócić, bo w branży turystycznej radziłem sobie bardzo dobrze i dawało mi to sporo satysfakcji.
To nie jest jedyna jego działalność niezwiązana z żeglarstwem. Wraz ze wspólnikami – inwestorami finansowymi – rozpoczyna budowę hotelu SPA na Kaszubach. Przy hotelu powstanie także przystań żeglarska. – To duże wyzwanie i, mam nadzieję, moje zabezpieczenie na czas emerytury – przyznaje Kusznierewicz. Polscy aktorzy i muzycy rzadko dysponują tak dużą gotówką jak sportowcy. – Gwiazdy nie zarabiają u nas ogromnych pieniędzy, to nie Hollywood – przyznaje Sylwia Diakowska, adwokat z Kancelarii Adwokackiej Diakowska & Drożdż i agentka wielu artystów, m.in. Piotra Adamczyka, Magdaleny Cieleckiej i Borysa Szyca. – W Kalifornii doradztwo się opłaca, ponieważ show-biznes jest czwartą gałęzią przemysłu w Stanach Zjednoczonych – dodaje aktor Michał Żebrowski. – W Polsce to nadal szara strefa.
Trudno więc naszym artystom planować poważne inwestycje i zatrudniać doradców. Jeden z tabloidów znalazł jednak majętne wyjątki wśród rodzimych gwiazd. Jeśli chodzi o piosenkarzy najwięcej ma zarabiać Jacek Stachurski – 400 tys. zł miesięcznie, choć głównie w sezonie letnim, gdy gra dużo koncertów. Dodzie co miesiąc wpada do kieszeni 300 tys. zł, jednak zdarzają się i zarobki ekstra – za występ w sylwestrowy wieczór na wrocławskim rynku zainkasowała 150 tys. złotych. Ale dla porównania, amerykańska piosenkarka Rihanna w niecałą godzinę zarobiła pół miliona dolarów, dając prywatny koncert dla rosyjskiego miliardera Olega Dieripaski. Popularni aktorzy serialowi inkasują od 20 do 30 tys. zł miesięcznie, natomiast główna rola w polskiej produkcji kinowej jest warta nawet kilkaset tysięcy złotych. Lecz taka zdarza się tylko nielicznym, a i to sporadycznie.
Oczywiście, na tym wpływy do domowych budżetów zazwyczaj się nie kończą. Każdy stara się wykorzystać swoją popularność do czerpania dalszych korzyści finansowych. – Pieniądze nie leżą w muzyce, ale wokół niej – przyznaje Michał Wiśniewski, założyciel i lider zespołu Ich Troje. – Nie znam artysty, który żyłby wyłącznie ze śpiewania. Chociaż sprzedał łącznie 12 mln płyt, nie uważa się za bogatego: – Gdybym był, nie musiałbym pracować, a przecież pracuję. Może dlatego, że od lat ściga go urząd podatkowy. – To sprawa, która wlecze się za mną od czasów inwestycji w studio nagrań w Łodzi, gdy wszedłem w spółkę z nieuczciwą osobą – przyznaje. – Teraz moją sytuację prawną regulują doradcy. A ja płacę za brak wiedzy finansowej i współpracy z ekspertami w odpowiednim czasie.
Od sprzedaży każdej płyty do kieszeni artysty wpada niecałe 10 złotych. Teraz jednym z najlepiej zarabiających w tej branży jest Piotr Rubik. Jego „Psałterz Wrześniowy” rozszedł się w nakładzie ponad 150 tys. egzemplarzy, podczas gdy nawet 30 tys. uważa się dziś za sukces. Jednak płyty nie wydaje się co miesiąc. Dodatkowe źródła utrzymania są niezbędne. Dla muzyków są to koncerty (w tym występy na imprezach firmowych), procent od sprzedaży koszulek i innych gadżetów, sesje zdjęciowe oraz honoraria z ZAiKS-u (Piotr Rubik i tutaj znajduje się w grupie otrzymujących najwyższe kwoty – między innymi dzięki stworzonemu przez siebie oraz emitowanemu codziennie sygnałowi zapowiadającemu telewizyjne Wiadomości).
Najpopularniejsi artyści i sportowcy mogą liczyć na kontrakty reklamowe. Ale nie jest to ta kategoria finansowa, która dotyczy gwiazd o międzynarodowej sławie, jak choćby francuskiego piłkarza Thierry Henry’ego, amerykańskiego golfisty Tigera Woodsa czy szwajcarskiego tenisisty Rogera Federera, z których każdy za kontrakt reklamowy (ostatnio z Gillette) inkasuje kilka milionów dolarów. Podobno najlepiej opłacaną
(w reklamach) gwiazdą w Polsce jest Marek Kondrat, a jego umowa z ING opiewa – ponoć – na milion złotych. Drugi pod tym względem jest Michał
Wiśniewski – spekuluje się o 800 tys. zł za promowanie sieci Avans.
– Po tym, jak na udział w świetnej zresztą reklamie kawy zdecydował się Janusz Gajos, takie przedsięwzięcia przestały być traktowane przez artystów jako uwłaczające – mówi Sylwia Diakowska. – Na pewno jednak kampania musi być spójna z wizerunkiem gwiazdy, a nawet podnosić jej prestiż. – To pieniądze zmieniły postrzeganie reklam – dorzuca Wiśniewski. – Psioczą ci, którym nikt takich propozycji nie składał.
Marek Kondrat, aktor i od dwóch lat współwłaściciel sieci sklepów z winami Winarium, bez ogródek przyznaje, że dzięki podpisaniu kontraktu reklamowego z grupą ING mógł w ogóle zacząć inwestować, a przy okazji pozostać niezależny i wierny artystycznym ideałom.
– Jestem z pokolenia aktorów, które nie potrafi dorabiać uczestnicząc w sesjach zdjęciowych do kolorowych pism, grając w mało ambitnych serialach czy tańcząc na lodzie; w tym świecie po prostu się nie odnajduję – tłumaczy. Gdy otrzymywane propozycje nie satysfakcjonowały go od strony artystycznej, umowa z ING zapewniała mu odpowiednie zaplecze finansowe. Tyle, że o swoje finanse Kondrat zaczął dbać już od początku lat 90. Wówczas uległ namowom pewnego banku, który przydzielił mu opiekuna i zachęcił do inwestowania w produkty finansowe. – Do dzisiaj część pieniędzy trzymam w różnych lokatach bankowych, akcjach i obligacjach – mówi Kondrat. – Na własną rękę inwestuję tylko w nieruchomości. Umiejętność pomnażania pieniędzy staram się rozbudzić w swoim synu, bo mnie dużo bardziej pochłania świat wina.
Po drugi fach – prócz aktorstwa – sięgnął także Michał Żebrowski. Od dziesięciu lat jest producentem lub współproducentem przedstawień teatralnych i filmów, w których gra.
– Wkraczałem w swój zawód w czasach kwitnącego kapitalizmu. Dla artysty z głową na karku taka działalność była oczywistą konsekwencją – wyjaśnia Żebrowski, który od niedawna studiuje zarządzanie w warszawskiej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego.
– Zgłębiam wiedzę menedżerską
– zdradza aktor.
Mówi się, że planuje także założyć teatr i ognisko teatralne na warszawskiej Pradze, jednak sam artysta nie chce na razie na ten temat rozmawiać.
Żebrowski sam zarządza swoją karierą, nigdy nie miał menedżera. Po części inwestycjami również zajmuje się samodzielnie, choć nie stroni od pomocy doradców. Ci zaczęli się do niego zgłaszać już w czasach, kiedy jako dwudziestokilkulatek zagrał w filmach „Ogniem i Mieczem” oraz „Pan Tadeusz”. – Od tego czasu jestem wierny jednemu bankowi, którego eksperci odpowiednio lokują moje pieniądze, ale poza bankiem mam też innych doradców inwestycyjnych – mówi Michał Żebrowski. – Uważam bowiem, że należy dbać o sprawy finansowe i zabezpieczać się na przyszłość, to bardzo ważne. Nie chce ujawnić, w co zainwestował, ale nie ukrywa, że jest zwolennikiem kupowania nieruchomości. –
Warto inwestować w ziemię, bo jak powiedział Hemingway, nikt jej już nie produkuje – radzi aktor. Norbert Pyffel z Premium Financial – firmy zajmującej się doradztwem finansowym, podatkowym i kredytowym – jest jednym z nielicznych doradców, którzy wśród klientów mają wielu przedstawicieli show-biznesu. A i do niego można się dostać wyłącznie z polecenia znajomych. W ten sposób Pyffel obsługuje w sumie kilkudziesięciu aktorów, muzyków, reżyserów, prezenterów czy producentów.
Jego klienci angażują bardzo różne kwoty, w zależności od ich możliwości finansowych, od kilkudziesięciu tysięcy do nawet kilku milionów złotych. – W naszej firmie istnieje szansa inwestowania w akcje, fundusze inwestycyjne, surowce, waluty, jak również w produkty strukturyzowane – wyjaśnia Norbert Pyffel. Według niego, coraz więcej artystów decyduje się na konsultacje z doradcą finansowym. Wolą się zająć pracą, zamiast zgłębiać wiedzę ekonomiczną. – Gwiazdy tylko sporadycznie mają własne pomysły na strategię inwestycyjną – twierdzi. – Najczęściej skupiają się na realizacji swoich ambicji życiowych i zawodowych, a środki finansowe powierzają nam, żeby te cele móc łatwiej osiągnąć.
Jednak z drugiej strony powiększa się grono tych, którzy wierzą, że warto iść śladem Marka Kondrata i wykorzystać znane nazwisko do odniesienia sukcesów w budowaniu firmy. Tym bardziej że minęła już wielka fala porażek biznesowych z udziałem sław, do których dochodziło w latach 90. Ten gorzki smak poczuli wówczas nawet twórcy z niemałym dorobkiem artystycznym, jak Krzysztof Kolberger, który założył firmę odzieżową KK, czy Jan Nowicki i jego dom mody Szu. Obydwaj starali się brać udział w zarządzaniu swoimi firmami, chociaż nie mieli o tym pojęcia. Podobny mechanizm zadziałał w przypadku tych, którzy zamarzyli o karierze restauratora. Swoje oszczędności utopili w ten sposób Przemysław Saleta, Andrzej „Piasek” Piaseczny, Jan Pietrzak, Wojciech Jagielski czy Hubert Urbański.
Obecnie do biznesu podchodzi się z większą rozwagą, a wejście w spółkę z doświadczonym menedżerem z bran- ży jest bezwzględną koniecznością. – Bez mojego wspólnika Piotra Pabiańskiego pewnie nie udałoby mi się odnosić sukcesów w branży winiarskiej – przyznaje Marek Kondrat. Pabiański w latach 90. był dystrybutorem wina. Miał 15 proc. tego rynku w Polsce. Sprzedał interes, aby wraz z Kondratem oraz jego kolegami aktorami (Wojciechem Malajkatem, Zbigniewem Zamachowskim i Bogusławem Lindą) założyć sieć restauracji Prohibicja. Po ośmiu latach wszyscy wycofali się z biznesu restauracyjnego. – Wielkich pieniędzy nie zarobiliśmy, ale zdobyliśmy doświadczenie; zgubiła nas chęć szybkiego rozwoju i zbyt pochopne wejście we współpracę z franczyzobiorcami – podsumowuje Kondrat.
Jego koledzy pozostali w zawodzie. On nie. Nie na darmo mówi się, że sukces buduje się na wiedzy zdobytej na porażkach. Dziś jego Winarium (cztery sklepy plus internetowy) ma 5 proc. udziału w polskim rynku sprzedaży wina. A do końca 2010 r. sieć ma zostać rozbudowana do 40 sklepów. Wśród nielicznych, dobrze radzących sobie w gastronomii, jest Katarzyna Figura. Jej restauracja Kom kwitnie dzięki temu też, że do współtworzenia zaprosiła eksperta, Wiesławę Szczep, uznaną restauratorkę i znawczynię win. Ale Figura wraz z mężem Kaiem Schoenhalsem już wcześniej z powodzeniem prowadzili klub Sense (założony głównie z pieniędzy inwestorów). Z dużym zyskiem odsprzedali go po niecałych trzech latach. W myśl wyznawanej przez Figurę, a zasłyszanej przez nią w Nowym Jorku maksymy, że przed upływem trzech lat należy sprzedać restaurację lub stworzyć następną. Bo do tego czasu inwestycja osiąga optymalną wartość.
Pomnożone w gastronomicznej branży pieniądze aktorka inwestuje m.in. w lokaty bankowe – dopóki nie nadarzy się okazja, by wykorzystać je w kolejnym biznesowym przedsięwzięciu. Do zarządzania restauracją się nie miesza. Odgrywa wyłącznie rolę osoby, która swoją twarzą i nazwiskiem przyciąga klientów. Spotyka się z artystami, biznesmenami. – Obecność gwiazdy-właściciela w takich lokalach jest niezbędna – przyznaje Michał Wiśniewski, który jest współwłaścicielem warszawskiego klubu Extravaganza. – Mój klub wyraźnie zwiększył dochody, od kiedy częściej zacząłem w nim bywać, zapraszać znanych gości, doglądać wszystkiego. To niejedyna jego inwestycja. Wspólnie z projektantami Sonią Malinowską i Grzegorzem Kasperkiem prowadzi firmę Xavier Fabienne, która szyje buty na zamówienie.
– Chociaż to małe przedsiębiorstwo, mamy wielu klientów i dużo zamówień – mówi Wiśniewski. Na czarną godzinę trzyma w zanadrzu kilka działek. O dalszych większych zakupach na razie nie ma mowy – póki nie ureguluje zaległych podatków. Wielu artystów i sportowców preferuje inwestycje w przedsięwzięcia pokrewne do wykonywanych przez nich zawodów. Na przykład Dariusz Michalczewski porzucił karierę boksera, by się zająć odkrywaniem i lansowaniem młodych talentów sportowych. Aktor Jerzy Gudejko założył jedną z pierwszych w Polsce agencji aktorskich. Piosenkarka Kayah – wytwórnię płytową Kayax, w której wydaje płyty młodych artystów. Aktor Bogusław Linda i reżyser Maciej Ślesicki otworzyli kilka lat temu Warszawską Szkołę Filmową, a reżyser Andrzej Wajda – Mistrzowską Szkołę Reżyserii.
– Najważniejsze, by biznes był jednocześnie pasją – radzi przyszłym artystom-przedsiębiorcom Marek Kondrat. – Drugi warunek, który jest niezbędny w osiągnięciu sukcesu, to współpraca z ekspertem z danej branży. Bo my, artyści, nie jesteśmy predestynowani do tego, aby robić coś w sposób ciągły. Bujamy w obłokach i działamy pod wpływem impulsu. A biznes wymaga spokoju, koncentracji i czasu. Bez względu jednak na to, czy artyści pójdą jego drogą, czy skoncentrują się na osiąganiu sukcesów w swoim zawodzie, powinni już na początku kariery zainteresować się własnymi finansami. Dowodem na skuteczność takiego postępowania jest leciwy już rockman Alice Cooper. Artysta, zapytany przez amerykański portal finansowy Bankrate.com o swoją strategię inwestycyjną, odpowiedział: „Nie mam pojęcia. Nie robię żadnych biznesów. Ale za to od 33 lat mam tego samego menedżera i zawarliśmy układ: pod koniec każdego miesiąca nie pytam go, gdzie są pieniądze, ale ile ich jest. Nadal mamy kasę, którą zarobiliśmy ponad 30 lat temu. Wypłacam sobie kieszonkowe i prawdopodobnie jestem jedną z nielicznych gwiazd lat 70., które wciąż w ogóle mają pieniądze”.
Monika Kruszewska
Kiedy w 1987 r. Dariusz Gęsior zaczynał w Ruchu Chorzów karierę napastnika, miał 18 lat. Ale już rok później leżał na stole operacyjnym po urazie kolan. – Lekarze orzekli, że mogę zapomnieć o bieganiu po boisku – wspomina. Na szczęście ten czarny scenariusz się nie sprawdził. Gęsior karierę sportową zakończył dopiero pod koniec ubiegłego roku, a w międzyczasie zdążył zdobyć srebrny medal na igrzyskach w Barcelonie czy 22 razy wystąpić w reprezentacji Polski. Jednak to właśnie wówczas, kiedy leżał w szpitalu, zdał sobie sprawę, że warto pomyśleć jak najszybciej o odkładaniu zarobionych pieniędzy.
– Teraz nie muszę się martwić o emeryturę – przyznaje piłkarz. Większość gwiazd polskiego sportu i show-biznesu tylko z pozoru epatuje bogactwem. Bo na sztuce samej w sobie zwykle nie da się zarobić. Dlatego, żeby zapewnić sobie spokojną starość, szukają dodatkowych źródeł dochodów. Coraz więcej artystów – zwłaszcza tych, którym ciężko się odnaleźć w świecie reklam i mało ambitnych seriali – decyduje się na zdobycie drugiego fachu lub założenie biznesu. Inwestycje w nieruchomości, bankowe lokaty czy fundusze to także ich sposób na lepszą emeryturę. Dariusz Gęsior od niedawna rozwija firmę, która doradza w kwestiach dotyczących transferów polskich piłkarzy. Jednak w swoim środowisku zasłynął jako król giełdy. – Na przełomie lat 80. i 90. nie było zbyt wiele możliwości oszczędzania, ale od początku starałem się, by pieniądze zarabiały – opowiada Gęsior i pół żartem, pół serio dorzuca, że cyferki interesowały go już w podstawówce – niemal tak jak wuef lubił matematykę.
Kupił mieszkanie, a pieniądze gromadził początkowo w banku. W pierwszej połowie lat 90., wraz z wejściem na parkiet Banku Śląskiego, spróbował swoich sił na rynku kapitałowym. I nie ukrywa, że giełda to do dzisiaj poważne źródło jego przychodów. – Interesują mnie kontrakty terminowe, akcje, fundusze inwestycyjne, od najbardziej ryzykownych – akcyjnych – po obligacje – wymienia Gęsior. – Od lat inwestuję także w mieszkania i ziemię. Był taki moment, że niemal co roku kupowałem jakąś nieruchomość. Co ciekawe, jest inwestorem samoukiem i ufa tylko własnej intuicji. Wieść o zaradnym koledze szybko rozniosła się wśród piłkarzy. Gęsior czasem podpowiadał im, w co warto inwestować. Radosława Matusiaka i Jarosława Bieniuka wyszkolił na wytrawnych inwestorów giełdowych.
|
|
Od dwóch lat doradza również oficjalnie, dlatego że jest dyrektorem ds. sprzedaży w firmie doradztwa finansowego Dexus Partners, założonej i kierowanej przez Marka Zubera, byłego doradcę ekonomicznego rządu Kazimierza Marcinkiewicza. Do pomnażania zarobków poprzez tę instytucję zachęcił kilkudziesięciu kolegów, głównie początkujących piłkarzy. – Sportowcy i artyści często osiągają sukces finansowy niespodziewanie i w bardzo młodym wieku – zauważa Marek Zuber. – Nie zawsze zdają sobie sprawę, że ich kariera może równie niespodziewanie się zakończyć. Bywa, że zostają bez pracy i do tego jeszcze z pustym kontem.
Do Dexus Partners piłkarze co miesiąc wpłacają po 1 tys. – 3 tys. złotych. Firma inwestuje powierzone pieniądze w skomponowane przez siebie portfele inwestycyjne, składające się między innymi z akcji spółek, które pomaga wprowadzać na GPW i NewConnect, obligacji, funduszy walutowych czy nieruchomościowych. – Przy sprzyjających wiatrach, do emerytury można w ten sposób uzbierać nawet kilka milionów – przeko- nuje Marek Zuber.
Warto skorzystać z porad |
|
| O tym, że warto korzystać z rad profesjonalnych doradców, przekonała się Kim Basinger. W 1989 r. rodzina namówiła ją na zakup za 20 mln dol. miasta Braselton w stanie Georgia. Aktorka miała z niego zrobić atrakcję turystyczną, wybudować studio filmowe i organizować festiwale gwiazd. Okazało się jednak, że artyści wolą Hollywood. Basinger wpadła w tarapaty finansowe i cztery lata później sprzedała Braselton. |
Andrzej Niedzielan nabył niedawno mieszkanie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, wcześniej – ziemię w Chorwacji i mieszkanie w Bułgarii. Tomasz Kuszczak ma dwupiętrowy dom w Manchesterze, a Jacek Bąk mieszkanie we Francji, pałacyk we Lwówku Śląskim i rezerwację apartamentu w jednym z warszawskich wieżowców, który ma być wybudowany w najbliższych latach.
W nieruchomości inwestuje również Mateusz Kusznierewicz. – Wolę bezpieczne lokaty; oprócz gruntów kupuję także obligacje – mówi wielokrotny mistrz świata i Polski w żeglarstwie olimpijskim. Taką taktykę wypracował wspólnie z firmą, która doradza mu w kwestiach finansowych. – Ale od początku dużą część zarobków przeznaczam na rozwijanie swoich umiejętności i zakup światowej klasy sprzętu – podkreśla Kusznierewicz. – Już nieraz przekonałem się, że inwestowanie w siebie procentuje.
Nie omieszkał zasmakować również w biznesie – to wciąga niemal każdego posiadacza większej gotówki. Stworzył Akademię Sportowej Przygody, zajmującą się organizacją między innymi obozów sportowych dla dzieci i młodzieży, ale po siedmiu latach zawiesił tę działalność ze względu na przygotowania do igrzysk olimpijskich. – Firmowałem ją swoim nazwiskiem, więc nie chciałem powierzać jej prowadzenia komuś innemu – wyjaśnia. – Jednak wkrótce chciałbym do tego przedsięwzięcia wrócić, bo w branży turystycznej radziłem sobie bardzo dobrze i dawało mi to sporo satysfakcji.
To nie jest jedyna jego działalność niezwiązana z żeglarstwem. Wraz ze wspólnikami – inwestorami finansowymi – rozpoczyna budowę hotelu SPA na Kaszubach. Przy hotelu powstanie także przystań żeglarska. – To duże wyzwanie i, mam nadzieję, moje zabezpieczenie na czas emerytury – przyznaje Kusznierewicz. Polscy aktorzy i muzycy rzadko dysponują tak dużą gotówką jak sportowcy. – Gwiazdy nie zarabiają u nas ogromnych pieniędzy, to nie Hollywood – przyznaje Sylwia Diakowska, adwokat z Kancelarii Adwokackiej Diakowska & Drożdż i agentka wielu artystów, m.in. Piotra Adamczyka, Magdaleny Cieleckiej i Borysa Szyca. – W Kalifornii doradztwo się opłaca, ponieważ show-biznes jest czwartą gałęzią przemysłu w Stanach Zjednoczonych – dodaje aktor Michał Żebrowski. – W Polsce to nadal szara strefa.
Trudno więc naszym artystom planować poważne inwestycje i zatrudniać doradców. Jeden z tabloidów znalazł jednak majętne wyjątki wśród rodzimych gwiazd. Jeśli chodzi o piosenkarzy najwięcej ma zarabiać Jacek Stachurski – 400 tys. zł miesięcznie, choć głównie w sezonie letnim, gdy gra dużo koncertów. Dodzie co miesiąc wpada do kieszeni 300 tys. zł, jednak zdarzają się i zarobki ekstra – za występ w sylwestrowy wieczór na wrocławskim rynku zainkasowała 150 tys. złotych. Ale dla porównania, amerykańska piosenkarka Rihanna w niecałą godzinę zarobiła pół miliona dolarów, dając prywatny koncert dla rosyjskiego miliardera Olega Dieripaski. Popularni aktorzy serialowi inkasują od 20 do 30 tys. zł miesięcznie, natomiast główna rola w polskiej produkcji kinowej jest warta nawet kilkaset tysięcy złotych. Lecz taka zdarza się tylko nielicznym, a i to sporadycznie.
Oczywiście, na tym wpływy do domowych budżetów zazwyczaj się nie kończą. Każdy stara się wykorzystać swoją popularność do czerpania dalszych korzyści finansowych. – Pieniądze nie leżą w muzyce, ale wokół niej – przyznaje Michał Wiśniewski, założyciel i lider zespołu Ich Troje. – Nie znam artysty, który żyłby wyłącznie ze śpiewania. Chociaż sprzedał łącznie 12 mln płyt, nie uważa się za bogatego: – Gdybym był, nie musiałbym pracować, a przecież pracuję. Może dlatego, że od lat ściga go urząd podatkowy. – To sprawa, która wlecze się za mną od czasów inwestycji w studio nagrań w Łodzi, gdy wszedłem w spółkę z nieuczciwą osobą – przyznaje. – Teraz moją sytuację prawną regulują doradcy. A ja płacę za brak wiedzy finansowej i współpracy z ekspertami w odpowiednim czasie.
Od sprzedaży każdej płyty do kieszeni artysty wpada niecałe 10 złotych. Teraz jednym z najlepiej zarabiających w tej branży jest Piotr Rubik. Jego „Psałterz Wrześniowy” rozszedł się w nakładzie ponad 150 tys. egzemplarzy, podczas gdy nawet 30 tys. uważa się dziś za sukces. Jednak płyty nie wydaje się co miesiąc. Dodatkowe źródła utrzymania są niezbędne. Dla muzyków są to koncerty (w tym występy na imprezach firmowych), procent od sprzedaży koszulek i innych gadżetów, sesje zdjęciowe oraz honoraria z ZAiKS-u (Piotr Rubik i tutaj znajduje się w grupie otrzymujących najwyższe kwoty – między innymi dzięki stworzonemu przez siebie oraz emitowanemu codziennie sygnałowi zapowiadającemu telewizyjne Wiadomości).
Nie wszystkim się udaje |
|
| Don Johnson, aktor znany z „Miami Vice”, poczuł smak krachu finansowego w roku 2004. Założył firmę Timber Doodle Glade Equity Venture LLC (zbyt długa nazwa była jedną z przyczyn porażki), która działała w branży nieruchomości. Sądził, że znana twarz przyciągnie klientów, ale ci byli zdezorientowani, gdy na spotkania biznesowe przychodził sam gwiazdor. Przedsięwzięcie ostatecznie upadło, gdy bank upomniał się o spłatę kredytu. |
– Po tym, jak na udział w świetnej zresztą reklamie kawy zdecydował się Janusz Gajos, takie przedsięwzięcia przestały być traktowane przez artystów jako uwłaczające – mówi Sylwia Diakowska. – Na pewno jednak kampania musi być spójna z wizerunkiem gwiazdy, a nawet podnosić jej prestiż. – To pieniądze zmieniły postrzeganie reklam – dorzuca Wiśniewski. – Psioczą ci, którym nikt takich propozycji nie składał.
Marek Kondrat, aktor i od dwóch lat współwłaściciel sieci sklepów z winami Winarium, bez ogródek przyznaje, że dzięki podpisaniu kontraktu reklamowego z grupą ING mógł w ogóle zacząć inwestować, a przy okazji pozostać niezależny i wierny artystycznym ideałom.
– Jestem z pokolenia aktorów, które nie potrafi dorabiać uczestnicząc w sesjach zdjęciowych do kolorowych pism, grając w mało ambitnych serialach czy tańcząc na lodzie; w tym świecie po prostu się nie odnajduję – tłumaczy. Gdy otrzymywane propozycje nie satysfakcjonowały go od strony artystycznej, umowa z ING zapewniała mu odpowiednie zaplecze finansowe. Tyle, że o swoje finanse Kondrat zaczął dbać już od początku lat 90. Wówczas uległ namowom pewnego banku, który przydzielił mu opiekuna i zachęcił do inwestowania w produkty finansowe. – Do dzisiaj część pieniędzy trzymam w różnych lokatach bankowych, akcjach i obligacjach – mówi Kondrat. – Na własną rękę inwestuję tylko w nieruchomości. Umiejętność pomnażania pieniędzy staram się rozbudzić w swoim synu, bo mnie dużo bardziej pochłania świat wina.
Jedna firma to za mało |
|
| Aktor Brad Pitt założył firmę architektoniczną. Raper Sean „Diddy” Combs zainwestował w wytwórnię płytową Bad Boy Records, własne linie odzieży, firmę produkującą filmy i dwie restauracje.td> |
Żebrowski sam zarządza swoją karierą, nigdy nie miał menedżera. Po części inwestycjami również zajmuje się samodzielnie, choć nie stroni od pomocy doradców. Ci zaczęli się do niego zgłaszać już w czasach, kiedy jako dwudziestokilkulatek zagrał w filmach „Ogniem i Mieczem” oraz „Pan Tadeusz”. – Od tego czasu jestem wierny jednemu bankowi, którego eksperci odpowiednio lokują moje pieniądze, ale poza bankiem mam też innych doradców inwestycyjnych – mówi Michał Żebrowski. – Uważam bowiem, że należy dbać o sprawy finansowe i zabezpieczać się na przyszłość, to bardzo ważne. Nie chce ujawnić, w co zainwestował, ale nie ukrywa, że jest zwolennikiem kupowania nieruchomości. –
Warto inwestować w ziemię, bo jak powiedział Hemingway, nikt jej już nie produkuje – radzi aktor. Norbert Pyffel z Premium Financial – firmy zajmującej się doradztwem finansowym, podatkowym i kredytowym – jest jednym z nielicznych doradców, którzy wśród klientów mają wielu przedstawicieli show-biznesu. A i do niego można się dostać wyłącznie z polecenia znajomych. W ten sposób Pyffel obsługuje w sumie kilkudziesięciu aktorów, muzyków, reżyserów, prezenterów czy producentów.
Jego klienci angażują bardzo różne kwoty, w zależności od ich możliwości finansowych, od kilkudziesięciu tysięcy do nawet kilku milionów złotych. – W naszej firmie istnieje szansa inwestowania w akcje, fundusze inwestycyjne, surowce, waluty, jak również w produkty strukturyzowane – wyjaśnia Norbert Pyffel. Według niego, coraz więcej artystów decyduje się na konsultacje z doradcą finansowym. Wolą się zająć pracą, zamiast zgłębiać wiedzę ekonomiczną. – Gwiazdy tylko sporadycznie mają własne pomysły na strategię inwestycyjną – twierdzi. – Najczęściej skupiają się na realizacji swoich ambicji życiowych i zawodowych, a środki finansowe powierzają nam, żeby te cele móc łatwiej osiągnąć.
Pomysłów nie brakuje |
|
|
Przedsięwzięcia gastronomiczne doskonale prosperują także w przypadku piosenkarki i aktorki Jennifer Lopez, reżysera Francisa Forda Coppoli, aktorów Wes- leya Snipesa czy Roberta de Niro. Szybki interes wybrał 19-letni brytyjski aktor Daniel Radcliffe (filmowy Harry Potter). Korzystając z niskiego kursu amerykańskiej waluty, kupił za 4,3 mln dol. ekskluzywny apartament w Nowym Jorku. Chce go wynająć za 20 tys. dol. miesięcznie. Z kolei piosenkarz Usher stawia na giełdę. Większość z 35 mln dol. (na tyle wycenia się jego majątek) trzyma w akcjach amerykańskich blue chipów. A na bieżące potrzeby wydaje tylko 10 proc. dochodów.td> |
Obecnie do biznesu podchodzi się z większą rozwagą, a wejście w spółkę z doświadczonym menedżerem z bran- ży jest bezwzględną koniecznością. – Bez mojego wspólnika Piotra Pabiańskiego pewnie nie udałoby mi się odnosić sukcesów w branży winiarskiej – przyznaje Marek Kondrat. Pabiański w latach 90. był dystrybutorem wina. Miał 15 proc. tego rynku w Polsce. Sprzedał interes, aby wraz z Kondratem oraz jego kolegami aktorami (Wojciechem Malajkatem, Zbigniewem Zamachowskim i Bogusławem Lindą) założyć sieć restauracji Prohibicja. Po ośmiu latach wszyscy wycofali się z biznesu restauracyjnego. – Wielkich pieniędzy nie zarobiliśmy, ale zdobyliśmy doświadczenie; zgubiła nas chęć szybkiego rozwoju i zbyt pochopne wejście we współpracę z franczyzobiorcami – podsumowuje Kondrat.
Jego koledzy pozostali w zawodzie. On nie. Nie na darmo mówi się, że sukces buduje się na wiedzy zdobytej na porażkach. Dziś jego Winarium (cztery sklepy plus internetowy) ma 5 proc. udziału w polskim rynku sprzedaży wina. A do końca 2010 r. sieć ma zostać rozbudowana do 40 sklepów. Wśród nielicznych, dobrze radzących sobie w gastronomii, jest Katarzyna Figura. Jej restauracja Kom kwitnie dzięki temu też, że do współtworzenia zaprosiła eksperta, Wiesławę Szczep, uznaną restauratorkę i znawczynię win. Ale Figura wraz z mężem Kaiem Schoenhalsem już wcześniej z powodzeniem prowadzili klub Sense (założony głównie z pieniędzy inwestorów). Z dużym zyskiem odsprzedali go po niecałych trzech latach. W myśl wyznawanej przez Figurę, a zasłyszanej przez nią w Nowym Jorku maksymy, że przed upływem trzech lat należy sprzedać restaurację lub stworzyć następną. Bo do tego czasu inwestycja osiąga optymalną wartość.
Pomnożone w gastronomicznej branży pieniądze aktorka inwestuje m.in. w lokaty bankowe – dopóki nie nadarzy się okazja, by wykorzystać je w kolejnym biznesowym przedsięwzięciu. Do zarządzania restauracją się nie miesza. Odgrywa wyłącznie rolę osoby, która swoją twarzą i nazwiskiem przyciąga klientów. Spotyka się z artystami, biznesmenami. – Obecność gwiazdy-właściciela w takich lokalach jest niezbędna – przyznaje Michał Wiśniewski, który jest współwłaścicielem warszawskiego klubu Extravaganza. – Mój klub wyraźnie zwiększył dochody, od kiedy częściej zacząłem w nim bywać, zapraszać znanych gości, doglądać wszystkiego. To niejedyna jego inwestycja. Wspólnie z projektantami Sonią Malinowską i Grzegorzem Kasperkiem prowadzi firmę Xavier Fabienne, która szyje buty na zamówienie.
– Chociaż to małe przedsiębiorstwo, mamy wielu klientów i dużo zamówień – mówi Wiśniewski. Na czarną godzinę trzyma w zanadrzu kilka działek. O dalszych większych zakupach na razie nie ma mowy – póki nie ureguluje zaległych podatków. Wielu artystów i sportowców preferuje inwestycje w przedsięwzięcia pokrewne do wykonywanych przez nich zawodów. Na przykład Dariusz Michalczewski porzucił karierę boksera, by się zająć odkrywaniem i lansowaniem młodych talentów sportowych. Aktor Jerzy Gudejko założył jedną z pierwszych w Polsce agencji aktorskich. Piosenkarka Kayah – wytwórnię płytową Kayax, w której wydaje płyty młodych artystów. Aktor Bogusław Linda i reżyser Maciej Ślesicki otworzyli kilka lat temu Warszawską Szkołę Filmową, a reżyser Andrzej Wajda – Mistrzowską Szkołę Reżyserii.
– Najważniejsze, by biznes był jednocześnie pasją – radzi przyszłym artystom-przedsiębiorcom Marek Kondrat. – Drugi warunek, który jest niezbędny w osiągnięciu sukcesu, to współpraca z ekspertem z danej branży. Bo my, artyści, nie jesteśmy predestynowani do tego, aby robić coś w sposób ciągły. Bujamy w obłokach i działamy pod wpływem impulsu. A biznes wymaga spokoju, koncentracji i czasu. Bez względu jednak na to, czy artyści pójdą jego drogą, czy skoncentrują się na osiąganiu sukcesów w swoim zawodzie, powinni już na początku kariery zainteresować się własnymi finansami. Dowodem na skuteczność takiego postępowania jest leciwy już rockman Alice Cooper. Artysta, zapytany przez amerykański portal finansowy Bankrate.com o swoją strategię inwestycyjną, odpowiedział: „Nie mam pojęcia. Nie robię żadnych biznesów. Ale za to od 33 lat mam tego samego menedżera i zawarliśmy układ: pod koniec każdego miesiąca nie pytam go, gdzie są pieniądze, ale ile ich jest. Nadal mamy kasę, którą zarobiliśmy ponad 30 lat temu. Wypłacam sobie kieszonkowe i prawdopodobnie jestem jedną z nielicznych gwiazd lat 70., które wciąż w ogóle mają pieniądze”.
Monika Kruszewska






Dodaj komentarz